Lewe menu

Filtry

Komentarze

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Naprawa obuwia.

Po piętnastu latach odsiadki, gościu wychodzi z kicia. Odbiera swoje rzeczy osobiste, przebiera się w cywilne ciuchy i wychodzi wreszcie na wolność. Za więzienna bramą sprawdza jeszcze kieszenie i ku swemu zdziwieniu, w kieszeni marynarki znajduje kwitek od szewca na naprawę obuwia. Pojechał do swego rodzinnego miasta, zamieszkał kątem u znajomego i pomału przyzwyczajał się do życia na wolności. Po kilku dniach, przypomniał sobie o kwitku od szewca. Z ciekawości postanowił tam pójść. Zakład szewski nadal tam był. Wchodzi do środka i dostrzega tego samego szewca sprzed kilkunastu lat. Szewc się postarzał, pochylił ale ten sam. Wyciąga kwitek i podaje szewcowi. Ten go ogląda, przeprasza i wychodzi na zaplecze. Po dobrych kilku minutach wraca, oddaje kwitek i mówi: będą gotowe na czwartek.

Naprawa obuwia.
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

To lubię....?

Jakiż to hultaj durny jak gąsior,
( z lekka pryszczaty na pysku)
zbeszcześcił ryby, zbeszcześcił wody,
bo zrobił rzeź na tarlisku?

więcej...

ballada o hultaju
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,8/5 (13)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/O konkretnej rybie/Saga o rzecznym szczupaku - Trudny charakter 

Saga o rzecznym szczupaku - Trudny charakter

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 4238 
Komentarzy: 0 
ID: 12081 
Węzeł: 9551 

Termin "rzeczny szczupak" nie ma oczywiście żadnego naukowego uzasadnienia. Zębol przeniesiony do jeziora natychmiast zacznie żyć jeziorowym rytmem i po krótkim czasie nauczy się funkcjonować zgodnie z rytmem stojącej wody.
Jednak wśród wędkarzy, szczególnie starszego pokolenia, termin "rzeczny szczupak" używany jest z pełnym przekonaniem, z głęboką wiarą. Nawet ci, którzy nie stronią od łowienia w jeziorach, stawach, gliniankach, twierdzą kategorycznie, że do przedstawicieli tego samego gatunku żyjącego w odmiennych środowiskach podchodzić należy zupełnie inaczej. Nawet ichtiologowie - jeśli są aktywnymi wędkarzami - zgadzają się z tym punktem widzenia. Bywają sceptyczni podczas akademickich dyskusji, aczkolwiek między sobą rozmawiają o behawioralnych (środowiskowych) przemianach, jakim ulega tryb życia przedstawicieli tego samego gatunku.

Autorzy piszący o szczupaku od dziesięcioleci lokują rzecznego szczupaka nieodmiennie w głębokich dołach o minimalnym przepływie, w strefach stojącej wody pomiędzy główkami, w nieprzepływowych łachach, w rozległych młynówkach, w starorzeczach. Jeżeli piszą o samym korycie, to także umieszczają tę rybę w zastoiskach - za mostowymi filarami, za ujażdżkami, za rafami czy wystającymi przykosami.

Mają, oczywiście, rację. W każdym z tych miejsc można odnaleźć szczupaki. Łowi się tam sporo tych drapieżników, ale zazwyczaj nie są to ryby zbyt pokaźne. Rzeczni rybacy mawiają o takich jedno, dwukilówkach, że są drobnicą karmione. Potwierdzają to obserwacje wędkarzy, przede wszystkim spinningistów, którzy zadowalające sztuki łowią w zastoiskach na maleńkie, okoniowe wręcz przynęty. Praktyka wyczynowców także przychyla się do tego spostrzeżenia - na zawodach główki zwykło się obławiać od podstawy, od strefy wody stojącej. Można tu "zapunktować" okonkiem, ale na tę samą miniaturową obrotóweczkę łowi się niekiedy zupełnie przyzwoitego szczupaka.

Ryba nieoczekiwanych spotkań

Warto przysłuchiwać się porzekadłom znad wody. Warto je notować i całkiem poważnie do nich podchodzić. Przeanalizowanie na przykład stwierdzenia, że rzeczny szczupak jest rybą nieoczekiwanych spotkań, może zweryfikować poglądy spinningisty na wolframowy czy kewlarowy przypon. Choć zmiana przyzwyczajeń, opinii, które zakorzeniły się w głowach, nie są wcale łatwe. Kosztują niekiedy sporo nerwów, sporo forsy. Jeżdżę otóż dość często do Wyszogrodu nad Wisłą i na zerwanych, zatopionych główkach uganiam się za kleniami. To niezwykle trudne łowiska - lekkie podniesienie stanu rzeki powoduje, że woda rwie tam jak w kanionie Kolorado. Prowadzenie drobnego woblerka wymaga sporo wysiłku, niezłego warsztatu i pełnej koncentracji. Jak to zwykle bywa podczas łowienia w wartkim nurcie, uderzenia bywają potężne, silne, wymagające natychmiastowej reakcji. Jeden z moich przyjaciół takie ataki nazywa pełnogębowymi. Ma sto procent racji - ryba nie ma szans na skubanie, próbowanie, przyglądanie się szybko spływającej drobnicy. Rozwiera więc paszczękę jak najszerzej i wali w potencjalną zdobycz.

Warto sobie wyobrazić takie łowisko - dość szybki jednostajny nurt przed poprzeczką, wyraźny wał wodny tuż przed nią, głośny, spieniony, porozrywany nurt nad przelewem toczący się z niewiarygodną prędkością i spokojniejszy bełt za grzbietem ostrogi. Typowe łowisko kleniowe, czatownia dużych kleni... Zupełnie naturalne więc wydaje się stosowanie żyłki o przekroju 0,16 mm i rezygnacja z przyponu zabezpieczającego przynętę przed zębami drapieżnika. Wszak ani klenie, ani trafiające się tu brzany czy nawet sandacze żyłki nie przegryzają... Przez kilka kolejnych wypraw powtarzała się więc ta sama historia - jakiś kleń złowiony na napływie, inny wyjęty spod podmytego materaca. Przychodził czas na obłowienie przelewu.

I oto na samiusieńkim przemiale, tam, gdzie woda rwie najszybciej - tak prędko, że trzycentymetrowy woblerek z niewielkim statecznikiem wygina szczytówkę niczym niezła ryba - następuje raptowne, mocne pobicie. Adrenalina tryska uszami, następuje chwilowy paraliż układu oddechowego - zwyczajne u spinningisty symptomy dobrego brania. Dwukrotne naduszenie szczytówki i na mojej twarzy pojawia się mina, którą zwykłem określać nazwą "kocia morda". Przez chwilę jestem uosobieniem nieodżałowanego żalu. Szczytówka wyprostowana, smętny zwis żyłki i równie smutne kręcenie korbką kołowrotka. Oto na samym przelewie, za jakimś kamieniem, w jakimś wykrocie, w dziurze stał szczupak. Po biciu sądząc, zupełnie przyzwoity, konsumpcyjny taki...

Na trzech zerwanych główkach w Wyszogrodzie straciłem w ciągu następnych kilku tygodni kilka rapalek, parę rebelków i pudełko najdrobniejszych obrotówek. Przyponu metalowego nie stosowałem z uporem maniaka. Powtarzałem sobie, że szczupaki siedzące na samym garbie są dziełem przypadku, "fatalną morganą", wyjątkiem potwierdzającym regułę... Tymczasem okazały się... regułą właśnie.

Zaprzeczało to całkowicie wziętej od Wyganowskiego i Chojnowskiego teorii (i praktyce przecież!) szczupakowych miejsc. Okazało się - po kolejnym rozczarowaniu i stracie przynęty założyłem wreszcie cieniutką wolframkę - że na przemiale siedzą szczupale tęgiego wzrostu. Niejeden raz, ba, nie dziesięć, nie pięćdziesiąt nawet, właśnie na samiuśkich garbach, łowiłem zębole o długości sześćdziesięciu, siedemdziesięciu centymetrów.

Do dzisiaj nie mam pojęcia, co je skłania do ustawiania się w takich stanowiskach. Wszak o kilka, góra kilkanaście metrów mają rojące się od drobnicy zastoiska, ciche zakątki, w których mogłyby przycupnąć sobie bez najmniejszego wysiłku i od czasu do czasu rozwierać paszczękę i tłuc w gęstwę drobnych rybek. Zaprzyjaźnieni ichtiologowie - oczywiście szeptem i zupełnie prywatnie -. taki stan rzeczy przypisywali instynktom terytorialnym szczupaków. Prawdopodobnie z zastoisk wyganiane są przez osobniki silniejsze, bardziej zdecydowane.

Być może tak właśnie jest, ja jednak wolę prawdę głoszoną przez nadwodny lud - na przelewach ustawiają się szczupaki rzeczne, zastoiska wybierają te o jeziorowym charakterze.

W każdym razie w Wyszogrodzie, w Zakroczymiu, w Nowym Dworze, a także w każdych rejonach, w których szczupaki występują pospolicie, obławiam przelewy stosując przy pierwszych kilkunastu rzutach cieniutki, wolframowy włosek. Nie przeszkadza to raczej innym rybom; klenie nie omijają takiego zestawu, nie stronią odeń ni sandacze, ni brzany, ni jazie. Choć przecież daję po tych kilkunastu rzutach zwyciężyć własnym przyzwyczajeniom i zdejmuję przypon zabezpieczający. Ze szczupakami na przelewach tak bowiem jest, że w przynętę tłuką od razu.

Rzeczne jeziorowce

Zresztą nie tylko na przelewach. Doświadczenie uczy, że podczas łowienia na spinning nie warto na długo zatrzymywać się w jednym miejscu - jeżeli celem wyprawy jest zębaty drapieżca. Bo choć lubi on zatrzymać się w zgoła nieoczekiwanych miejscach, to przecież generalnych przyzwyczajeń nie zmienia. Czy w strefie nurtu, czy w głębinie jeziornej szczupak na zawsze pozostaje rybą czyhającą w zasadzce, czatującą w bezruchu na zdobycz, co najwyżej kilka razy dziennie wyruszającą na leniwe patrole. Z natury agresywny, bardzo rzadko przepuści przynęcie przepływającej w bezpośredniej bliskości. Do mocniej pracujących, drażniących jego linię boczną i komórki czuciowe na głowie, wyskakuje niechybnie. Starzy wędkarze twierdzą, że jest to silniejsze od niego. Potwierdza to praktyka - wiele razy zdarzało mi się łowić szczupaka, który przed dosłownie kilkoma minutami zrywał mi przynętę. Radość była podwójna - i ryba w torbie, i stracony woblerek na powrót w pudełku.

Tak naprawdę - choć nie potrafię tego uzasadnić - rzadko wybieram się na szczupaki z rzeki. Uważam je za ryby brzydkie i głupie, wolę więc polować na inne gatunki, esoxy pozostawiając jeziorowym przygodom. Nie jestem jednak człowiekiem specjalnie konsekwentnym i jeżeli klenie czy sandacze okażą się ode mnie mądrzejsze - co zdarza się dość często - "przestrajam" się na zębole.

Muszę wówczas, choć ze znaczną niechęcią, przyznać rację starym mistrzom i zaczynać połów w miejscach zwanych typowymi. Godzę się z faktem, że obok szczupaków rzecznych pływają w wodzie zgnuśniałe jeziorowce.

Listę "typowych stanowisk" powiększam nieco - te wszystkie zastoiska, łachy, ujścia dopływów, mostowe filary, zewnętrzne łuki, ciche zakątki uzupełniam napływami na podwodne przeszkody, na główki, a także niezbyt śpiesznymi odcinkami o jednostajnym nurcie biegnącymi w pobliżu brzegu - wzdłuż burt, wzdłuż linii krzewów, wzdłuż korzeni przybrzeżnych drzew i w kamienistych opaskach. Doświadczenie mi podpowiada, że w rzekach szczupaki wybierają jednak stanowiska z wodą choć lekko, ale płynącą.

cd. Te straszne zęby

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusOdooMetki i wszywki odzieżoweMetkiOsuszanie ścian - iniekcja krystalicznaWszywki odzieżowe

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).