Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 6 Ilość ocen: 1

Sławny myśliwy pokazuje znajomemu swoje trofea. Gość
zachwycony widokiem licznych poroży, szabli i kłów, nagle
woła:
- W rogu salonu widzę na ścianie głowę uśmiechniętej kobiety!
- To głowa mojej teściowej. Do ostatniej chwili biedaczka
myślała, że chcę ja sfotografować!

Hyde Park»

Konkursowa recepta

By w konkursie wystartować
Trzeba by coś wysmarować.
Trzeba umieć opowiadać
No i słowa mądrze składać.

więcej...

Szukaj

Reklama

Sklepowe newsy »

St.Croix Rage Casting
St.Croix Panfish
St.Croix Rage
Bluza damska WFJ0320
Koszulka damska WRT9118
ACME - Phoebe

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Kwestia czasu 

Kwestia czasu

Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2Ocena: 5,5 Ilość ocen: 2
Ocena: 5,5 
Ilość ocen: 2 
 Ilość wyświetleń: 1502 
Komentarzy: 3 
ID: 17779 
Węzeł: 12791 
Moje drugie ja

Potoczna definicja żyłki odeszła już chyba do lamusa. Kiedyś, w zamierzchłych czasach był to element łączący idiotę z rybą tyle że z tego kompletu dziś jakby ryb ubyło. Za to żyłka jest teraz cienka i niewidoczna i świetnie się plącze. Życiowa złośliwość polega na tym że kiedy wzrok miałem jak polujący sokół żyłki były jak powrozy a dziś?. Dziś z dawnej urody i młodości tylko uroda pozostała a wzrok pozwala mi tylko na znalezienie wody (ale jeszcze nie muszę w nią wpaść). Splątany zestaw daje nam (wędkarzom) mnóstwo radości. Po primo możemy się rozerwać próbując ową pajęczynę rozplątać, po sekundo daje wygodne tłumaczenie na kłopotliwe pytanie - a gdzie ryby?, po trzecie i następne możemy zawsze wymienić z kolegami parę uwag na temat jakości żyłki i proweniencji jej producenta uzasadniając jej przymiotami utratę ryby życia. Kiedyś było łatwiej.

Słynna gorzowska 25 miała sztywność i grubość drutu co znacznie ułatwiało rozplątanie nawet metrowej średnicy gniazda.

Ale świat idzie z postępem. Teraz mamy pajęczej grubości linki na których (przy odrobinie uporu) nawet traktor da się wyholować. Problem w tym że w zamierzchłych czasach "gorzowianki" ryby były jak smoki a teraz gdy łowimy na wytrzymałe jak liny okrętowe plecionki zostały nam ino cierniki w wodzie. No trochę przesadzam są jeszcze pniaki, worki foliowe i całe to "badziewie" cywilizacyjne. Wygląda na to że ryby dostosowały się życzeń producentów. Firma powiedzmy X może teraz śmiało zastosować slogan reklamowy - Chcesz złowić rybę? Kup nasza najnowszą żyłkę. Jest jeszcze cieńsza i mniej widoczna.
No bo wiadomo. Te 0.001 grubości to różnica między połowił a nie połowił.
Z zanętami zresztą jest tak samo. Ćwierć wieku temu wszystkie te firmy X i Y zbankrutowałyby próbując sprzedać wędkarzowi "Nową, rewolucyjną zanętę". Ćwierć wieku temu wystarczyło grzebnąć łopatką w ziemi, nadziać na haczyk i..... zaraz się jakaś ryba meldowała. Za całą zanętę zaś starczyła garść czarnej, pachnącej zgnilizną ziemi a jakie ryby brały na tę zanętę to nie będę opowiadał by nie psuć krwi młodocianym adeptom wędkarstwa.
A echosonda?. Komu byłby ten gadżet kiedyś potrzebny. Ryba była wszędzie a namierzenie 2 centymetrowego dołka czy kamienia wielkości zapalniczki nikomu nie było potrzebne. Niegdysiejszy wędkarz poświęcał lata by poznać "swoją" wodę i zwyczaje ryb. Wiedział na co dziś czy jutro będą miały ochotę i gdzie będą. Teraz nikt nie ma na to czasu. Teraz w dwie godziny dojeżdżamy na drugi koniec Polski, zrzucamy na wodę napędzaną 200 konnym silnikiem łajbę i w pozostałe 3 godziny trollujemy 15 ha wody wyciągając z niej dwie ostatnie szczupaczyny. Do perfekcji dopracowaliśmy "sztukę" łowienia zmuszając do brania na spinning nawet te ryby które nań brać nie powinny.
Lekkie kijki, super wytrzymałe żyłki, przynęty na widok których patelnia sama się rozgrzewa, podwodne kamery, echosondy, sprzęt pływający czyli gadżety jak z filmów o agencie 007 kontra okoń, szczupak czy płotka. Czasem ostatni okoń, szczupak czy płotka.
No bo jakże? Mam mało czasu i muszę się nałowić. Wydajność to je to. Co ciekawsze tą samą dążność do wydajności mamy za złe rybakom. Z jakichś niezrozumiałych względów 40 cm szczupak na wędce to sport a takiż sam w sieci eksterminacja. Żeby było tragiczniej chętnie podliczamy kilogramy w sieciach nie mnożąc własnych osiągnięć przez 600 czy 800 tysięcy pozostałych "wędkarzy".
Czyżby i innym wzrok się tak zepsuł, że widzą tylko czubek własnego nosa?
Zaczynam ostatnio tęsknić do bambusowek, gorzowskiej żyłki i ciszy nad wodą. Do wszystkiego co nie ma nic wspólnego z nowoczesnością a zwłaszcza do czasu który mnie odseparuje od rybołapów wyposażonych w cuda techniki namierzające nawet larwy komara.

Kwestia czasu kiedy i one zostaną wyłowione.

Dyskusje i recenzje

Pokaż teksty   
   
Krzysztof Komoszka

sam pamiętam czasy gdy jedynym warunkiem pójścia na ryby z ojcem było nakopanie przeze mnie robaków. Wtedy luksusem były agrafki do przynęt i ruskie teleskopy. Czasy te wspominam z lekką nostalgią. Były niezaprzeczalnie inne. Jak dziś pamiętam piesze wyprawy i powroty znad wisły. Listę przebojów trójki, którą było słychać z każdego okna. Wspominam też uliczkę Gościńczyk, którą wzdłóż płotu jednostki wojskowej szło się nad Wisłę. Rzeka inna dziś zupełnie, jakś taka bez życia. Coraz mniej tych wielkich ryb, co tłukły drobnicę wzdłóż opasek. W tamtych czasach kupowało się haczyki po znajomości, a tęczowa żyłka Germiny była szczytem marzeń. Pamiętam jak z dziadkiem co jakiś czas czysciliśmy tę żyłkę gąbką z płynem do naczyń. To nic że miała 0,30 mm, to w niczym nie przeszkadzało, była w sam raz. To na nią żłowiłem swoje pierwsze ryby na spinning - trzy ogromne wiślane klenie, spod Puławskiego mostu. Teraz nie ma już niektórych bliskich mi ludzi z tamtych czasów, nie ma tęczowych żyłek, nie ma ulicy Gościńczyk i jednostki wojskowej. W ich miejscu wrosły hipermarkety i blokowiska, a nad Wisłę jeździ się samochodem.
Haczyków jest całe mnóstwo i żyłek też od czorta. Zanęty, przynęty i cały sprzęt wołają do nas ze sklepowych półek. Tylko czy to daje spełnienie w wędkarskiej pasji?

Początek

.  Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)

Początek

Sławku,

Tak jakoś to wygląda. Tak jak piszesz. Tylko konkluzja nie do końca mi odpowiada. ) Nie tęsknię do bambusów i do "gorzowskiej". W końcu każdej rzeczy można używać bardziej lub mniej rozsądnie. Również nowoczesnego sprzętu. On natomiast wymaga więcej uwagi w użytkowaniu i większej samokontroli w korzystaniu z jego efektywności.

Tak jak coraz lepszych samochodów nasi pobratymcy z innych krajów, lepiej rozwiniętych, używają do bezpiecznego, coraz bardziej bezpiecznego przemieszczania się z punktu A do punktu B, jadąc wolno tam gdzie warunki wymuszają, a szybciej tam gdzie pozwalają.
Zaś nasi pobratymcy z naszego kraju używają takich samych samochodów do pokazywania swej dominacji i do wyładowywania agresji na drogach. Jadąc zbyt szybko nie zważając na warunki. W związku z czym używają tych, skądinąd pożytecznych narzędzi, do wyprawienia na tamten świat kilku tysięcy rodaków rocznie, wielokrotnie więcej skazując na borykanie się z urazami lub kalectwem.

Podobno człowiek zlazł z drzewa i cywilizował się używając narzędzi i tworząc narzędzia. I to używając ich z sensem i zgodnie z przeznaczeniem. I tworząc je z pożytkiem. Pewnie, że nie zawsze tak bywało, ale wówczas sprawy nie toczy się dobrze, a bieg cywilizacji ulegał zaburzeniom.

Warto też zauważyć, że sami mamy problemy z wytwarzaniem tych narzędzi. O ile jeszcze da się znaleźć rodzynek w zakresie prostych narzędzi, jak osiągających sukcesy światowe w struganiu woblerów, ale już kogoś kto skonstruowałby przyzwoitą wędkę albo kołowrotek już trudniej. Albo wytworzyłby sensowny polimer nadający się na żyłkę wędkarską. O wytwarzaniu samochodów nie wspomnę.

Nie ma sensu wracać do prostych narzędzi. Trzeba z sensem korzystać z istniejących, nowoczesnych, dostosowując do nich sposób użytkowania i wpływając na miejsca ich użytkowania. Bo na to wpływać możemy, choć rzadko nam się chce. Czyżby dlatego, że w tym też potrzebna jest rzetelna wiedza, umiejętności i nowoczesne narzędzia?

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusTygodnik WędkarskiForum wędkarskieEtykiety samoprzylepneNaświetlanie ŁódźSklep wędkarski

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).