Z batem nad wodę - cz.1. |
Tekst poświęcony jest metodzie łowienia na tzw. bata. Co to bat chyba tłumaczyć nie muszę :). Artykuł kieruję do początkujących wędkarzy, którzy chcieliby spróbować swych sił w spławiku. Mam nadzieję, że i kilku naszych zagorzałych portalowych spinningistów on zainteresuje :). Bo chyba nie warto zamykać się w jednej metodzie połowów. Zapraszam do lektury.
Dlaczego bat?
To prosta metoda, nie wymaga specjalnie kosmicznych technologii oraz dodatków zasupłanych niczym węzeł gordyjski. Brak przelotek, agrafek, kołowrotka i różnych innych, znacznie ułatwia to łowienie. Co nie znaczy że metoda jest prymitywna! Zupełnie przeciwnie. Jest to sposób bardzo przyjemny i uniwersalny, który można polecić nawet najmłodszym. Gdy ktoś raz spróbuje i się wczuje na pewno osiągnie świetne efekty.
A co naprzeciw?
Raczej niewielki dystans na jakim możemy łowić w porównaniu z innymi technikami spławikowymi. Będziemy mieli duży problem z holowaniem większych ryb. Osobiście największą rybką jaką wyciągnąłem na bata był amur 2kg, Bat miał 8m, a przypon 0,10mm. Niezłą miałem jazdę.
Jaki kijek wybrać?
To chyba podstawowe pytanie na jakie powinniśmy sobie odpowiedzieć. Rynek wędkarski co roku zalewany jest dziesiątkami różnych modeli batów. Producenci ścigają się w produkcji, proponowaniu „rewolucyjnych” rozwiązań itp. itd… Wszyscy znamy to dobrze z reklam, ulotek, katalogów, stron internetowych ble, ble, ble…
Jeśli dopiero zaczynasz swą przygodę z wędkarstwem to nie polecam od razu rzucać się na modele wędek z „wyższej półki”. Fakt, są lżejsze, zbudowane z lepszych materiałów i w ogóle są wspaniałe. Ale nie na początek. Dlaczego? A dlatego, że sporo kosztują a my jeszcze nie wiemy czy nam się spodoba takie łowienie. Co jednak jest ważniejsze i powinniście to wiedzieć – do poprawnego posługiwania się takim kijem trzeba sporo wprawy. A to ze względu na te fajne materiały z jakich je sklecono. Łatwo jest je złamać lub uszkodzić w bardzo brzydki sposób (i znowu dostajemy po kieszeni). Po co nabawiać się nerwicy i zniechęcać od początku?
Aby zacząć przygodę z tą metodą wystarczy w zupełności kijek z „niższej półki”. Jak ja nie lubię tych określeń „niższa”, „wyższa”. Doświadczeni koledzy chyba mnie zrozumieją :). A młodszym wyjaśniam: nie sprzęt się liczy a umiejętności osoby nim operującej. Gdy ja zaczynałem bacikwanie to miałem tatowego szklaka długości 5m. Kolejna uwaga: nie warto od razu kupować kija długiego. Naukę rozpoczyna się od modeli krótszych 5-6m. Nie sięgniesz zestawem tak daleko jak kolega? Nie martw się, ryb nie zawsze trzeba szukać na dużych dystansach. Co do materiałów, to szkła nie polecam, ale jest sporo modeli z kompozytów węglowych, czy węgla o niższej sztywności. Jest w czym wybierać.
Nie podaję konkretnych modeli, bo… Do sklepu trzeba się przejść samemu i zobaczyć jaki kijek akurat leży nam w dłoni. W moim wypadku dochodzi jeszcze kwestia wykonania, stylistyka. Oprócz funkcjonalności lubię także dobry wygląd :). Zresztą nie ukrywajmy, każdy z nas na zakupach zwraca uwagę na takie rzeczy.
W sklepie warto kijek rozłożyć i potrzymać w ręku. Jeśli sprzedawca się na to nie zgodzi omijajcie taki sklep z daleka. Na szczęście rzadko się takie rzeczy dziś zdarzają. Obejrzyjcie dokładnie każdy segment kija. Zwróćcie uwagę na koniec każdego z elementów, wszelkie wyszczerbienia czy pęknięcia eliminują wędkę. Dobrze by było aby ktoś delikatnie chwycił szczytówkę i lekko ją ugiął. Jeśli linia ugięcia nie tworzy równo przebiegającej linii krzywej, a ma jakieś załamanie odłóż i takiego bata.
Gdy już wprawimy się w wędkowaniu kijem krótszym będziemy mogli przejść na model dłuższy. Polecam skok o dwa metry długości w górę. To tak z własnego doświadczenia oraz lekcji wędkowania jakie daję kuzynowi :). Różnica trzech metrów jest już dość duża i czasem ciężko się ogarnąć.
Żyłka
Nie wiem czy słyszeliście jedną z definicji żyłki. Pozwolę sobie ją przypomnieć. „Żyłka jest to taka mocna nić z tworzywa, która łączy rybę na jednym końcu kija z wariatem na drugim jego końcu.” :). To tak aby nie zasnąć nad lekturą.
Niewątpliwie żyłka jest niezwykle ważnym elementem zestawu, przeto bez niej (i bez haczyka) nie można by było nic złowić. Dobra linka batowa powinna być miękka i rozciągliwa, bez tzw. pamięci kształtu. Przy jej zakupie nie kierujcie się wytrzymałością z opakowania! To nie ona się liczy. Ważniejsze jest aby była świeża, nie zleżała, o stałym przekroju na całej długości. Niedopuszczalne jest aby posiadała jakiekolwiek bąbelki w swej strukturze. Kiedyś to się często zdarzało, choć i dziś można takie nici trafić.
Dobrej jakości żyłka nie jest tania, nie jest też droga. 150m dobrej linki można kupić już za 10zł. Nie polecam tych po 5zł czy tańszych, a już na pewno nie bazarowych. Co do grubości to na główną dla rozruchu starczy 0,14mm. Do tego potrzebna będzie dobra przyponówka 0,12mm. Dobre żyłki przyponowe charakteryzują się znaczną rozciągliwością, chodzi oczywiści o amortyzację zrywów ryby. Ktoś powie, że to grubo bo przeczytał w jakiejś gazetce aby stosować maksymalnie 0,10mm. Pamiętajcie jedno – autorzy piszący w prasie to najczęściej ludzie z ogromną praktyką, czasem zapominają dla kogo piszą :). Znam ludzi z nadmiarem siły, oni na początek zanim nauczyli się spokojnie, prawidłowo zacinać stosowali przypony 0,14mm. Inne po prostu zrywali.
Oczywiście grubość żyłki należy dobierać do wielkości poławianych ryb, warunków na łowisku, nawet haczyka itp. Moim zdaniem dobrą propozycją jest właśnie 0,14mm i o 0,12mm Stanowi to dość uniwersalne zestawienie. Gdy zaprzyjaźnicie się bliżej z batem szybko zaczniecie eksperymenty oraz zmiany, jestem pewien.
Spławik
Bez niego można by się obejść, bo ryb się nałowi, lecz oczywiście nie na bata :). Wyróżniamy wiele spławików przeznaczonych specjalnie do tej techniki połowu. Dwa podstawowe kształty to „bombka” i „wierzbowy listek”.
Ogólnie można powiedzieć, że na rzekach stosujemy spławiki typu „bombki”, a na wodach stojących czy też bardzo wolno płynących „listki”. Muszę wyjaśnić – pisząc o podobieństwie do liścia wierzby nie mam na myśli specjalnych spławików typu „dysk”. Być może ktoś zamiennie nazywa dyski listkami. Jedni mówią tak, inni inaczej. Z resztą w wędkarstwie moim zdaniem jedyną rzeczą pewną jest taka prawda: <i>albo się rybę złapie, albo się ryby nie złapie</i>. To chyba jakiś góral wymyślił ;).
Można dzielić te dwa podstawowe typy spławików na jakieś kategorie typu kanałowe, typowo rzeczne, jeziorowe itd. Nie będę jednak się nad tym rozdrabniał. Najlepiej sprawdzić w praktyce, jaki model pasuje do naszej wody. Uwagę zwróćcie na jego wyporność. Te z większą będą wolniej spływać (przy odpowiednim rozłożeniu obciążenia), a i przynęta szybciej dotrze na docelową głębokość połowu.
Kupując spławik nie warto robić tego na żadnym bazarze u przyjaciół zza wschodniej granicy. Najczęściej sprzedają jakieś tanie badziewie, które często – chyba jako gratis – wygląda dość dziwacznie i jest niepraktyczne. Najlepiej wybrać się do dobrego sklepu wędkarskiego i w razie problemów poprosić o pomoc sprzedawcę. Uwaga jednak na sklepy pseudo wędkarskie, znaczy takie gdzie właściciel tylko go prowadzi i sam nie wie do końca, co sprzedaje.
Wiem, jestem upierdliwy z tymi sklepami. Mam jednak trochę złych doświadczeń. W najgorszym z moich przypadków sprzedawca nie wiedział co to są krętliki i PV-1.
Haki i haczyki.
Bez haczyka obejść się nie można. Dziś rynek oferuje nam wiele przeróżnych modeli haków do wszystkich metod połowu, w tym do bata. Nie jest problemem pójście do sklepu i zakupienie paczki dobrych haczyków. Nie to co kiedyś gdy kombinowało się te cudeńka z drutu lub u znajomego kowala :).
Ten mały przedmiot jest spełnia dwie zasadnicze funkcje w zmontowanym zestawie. Po pierwsze jest przedmiotem trzymającym przynętę. Po drugie dzięki niemu możliwe jest wyhodowanie ryby na brzeg.
Ostatnio coraz częściej możemy skorzystać z oferowanych nam przez producentów haków bezzadziorowych. Kiedyś był z nimi kłopot, dziś w każdym lepszym sklepie wędkarskim powinniśmy je dostać. Powiecie, że ryba Wam spadnie? Nieprawda :). Dowodem niech będą mistrzowie świata używający takich haków, muszkarze, a nawet spinningiści. Ja sam także łowię często z takimi hakami. Są wygodne w użyciu, łatwiej wypiąć rybę i jest ona mniej pokaleczona. Może nie od razu zaczynajcie od tego rozwiązania, ale z upływem czasu i wzrostem doświadczenia będzie to świetna alternatywa.
A dlaczego ryba nie spada z takiego haczyka? Odpowiedź jest bardzo prosta. Wędka jest elastyczna, żyłki do bata są elastyczne (o czym wspominałem). Przez stałe napięcie zestawu i utrzymywanie kontaktu z rybą nie dopuścimy do jej spięcia, a elastyczność dwóch powyższych elementów zamortyzuje zrywy walczącej ryby. Ot cała filozofia.
Wśród haczyków batowych także wyróżnia się kilka różnych modeli. Warto zapamiętać podstawowe zasady: do przynęt roślinnych roślinnych lub ciast itp. stosuje się haki o pełnym łuku kolankowym, do innych przynęt mogą być np. tzw. „kryształki”. Od tej reguły są oczywiście wyjątki i w praktyce każdy wędkarz ma jakiś swój ulubiony model, jaki stosuje do konkretnych przynęt.
Wielkość haczyków określa się za pomocą skali numerycznej. Warto wiedzieć, że im wyższy numer, tym mniejszy jest haczyk. Tak, więc hak nr.14 będzie znacznie mniejszy niż np. nr.4. Haczyki radzę kupować znanych firm, o ugruntowanej pozycji na rynku. Nie warto rzucać się na jakieś modele tylko ze względu na niską cenę – jest to zgubne myślenie.
Uwaga! Współczesne haczyki są niezwykle ostre. Obchodźcie się z nimi z uwagą i rozsądkiem.
Ja już hak w nodze miałem, nic przyjemnego :).
Oliwki, śruciny, style.
Służą one do wyważania naszego zestawu. Dzięki nim możemy „uczulić” nasz spławik na brania ryb i poprawić komfort wędkowania. Wyważanie spławika to ich główna funkcja. Podczas wędkowania na bata używa się dwóch głównych typów obciążenia. Są to ciężarki nawlekane na żyłkę oraz na niej zaciskane. Do nawlekanych zaliczamy różnego rodzaju oliwki, beczułki. Ciężarkami zaciskanymi są śruciny i style.
Obciążenie nawlekane to nic innego jak odlana z ołowiu bryłka o określonym kształcie, która posiada otwór do przeciągnięcia żyłki. Do użytku spławikowców otwór ten najczęściej posiada wklejoną rurkę igielitową. Na boku ciężarki mają podaną masę w gramach.
Śruciny są ołowianymi kuleczkami z centrycznym nacięciem w jakie wkłada się żyłkę podczas składania zestawu. Potem się je na niej zaciska. Style to małe walcowate bryłki posiadające podobnie jak śruciny centryczne nacięcie na żyłkę. Oba te rodzaje obciążenia sprzedawane są najczęściej w pudełeczkach z przegrodami, na jakich wymalowane są odpowiednie wartości ich masy. Śrut najlepszej jakości sprzedaje się często w opakowaniach konfekcjonowanych zawierających tylko jedną wielkość ciężarka. Są one oczywiście również droższe :).
Materiałem z jakich wykonuje się obciążenie jest ołów, ze względu na jego duży ciężar właściwy oraz dużą miękkość, a przez to mniejsze ryzyko uszkodzenia żyłki.. Coraz częściej jednak zwraca się uwagę na jego szkodliwy wpływ na środowisko. W wodach zakwaszonych uaktywnia się w formie niebezpiecznej dla organizmów, w wodach innych może go łykać ptactwo wodne. W Anglii np. stosowanie ołowiu jest zakazane. Moim zdaniem jeśli ma się taką możliwość to warto zainwestować w inny materiał.
W części drugiej zmontujemy zestaw :).
PS W tym tekście nie zawarłem całej wiedzy jaką trzeba posiadać aby pewnie poruszać się po świecie wędkarskich zakupów. Jej większość należy zdobyć przez praktykę i testy nad wodą. Jak chyba w każdej dziedzinie, praktyka czyni mistrza :).
Inne tego autora: Mateusz Sławiński » więcej...



















Dyskusje i recenzje
Ryszard Siejakowski
12.08.2008 22:43
Jarosław Szczepaniak
20.07.2008 20:49