Rekordy... |
Zgadzam się z Tobą całkowicie, że do różnych celów jest to publikowane...również do takich, jak piszesz. Ale, trzeba być "normalnym inaczej", aby przyjąć, że stanowi to dowód rybności naszych wód. Znasz życie - sa ludzie uczciwi i są łobuzy, którzy za wszelką cenę chcą się "pokazać"...Tak było, jest i będzie.
Mówimy o rekordach - a na ilu zawodach wędkarskich, dokonywane są "kanty"...i to nawet na tych, wyższej rangi.
Wszystko dla "Tytułu", zdobycia metalowego garnka, czy papierka, który dumnie można powiesić na ścianie.
To wszystko zależy od człowieka. To jest jakiś element rywalizacji, niektórzy wędkarze lubią się ścigać. Niech tak zostanie.
Myślę jednak, że draństwo należy tępić i musimy to robić wszyscy. Jak mamy wątpliwości, co do uczciwości jakiegoś rekordu, czy tytułu, to trzeba po prostu to publikować i pokazywać palcem...
Ja nie mam nic przeciwko zabieraniu złowionych ryb, o ile jest to robione w granicach przyzwoitości. Wagowe rekordy to są w większości ryby zabite.
Ale żeby oszukać, nie trzeba nawet ryby złowić. Są dziesiątki innych sposobów aby tego dokonać.
Ja również bardzo ostrożnie podchodzę do informacji o rekordowych połowach. Odpowiadając Tomkowi miałem na myśli jedno - nie można wszystkiego widzieć w czarnych barwach, są też jaśniejsze strony naszego życia...
Powiązane z |















