Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Kwestia czasu
Kwestia czasu |
Potoczna definicja żyłki odeszła już chyba do lamusa. Kiedyś, w zamierzchłych czasach był to element łączący idiotę z rybą tyle że z tego kompletu dziś jakby ryb ubyło. Za to żyłka jest teraz cienka i niewidoczna i świetnie się plącze. Życiowa złośliwość polega na tym że kiedy wzrok miałem jak polujący sokół żyłki były jak powrozy a dziś?. Dziś z dawnej urody i młodości tylko uroda pozostała a wzrok pozwala mi tylko na znalezienie wody (ale jeszcze nie muszę w nią wpaść). Splątany zestaw daje nam (wędkarzom) mnóstwo radości. Po primo możemy się rozerwać próbując ową pajęczynę rozplątać, po sekundo daje wygodne tłumaczenie na kłopotliwe pytanie - a gdzie ryby?, po trzecie i następne możemy zawsze wymienić z kolegami parę uwag na temat jakości żyłki i proweniencji jej producenta uzasadniając jej przymiotami utratę ryby życia. Kiedyś było łatwiej.
Słynna gorzowska 25 miała sztywność i grubość drutu co znacznie ułatwiało rozplątanie nawet metrowej średnicy gniazda.
Ale świat idzie z postępem. Teraz mamy pajęczej grubości linki na których (przy odrobinie uporu) nawet traktor da się wyholować. Problem w tym że w zamierzchłych czasach "gorzowianki" ryby były jak smoki a teraz gdy łowimy na wytrzymałe jak liny okrętowe plecionki zostały nam ino cierniki w wodzie. No trochę przesadzam są jeszcze pniaki, worki foliowe i całe to "badziewie" cywilizacyjne. Wygląda na to że ryby dostosowały się życzeń producentów. Firma powiedzmy X może teraz śmiało zastosować slogan reklamowy - Chcesz złowić rybę? Kup nasza najnowszą żyłkę. Jest jeszcze cieńsza i mniej widoczna.
No bo wiadomo. Te 0.001 grubości to różnica między połowił a nie połowił.
Z zanętami zresztą jest tak samo. Ćwierć wieku temu wszystkie te firmy X i Y zbankrutowałyby próbując sprzedać wędkarzowi "Nową, rewolucyjną zanętę". Ćwierć wieku temu wystarczyło grzebnąć łopatką w ziemi, nadziać na haczyk i..... zaraz się jakaś ryba meldowała. Za całą zanętę zaś starczyła garść czarnej, pachnącej zgnilizną ziemi a jakie ryby brały na tę zanętę to nie będę opowiadał by nie psuć krwi młodocianym adeptom wędkarstwa.
A echosonda?. Komu byłby ten gadżet kiedyś potrzebny. Ryba była wszędzie a namierzenie 2 centymetrowego dołka czy kamienia wielkości zapalniczki nikomu nie było potrzebne. Niegdysiejszy wędkarz poświęcał lata by poznać "swoją" wodę i zwyczaje ryb. Wiedział na co dziś czy jutro będą miały ochotę i gdzie będą. Teraz nikt nie ma na to czasu. Teraz w dwie godziny dojeżdżamy na drugi koniec Polski, zrzucamy na wodę napędzaną 200 konnym silnikiem łajbę i w pozostałe 3 godziny trollujemy 15 ha wody wyciągając z niej dwie ostatnie szczupaczyny. Do perfekcji dopracowaliśmy "sztukę" łowienia zmuszając do brania na spinning nawet te ryby które nań brać nie powinny.
Lekkie kijki, super wytrzymałe żyłki, przynęty na widok których patelnia sama się rozgrzewa, podwodne kamery, echosondy, sprzęt pływający czyli gadżety jak z filmów o agencie 007 kontra okoń, szczupak czy płotka. Czasem ostatni okoń, szczupak czy płotka.
No bo jakże? Mam mało czasu i muszę się nałowić. Wydajność to je to. Co ciekawsze tą samą dążność do wydajności mamy za złe rybakom. Z jakichś niezrozumiałych względów 40 cm szczupak na wędce to sport a takiż sam w sieci eksterminacja. Żeby było tragiczniej chętnie podliczamy kilogramy w sieciach nie mnożąc własnych osiągnięć przez 600 czy 800 tysięcy pozostałych "wędkarzy".
Czyżby i innym wzrok się tak zepsuł, że widzą tylko czubek własnego nosa?
Zaczynam ostatnio tęsknić do bambusowek, gorzowskiej żyłki i ciszy nad wodą. Do wszystkiego co nie ma nic wspólnego z nowoczesnością a zwłaszcza do czasu który mnie odseparuje od rybołapów wyposażonych w cuda techniki namierzające nawet larwy komara.
Kwestia czasu kiedy i one zostaną wyłowione.
Inne tego autora: Sławek Rybicki » więcej...



















Dyskusje i recenzje
Krzysztof Komoszka
30.08.2005 13:41
Tomasz Płonka
30.08.2005 12:56
Jerzy Kowalski
30.08.2005 09:29