Lewe menu

Filtry

Humor»

Rating: 3,5 Reviews count: 2

Bóg

Dwie rybki kłócą się zaciekle pośrodku akwarium, w końcu odpływają obrażone w przeciwległe kąty.
Po chwili jednak znowu się spotykają pośrodku:
- No dobrze - mówi jedna - załóżmy, że nie ma Boga. To kto w takim razie zmienia wodę w akwarium?!

Bóg
  • Currently 3,5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,5/5 (2 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Hyde Park»

do czapka

To nie takie proste jakby się zdawało
Co nie poprawimy ciągle zawsze mało

Ten "interes" również wypada by zbadać
Jeśli kasy zawsze trzeba mu dokładać!!!

Zerknij też na licznik, co mu wystukało...
700 000 to raczej nie mało

Aby to "dopalić", bo to wszystkich rusza
trzeba raczej użyć ... "super kapelusza" :(

do czapka
  • Currently 5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,8/5 (4 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Gra w zechcyka. 

Z cyklu: "Z wędką i szwagrem".

Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3Ocena: 5,22 Ilość ocen: 3
Ocena: 5,22 
Ilość ocen: 3 
 Ilość wyświetleń: 3329 
Komentarzy: 3 
ID: 48779 
Węzeł: 29272 

- Podjedź jutro do mnie tak około szóstej rano – zwrócił się do mnie już od progu szwagier, zaszedłszy do nas z niespodziewaną wizytą w sobotę rano, po nocnej zmianie w kopalni.

- Tak późno ? – zdziwiłem się, pamiętając, że na ryby umawialiśmy się zawsze raczej na czwartą, a nawet na trzecią w nocy.

- Teraz biorą trochę później – wyjaśnił szwagier. - Tak o ósmej – dodał i przeszedł na bardziej interesujący go temat.

- Daj no tej cholernej orzechówki, żołądek coś mi dzisiaj nawala.

.

Żołądek nawalał mu najczęściej, gdy wracał z nocnej szychty i bary z piwskiem były jeszcze zamknięte. Dawno już skończyły mi się zapasy, przywiezione od „bratanków” w czasach, gdy tam przez rok pracowałem. Została w barku tylko półtoralitrowa, z czerwonym krzyżem na okrągłym jak piłka brzuszku, butelka orzechowej nalewki, gorzkiej jak sto piołunów. Ale szwagier, krzywiąc się i narzekając na okropną gorycz wypijał każdorazowo kieliszek lub dwa (czasem więcej) brązowego płynu.

- Pamiętaj, o szóstej! – przypomniał kończąc wizytę i chrząkając z obrzydzeniem ( - ale świństwo...) po orzechówce.

Nie spóźniłem się i w piękny, wiosenny poranek, zapowiadający słoneczny dzień pojechaliśmy nad nieodległy, piękny i dość rybny zalew, miejsce naszych częstych wypraw wędkarskich. Rowery zostawiliśmy w znajomym ośrodku wczasów niedzielnych, jak się szumnie nazywało coś w rodzaju campingu, gdzie można było i popływać i połowić ryby, a przede wszystkim solidnie pobalangować po tygodniu ciężkiej pracy, nie troszcząc się o hałas tłumiony przez otaczający jezioro las. Szwagier trzymał tam w kącie na przystani starą, przeciekającą wiecznie łódź, którą zawsze przed wejściem do niej oglądałem z coraz większą podejrzliwością. Ale w końcu za przykładem szwagra wsiadłem do niej i wylewając po drodze wodę zardzewiałą puszką po mielonce, popłynęliśmy w odległe o kilkaset metrów zakole czystej wody wśród wysokich trzcin, gdzie po zrzuceniu ciężkiego, betonowego klocka, imitującego kotwicę, przystąpiliśmy do wędkarskich obrządków.

Nie minęło pół godziny, a zaczęły się pierwsze brania. Niestety, brały tylko kilkunastocentymetrowe kroczki karpia z ostatniego i niedawnego zarybiania. Branie następowało po braniu. Odpinaliśmy – klnąc – i wypuszczaliśmy z powrotem do wody tę karpią gówniarzerię licząc, że podejdzie coś większego. Nie podeszło, więc zdegustowani odłożyliśmy na burty wędki z podpiętymi do przelotek haczykami.

- Niech to szlag – stwierdził szwagier i zaczął się rozbierać do majtek - Przynajmniej trochę się poopalam – dodał.

- Poczekajmy, może to przedszkole odpłynie gdzieś w diabły – wyraziłem głośno nadzieję, przeciągając się na ławce w słońcu.

Szwagier wyciągnął z kieszeni wiatrówki wytłuszczoną talię kart i zaproponował zechcyka. Nie lubiłem tej zbyt prostej dla brydżysty gry, ale dla zabicia czasu przełożyłem talię.

Przy dalekim pomoście warknął silnik dużej motorówki i po kilku chwilach pięknym łukiem, ciągnąc za sobą w kilwaterze warkocz piany z gracją podpłynęła do nas biało-niebieska motorówka z lekko przytartym napisem MO. Zatrzymała się o parę metrów od nas.

Utrzymując chwiejną równowagę w rozbujanej nagłą falą łódce szwagier właśnie rozdawał karty. Młody funkcjonariusz służbiście zasalutował i groźnie, ale dość nielogicznie zapytał:

- A panowie co tutaj robią?

Szwagier rozdał ostatnie dwie karty, odkrył atu, którym okazał się akurat treflowy as i położył na nim resztę talii, po czym leniwie odparł:

- A my, my gramy w zechcyka.

- Ale ja widzę, że łowicie ryby – stwierdził ten z motorówki autorytatywnie, patrząc na nasze wędki i bujające się nad lustrem wody spławiki.

- Karty poproszę – zażądał ostro.

Szwagier wziął do ręki treflowego asa i pokazał kapralowi.

- Jest, jest karta, i to całkiem dobra – uśmiechnął się szelmowsko.

- Panie, nie żartuj pan, pytałem o karty wędkarskie – obruszył się funkcjonariusz, lekko podnosząc głos.

- Mamy, panie władzo, mamy karty – łagodziłem pośpiesznie efekt treflowego asa, pokazując w wyciągniętej ręce swoją legitymację. Szwagier grzebał w kieszeni odłożonej wiatrówki.

Policjant włączył silnik i na bardzo małych obrotach podpłynął na metr do naszej łódki, po czym ponownie zgasił silnik. Popatrzył na moją kartę, podziękował i sięgnął ku wyciągniętej dłoni szwagra, która jednak oddalała się razem z łódką, odpychaną falą. Szwagier wychylił się, kapral również. Ich dłonie dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów, gdy nasza łódka pod ciężarem wychylonego szwagra przechyliła się bardziej, szwagier stracił równowagę i ucapiwszy kaprala za rękę runął do wody, pociągając go za sobą.

Zaczęła się kotłowanina w wodzie. Motorówka zaczęła się oddalać od naszej łodzi popędzana wywołaną falą. Szwagier (nota bene doskonały pływak) darł się w wodzie jak opętany, łapał co chwilę milicjanta za szyję i wciskał jego głowę pod wodę, by za moment wyciągać go za kołnierz na powierzchnię. Kapral w przekonaniu, że ratuje tonącego usiłował utrzymać szwagra nad wodą, ale nie bardzo dawał radę, będąc mizernej raczej postury i w mundurze, a szwagier – kawał chłopa, a do tego goły i śliski...

Kiedy przerażony nie na żarty milicjant i szwagier podpłynęli do naszej łódki, podałem im wiosło i kotłowanina trochę się uspokoiła. Po chwili obaj, odsapnąwszy wgramolili się do łodzi. Popuściłem linkę od kotwicy i na wiosłach podpłynąłem do motorówki. Kapral, ociekając wodą podebrał pływającą czapkę i klnąc na czym świat stoi przelazł przez burty i zapalił silnik.

- Panie władzo, a karta! Karty pan nie sprawdził – krzyczał za nim szwagier. Ale kapral ani się obejrzał tylko dodawszy gazu ruszył z kopyta.

- Ty, a gdzie twoja karta? – zaniepokoiłem się, rozglądając po wodzie.

- Tu jest karta – szwagier poklepał kieszeń wędkarskiej torby – tamto, to była jakaś okładka, która poniewierała się w torbie.

- Toś ty specjalnie... zawiesiłem głos, zdumiony bezczelnością mojego szwagra.

- A co, skąpałem dziada, będzie suszył mundur do wieczora, a mnie gacie raz dwa wyschną na słońcu – odrzekł, zdejmując majtki. Wdział na siebie wiatrówkę, przykrywając co nieco i zarządził:

- Steruj na ten cypel – pokazał ręką – tam powinny być grube płocie.

I były.

HJ

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
Mateusz Sławiński

Początek

Nie wiedziałem, że to się zechcyk nazywa
Andrzej

Początek

Primum non nocere

To bardzo sympatyczna gra, w sam raz na łódkę A opwiadanie tez nad wyraz sympatyczne Tylko ten szwagier....

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusDrzewo rodzinneMetkiWszywki odzieżoweZez - Blog zez.plSystemy CMS eZPublish

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).