Znowu no kill? |
Pisząc ten tekst nie odkrywam pewnie Ameryki, ale mogę się pokusić o dwie rzeczy. Dla jednych o radę a dla drugich o przypomnienie. Takich tekstów powstało już zapewne kilka czy kilkanaście, ale niestety żyjemy w kraju (mam nadzieję, że tylko na razie), w którym upominanie się o wypuszczanie złowionych ryb, to obowiązek każdego wędkarza stosującego tą zasadę. Samo stosowanie maksymy „złów i wypuść” teoretycznie nie powinno być skomplikowane w jej realizacji, ale często bywa tak, że wolę używać określenia „nie zabijaj” bo nieodpowiednie obchodzenie się z rybą nie oznacza do końca darowania jej życia.
Często liczne błędy popełniają początkujący wędkarze, którzy od początku chcą wypuszczać ryby, ale mając już okaz na brzegu dają się ponieść emocjom i nieumyślnie zapominają o odpowiednich „zabiegach” umożliwiającym przeżycie złowionej przez siebie rybie. Tyczy się to także doświadczonych łowców, którzy tonąc w masie sprzętu, nie potrafią wykorzystać jego możliwości i pierwotnego zastosowania, a często też nie przykładają należytej wagi do dalszego losu ryby.
Karpiowanie jest jednym z odłamów wędkarskich, którego głównym przesłaniem jest uwalnianie zdobyczy. Nie licząc przykrych wyjątków jakie zdarzają się wszędzie, mogę zdecydowanie powiedzieć, że karpiarze za główny cel oprócz złowienia rekordowego okazu, stawiają sobie uwalnianie złowionych karpi i amurów. Marzy im się, że okaz wracający do swego środowiska przyprowadzi następnym razem swego dziadka i kolejną dawkę adrenaliny. Miejmy nadzieję, że w przyszłości i inne grupy wędkarskie będą kojarzone z takim postępowaniem na co dzień. Wiadomo, że na rybność naszych wód nie tylko ma wpływ postawa samych wędkarzy, ale także i proceder kłusownictwa, zarybianie przez koła wędkarskie, czystość środowiska i pewnie jeszcze wiele czynników, ale mówiąc przysłowiowo – zacznijmy od własnego podwórka. Stosując się do kilku zasad obchodzenia się z rybami na lądzie dajemy im szanse na dalsze życie i wzrost, co oczywiście może tylko procentować na naszą korzyść. Zacznę więc od początku...
Hol
Ma duży wpływ na dalsze losy naszego przeciwnika. Może być długi i spokojny albo krótki i siłowy. Zdania są podzielone jak należy holować rybę. Krótki, siłowy hol jest dobry podczas walki z dużym okazem, ponieważ długa zabawa z rybą, która wkłada w walkę wszystkie swoje siły może zakończyć się jej śmiercią jeszcze zanim zdążymy ją uwolnić. Zauważmy, że ryba szybko wyciągnięta na brzeg, często jest jeszcze w szoku i dopiero na lądzie pokazuje na co ją stać, a tym samym jest gotowa do wypuszczenia. Sytuacja odwrotna – długi i spokojny hol, często wymuszony zbyt delikatnym sprzętem powoduje, iż ryba na lądzie nie ma ochoty na żadne odruchy, a włożona do wody wydaje się ospała, wręcz niechętna do życia. Jest to sytuacja o tyle niebezpieczna dla ryby, iż strefa przybrzeżna zbiorników wodnych jest słabo natleniona, a wzburzony osad denny często wzmaga to zjawisko. Nie zawsze możemy jednak wybierać jaki rodzaj holu zastosować, bo nakładają się na to czynniki typu ilość zaczepów w łowisku, wytrzymałość naszego sprzętu a często i nas samych. Starajmy się więc w miarę możliwości o jak najkrótszy hol i skrócenie rybie negatywnych odczuć.
Z czym do ryby
Hol mamy już za sobą, a więc co dalej? Rynek sprzętu wędkarskiego jest obecnie tak zasobny, że czynnikiem ograniczającym nas może być tylko zasobność portfela. Wiele firm ma w swych ofertach całą gamę asortymentu do odpowiedniego traktowania ryb. Począwszy od podbieraków, po maty, worki, siatki a skończywszy na preparatach odkażających, ale po kolei.
Podbierak – często o jego wyborze decyduje przypadek. Sam się o tym przekonałem, gdy hol 11-sto kilowego karpia skończył się w małym, trójkątnym podbieraku odpowiednim na płocie – wyglądało to żenująco. Po pierwsze podbierak ma nam umożliwić pewne „przechwycenie” ryby z wody, a po drugie zapewnić rybie bezpieczne przeniesienie do innego środowiska. Cechy jakie powinien posiadać dobry „kasarek” to wytrzymała konstrukcja, obszerność, długa rękojeść ale przede wszystkim siatka o odpowiednim rozmiarze oczek. Dobrze wykonana siatka posiada dno o oczkach w bardzo małym rozmiarze, co pozwala uniknąć rybie straty łusek lub zaczepienia o promień płetwy grzbietowej. Dzisiejsze konstrukcje podbieraków karpiowych posiadają system błyskawicznego składania ramion, co pozwala na podniesienie ryby bez ryzyka ich złamania, ale także na szybkie zważenie ryby bezpośrednio w podbieraku.
Mata – to bardzo ważny składnik wyposażenia. Począwszy od małych, zwijanych do wielkich pływających, wypełnionych pianką lub kulkami styropianu. To właśnie mata stanowi lądowe podłoże dla ryby, decydujące o jej dalszych losach. Powinna być zawsze zwilżona, aby ryba na suchej powierzchni nie zostawiała śluzu, który stanowi dla jej skóry, barierę chroniącą przed pasożytami i innymi czynnikami chorobotwórczymi. Często widuje się nad wodą wędkarzy uwalniających ryby wcześniej opanierowane w nadbrzeżnym piasku i skazane na „niewiadomą” z powodu braku śluzu. Także samo umiejscowienie maty ma duże znaczenie. Jeśli mamy wybór pomiędzy piaszczystym lub kamienistym brzegiem a trawiastą połacią, to wybór zawsze powinien paść na to drugie. Ma to duże znaczenie w przypadku ześlizgnięcia się ryby z maty co ma często miejsce po krótkim, siłowym holu, kiedy ryba później wykorzystuje swe siły na lądzie. Mata może posłużyć także do bezpiecznego wyniesienia ryby w kierunku wody. Wybór maty zależy od naszych osobistych preferencji – wędkarz mobilny raczej nie wybierze wielkiej pływającej maty tylko wersję zwijaną i poręczną, niemniej posiadanie jakiejkolwiek to dla wędkarza etycznego obowiązek.
Siatka – często się zdarza, że chcemy sfotografować wszystkie nasze zdobycze na koniec połowu i pojawia się problem bezpiecznego przechowania ryb. Obecnie producenci sprzętu oferują siatki o różnych kształtach na sztywnych obręczach, zapewniające przestrzeń i swobodę dla przetrzymywanych ryb. Podobnie jak w przypadku podbieraka wielkie znaczenie ma materiał z jakiego jest wykonana siatka. Nie trzeba mieć od razu drogiego tunelu dla wędkarzy wyczynowych, aby móc bezpiecznie przechowywać ryby. Należy jednak podkreślić, że nawet największe oferowane siatki nie stanowią odpowiedniego schronienia dla ryb okazałych, o wadze powyżej kilku kilogramów.
Worek karpiowy – stanowi właśnie alternatywę dla siatek na sztywnych obręczach, gdyż można w nim przechowywać duże okazy. Najlepiej gdyby był zrobiony z miękkiego materiału i posiadał zamek błyskawiczny. Ogólnie przyjętą zasadą jest trzymanie w worku tylko jednej ryby, a więc spodziewając się seryjnych brań okazów, musimy posiadać przy sobie przynajmniej 2 worki. Tyczy się to oczywiście sytuacji, w której nie posiadamy aparatu fotograficznego i czekamy na osobę, która ma go dostarczyć lub gdy jest noc i chcemy zrobić wyraźne zdjęcia za dnia.
Torba do ważenia – to jakby worek karpiowy, który posiada wbudowane ramiona z uchwytami do zaczepienia wagi. Jeśli nie jest ona wykonana z materiału ażurowego tylko jednolitego, posiada najczęściej otworki do odprowadzenia wody z ociekającej wodą ryby, tak aby wynik ważenia był wiarygodny.
Środki odkażające – służą do zabezpieczania rany po haczyku lub innych występujących na ciele ryby. Zastosowanie takiego środka sprowadza się do umieszczenia niewielkiej jego ilości w miejsce rany, dokładnego rozprowadzenia go w tej okolicy za pomocą palca i odczekaniu krótkiej chwili. Stosowanie w Polsce tych preparatów jest raczej mało spotykane, co nie znaczy że w przyszłości nie stanie się codziennością.
Inne akcesoria – to znany na co dzień wypychacz haczyków, szczypce chirurgiczne, a także rozwieracz szczęk zakończony kulkami, w przypadku połowów szczupaka. Uzupełnieniem będzie zapewne waga, miarka i aparat fotograficzny. Ich zastosowanie jest oczywiste, więc pominę ich opis.
Ryba na lądzie (i nie tylko)
Jesteśmy już wyposażeni w niezbędne akcesoria do „troski o rybę”, ale musimy je jeszcze umieć wykorzystać w praktyce. Po holu zakończonym lądowaniem ryby w podbieraku, nadchodzi moment wyniesienia jej na ląd. Mówię w tym miejscu o okazowej rybie, gdyż z małymi rybami często nie ma takich kłopotów, co nie oznacza, że mamy je traktować inaczej. A więc składamy ramiona podbieraka, jeśli takowy posiada ten system, jeżeli nie to wyciągamy je ręcznie lub chwytamy za siatkę aby ich nie złamać. Następnie kładziemy podbierak z rybą na macie, która jeśli jeszcze nie została zwilżona, to powinna być jak najszybciej polana wodą (zawsze trochę wody jest na siatce podbieraka). Delikatnie wyciągamy rybę z podbieraka i wsuwamy jej głowę w specjalny kaptur doszyty do maty – jeśli takiego mata nie posiada, to głowę ryby nakrywamy mokrym workiem karpiowym. Ma to na celu uspokojenie ryby, co pomoże nam w jej późniejszym odhaczeniu i fotografowaniu. Zachowanie ryby na macie można raczej wcześniej przewidzieć, m.in. zależy to od holu, co wcześniej opisywałem. Pamiętajmy jednak, że z pozoru spokojna ryba, może w każdej chwili znaleźć się poza matą odzyskując wigor, podczas gdy my zamierzamy oddalić się na chwilę. Komfortową sytuacją jest łowienie we dwójkę – kolega pilnuje ryby a sami udajemy się po aparat, wagę czy inny potrzebny sprzęt. Jeśli ta chwila może się przedłużyć, należy pamiętać o polewaniu ryby wodą, co ma szczególne znaczenie w dni upalne, a ryba leży w miejscu nasłonecznionym. Przechowywanie ryb w siatce czy worku karpiowym także skróćmy do minimum. Każdy gatunek odmiennie znosi takie przetrzymywanie i nie mamy żadnej gwarancji, że np. amur przeżyje w niewoli tyle samo co karp.
Inną kwestią jest prezentacja naszej zdobyczy do zdjęcia. Rybę chwytamy powoli ale stanowczo. Wkładamy dłonie w okolice płetwy odbytowej i piersiowej i delikatnie unosimy, będąc w gotowości do odłożenia jej na matę w chwili gdy zaczyna się rzucać. W tym miejscu należy podkreślić, że rybę trzymamy zawsze nad matą w pozycji kucającej, klęczącej lub gdy stoimy w wodzie. Nigdy nie róbmy tego stojąc na lądzie, ponieważ upadek okazowej sztuki z takiej wysokości może zakończyć się jej szybką śmiercią! Drugi wielki błąd jaki popełniają wędkarze to wsuwanie palców pod pokrywy skrzelowe, co grozi uszkodzeniem tego jakże delikatnego narządu. Szczególnie często ma to miejsce w przypadku prezentacji szczupaków, sumów, sandaczy i innych dość długich ryb – te ryby jak każde inne zasługują na troskę i szacunek!
Powrót do wody
Po zakończonej sesji wagowo-fotograficznej zwracamy rybie życie. Jak to zrobić? Wynosimy ją na macie, w podbieraku, worku, torbie do ważenia lub bezpośrednio z siatki. W miarę możliwości postarajmy się aby wypuszczane ryby nie lądowały w płytkiej wodzie przybrzeżnej no chyba, że nasze łowisko jest głębokie już od brzegu lub posiada strome brzegi i nie mamy wyjścia. Często ryba zmęczona holem, długo nie może dojść do siebie. Należy w takiej sytuacji chwycić rybę za nasadę ogona i wykonywać ruchy przód – tył, co pozwoli na obmywanie skrzeli przez wodę i zawarty w niej tlen. Gdy wyczujemy gotowość ryby do odpłynięcia (naprężenie mięśni, gwałtowne ruchy) puszczamy rybę. Jeśli mamy możliwość wejścia do wody zróbmy to bez wahania. Ryba na pewno szybciej dojdzie do siebie i bezpiecznie odpłynie do swego środowiska. Jeszcze mała uwaga co do wypuszczania ryb z siatek. Niejednokrotnie widziałem jak wędkarze podnosili siatkę do góry dnem i wytrzepywali ryby do wody jak śmieci. Powoduje to utratę łusek, śluzu i może także skończyć się śmiercią ryb wywołaną upadkiem z wysokości. Wystarczy siatkę zanurzyć w wodzie i stopniowo unosić dno a ryby same wypłyną w dobrej kondycji.
Dla wielu z Was ta garść rad z mojej strony wyda się zbyt oczywista, ponieważ być może macie to we krwi od dawna. Nie mniej jednak młodzi wędkarze na pewno się czegoś z tego tekstu mogą nauczyć i w przyszłości traktować ryby jako godnych przeciwników, a nie potencjalne źródło mięsa. Mam nadzieję, że nowe pokolenia wędkarzy będą „rodzić się” z zasadą „no kill” we krwi. Marzy mi się też, że znikają znad wód obrazy typu ....”Panie gdzie ku...a tyle mięsa do wody wypuszczać!”, z gazet znikają zdjęcia z rybami na tle pralki a z opisów połowu słowa typu ...”głowa posłuży mi za trofeum, które powieszę w przedpokoju”. Ludzie wypuszczajcie ryby, bo zostaną tylko grzyby! No to pozdrowienia z nad wód pełnych żywych ryb!
Inne tego autora: Kamil Snażyk » więcej...
















Dyskusje i recenzje
Piotr Żuchowski
21.08.2008 22:22
arkadiusz <arus92UKRYTY@FILTRSPAMUbuziaczek.USUNpl>
20.02.2008 14:00
Mateusz Sławiński
09.02.2008 10:12