Po Zjeździe Delegatów |
Nowy-stary prezes ma się dobrze - to już nieprzerwanie 20 lat. Dużymi krokami zbliża się dekada.
Tego betonu zdaje się nic nie skruszy. Jakkolwiek nawet za cztery lata, czy też osiem czy dwanaście - gdy wreszcie dla niektórych nastąpi ta wiekopomna chwila i nowym prezesem zostanie nowy-prezes (aż ciężko - jakby nie gramatycznie to brzmi), który rozbudzi nadzieje jakiejś tam rzeszy wędkarzy na poprawę - nic się nie zmieni. Przez te 20 lat (właściwie już można pisać 24) E. Grabowski uhoduje odpowiednich następców. Takich samych jak on. Zresztą kto by nie był prezesem, zawsze będzie tylko i wyłącznie prezesem … stowarzyszenia. Stowarzyszenie zaś to nie koncern nastawiony na robienie pieniędzy - zatrudniający pracowników zarabiających pieniądze - gdzie efektem finalnym jest jakiś „realny” produkt/usługa o którego jakość się dba, którego to jakość się udoskonala i kontroluje, a osoby które tego nie rozumieją są natychmiastowo usuwane.
Stowarzyszenie PZW to zbieranina różnych ludzi, to zderzenie poglądów ekologicznych (jakże mniejszościowe) z tym co się widzi nad wodą na co dzień, czyli wszechogarniającymi śmieciami na brzegach i jakby wygłodniałymi ludźmi z wędkami w rękach, którzy to są tak głodni i biedni, że muszą zabrać każdą rybę wyłowioną z wody żeby przetrwać.
Stowarzyszenie PZW to wędkarze, którzy marzą o wielkiej rybie - właściwie tylko na tym się koncentrują, a obok nich inni łowią na sztuki - nieważne jaka ryba (choćby ciernik), ale musi być jej w siatce dużo. Jest specyficzna bardzo duża grupa wędkarzy nastawionych tylko i wyłącznie na ryby egzotyczne. Te specyficzne ryby nie rozmnażają się naturalnie w polskich warunkach, ale są duże i smaczne toteż wędkarze sobie ciągle je dopuszczają i wyławiają - ku uciesze osób hodujących dla wędkarzy te egzotyczne ryby, pojawiające się w prawie każdym domu w okresie Wigilijnym.
Są też tacy, którzy na ryby chadzają kilka razy w roku, inni częściej ale wędzisko w ręku to tak dla kurażu - deklarują, że ryby złowić nie muszą. Trafiają się nawet tacy, którzy nawet celowo próbują nie złowić ! (przynajmniej tak piszą).
A to wszystko prawnie pod patronatem ustawy o stowarzyszeniach. W tym więc stowarzyszeniu nikt nie musi nic robić. A jak nie musi to nie robi. Ilu członków stowarzyszenia (z 600 tyś.) ogranicza swoje działactwo do zakupu znaczków.: 1%? .. może dwa. Myślą dodatkowo, że zapłacili za wędkowanie .. a oni się tylko „ściepneli” celem zgromadzenia jakichś środków na robotę, którą w myśl ustawy o stowarzyszeniach sami powinni wykonać -gdyż w stowarzyszeniu pracują członkowie.
Tylko jak oni niby mają tą robotę wykonać, jak nie mają kiedy, jak mają rodziny , jak ledwo im starcza czasu by się na ryby kilkanaście razy w roku wyrwać.
Można by się było nieźle z tego wszystkiego uśmiać , patrząc z boku na ten twór - na to całe stowarzyszenie - jego niemoc, niewiedze członków o swojej roli - gdyby nie to, że odbywa się to kosztem Przyrody.
To kto jest prezesem tego całego, szkodliwego dla środowiska za przeproszeniem eksperymentu nie ma większego znaczenia.
Członkowie w owym stowarzyszeniu mogą sobie wybierać miedzy sobą prezesa lepszego czy gorszego - a syf związany z jego funkcjonowaniem i szkodliwym wpływem na przyrodę pozostanie dokładnie taki sam jaki był, bo patrząc całościowo, to że gdzieś ktoś zagospodarował jakiś pstrągowy „siurek”, czy narobił krześlisk i wrzucił do jakieś „zaporówki” w skali globalnej znaczy tyle co nic.
Sam zaś nowy-stary prezes - obserwując to co „wędkarze” wyprawiają nad wodami - wydaj mi się, że jest ich godnym reprezentantem.
Wędkarze chcą przede wszystkim tanio - no to jest tanio (było tanio i za pewne będzie tanio). Gdyby przyszło realnie płacić za wędkowanie (uśrednijmy 20 zł dniówka - toć to dopiero wtedy by się głosy opłacających podniosły) - tutaj oczywiście realnie znaczy że członkowie mając więcej kasy
w stowarzyszeniu musieli by ją jakoś przerobić, czyli samemu a nikomu się nie chce - i koło się zamyka - jednym słowem jest tanio - nie trzeba robić - jest dobrze.
Wędkarze-członkowie chcą karpa - no to mają karpia - dużo i wszędzie.
Wędkarze chcą jeść rybę - mają RAPR - a nawet jak się komuś weźmie jeszcze coś tam więcej (!!) - to kto ma przypilnować porządku - ano jak to w stowarzyszeniu sami członkowie - ale to już powiedziane zostało, że nikomu się nie chce (przepraszam garstkę zapalonych SSR-ów jak się poczuli obrażeni) - znowuż mamy kwadraturę koła.
Podsumowując. Dla takiego stowarzyszenia odwieczny prezes jest dobrym prezesem, spełniającym oczekiwania członków (większości - chociaż nie zdają sobie być może oni do końca z tego sprawy).
Nie pozostaje nic innego jak życzyć staremu-nowemu prezesowi kolejnych 20 lat udanej prezesury, żeby członkowie którym przewodniczy byli nieustannie z wędkarstwa zadowoleni.
Ja sobie życzę, żeby Polska doczekała się kiedyś takich regulacji prawnych dot. ochrony przyrody / środowiska - które pozbawiły by wpływu na decydowanie o czymkolwiek stowarzyszenie wędkarskie i wszystkich ludzi patrzących na wody i przyrodę jak wilk na owcę.
Do tego czasu kolegów ze stowarzyszenia zasiadających w „loży szyderców” proszę o przesunięcie się celem zrobienia jednego dla mnie miejsca.
Inne tego autora: Wojtek Relidzynski » więcej...
















Dyskusje i recenzje
Tomasz Płonka
19.10.2009 22:40
Ryszard Siejakowski
18.10.2009 00:23