Zakazy, zakazy, zakazy... |
Spinningiści. Zakała wędkarstwa, z którymi nie wiadomo co zrobić. Skuteczni, dobrze wyposażeni, wyedukowani, bezczelnie łowią ryby jeśli w danym łowisku jeszcze występują drapieżniki. Jakby ich wysłać na przysłowiowe „drzewo”?
W ostatnim numerze WŚ po raz kolejny Marek Szymański, którego niezwykle szanujemy za nieustanną walkę i słuszne komentarze tego, co nad wodą wyrabiają gospodarze naszych łowisk, udowadnia potrzebę wprowadzenia zakazu spinningu wiosną. Że niby szarpakowcy szarpią. Może i szarpią, ale nie widzę związku z kleniowo-jaziowym spinningiem. Na kłusowników jedynym batem jest dobra, profesjonalna ochrona. Niech łapią szarpakowców, a przy okazji niech nie zapomną o innych kłusownikach, o wędkarzach moczących żywce „na węgorza” w okresie tarła szczupaków i sandaczy.
Pan redaktor podaje pomysły młodym wędkarzom, które są tylko wodą na młyn dla władz PZW, które migają się od rzetelnej ochrony, są na rękę wszelkiej maści kanaliom z wędkami, sieciami, agregatami itp., bywającym nad naszymi wodami w wiadomym celu. Jeśli to, że ktoś kłusuje, ma być podstawą do zakazu dostępu do wody dla większości porządnych wędkarzy, to w takim razie trzeba by wprowadzić w ogóle zakaz wędkowania dla wszystkich. Wtedy wody zostaną dla rybaków i kłusowników. Wprowadzenie zakazu bez skutecznejkontroli jego przestrzegania byłoby i tak tylko na papierze, tak jak dotychczas ustawy, regulaminy - dla kłusowników czy mięsiarzy one nic nie znaczą. Znaczą za to dla porządnych wędkarzy, którzy by tego przestrzegali. Wędkarzy, którzy bywając nad wodą dzwonią po policję czy straż gdy sytuacja tego wymaga, albo wręcz sami interweniują. Bo kłusujący na żywca wędkarze przecież nie dzwonią. Mięsiarze trzymający w siatce kilka czy kilkanaście kg ryb też nie dzwonią.
I dalej. Skoro mamy nie łowić jazi i kleni na spinning, to czemu nie wprowadzić zakazu łowienia okoni? A okoń gorsza ryba? To na robaki okonie, jazie i klenie wolno by było łowić a na spinning nie? Gdzie tu sens tego wszystkiego? Bo ja nie widzę. A wspomniany okres ochronny? Owszem, ale czy w takim razie płoć, z którą często mylą wędkarze jazia, nie powinna mieć także okresu ochronnego? Nie należy się płotce, okoniowi, jaziom, kleniom, jelcom, ochrona przed tarłem kilka miesięcy? Konkluzją z takich pomysłów powinien być w ogóle zakaz wędkowania od 1 stycznia do 30 kwietnia albo dłużej. Moim zdaniem pomysł nie trafiony. Pudło, panie redaktorze.
Za to dobrze widać jak się gdzie indziej spinningistów eliminuje. Zakazami trollingu na przykład. Esencja wędkarstwa, czyli łowienie pojedynczych okazowych ryb nie w smak jest moczącym żywcówki, nie w smak łowcom płotek, to trzeba było trollingowców uwalić dodatkową opłatą. Nie żeby te dodatkowe opłaty za drapieżniki zebrać od wszystkich, którzy te ryby łowią. Dopłaty są za metodę, są karą, wyciąganiem pieniędzy z portfela tych, których najczęściej stać, by zapłacić więcej. Po to, żeby inni mogli nie płacić, albo płacić mniej. Dla samej prymitywnej satysfakcji, że się togo "bogatego" uwaliło. Jak w filmie "Dzień Świra" : ..."dobrze im tak, tym chu...m w ich je...ych samochodach...". Dlaczego są dopłaty pt. „za spinning” a nie ma dopłaty pt „za drapieżniki”? Dlaczego na żywca czy martwą rybkę można łowić bez dopłaty, a na sztuczne przynęty się wprowadza extra dopłatę albo okresowe zakazy? Czy to nie ewidentne eliminowanie konkurentów znad wody?
Zakazy, zakazy, zakazy. Za eliminowanie spinningistów zabrali się też mucharze. Ot, zrobiono odcinek specjalny na rzece Dunajec, odbierając spinningistom możliwość połowu na najciekawszych głowacicowych miejscówkach, gdzie również na duże pstrągi wybierali się prawdziwi traperzy, poszukiwacze ryb „zdjęciowych” a nie patelnianego drobiazgu. Wszelkiej maści kółka wzajemnej adoracji muchowej, jako punkt honoru i pierwszą rzecz do zrobienia uznają eliminację spinningu. Bzdurne argumentacje, jakoby to kotwiczki były niesamowicie groźne dla ryb można między bajki włożyć. W dobie nowoczesnego spinningu, gdy wobler w górskiej wodzie jest bardziej straszakiem niż przynętą, zastosowanie przynęty gumowej czy jiga z pojedynczym hakiem jest po prostu logiczne, konieczne, czego muszkarze nie muszą wiedzieć ale mogliby po prostu przyjąć do wiadomości. Usunięcie zadziora z takiego haczyka jest też tylko kwestią zapisu regulaminowego. Łowienie na dwie muchy, zawieszone na przyponie 0,10 czy 0,12 – co tak bardzo jest trendy w muszkarstwie, w przypadku brania większej ryby lub nawet dubletu ledwo wymiarowych pstrągów nierzadko kończy się zerwaniem przyponu i ryby odpływają zakolczykowane. Ile ich zdycha? Nie wiem. Ale z pewnością więcej niż te, które mogłyby się ukłuć nawet kotwiczką woblera o niewielkim, dostosowanym do wielkości przynęty rozmiarze. Kto łowi spinningiem brzany, klenie i pstrągi na głowacicowe woblery? Ale ważne, ze jest cel, wszyscy są za wysłaniem spinningistów na drzewo. Spinofrenia paranoidalna, tak to należy nazwać i leczyć, panowie, leczyć!
Zakazy, zakazy, zakazy. Tylko po to, aby wędkarzom uniemożliwić łowienie ryb. Zakaz wywożenia przynęt. Dobra, jak na kąpielisko ktoś wywozi z przeciwległego brzegu, to ok. Ale jeśli okolica umiejscowienia przynęty byłaby oznaczona bojką, to nic mnie jako spinningiście wędka karpiowa nie przeszkadza. Ominę, inni też chcą łowić. Ale nie, bo akurat na danym zbiorniku karpie trzymają się 150m od brzegu, to lepiej zakazać wywożenia żeby frajerzy zapłacili a nie łowili. Wtedy też mniej trzeba łożyć na gospodarkę, a i siateczkę będzie można postawić poza zasięgiem wędek. Dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Zakazy, zakazy, zakazy. Zakaz łowienia troci w październiku. A co, przecież koledzy kłusownicy muszą mieć spokój, co im będą wędkarze po straż dzwonić. Ryby nie są dla wędkarzy, trzeba plan sztucznego tarła wykonać. A co. Wędkarzom zostawimy te zdechlaki kelty. Czy u nas musi być jak na całym świecie, że się łowi srebrniaki i cieszy walką, wspaniałym zdjęciem srebrnej ryby, a nieraz i podniebienie dostanie „po kubkach” smakiem wędzonej ryby? Nie, my jesteśmy mądrzejsi. Utrzymamy zakaz dla wędkarzy, niech myślą naiwni że od tego zakazu będzie ryb więcej.
A może by tak ktoś wreszcie wydał zakaz oszukiwania wędkarzy, mamienia ich fikcyjnymi opisami rybnych wód, zakaz faworyzowania jednych kosztem drugich? Zakaz prywaty, zakaz przejmowania wód dla wąskiej grupy kosztem innych współwłaścicieli? Bo przecież nie jesteśmy tylko klientami, dzierżawcami, korzystającymi z wód. Jesteśmy ich współwłaścicielami i nie powinniśmy pozwalać, aby władała nimi ludzka głupota, pazerność czy radosna twórczość granicząca z fałszywą etyką, niezależnie z jakiego źródła pochodzą i czym są pomysłem.
T.P.
Inne tego autora: Tomasz Płonka » więcej...


















Dyskusje i recenzje
Pepizi Wawelski <collisioQUKRYTY@FILTRSPAMUop.USUNpl>
21.04.2008 09:17
RAFAŁ T
07.04.2008 12:38