Telewędkarz |
Wyróżniamy kilka subkultur wędkarskich. Wędkujący internauci, wędkujący dziennikarze, niewędkujący działacze. Nie wiadomo dlaczego wyłącznie pojęcie „wędkujący internauta” używane jest pogardliwie. No to wymyśliłem pojęcie telewędkarza. To wędkarz który używa telefonu. Tak jak wędkujący internauta używa internetu. Może by się tak pośmiać z obydwu typów wędkarzy? Czemu nie.
Na początek, parę informacji wędkarskich. Żadne ryby jeszcze nie brały w tym roku porządnie, bo też nie bardzo ma co brać. Nie martwcie się więc w ogóle o dotychczasowe wyniki. Wszystko przed nami. Tydzień brań każdego gatunku powinien wystarczyć dobremu wędkarzowi na złowienie tej jedynej zdjęciowej ryby w roku 2006. Internauta też ma szansę. Wystarczy wykonać kilka operacji. Dla lepszego zrozumienia, posłużę się przykładem komputerowym. Aby złowić rybę należy:
1.Włączyć odpowiednią wyszukiwarkę. Czyli zebrać opinie kolegów łowiących ryby o danej wodzie, sprawdzić czy woda jest czasana siatkami przez rybaków ( w takim przypadku nie ma po co tam jechać), sprawdzić mapy dojazdów i wybrać odcinek z najgorszym dojazdem w celu uniknięcia zjawiska stonki
2.Otwieranie pliku. Otworzyć agrafkę, założyć przynętę, lub – najechać myszą (chwycić za haczyk) i kliknąć ( nałożyć przynętę na haczyk). Kliknąc, zamknąć agrafkę.
3.Zamykanie pliku. Czyli zarzucić przynętę i kliknąć „zamknij” ( zamykanie kabłąka kołowrotka)
4.Kliknij „enter”. Czyli, w przypadku brania unieść wędkę do góry.
5.Zamknij system. Czyli, po skończonym łowieniu posprzątaj stanowisko i poskładaj wędki.
Jeśli już przjedziesz drogi kolego internauto swą inicjację w wędkarstwie realnym, nie pisz jeszcze artykułów. Napisałeś ich już wiele na podstawie doświadczeń z gry Fishing-Simulator. Daj sobie trochę czasu, albo opisuj przyrodę a nie pisz poradnika wędkarskiego. Jak łatwo zauważyć, po przyjściu po rozum do głowy i przeczytaniu paru ksiązek, nie piszę poradników tylko felietony :-)
Dla wędkarzy nie identyfikujących się z pojęciem internauty, tak mocno odcinających się od tego pojęcia i najczęściej wyśmiewających się z kogoś, kto kontaktuje się przez internet: Otóż, drodzy „fachowcy”. Skoro tu dotarliście, to już jesteście internautami. Czy wam się podoba czy nie, skoro macie dostęp do netu i zarazem wędkujecie, to jesteście wędkującymi internautami, czy mu ta nazwa pasuje czy nie. Najśmieszniejsze w tym wszystkim są sytuacje, gdy wędkujący internauta, który uważa że nie jest internautą, naśmiewa się z wędkujących internautów, bo są internautami. Te same teorie na tematy okołowędkarskie można poczytać w niektórych książkach, artykułach w gazetach albo usłyszeć nad wodą od nie-internautów. Zaproponuję wam nowe pojęcie do wyśmiewania. To jest TELEWĘDKARZ. Internauci – można się odkuć za te kilka lat obrażania. Ci, którzy się tak bardzo śmieją z internautów z pewnością mają telefony. Są telewędkarzami. A kto to taki? To osoba, która dzwoni do kolegów i rozmawia o wędkarstwie. Można się nieźle pośmiać z tego, co telewędkarze opowiadają przez telefon. A jakie teorie? Ho ho ho! Telewędkarz wysyła sms-a do kolegi jak złowi rybę. A jak jej nie złowi, to też można wysłać sms-a. A co.
Telewędkarze działają poprzez telefon. Telefonem likwidują sieci na wodach, wykonują telefon do okręgu PeZetWu żeby wyrazić swoją opinię i podać propozycje. Sukcesy telewędkarzy na polu działania na rzecz wód można usłyszeć dzwoniąc pod odpowiedni numer telefonu. Jaki? Nie wiem. Nie jestem telewędkarzem. Można wymyślić jeszcze wiele nazw dla wędkarzy, w zależności od używanego sposobu komunikacji, którzy tworzą jakąś niby grupę.
Wszystkich za to wędkarzy, niezależnie od przynależności do subkultury komunikacyjnej, łączy jedna sprawa. Wszyscy narzekamy na PeZetWu bo mamy powody. Ale, zwykle kończy się na narzekaniu. Bo gdy jest jakaś akcja to liczyć można, ale głównie na komentarze pod informacja, a nie na działanie. Ot, choćby prośba w WŚ o nadsyłanie konkretnych przykładów niegospodarności czy wręcz przekrętów w PeZetWu. Ciekawe ile konkretnych informacji redaktorzy dostali od wędkarzy. Z drugiej strony, dziennikarze chcieliby konkretnych dowodów np. od internautów, to czegoś nie rozumiem. Dziennikarskie śledztwo ma być prowadzone w internecie a „gotowce” dostarczone do druku? Internauci dziennikarzami śledczymi? :) Nie wystarczy że pojawiają się na różnych portalach informacje, tematy do zbadania? No i skąd przekonanie, że ci śmieszni internauci, podejmujący swoje obarczone błędami jakieś akcje mogą coś podsunąć do gazety? A może te działania nie są jednak nic nie warte, mimo małej liczby osób popierających słuszne idee. No bo propozycję zlikwidowania rybactwa sieciowego na rzekach i jeziorach, w ogóle na wodach naturalnych popiera czynnie kilka osób. Reszta, nie zmieniła jeszcze sposobu myślenia albo nie lubi się wypowiadać. Dalej im się wydaje, ze rybactwo sieciowe i wędkarstwo mogą istnieć na tej samej wodzie. Wolą się pośmiać z kogoś, najlepiej z tego że używa internetu. A teraz można się pośmiać z telewędkarza że używa telefonu. I nic dalej razem nie zrobić, nawet nie spróbować zrobić. Tak wygodniej.
Wszystkich, po których się przejechałem bardziej lub mniej, nie przepraszam, ale pozdrawiam tradycyjnym pozdrowieniem ponad podziałami:
Siaty won!
T.P.
Inne tego autora: Tomek Płonka » więcej...
















Dyskusje i recenzje
Andrzej Trembaczowski
31.03.2006 19:15
Ryszard Siejakowski
30.03.2006 23:51
Waldemar Kantyka
29.03.2006 08:50