Zawartość cukru w cukrze |
Warto czasem sięgnąć do filmoteki, do polskich komedii, odnaleźć w satyrze z tamtych lat odniesienie do dzisiejszej rzeczywistości. Ośmieszanie paranoi byłego systemu okazało się niestety równiż wizją futurystyczną. Dziś mierzymy zawartość mięsa w mięsie, sera w serze, mleka w mleku.
Za namową znajomych kupiłem kiedyś wędliny w sklepie „eko”. Wydałem 5 dych i zjadłem wszystko w 2 dni. Co to był za smak...
Dowiadujemy się z różnych publikacji, że w szynce, która kosztuje 16zł/kg połowa to woda. Że nie da się wyprodukować sera i sprzedawać go za 11zł/kg. Że 100% sera w serze musi kosztować minimum 20zł. Papier toaletowy 50 groszy za rolkę jest 2 razy cieńszy i mniej wydajny niż ten po 1 zł.
Zmieniłem podejście do wydawania pieniędzy. Skoro połowę zakupionej szynki czy sera wyrzucam, bo psuje się w 2 dni w lodówce, to ile płacę? Drugie tyle. Za szynkę 32zł, za ser 24zł/ za papier 1 zł. A jaki towar dostaję? Byle jaki, niedobry, niezdrowy. Tanio znaczy drogo. A ile wydam na starość na lekarstwa jak się od tego pochoruję? Lepiej nie myśleć, bo bólu głowy dostaję jak tylko pomyślę ile wyniesie ta moja emerytura.
Nie stać mnie więc na szynkę za 16zł, kupuję za 30zł minimum. Smaczne, pachnące, zdrowe, za te same pieniądze co pospolite badziewie. Nie stać mnie na buty w CCC za 100zł, stać mnie za to na buty firmy „ECCO” za 400zł. Nie stać mnie na bluzę o nazwie polar o właściwościach bluzy z bawełny, za 100zł, kupuję prawdziwy polar Adidas za 300zł. Nie dość, że trwałe, to wygodne, ładne, „oddychające”. Komfort za te same pieniądze.
Wędkarstwo dla mnie składa się z wielu czynników. To wartości przyrodnicze, towarzyskie, zdrowotne, czasem smakowe i cena. No właśnie, ile wydaję? Otóż, przeciętnie jeżdżę 60 razy w roku. Wydaję około 4000zł (mam nadzieję że małżonka nie przeczyta tego felietonu). Z tych pieniędzy 10% to zezwolenia za wędkowanie (opłata, składka , licencja, jak zwał tak zwał). 400zł to 3 opłaty okręgowe, członkowska + parę „dniówek”. Reszta to głównie paliwo, motele. Amortyzacji samochodu, olejów, opon już nie liczę, choć spokojnie mógłbym dodać 1000zł rocznie jak nie więcej za te ok. 15 tys km , które przejeżdżam „na ryby”. Wychodzi jasno, że koszt dniówki to ok. 70 zł, z czego licencje to 10%. Chętnie zamieniłbym połowę kosztów paliwa na licencję, bo cóż to za różnica? Żadna. Gdyby lepsze łowiska były bliżej, gdybym mieszkał nad Sanem albo gdybym łowił na Wiśle Wilka to spokojnie mogę kupić licencję roczną. Czy te opłaty są drogie? Jak widać nie, bo sprzedają się „na pniu”. Ile mógłbym dodać pieniędzy do licencji dzienne, gdybym nie musiał daleko jeździć? Łatwo policzyć, że spokojnie 25 zł "bez mrugnięcia okiem". Liczby nie kłamią. Konkretny przykład? Proszę bardzo. Jadę na Turawę z kolegą, wydaję na paliwo 60zł, a pod nosem mam 3 zaporówki ale bez ryb (wyłącznie ze względu na nadmierną eksploatację wędkarską). Moglibyśmy zaoszczędzić po 30zł "na łeb" i zapłacić dniówkę na "naszej" zaporówce.
Wędkarstwo dla większości jednak łączy się z łowieniem ryb, o których to wielu działaczy zapomniało. Nie neguję wartości spacerów, lepiej jednak to wykonywać w pobliskim parku, z dziećmi i małżonką, za to bez wędki. Zdrowe i też pożyteczne:-)
Zajmijmy się jednak kosztami złowienia ryby.
Chciałbym złowić łososia. Gdzie mam szansę i gdzie najtaniej? Na Parsętę, Słupię czy Regę? Nieeee.... Tam muszę pojechać ze trzy razy (średnio) żeby złowić jedną rybę, na kilkudniowe pobyty i wydać na jeden pobyt około 1000zł, razem powiedzmy 3000 zł za jedną rybę. Taniej do Skandynawii czy Kanady, bo wyda się 3600zł a złowi 15 dużych łososi. A inne wartości – przyroda, brak siatek i kłusoli czynią wędkarstwo w Polsce drogim hobby. I stresującym.
Ile powinien wziąć okręg Słupsk za licencje w pierwsze 3 dni stycznia? Stówę za dzień? A może 150? Chętni będą, a kasa by się przydała, co nie?
I tak jest ze wszystkimi rybami, ze wszystkimi wodami. Za mało zarabiamy, żeby płacić 200zł za byle co. Nie stać nas – wędkarzy – na tanie składki czy licencje. Może za 50 lat, ale nie teraz, bo jesteśmy za biedni. Za biedni na bylejakość w sklepie i nad wodą.
Chcę złowić pstrąga. Jest kilka rzeczek na Jurze. Jeżdżę więc kilka razy, zanim złowię wymiarowego pstrąga. I oczywiście wypuszczę. Wydam 300zł na koszty paliwa itp. Jeden pstrąg za 300zł. Lepiej wydać 3000 zł za granicą i złowić w tydzień 100 pstrągów. Taniej. A najważniejsze, że się połowi ryby, a nie liczy wyłącznie na łut szczęścia. Łut szczęścia przyda się żeby łowić pstrągi nie tylko 50-60cm, ale żeby zdarzył się 70-tak.
Mój znajomy zbankrutował bo był krótkowidzem. Widział złotówkę na dłoni, a nie widział 100zł leżących na ziemi. Gdybyśmy nawet stracili część pustych bezrybnych wód razem z częścią członków stowarzyszenia - mięsiarzy, to za czym płakać?
Czy wędkarze i nasze władze założą wreszcie okulary i zainwestują w kalkulatory? Może by tak panowie prezesi PZW na spółkę z panami redaktorami zaczęli przekonywać wędkarzy że tanio to znaczy drogo i byle jak. A drogo to znaczy taniej i dobrze, to może byłaby szansa na rybne wody, pieniądze na ochronę i zagospodarowanie. Internauci tego za was nie zrobią.
Gdyby dawniej pomyślano nad zmianą statutu na stowarzyszenie wyższej użyteczności, to zamiast „sępić” złotówkę od członków na „Łopuszną” wpłynęłoby po 100zł z ich podatków. Ośrodek by się wyremontowało, a cóż by znaczyło „przytulić” przy okazji tą złotówkę z każdej stówy? Czy ktoś by to w ogóle zauważył?
Mam nadzieję was, internauci przekonałem, albo przekonywać nie trzeba. Co zrobią inni, nie wiem, może zainwestują wreszcie w okulary i kalkulator. Może trzeba im zafundować 10 deko prawdziwej szynki, 10 deko prawdziwego sera, ukroić kromkę swojskiego chleba ze swojskim smalcem ze skwarkami. A może, panowie prezesi, kupicie sobie to sami, zjecie na kolację i popijecie herbatą słodzoną cukrem ze stuprocentową zawartością cukru. I następnego dnia te same siły, ten sam czas co poświęcacie na konserwowanie bylejakości i fikcji prowędkarskiej działalności , poświęćcie na dobre zmiany, na tworzenie rzeczy prostych . Zamiast trudnych i skomplikowanych. I zobaczcie wasze i nasze 100zł leżące na ziemi a nie złotówkę w dłoni.
Inne tego autora: Tomek Płonka » więcej...
















Dyskusje i recenzje
Jerzy Nestrorowicz
15.02.2006 21:24
Kuba Guzowski
12.02.2006 20:50
Andrzej Jasiński
12.02.2006 15:57
Piotr Łopaciński
12.02.2006 10:27