Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Rekord
Rekordowy szczupak |
Pewnego słonecznego, październikowego dnia wybrałem się nad Wisłę. Po przybyciu nad wodę wyjąłem z pokrowca mój nowiutki kijek, po rozłożeniu go przykręciłem do niego mój ukochany kołowrotek Ryobi i przedziałem przez przelotki plecionkę. Do plecionki przywiązałem wolfram, otworzyłem pudełko z przynętami i bez wahania wyjąłem z niego mojego ulubionego woblerka a mianowicie własnoręcznie wykonanego, 12 centymetrowego flagowca, który był już nieźle pokiereszowany. Zahaczyłem woblera o takie kółeczko do zaczepiania przynęt, schowałem pudełko z przynętami do plecaka i poszedłem na moją szczupakową bankówkę.
Odczepiłem woblerka i oddałem pierwszy rzut. Po 3 obrotach korbką kołowrotka poczułem delikatne "skubanie" w woblera, zaciąłem, ale bezskutecznie. Następne dwa rzuty bez brania, pomyślałem, że ukułem rybę i nie chce już wziąć. Ale w następnym rzucie poczułem na kiju potężne uderzenie. Zaciąłem i rozpoczęła się walka. Z początku myślałem, że to ładny szczupak, ale nie zdawałem sobie sprawy z jego rozmiarów. ryba chciała wyskoczyć z wody, ale ja szybkim ruchem szczytówki w stronę wody nie dałem jej tego zrobić. Szczupak po nieudanej próbie wyskoku postanowił uciec w nurt. Zrobił kilkumetrowy odjazd w prawo na długiej plecionie. Widać, że nie raz był już na kiju pomyślałem widząc jak szczupak się zachowuje. Ale w nurcie nie posiedział zbyt długo. Szaleńczy odjazd w lewą stronę i niestety udany wyskok z wody. Wtedy zobaczyłem, jaki ten szczupak jest naprawdę, wielkie, półtorametrowe, zielone cielsko w żółte plamy i wielki, masywny łeb. Byłem pewny, że to ryba na rekord Polski. Mimo wrażeń związanych z rozmiarem ryby zachowałem zimną krew. Ryba zdecydowała się przepłynąć na drugą stronę główki. Próbowałem ją zatrzymać no tamta strona jest płytka i nie mam szans, aby go zmęczyć, lecz to się nie powiodło. Gdy ryba na płytkiej wodzie do kolan pływała sobie po pięć metrów w każdą stronę to bez zastanowienia wszedłem w butach, spodniach i reszcie wędkarskiego arsenału do wody alby ją wypłoszyć. Poluźniłem hamulec kołowrotka i podszedłem do ryby szybko zwijając plecionkę. Na moje szczęście ryba poszła na głęboką wodę. Kilka lub kilkanaście ostrych 10-20 metrowych odjazdów nieźle zmęczyło rybę. Pod ciągnąłem szczupaka pod samiuśki brzeg. Już miałem go podebrać, już czułem jego potężne cielsko w lewej ręce, gdy hamulec kołowrotka zagrał a szczupak zatańczył na ogonie i poczułem luz na plecionce. Straciłem go, straciłem największego szczupaka jakiego widziałem i o jakim słyszałem. Usiadłem na kamieniu z lekką rozpaczą, ale wiedziałem, że jeszcze go spotkam.
Po powrocie do domu i opowiedzeniu żonie tej historii ona powiedziała: Nie przejmuj się, następnym razem go wyciągniesz.
Ta historia jest całkowicie zmyślona z wyjątkiem kilku szczegółów:
- Mam 13 lat i nie mam jeszcze żony.
- Wiem, że tam gdzie łowię niema takich szczupaków, lecz gdzieś w głębi szczerze w to wierzę.
Nie zmyślone szczegóły:
- Mój wobler i kołowrotek
- Moja bankówka.
Inne tego autora: Alex Lubiejewski » więcej...



















Dyskusje i recenzje
Marcin Korneluk
26.12.2006 18:05
Dariusz Żbikowski
17.12.2006 20:24