Lewe menu

Filtry

Komentarze

Replika - płoć z białymi narostamiNie

Humor»

Ocena: 1 Ilość ocen: 2

Sklep

Blondynka wchodzi do sklepu tekstylnego i mówi:
- Poproszę jedwabną bluzkę.
- Niestety, ale czystego jedwabiu nie mamy.
- Nic nie szkodzi! Wezmę jaki jest i potem sama sobie upiorę.

Sklep
  • Obecnie 1 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 1/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Zębol

Siedzi wędkarz pośród trzciny.
Jasno widać z jego miny,
że ma w siatce "zębatego".
Grzecznie mówię więc: - Kolego,

więcej...

Zębol
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,9/5 (37)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Sklepowe newsy »

St. Croix SOLE
St. Croix MOJO SALT CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG
St. Croix MOJO SALT
St. Croix Bass X (2017)

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Gra w zechcyka. 

Z cyklu: "Z wędką i szwagrem".

Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3
Ocena: 5,22 
Ilość ocen: 3 
 Ilość wyświetleń: 3029 
Komentarzy: 3 
ID: 48779 
Węzeł: 29272 

- Podjedź jutro do mnie tak około szóstej rano – zwrócił się do mnie już od progu szwagier, zaszedłszy do nas z niespodziewaną wizytą w sobotę rano, po nocnej zmianie w kopalni.

- Tak późno ? – zdziwiłem się, pamiętając, że na ryby umawialiśmy się zawsze raczej na czwartą, a nawet na trzecią w nocy.

- Teraz biorą trochę później – wyjaśnił szwagier. - Tak o ósmej – dodał i przeszedł na bardziej interesujący go temat.

- Daj no tej cholernej orzechówki, żołądek coś mi dzisiaj nawala.

.

Żołądek nawalał mu najczęściej, gdy wracał z nocnej szychty i bary z piwskiem były jeszcze zamknięte. Dawno już skończyły mi się zapasy, przywiezione od „bratanków” w czasach, gdy tam przez rok pracowałem. Została w barku tylko półtoralitrowa, z czerwonym krzyżem na okrągłym jak piłka brzuszku, butelka orzechowej nalewki, gorzkiej jak sto piołunów. Ale szwagier, krzywiąc się i narzekając na okropną gorycz wypijał każdorazowo kieliszek lub dwa (czasem więcej) brązowego płynu.

- Pamiętaj, o szóstej! – przypomniał kończąc wizytę i chrząkając z obrzydzeniem ( - ale świństwo...) po orzechówce.

Nie spóźniłem się i w piękny, wiosenny poranek, zapowiadający słoneczny dzień pojechaliśmy nad nieodległy, piękny i dość rybny zalew, miejsce naszych częstych wypraw wędkarskich. Rowery zostawiliśmy w znajomym ośrodku wczasów niedzielnych, jak się szumnie nazywało coś w rodzaju campingu, gdzie można było i popływać i połowić ryby, a przede wszystkim solidnie pobalangować po tygodniu ciężkiej pracy, nie troszcząc się o hałas tłumiony przez otaczający jezioro las. Szwagier trzymał tam w kącie na przystani starą, przeciekającą wiecznie łódź, którą zawsze przed wejściem do niej oglądałem z coraz większą podejrzliwością. Ale w końcu za przykładem szwagra wsiadłem do niej i wylewając po drodze wodę zardzewiałą puszką po mielonce, popłynęliśmy w odległe o kilkaset metrów zakole czystej wody wśród wysokich trzcin, gdzie po zrzuceniu ciężkiego, betonowego klocka, imitującego kotwicę, przystąpiliśmy do wędkarskich obrządków.

Nie minęło pół godziny, a zaczęły się pierwsze brania. Niestety, brały tylko kilkunastocentymetrowe kroczki karpia z ostatniego i niedawnego zarybiania. Branie następowało po braniu. Odpinaliśmy – klnąc – i wypuszczaliśmy z powrotem do wody tę karpią gówniarzerię licząc, że podejdzie coś większego. Nie podeszło, więc zdegustowani odłożyliśmy na burty wędki z podpiętymi do przelotek haczykami.

- Niech to szlag – stwierdził szwagier i zaczął się rozbierać do majtek - Przynajmniej trochę się poopalam – dodał.

- Poczekajmy, może to przedszkole odpłynie gdzieś w diabły – wyraziłem głośno nadzieję, przeciągając się na ławce w słońcu.

Szwagier wyciągnął z kieszeni wiatrówki wytłuszczoną talię kart i zaproponował zechcyka. Nie lubiłem tej zbyt prostej dla brydżysty gry, ale dla zabicia czasu przełożyłem talię.

Przy dalekim pomoście warknął silnik dużej motorówki i po kilku chwilach pięknym łukiem, ciągnąc za sobą w kilwaterze warkocz piany z gracją podpłynęła do nas biało-niebieska motorówka z lekko przytartym napisem MO. Zatrzymała się o parę metrów od nas.

Utrzymując chwiejną równowagę w rozbujanej nagłą falą łódce szwagier właśnie rozdawał karty. Młody funkcjonariusz służbiście zasalutował i groźnie, ale dość nielogicznie zapytał:

- A panowie co tutaj robią?

Szwagier rozdał ostatnie dwie karty, odkrył atu, którym okazał się akurat treflowy as i położył na nim resztę talii, po czym leniwie odparł:

- A my, my gramy w zechcyka.

- Ale ja widzę, że łowicie ryby – stwierdził ten z motorówki autorytatywnie, patrząc na nasze wędki i bujające się nad lustrem wody spławiki.

- Karty poproszę – zażądał ostro.

Szwagier wziął do ręki treflowego asa i pokazał kapralowi.

- Jest, jest karta, i to całkiem dobra – uśmiechnął się szelmowsko.

- Panie, nie żartuj pan, pytałem o karty wędkarskie – obruszył się funkcjonariusz, lekko podnosząc głos.

- Mamy, panie władzo, mamy karty – łagodziłem pośpiesznie efekt treflowego asa, pokazując w wyciągniętej ręce swoją legitymację. Szwagier grzebał w kieszeni odłożonej wiatrówki.

Policjant włączył silnik i na bardzo małych obrotach podpłynął na metr do naszej łódki, po czym ponownie zgasił silnik. Popatrzył na moją kartę, podziękował i sięgnął ku wyciągniętej dłoni szwagra, która jednak oddalała się razem z łódką, odpychaną falą. Szwagier wychylił się, kapral również. Ich dłonie dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów, gdy nasza łódka pod ciężarem wychylonego szwagra przechyliła się bardziej, szwagier stracił równowagę i ucapiwszy kaprala za rękę runął do wody, pociągając go za sobą.

Zaczęła się kotłowanina w wodzie. Motorówka zaczęła się oddalać od naszej łodzi popędzana wywołaną falą. Szwagier (nota bene doskonały pływak) darł się w wodzie jak opętany, łapał co chwilę milicjanta za szyję i wciskał jego głowę pod wodę, by za moment wyciągać go za kołnierz na powierzchnię. Kapral w przekonaniu, że ratuje tonącego usiłował utrzymać szwagra nad wodą, ale nie bardzo dawał radę, będąc mizernej raczej postury i w mundurze, a szwagier – kawał chłopa, a do tego goły i śliski...

Kiedy przerażony nie na żarty milicjant i szwagier podpłynęli do naszej łódki, podałem im wiosło i kotłowanina trochę się uspokoiła. Po chwili obaj, odsapnąwszy wgramolili się do łodzi. Popuściłem linkę od kotwicy i na wiosłach podpłynąłem do motorówki. Kapral, ociekając wodą podebrał pływającą czapkę i klnąc na czym świat stoi przelazł przez burty i zapalił silnik.

- Panie władzo, a karta! Karty pan nie sprawdził – krzyczał za nim szwagier. Ale kapral ani się obejrzał tylko dodawszy gazu ruszył z kopyta.

- Ty, a gdzie twoja karta? – zaniepokoiłem się, rozglądając po wodzie.

- Tu jest karta – szwagier poklepał kieszeń wędkarskiej torby – tamto, to była jakaś okładka, która poniewierała się w torbie.

- Toś ty specjalnie... zawiesiłem głos, zdumiony bezczelnością mojego szwagra.

- A co, skąpałem dziada, będzie suszył mundur do wieczora, a mnie gacie raz dwa wyschną na słońcu – odrzekł, zdejmując majtki. Wdział na siebie wiatrówkę, przykrywając co nieco i zarządził:

- Steruj na ten cypel – pokazał ręką – tam powinny być grube płocie.

I były.

HJ

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
Mateusz Sławiński

Początek

Nie wiedziałem, że to się zechcyk nazywa
Andrzej

Początek

Primum non nocere

To bardzo sympatyczna gra, w sam raz na łódkę A opwiadanie tez nad wyraz sympatyczne Tylko ten szwagier....

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooForum wędkarskieDarmowy ERP i CRM - Odoo - dawny OpenERPZdjęcia wędkarskieSklep wędkarski

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).