Rybie Oko/Artykuły/Patenty i pomysły/Popper – przynęta mało popularna
Popper – przynęta mało popularna |
Popper - wobler służący do połowów powierzchniowych. „Prosta” zasada prowadzenia… Można stosować go w miejscach niedostępnych dla woblera ze sterem lub innych przynęt - roślinność, gałęzie pod powierzchnią, wystające z wody patyki zwiastujące zaczepy, płycizny…
Mój pierwszy kontakt z popperem miał miejsce jakieś 20 lat temu. W długie zimowe wieczory, podczas przeglądania różnych pism wędkarskich, przypadkiem wpadłem na zdjęcia tych przynęt. Od razu pomyślałem, że jeżeli jest ona skuteczna w Stanach czy gdzieś indziej, to czemu nie miałaby być skuteczna u nas.
Już wkrótce okazało się, że mój pierwszy popper (5 cm), wykonany z brzozowego drewna, stał się super przynętą na bolenie i okonie.
Czując pewien niedosyt, zacząłem kombinować, jakby tu zrobić poppera na szczupaki. Oczywiście mowa tu o własnoręcznym wykonaniu. Jak taka przynęta miałaby się zachowywać w wodzie, aby sprowokować dużego, polskiego drapieżnika?
Wszystkie swoje poppery wystrugiwałem z brzozy, trudna w porównaniu do lipy w obróbce, ale ma większy ciężar i mniejszą wyporność.
Przygotowany i wypolerowany kształt woblera zbroję w zaczepy do zamocowania kotwiczek oraz zaczep do wiązania żyłki, następnie w przedniej części wiercę dwa otwory, a w tylnej trzy i w nie wklejam ołowiane ciężarki(w szczupakowych ciężej, z przodu 3 lub 4, a z tyłu o jeden więcej). Większość moich popperów jest tonąca, wpadają jak „kamień w wodę”. Hi, hi, są baaardzo tonące…Ich konstrukcja zapewnia, że mimo to, natychmiast po rozpoczęciu zwijania żyłki, wynurzają się, lecz nie robią aż tyle „rabanu”, co kupne poppery. Mogę nimi bardzo daleko rzucić oraz prowadzić nie tylko na powierzchni, jednocześnie zapewniam, że po zarzuceniu w pierwszych kilku obrotach korbki kołowrotka, natychmiast wypływa na powierzchnię nieznacznie smużąc.
Dalekie rzuty zapewnia mi odpowiednie dociążenie części ogonowej. Taki popper ma równy poziomy lot, nie koziołkuje w powietrzu.
Na naszym rynku jest wiele popperów i wiele znaczących firm, lecz dla mnie moje mają o „niebo” lepszą pracę. Przede wszystkim nie robią aż tyle hałasu i nie chlapią tak bardzo, płosząc przyczajonego drapieżnika. Bardzo subtelnie rozgarniają wodę i tylko nieznacznie od czasu do czasu plusną(to chyba najwłaściwsze określenie) na powierzchni.
Oczywiście, mowa tu o odpowiednim prowadzeniu przynęty, a przyznam, iż jest to cały ceremoniał. Wykonuję rzut w upatrzone miejsce, robię kilka obrotów korbką kołowrotka napinając żyłkę i podnoszę szczytówkę kija pionowo do góry. W tym momencie wobler zdąży wypłynąć na powierzchnię, a po wykonanym ruchu wędziskiem, pierwszy raz pluśnie na wodzie. Następnie opuszczam wędzisko i znowu zwijam żyłkę jednocześnie podnosząc szczytówkę, aż do kolejnego pluśnięcia woblera, itd. Nigdy się nie spieszę, aby nienaturalnie zachowująca się przynęta nie wypłoszyła mi ostrożnego bolenia, czy przyczajonego szczupaka.
Można też po wykonaniu rzutu zwijając żyłkę delikatnie podszarpywać wędziskiem, ale tak, aby popper tylko nieznacznie pluskał na powierzchni wody.
Robię to w następujący sposób: na trzy, cztery obroty korbki kołowrotka jedno szarpnięcie szczytówką kija. Trzymając szczytówkę na godzinie 12 zaczynam zwijać żyłkę, jednocześnie wykonując delikatny ruch nadgarstkiem, powodując w ten sposób chlapnięcie popperem.
W przypadku, kiedy szczupak żeruje agresywnie, wtedy przynętę podaję też szybszą, imitującą zdezorientowaną i przerażoną rybkę, ale tylko w miejscu przypuszczalnego ataku.
Kiedy inne metody prowadzenia przynęty zawiodły, wykonuję rzut i jak poprzednio, zwijam żyłkę jednocześnie podszarując szczytówką, ale co drugie podszarpnięcie wykonuję dość długi ruch całym wędziskiem, z godz. 3 na 12, co powoduje, że popper robi długą „rysę” na wodzie z jednoczesnym odjazdem w bok.
I to jest właśnie hasło do ataku dla szczupaka. Pierwsze, nieznaczne pluśnięcie, zwraca jego uwagę, a drugie dłuższe, z nagłym zrywem w bok, wyzwala instynkt zabójcy.
Innym sposobem, szczególnie skutecznym na bolenia, jest po wykonaniu rzutu, jednostajne i w miarę wolne zwijanie żyłki. Wobler ma tylko smużyć na powierzchni wody! W przypadku tej ryby absolutnie się nie spieszę. Dopiero, kiedy ten spudłuje, robię dwa szybsze obroty korbką, aby go sprowokować do ponowienia ataku.
Wiem, że boleń zawsze wraca w miejsce gdzie przed chwilą uderzył, dlatego możemy spodziewać się ponownego walnięcia w przynętę, ponawiam, więc rzut w to samo miejsce.
Na atak bolenia musimy być zawsze przygotowani, z góry luzując hamulec kołowrotka tak, aby w momencie uderzenia i pierwszego odjazdu lekko oddawał żyłkę. Z zacięciem nie będzie żadnego problemu, ponieważ ma mięsisty pysk i kotwiczki z łatwością się w niego wbiją.
Pierwszy odjazd tej ryby jest najbardziej fascynujący, gdyż na cienkiej żyłce, na jaką łowię bolenie, trudno byłoby go od razu zatrzymać.
Boleń zawsze poppera atakuje wpół, więc w większości przypadków zacięty jest na obie kotwiczki. Nigdy nie zacinam tej ryby, nie ma takiej potrzeby.
Inaczej sprawa wygląda ze szczupakiem, każde pobicie natychmiast kwituję solidnym zacięciem.
Skąd można wiedzieć czy na wędce jest szczupak czy boleń?
To akurat jest bardzo proste do odróżnienia. Boleń, natychmiast po pochwyceniu przynęty, gwałtownie ucieka, podczas gdy szczupak wręcz przeciwnie, robi gejzery wody i świecę, przez co walka staje się bardzo widowiskowa. Dlatego nastawiając się na połów szczupaka hamulec ustawiam na pograniczu wytrzymałości żyłki. Nigdy nie zapominam o solidnym przyponie wolframowym. Musi być długi i wytrzymały. Wiążę go zawsze, bez względu na gatunek poławianej ryby.
Bardzo lubię mieć na wędce szczupaka, ponieważ na jednej świecy się nigdy nie kończy. Na szczupaka proponowałbym też grubszą żyłkę, 0,25 mm byłaby najodpowiedniejsza, a popper odpowiednio większy 7 do 9 cm, gdzie dla bolenia 5 do 6 cm. Mając branie szczupaka zawsze trzeba go siłowo odciągnąć od zaczepów, bo inaczej, ryba na pewno w nie wejdzie i będzie stracona wraz z przynętą.
Na poppera możemy spodziewać się także dużych okazów szczupaka, a wtedy walka jest naprawdę szaleńcza i ekscytująca. Z powodzeniem łowię na nie także jazie i okonie. Mój rekord jazia złowionego na poppera to 2,95 kg. Z początku pomyliłem go z boleniem, za którego stojąc jeszcze w wodzie omylnie go wziąłem. Takie też są w Pilicy.
Łowiąc niejednokrotnie w Wiśle czy w Odrze, miałem też wyjścia kleni i nawet udało mi się kilka złowić, naturalnie nie były żadnej rewelacyjnej wielkości. Na połowy popperem nastawiam się przeważnie w lipcu, sierpniu i wrześniu…
*Poppery na fotografii są moimi „ulubieńcami”. Pierwszy od góry to wielokrotny „zabójca” boleni, a zarazem mój pierwszy „twór”(bardzo leciwy). Drugi i trzeci, to przeróbki woblerów ze sterem SDR, obecnie moje boleniowe „asy”. Kolejne, a odpowiednio dociążone, to szczupakowe poppery…
Niestety, od pewnego czasu robię bardzo mało własnych woblerów. Wolę przeróbki gotowych – uroki mieszkania w bloku…
Inne tego autora: Jarosław Szczepaniak » więcej...



















Dyskusje i komentarze
Kuba Guzowski
17.02.2006 15:33