Płomyk proszę |
Jak rozpalić ogień przy pomocy nowoczesnych rozwiązań? To nie jest trudne, a czasem staje się koniecznością. Temat może nie stricte wędkarski, ale przecież oprócz posługiwania się wędką, przydają się nam także umiejętności przetrwania.
Wyprawy na ryby w nowe, nie odkryte jeszcze przez nas rejony to świetna zabawa. Gdy jesteśmy daleko od domu i brania są niezłe często zapominamy o całym świecie. Gorzej gdy wystąpi pauza w żerowaniu. Wtedy zaczynamy odczuwać chłód, dopada nas poczucie bezsilności i frustracji. Gdy nie chcemy jeszcze wracać na poprawę nastroju proponuje ognisko.
Od dawna wiadomo bowiem, że ciepło ognia znacznie poprawia morale i potrafi w magiczny sposób dać spory zastrzyk optymizmu. Załóżmy, iż jesteśmy z kolegą lub grupą znajomych. Na nieszczęście nikt nie ma zapałek ani zapalniczki, bo preferujemy zdrowy tryb życia bez papierosów. Jak więc rozpalić ogień?
Niecenie ognia bez użycia zapałek to prawdziwa sztuka. Chociaż niektórym i z nimi opornie to idzie :). Aby wzbudzić zainteresowanie znajomych i rozgrzać serca niewiast, jeśli takowe zabraliśmy ze sobą, proponuję zaopatrzyć się w krzesiwo magnezowe. Wynalazku tego używają głównie survivalowcy i harcerze, ale warto mieć ten bajer na wyposażeniu. Jeszcze większą sensację moglibyśmy wzbudzić stosując na przykład tzw. indiańskie skrzypki (łuk ogniowy). Jest to jednak technika dość trudna, jak każda naturalna. Osobiście tylko kilka razy udało mi się wskrzesić ogień tym sposobem. Polecam ambitnym :).
Może kilka słów o tym co to w ogóle za twór to krzesiwo. Z klasycznym w formie kawałka stali i krzemienia wspólnego ma tylko tyle, ze także daje snop iskier. I na tym praktycznie podobieństwa się kończą. Nowoczesne krzesiwo to nic innego jak prostokątny blok magnezu z iskrownikiem z jednej strony. Konstrukcja jest więc prosta jak budowa cepa. Aby przy jego pomocy rozniecić ogień potrzebny nam będzie jeszcze nóż i oczywiście coś co da się łatwo podpalić, aby tylko nie była to stodoła sołtysa ;).
Jak używać tego wynalazku diabła i motopompy? Ano, konstrukcja prosta jak cep to i użytkowanie łatwe jak złowienie uklejki. Bardzo ważnym jest przygotowanie sobie hubki, to ją najpierw podpalimy, a następnie od niej zajmą się gałązki podpałki. Hubką może być np.: puch pałki szerokolistnej, puch kwiecia z ostów, lub chyba najpopularniejsza kora brzozowa. Lista odpowiednich materiałów jest długa jak papier toaletowy. Uwagę należy zwrócić aby materiały te były absolutnie suche. Na podpałkę nadają się oczywiście wszystkie drobne gałązki, dopiero na nie kładziemy solidniejsze kawałki drewna. Wniosek ogólny jest taki, że zawsze zaczynamy od elementów najdrobniejszych stopniowo zwiększając ich wielkość.
No to zadziałajmy!
| Pierwsza fotka przedstawia materiały od których zacząłem niecenie ognia. Widać tu korę brzozową, pałkę szerokolistną i drobne patyczki. Uwaga! Kory brzozowej nie należy zdzierać z drzewa (chyba że jest martwe), łuszczy się ona w sposób naturalny. Wystarczy się przyjrzeć. To taki naturalny dar od Matki Natury. | |
| Nóż i krzesiwo. Czyli już prawie płomień. | |
| Aby zapłonął ogień wystarczy troszkę kory brzozowej. Czasem mieszam ją z puchem różnych roślin, to jednak nie jest konieczne. Hubkę układam w miejscu, gdzie chcę rozpalić ognisko. Jeśli jest mokro to tworzę podkład z równolegle ułożonych patyków. Teraz trzeba zeskrobać odrobinę wiórów magnezu, trzymając ostrze noża prostopadle do powierzchni bloku. Nie musi być ich wiele. Następnie zdecydowany ruch nożem po iskrowniku skierowany w stronę wiórów i… otrzymujemy płomyk :). Dokładamy do pieca i mamy ognicho jak ta lala. |
Jeszcze tylko uwaga końcowa. Materiał na ognisko zbierajmy z ziemi lub wykorzystujmy powalone uschnięte drzewa i krzewy. Nie kaleczmy roślin żywych. Zwracajmy również uwagę, na to gdzie chcemy aby zapłonął ogień. Wybierajmy miejsce tak, aby nic się od niego nie zajęło.
Pozdrawiam
Mateusz Sławiński
Inne tego autora: Mateusz Sławiński » więcej...
















Dyskusje i recenzje
Andrzej Trembaczowski
25.02.2008 00:02
Robert Łukomski
23.02.2008 19:09