Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Mit” kowalszczyzny” czyli mit odnowy.
Mit” kowalszczyzny” czyli mit odnowy. |
Tytuł tego artykułu nie jest przypadkowy i związany jest z pewnym wydawnictwem tzw drugiego obiegu, jeszcze z czasów głębokiej komuny w Polsce.
W ubiegłym roku, zmarł profesor Leszek Nowak. Kim był Leszek Nowak? To zbyt długa historia aby ją przedstawiac na łamach RO, dlatego odsyłam do Wikipedii, gdzie można sobie poczytać o tym człowieku. Dlaczego go tu przywołuje i co ma wspólnego z rybami czy wędkarstwem? Nic ale napisał swego czasu coś co nazwał „Mit socjalizmu, czyli mit odnowy” i nie trudno zauważyć podobieństwo tytułu artykułu z tytułem pracy Leszka Nowaka. Podobieństwo nie dotyczy tylko tytułu ale także zawartości , bo „kowalszczyzna” to najczystsza odmiana utopijnej idei socjalizmu.
Publikując w 1981 roku swą pracę, Leszek Nowak wykazał całkowity bezsens ustroju socjalistycznego propagowanego przez Włodzimierza Iljicza i z uporem wdrażanego w Polsce i innych krajach. Gdy dziś czytam dyrdymały, serwowane nam przez prominentnych wyznawców „kowalszczyzny”, mam wrażenie jakbym gdzieś juz się z tym spotkał. Ten sam język, te same idee, ten sam aparat, ta sama agitacja. Swoiste deja vu. Wyśmiewając się z utopijnego systemu politycznego, jakim był socjalizm, Leszek Nowak konkludował, że jedyne co może zafundowac socjalizm Polakom, to kolejki po mięso, małego Fiata, Marylę Rodowicz i wycinanki kurpiowskie, o dziewczynach w krakowskich strojach nie zapominając. Podobnie jest z „kowalszczyzną”. Proponuje nam ona pracę społeczną na rzecz. I tu nastepuje punkt zwrotny, bo nie bardzo jasno określa czy ma to być na rzecz kogoś czy czegoś. Punktem wyjściowym do tych chorych urojeń, ma niby byc model angielski wędkarstwa, z którym Ojciec Założyciel „kowalszczyzny” jest podobno zaznojomiony że aż hej, a może nawet i więcej. Aby przybliżyc mniej zorientowanym specyfikę angielskiego modelu wędkarstwa, kilka informacji dla zrozumienia tego fenomenu. Zdecydowana większość wód, to wody będące własnościa prywatną. Społeczeństwo angielskie jest klasycznym przykładem społeczeństwa konsumpcyjnego i zasobnego finansowo. Dla odróżnienia, polskie społeczeństwo jest bardzo biedne i dopiero wchodzi w świat konsumpcji, jest społeczeństwem na dorobku. Czy w tak dwóch różnych typach społeczeństwa może funkcjonować ten sam model wędkarstwa? Oczywiście, że nie i jest to zrozumiałe dla każdego z wyłączeniem wyznawców kultu „kowalszczyzny”. W Polsce ryba złapana przez wędkarza jest dobrem konsumpcyjnym, w Angli jest przedmiotem zaspokojenia pasji. Przeciętny mieszkaniec Zjednoczonego Królestwa, swoje potrzeby konsumpcyjne w obszarze ryb zaspakaja w supermarkecie czy wyspecjalizowanym sklepie rybnym a nie z pękiem wędek nad Odrą, Wisłą czy Śniardwami.
Forma własności większości wód, spowodowała też rozwój innych form uprawiania wędkarstwa. Całe wędkarstwo angielskie oparte jest o formę klubową. Są to z jednej strony bardzo powszechne na terenie UK kluby a z drugiej liczebnośc członków tych klubów nie jest oszałamiająca. Wzajemne relacje pomiedzy angielskimi klubami wędkarskimi, przypominaja relacje pomiędzy kołami łowieckimi w Polsce czyli dominuje nieufnośc i izolacjonizm. Zrzeszanie sie w klubach wynika z pasji uprawiania wędkarstwa a nie zapełniania lodówek. To także forma częsciowego odseperowania sie i odreagowania od powszechnego konsumpcjonizmu. Na podstawie tych powszechnie znanych faktów, widać jak daleko nam do źródła powstania nowoczesnych form wędkarstwa. Jest jeszcze jeden fakt, skrzętnie ukrywany przez „kowalszczyznę”. W UK nie ma organizacji skupiającej większośc wędkarzy. Taki patologiczny twór jak PZW nie ma szans bytu w Zjednoczonym Królestwie. Kłania sie jakby swoista odmiana starej angielskiej doktryny, zwanej splendid isolation. Siła i skutecznośc angielskiego wędkarstwa opiera się na małych klubach wędkarskich nie zrzeszonych pod parasolem tzw czapy głównej. Bronią tego zgodnie z zasadą my home is my castle. Czyniono próby utworzenia stowarzyszenia typu angling trust, na szczęście dla dobra angielskiego wędkarstwa bez powodzenia. Można wręcz stwierdzić, że powstanie takiej czapy stowarzyszeniowej, bardzo szybko doprowadziłoby angielskie wedkarstwo do poziomu wędkarstwa w Polsce.
Próba przeniesienia tego angielskiego modelu na grunt polski, pod światłym przewodem zdegenerowanego PZW, przypomina próbę stworzenia w Polsce pod koniec lat osiemdziesiątych tzw socjalizmu z ludzką twarzą. Mam nawet uzasadnione obiekcje czy grupie wyznaniowej, zwanej „kowalszczyzną” istotnie chodzi o tworzenie skutecznego modelu współczesnego polskiego wędkarstwa. To zdecydowana próba obrony tego co istnieje, podretuszowana bajkami o przeniesieniu angielskich wzorców. Szanowni czciciele „kowalszczyzny” zrozumcie, że jesteście w Polsce. Że zapisywanie się do PZW nie wynika z chęci zrzeszania sie dla spełnienia swych pozakonsumpcyjnych potrzeb. Tutaj coś co wzięte do ręki, gdy wystaje z niej łeb i ogon, dostaje w czapę i ląduje w garku lub na patelni. W tym kraju kwota zapłacona za kartę musi sie obowiązkowo zwrócić. Zrozumcie, że siedziba Koła przeważnie mieszcząca sie w piwnicy czy brudnej kapciorze, to miejsce gdzie opłaca sie składki a nie polemizuje nad poprawą rybności polskich wód. Nie potraficie zrozumieć także i tego "fenomenu" polskiego siermiężno-gumofilcowego wędkarstwa, tak przez Was utrwalanego, że w życiu stowarzyszenia bierze udział raptem niecałe 5% członków a pozostała reszta olewa to ciepłym moczem, nie chcąc słuchac biadoleń na zebraniach sprawozdawczych czy sprawozdawczo-wyborczych. I zrozumcie wreszcie, że nikt nie ma specjalnej ochoty do tzw prac społecznych, które wystarczająco obrzydził nam ustrój, którego prominentny przedstawiciel jest szefem tego bałaganu, jakim jest PZW. Drodzy czciciele „kowalszczyzny”, uprawiacie tanią i populistyczną hipokryzję, chcąc dopasować kożuch do czapki. To nie członkowie są dla Was, tylko Wy jesteście dla członków, bo tak mówi Statut. A może i ten socjalistyczno-buraczano-siermiężny Statut też Wam nie odpowiada i chcecie upodmiotowić Narząd Główny kosztem członków stowarzyszenia?
Idąc śladami profesora Leszka Nowaka, warto zadac sobie pytanie co oferuje nam „kowalszczyzna”? Jeden SpecSan, kilka glinianek zamienionych w tzw łowiska komercyjne, wyjałowione wody gospodarstwa Ruciane-Nida, zawody wędkarskie na żywej rybie bez wymiarów ochronnych i gęby pełne frazesów. Drodzy czytelnicy tego tekstu, jeśli nie znudziły Was porównania do socjalizmu i szczęśliwie dobrnęliście do końca tego artykułu, sami możecie sobie odpowiedziec na pytanie, czy dwudziestoletnie rządy cudotwórców z Twardej, zaowocowały rzekami pełnymi ryb czy wędkarską pustynią. Czy hipokryci z Twardej mają moralne prawo cokolwiek proponować, zwłaszcza takie brednie jak wędkarstwo wg angielskiego modelu.
Inne tego autora: Ryszard Siejakowski » więcej...



















Dyskusje i recenzje
Roman Wigura
28.03.2010 14:00
Roman Ostrowski
27.03.2010 08:27