Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 6 Ilość ocen: 1

Sławny myśliwy pokazuje znajomemu swoje trofea. Gość
zachwycony widokiem licznych poroży, szabli i kłów, nagle
woła:
- W rogu salonu widzę na ścianie głowę uśmiechniętej kobiety!
- To głowa mojej teściowej. Do ostatniej chwili biedaczka
myślała, że chcę ja sfotografować!

Hyde Park»

Konkursowa recepta

By w konkursie wystartować
Trzeba by coś wysmarować.
Trzeba umieć opowiadać
No i słowa mądrze składać.

więcej...

Szukaj

Reklama

Sklepowe newsy »

St.Croix Rage Casting
St.Croix Panfish
St.Croix Rage
Bluza damska WFJ0320
Koszulka damska WRT9118
ACME - Phoebe

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Bajka o wędkarzach, rybakach i kormoranach. 

Bajka o wędkarzach, rybakach i kormoranach.

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 4008 
Komentarzy: 4 
ID: 173082 
Węzeł: 140540 
Ryszard Siejakowski

Mój serdeczny przyjaciel, na dniach wrócił z wojaży po naszym ukochanym kraju. Z jego relacji maluje sie smutny obraz rzeczywistości polskich wód.

Przyjaciel jest wędkarzem, i to ze stażem, budzącym respekt. Kiedyś łowił ryby i to bardzo udanie, dziś więcej przesiaduje nad wodą, zastanawiając się gdzie te ryby, co drzewiej w wodach pływały. Tego lata pognał jak szalony nad Jeziorsko, łudząc się, że może tam, na tych kilku tysiącach hektarów wody, coś się da ułowić. Złowił niewiele, za to usłyszał i poczynił obserwacje, które nie tylko nie napawają optymizmem ale wręcz budzą grozę. Konkluzja z wyjazdu była jednoznaczna. Może i jakieś ryby w Jeziorsku pływają, musi jednak co strasznie cwane, bo na wędkę złowić nie bardzo się chcą. Wędkarze i rybacy w symbiozie raczej nie żyją, chociaz i ten obraz zaczyna się zmieniać na korzyść. W jednej kwesti, dmią jednak w tą samą trąbę. Jeziorsku zagrażają kormorany. Kormoran, ptaszek może i urokliwy ale tylko gdy leci w powietrzu. Gdy siądzie na drzewie to zazwyczaj sra, gdy nurkuje to źre. A apetycik to ptaszydło ma niezłe. Potrafi wciągnąć w jeden dzień nawet do pół kilograma ryby. Gdy było ich na Jeziorsku kilkadziesiąt czy nawet kilkaset, pół biedy. Chronione prawem, rozmnożyły się nad podziw. Dzisiaj według szacunków na Jeziorsku bytuje około 10 tyś kormoranów. Dziesięć tysięcy żarłoków i dziesięć tysięcy osrańców. Tylko człowiek, który nigdy nie był w pobliżu kolonii kormoranów, może byc całkowicie bezkrytyczny do tego ptaszydła. Fetor jaki sie unosi w pobliżu ich legowisk jest nie do zniesienia, zwłaszcza w okresie letnim. Ptaszydło pozbawione naturalnych wrogów a dodatkowo szczególnie chronione, lęgnie sie jak nie wymawiając Chińczycy. I źre. Coraz więcej. Sra zreszta też, adekwatnie do ilości zżartych ryb. Gdy przemnożyć ilość ptaszydeł przez ilość ryb przelatujących przez trzewia, wychodzi, że dziennie znika z wody 5 ton ryb. Już ze strachu nie chce przemnażać to przez ilość dni w roku aby nie popaść w kompleksy. A to nie największa kolonia kormoranów w Polsce. W takich Kątach Rybackich na Mierzei Wiślanej, koczuje prawie 40 tyś nienasyconych żarłoków, zżerających bagatela 20 ton ryb dziennie. Jeśli kogoś interesuje ile wysra to towarzystwo, to niech sobie zada trud i wykona operacje mnożenia. Smrodu będzie tez na pare ton dziennie. Gdzieś w tle prawem chronionych kormoranów przewija się czy to rybak czy wędkarz. Ani jeden ani drugi, prawem chronionym nie jest, więc zaciska zęby z wściekłości i życzy tym czarnym ptaszydłom pomoru, wszelkich chorób a nawet ataku terrorystów, którzy by to ścierwo wypalili napalmem lub posypali Azotoxem. Jest swoistym paradoksem, że to pandemium, bytuje dzięki wędkarzom i rybakom. Gdyby dziś, jedni i drudzy, przestali zarybiać ten czy inny akwen, zapewne po kilku latach problem kormoranów, zostałby rozwiązany w naturalny sposób czyli w wyniku albo smierci głodowej albo emigracji ptaszydeł w inny region Polski. Polacy to Naród wybrany. Jak niszczymy, to do końca. Jak chronimy, to całkowicie irracjonalnie. Wystarczy popatrzeć na kormorany czy bobry. Rozpanoszyło się to tałatajstwo ponad wszelką miarę a my zastanawiamy się co z fantem zrobić. Ciekawe jak długo.

I jeszcze jedno aby w bajce nie tylko było o kormoranach. Wędkarze i rybacy psioczą na pogłowie ryb. Wystarczy trochę pomyśleć, podedukować aby zrozumieć, że nie tylko kormorany pustoszą wody. Dziwnym trafem, ilość ryb zaczęła gwałtownie maleć w naszych wodach, gdy zawodowi rybacy masowo zaczęli stosować sieci żyłkowe a wędkarze zostali wyposażeni w sprzęt z wyższej półki i motoryzacja stała sie powszechna. I jak w staropolskim zabytku literatury zewsząd słychać : Ksiądz pana wini, pan księdza, A nam, prostym, zewsząd nędza ...

I tak to jest w tej bajce o kormoranach, wędkarzach i rybakach. Ryb coraz mniej, natomiast gówna i smrodu coraz wiecej

Dyskusje i recenzje

Pokaż teksty   
   
Primum non nocere

Cześć Ryszard
Problemem jest nadmiar kormoranów, niewątpliwie. Ale to wynik ignorancji człowieka, który "ulepsza" Matkę Naturę to w tę to znów we w tę i nazad. Dawno trzeba było wprowadzić odstrzał planowany. Zamiast tego na Jeziorsku miejscowi wzięli sprawy w swoje ręce. Kilka lat temu (4-5?) dokonali rzezi w kolonii lęgowej. Wierz mi, choć nie kochasz tych ptaszorów, nie chciałbyś tego widzieć, co tam zostało. Mówię z autopsji. Byłam, widziałam. Zrzucone gniazda, pozabijane kijami pisklęta.... I choć żarłoczność kormoranów dotyka i mnie, jak każdego rybołapa, uważam, że nikt nie ma prawa do takiej "zemsty na konkurencji". A na prawną regulację rozwiązującą kwestię w sposób definitywny i kompleksowy, nie lokalny, też chyba nie ma co liczyć w najbliższej przyszłości, bo ktoś tam , na górze , musiałby się przyznać do błędnej decyzji. A to boli.......
Pozdrawiam Cię cieplutko.... Ewa

Początek

Mateusz Sławiński

Spór o kormorany toczy się w naszym kraju już od dłuższego czasu. Rzadko podaje się sensowne argumenty przemawiające za udzieleniem pozwolenia na większy odstrzał, lub inną formę ograniczenia populacji tego czarnopiórego rybojada.
Może się mylę, przedstawię tylko swój punkt widzenia.
Do Kątów Rybackich mam stosunkowo niedaleko. Istotnie, fetor koloni lęgowej uderza człowieka niemiłosiernie mocno i natychmiast zwala z nóg. Naprawdę trudno go wytrzymać. Niekontrolowany rozwój koloni z pewnością prowadzi do zniszczenia sporych fragmentów lasów. Co do rybostanu, to aby wyżywić te ptaszki potrzebne są spore ilości pożywienia, tutaj ryb. Tereny łowieckie tego ptaka muszą być zasobne, inaczej na pewno by się tak nie mnożył. Problem zdaje się leżeć wg mnie gdzie indziej.
Tak jak zwrócili uwagę Tomek i Darek, kormoran występował zawsze i nigdy nie przeszkadzał on człowiekowi. Gdzieś nawet czytałem, że jego obecność była kiedyś znakiem dobrej kondycji zbiornika wodnego. W tamtych czasach jednak nie mieliśmy do czynienia z silnie rozwiniętą, łupieżczą gospodarką rybacko-wędkarską. Wtedy człowiek brał tyle ile potrzebował, nie tyle ile dał radę unieść.
Konsekwencją zmiany stosunku do połowów było zmniejszenie się populacji ryb w naszych wodach. Dołożyła się do tego także dobrze nam znana organizacja wędkarska. Choć nie wydaje mi się, aby można było zawsze całą winę zwalać na nich. Nie jest to chyba zbyt sprawiedliwe.
Dlatego problem stawiam tak:
Człowiek doprowadził do wyrybienia gospodarowanych przez siebie wód. Niby prowadzi jakieś działania mające naprawić szkodę jaką wyrządził środowisku, orientując się na szczęście w swym błędzie, lecz jest to wciąż kroplą w morzu potrzeb. Po drodze popełniono kolejny błąd polegający na prawie całkowitym wytępieniu kormorana a wcześniej orła bielika. Spowodowało to „zniknięcie” ich na kilka lat z ekosystemu. W tym czasie podjęto kroki mające na celu ochronę wymienionych gatunków. Kłopotliwe jest jednak powolne rozmnażanie się bielików będących, jak słusznie zauważył Darek, naturalnymi wrogami kormorana. Na czarnopiórego potrafiły podobno zapolować kiedyś także wydry czy lisy (gdzieś to zasłyszałem), ale w wyniku kilkuletniego braku kontaktu z ptakiem przestały postrzegać go jako ewentualne źródło pokarmu i muszą się ponownie nauczyć na niego polować.
Błędy popełnione przez człowieka, owocują postrzeganiem kormorana jako wroga numer jeden dla rybaków i wędkarzy – przecież musi być winny, abyśmy nie byli to my.

Odniosę się jeszcze tylko do wspomnianych w dyspucie bobrów.
Napiszę tak: czysta głupotą jest postrzeganie ich jako szkodników. Dlaczego? Tu proponuję przeczytać znane mi strony (kiedyś musiałem coś napisać o tych gryzoniach), do jakich linki zaserwował Darek. Szczególnie ciekawa i pouczająca http://www.bobry.org/. Mam szczęście znać w okolicy kilka miejsc występowania bobra i osobiście jestem zadowolony z ich działalności.

Pozdrawiam
Mateusz

Początek

Zastanawia mnie Rysku jedno. Czy 50 i 100 i 200 i 300 lat temu były w ogóle jakieś ryby. No bo kormorany były.

Podejrzewam, że na wodzie bez rybaków z tymi sieciami żyłkowymi i bez wędkarzy dostarczających codzień ryby do smażalni czy restauracji (taki nowy zawód "wędkarz" wykreowany przez PZW), pożywliły się zrówno kormorany jak i metrowe sandacze i szczupaki, dwumetrowe sumy, i miejscowa ludność, a i jak wsieć weszło więcej to się do dworu zawiozło sprzedać albo na targ.

Problem jest chyba gdzie indziej. Problem w ilości ryb, przystępujących do tarła. Jeśli narybku byłoby 1000 razy więcej na każdej wodzie, to znalazłoby się żarcie i dla kormoranów i dla nas - smakoszy od czasu do czasu. A jak ryb w wodzie jest 1% z tego co powinno być, to skąd ma być ten narybek?

To jest jak domek z kart. Wyciągniesz jedną, dwie, to stoi. Wyciągniesz trzecią i się wali. Trzecią kartę wyciągnął prezes Grabowski i jego towarzystwo, do spóły z rybakami i lobby betoniarzy-meliorantów.

Początek

Dariusz Żbikowski

Zawsze śmieszyło mnie rozstrząsanie tematu: "kormorany i wydry" jako największe szkodniki pogłowia ryb. Mam wtedy wrażenie, że model kormorana wymyślono wczoraj, a wydry przedwczoraj. Prawda jest jednak nieco inna. Zwierzęta te towarzyszą nam od setek (a może i tysięcy lat). Kiedyś żyły i teraz żyją. Gdzie budują kolonie? Tam gdzie da się takową wyżywić. Być może te kormorany to szczęście dla Jeziorska! Ileż to razy przewija się inny problem: "jak odchwaścić" wodę z krąpia i innego zbędnego białorybu. Czy przypadkiem kormorany nie załatwiają za nas tego problemu?

Dla mnie cały problem wygląda nieco tak, jak książkowy przykład dotyczący fluktuacji populacji lisa i zająca. Gdy lisów mało, zające mnożą się na potęgę. Liski zaczynają mieć więcej pożywienia to i ich pomału zaczyna przybywać. Ot, takie dwie przesunięte w fazie (w czasie) sinusoidy. Gdy lisów jest już b. dużo zajęcy zaczyna gwałtownie ubywać. Żarcia mniej, lisy głodują, zaczynają zdychać i znowu robi się ich mało. To taki wzorcowy cykl życia. Myślę, że ten przykład ma również odniesienie do populacji wydr i kormoranów.

Gdyby tylko jeszcze Ci rybacy mieli jakiegoś naturalnego wroga!!! - hmmm, A/H5N1???????

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusZEZ - leczenie zezaŚwiat DrukuPrzygotowanie drukuWędkarstwocatering

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).