Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Siedzi wędkarz nad wodą, sprzęt wspaniały, przynęty od "Armaniego" i... usiłuje coś złowić. A tu nic.
Minęło kilka godzin, nad wodę przychodzi wyrostek z wędką i zaczyna wyciągać rybę za rybą. Wędkarz zaniemówił, patrzy i patrzy, wreszcie zdenerwowany mówi:
- a lekcje gówniarzu już odrobiłeś?!?

Hyde Park»

Konkursowa recepta

By w konkursie wystartować
Trzeba by coś wysmarować.
Trzeba umieć opowiadać
No i słowa mądrze składać.

więcej...

Szukaj

Reklama

Sklepowe newsy »

St.Croix Rage Casting
St.Croix Panfish
St.Croix Rage
Bluza damska WFJ0320
Koszulka damska WRT9118
ACME - Phoebe

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Mit” kowalszczyzny” czyli mit odnowy. 

Mit” kowalszczyzny” czyli mit odnowy.

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 3388 
Komentarzy: 2 
ID: 177220 
Węzeł: 141353 
Ryszard Siejakowski

Tytuł tego artykułu nie jest przypadkowy i związany jest z pewnym wydawnictwem tzw drugiego obiegu, jeszcze z czasów głębokiej komuny w Polsce.

W ubiegłym roku, zmarł profesor Leszek Nowak. Kim był Leszek Nowak? To zbyt długa historia aby ją przedstawiac na łamach RO, dlatego odsyłam do Wikipedii, gdzie można sobie poczytać o tym człowieku. Dlaczego go tu przywołuje i co ma wspólnego z rybami czy wędkarstwem? Nic ale napisał swego czasu coś co nazwał „Mit socjalizmu, czyli mit odnowy” i nie trudno zauważyć podobieństwo tytułu artykułu z tytułem pracy Leszka Nowaka. Podobieństwo nie dotyczy tylko tytułu ale także zawartości , bo „kowalszczyzna” to najczystsza odmiana utopijnej idei socjalizmu.

Publikując w 1981 roku swą pracę, Leszek Nowak wykazał całkowity bezsens ustroju socjalistycznego propagowanego przez Włodzimierza Iljicza i z uporem wdrażanego w Polsce i innych krajach. Gdy dziś czytam dyrdymały, serwowane nam przez prominentnych wyznawców „kowalszczyzny”, mam wrażenie jakbym gdzieś juz się z tym spotkał. Ten sam język, te same idee, ten sam aparat, ta sama agitacja. Swoiste deja vu. Wyśmiewając się z utopijnego systemu politycznego, jakim był socjalizm, Leszek Nowak konkludował, że jedyne co może zafundowac socjalizm Polakom, to kolejki po mięso, małego Fiata, Marylę Rodowicz i wycinanki kurpiowskie, o dziewczynach w krakowskich strojach nie zapominając. Podobnie jest z „kowalszczyzną”. Proponuje nam ona pracę społeczną na rzecz. I tu nastepuje punkt zwrotny, bo nie bardzo jasno określa czy ma to być na rzecz kogoś czy czegoś. Punktem wyjściowym do tych chorych urojeń, ma niby byc model angielski wędkarstwa, z którym Ojciec Założyciel „kowalszczyzny” jest podobno zaznojomiony że aż hej, a może nawet i więcej. Aby przybliżyc mniej zorientowanym specyfikę angielskiego modelu wędkarstwa, kilka informacji dla zrozumienia tego fenomenu. Zdecydowana większość wód, to wody będące własnościa prywatną. Społeczeństwo angielskie jest klasycznym przykładem społeczeństwa konsumpcyjnego i zasobnego finansowo. Dla odróżnienia, polskie społeczeństwo jest bardzo biedne i dopiero wchodzi w świat konsumpcji, jest społeczeństwem na dorobku. Czy w tak dwóch różnych typach społeczeństwa może funkcjonować ten sam model wędkarstwa? Oczywiście, że nie i jest to zrozumiałe dla każdego z wyłączeniem wyznawców kultu „kowalszczyzny”. W Polsce ryba złapana przez wędkarza jest dobrem konsumpcyjnym, w Angli jest przedmiotem zaspokojenia pasji. Przeciętny mieszkaniec Zjednoczonego Królestwa, swoje potrzeby konsumpcyjne w obszarze ryb zaspakaja w supermarkecie czy wyspecjalizowanym sklepie rybnym a nie z pękiem wędek nad Odrą, Wisłą czy Śniardwami.

Forma własności większości wód, spowodowała też rozwój innych form uprawiania wędkarstwa. Całe wędkarstwo angielskie oparte jest o formę klubową. Są to z jednej strony bardzo powszechne na terenie UK kluby a z drugiej liczebnośc członków tych klubów nie jest oszałamiająca. Wzajemne relacje pomiedzy angielskimi klubami wędkarskimi, przypominaja relacje pomiędzy kołami łowieckimi w Polsce czyli dominuje nieufnośc i izolacjonizm. Zrzeszanie sie w klubach wynika z pasji uprawiania wędkarstwa a nie zapełniania lodówek. To także forma częsciowego odseperowania sie i odreagowania od powszechnego konsumpcjonizmu. Na podstawie tych powszechnie znanych faktów, widać jak daleko nam do źródła powstania nowoczesnych form wędkarstwa. Jest jeszcze jeden fakt, skrzętnie ukrywany przez „kowalszczyznę”. W UK nie ma organizacji skupiającej większośc wędkarzy. Taki patologiczny twór jak PZW nie ma szans bytu w Zjednoczonym Królestwie. Kłania sie jakby swoista odmiana starej angielskiej doktryny, zwanej splendid isolation. Siła i skutecznośc angielskiego wędkarstwa opiera się na małych klubach wędkarskich nie zrzeszonych pod parasolem tzw czapy głównej. Bronią tego zgodnie z zasadą my home is my castle. Czyniono próby utworzenia stowarzyszenia typu angling trust, na szczęście dla dobra angielskiego wędkarstwa bez powodzenia. Można wręcz stwierdzić, że powstanie takiej czapy stowarzyszeniowej, bardzo szybko doprowadziłoby angielskie wedkarstwo do poziomu wędkarstwa w Polsce.

Próba przeniesienia tego angielskiego modelu na grunt polski, pod światłym przewodem zdegenerowanego PZW, przypomina próbę stworzenia w Polsce pod koniec lat osiemdziesiątych tzw socjalizmu z ludzką twarzą. Mam nawet uzasadnione obiekcje czy grupie wyznaniowej, zwanej „kowalszczyzną” istotnie chodzi o tworzenie skutecznego modelu współczesnego polskiego wędkarstwa. To zdecydowana próba obrony tego co istnieje, podretuszowana bajkami o przeniesieniu angielskich wzorców. Szanowni czciciele „kowalszczyzny” zrozumcie, że jesteście w Polsce. Że zapisywanie się do PZW nie wynika z chęci zrzeszania sie dla spełnienia swych pozakonsumpcyjnych potrzeb. Tutaj coś co wzięte do ręki, gdy wystaje z niej łeb i ogon, dostaje w czapę i ląduje w garku lub na patelni. W tym kraju kwota zapłacona za kartę musi sie obowiązkowo zwrócić. Zrozumcie, że siedziba Koła przeważnie mieszcząca sie w piwnicy czy brudnej kapciorze, to miejsce gdzie opłaca sie składki a nie polemizuje nad poprawą rybności polskich wód. Nie potraficie zrozumieć także i tego "fenomenu" polskiego siermiężno-gumofilcowego wędkarstwa, tak przez Was utrwalanego, że w życiu stowarzyszenia bierze udział raptem niecałe 5% członków a pozostała reszta olewa to ciepłym moczem, nie chcąc słuchac biadoleń na zebraniach sprawozdawczych czy sprawozdawczo-wyborczych. I zrozumcie wreszcie, że nikt nie ma specjalnej ochoty do tzw prac społecznych, które wystarczająco obrzydził nam ustrój, którego prominentny przedstawiciel jest szefem tego bałaganu, jakim jest PZW. Drodzy czciciele „kowalszczyzny”, uprawiacie tanią i populistyczną hipokryzję, chcąc dopasować kożuch do czapki. To nie członkowie są dla Was, tylko Wy jesteście dla członków, bo tak mówi Statut. A może i ten socjalistyczno-buraczano-siermiężny Statut też Wam nie odpowiada i chcecie upodmiotowić Narząd Główny kosztem członków stowarzyszenia?

Idąc śladami profesora Leszka Nowaka, warto zadac sobie pytanie co oferuje nam „kowalszczyzna”? Jeden SpecSan, kilka glinianek zamienionych w tzw łowiska komercyjne, wyjałowione wody gospodarstwa Ruciane-Nida, zawody wędkarskie na żywej rybie bez wymiarów ochronnych i gęby pełne frazesów. Drodzy czytelnicy tego tekstu, jeśli nie znudziły Was porównania do socjalizmu i szczęśliwie dobrnęliście do końca tego artykułu, sami możecie sobie odpowiedziec na pytanie, czy dwudziestoletnie rządy cudotwórców z Twardej, zaowocowały rzekami pełnymi ryb czy wędkarską pustynią. Czy hipokryci z Twardej mają moralne prawo cokolwiek proponować, zwłaszcza takie brednie jak wędkarstwo wg angielskiego modelu.

Dyskusje i recenzje

Pokaż teksty   
   
Roman Wigura

W tym roku obchodzimy 60 rocznicę zwycięstwa systemu nad zdrowym rozsądkiem. Mieliśmy kiedyś ileś towarzystw wędkarskich, które zostały jednym rozkazem zamienione w jedno wielkie PZW. Ówczesnej władzy odpowiadało takie rozwiązanie, bo wstawiając zaufaną osobę na prezesa i iluś tajniaków w inne szczeble władzy miało pełną kontrolę nad związkiem i jego członkami. Nie ma się czemu dziwić, bo wtedy modne były takie zjednoczenia (np. pzpr).
Minęło ..dziesiąt lat i sztucznie zjednoczone twory runęły.
Do tego potrzebne były dwie rzeczy: kryzys i człowiek, który powiedział poczet sztandarowy odmaszerować do muzeum historii. Pozostała jednak dość liczebna grupa ludzi, która swoją nostalgie do poprzedniego systemu postanowiła realizować w innych, pozarządowych organizacjach. Pamiętając historyczne fragmenty sposobów sprawowania władzy ("po nas choćby potop", czy też "państwo to ja", nie wspominając o zbiorowej mądrości reprezentowanej przez tego jedynego) mamy do czynienia z takim właśnie modelem rządzenia.
dalsze fragmenty mogą czytać tylko aktualni członkowie PZW, ponieważ przytoczę tu dane z Biuletynu Wędkarskiego opatrzonego klauzulą "tylko do użytku wewnętrznego".
Wpadł mi w ręce ww biuletyn nr 1 (26) z 2006 roku cena 6 zł. Nie jest on aktualny, ale następne pewnie mają klauzulę ściśle tajny, lub spec.
Od tej chwili piszę to co zapamiętałem z tej arcyciekawej lektury, ponieważ przedruk w całości lub części zabroniony.
poruszane tam są sprawy dotyczące regulaminu zawodów, Uchwały ZG zatwierdzające uchwały prezydium itd.
Jest też poruszona sprawa zwrotu kosztów poniesionych przez członków PZW z racji wykonywania funkcji społecznych, tzw diet. Ustalono wysokość diety na 228 zł. Wypłata diety wyklucza za wyjątkiem kosztów podróży i noclegu wypłate innych należności z tytułu podróży po kraju. Przydział diet wygląda następująco: prezes - 10, wice-prezesi, sekretarz i skarbnik ZG - 3, członek ZG - 1, przewodniczący Komisji Rewizyjnej - 3, tyle samo przewodniczący Głównego Sądu Koleżeńskiego. Zapomniałbym o smaczku: koszty podróży zwracane są wg. cen NAJTAŃSZEGO środka komunikacji dostępnego w dniu posiedzenia (czyżby na piechotę).
W kwartale wielokrotność diet nie więcej niż x 3.
Widzę w tym wszystkim troskę o finanse związkowe i jestem za! Może z wyjątkiem potrzeby zwoływania bezproduktywnych posiedzeń, bo przypomina mi się z niedalekiej przeszłości pytanie: w razie klęsk żywiołowych (burza i np. powódź) zagrażających zbiorom uprawnym na terenie ZSRR co się najpierw zbiera?
I jedyną słuszną odpowiedź ZG PZW!

Początek

Do końca ubiegłego stulecia, każdy kto liznął trochę wędkarstwa mógł to tu, to tam coś złowić, a bardziej wtajemniczeni ilościowo i jakościowo bili swoje rekordy życiowe w połowach. Skracając tok myślenia, można stwierdzić, że władze PZW jak i zwykli członkowie byli zadowoleni i zapewne byłoby tak do dzisiaj gdyby nie jeden brakujący element jakim jest ryba...
Od początku nowego stulecia do chwili obecnej zaważamy narastające sygnały niezadowolenia, "programy naprawy i niekończące się dyskusje o tym co powinno się zrobić aby było lepiej.
Członkiem PZW jestem prawie pięćdziesiąt lat. Na tych wodach łowię kilka do kilkunastu razy w roku a resztę na prywatnym jeziorze(artykuł w archiwum "Łatwe czy niemożliwe" polecam przeczytać).
Większość z nas nie ma czasu na prace społeczne. Chcieliby zapłacić i efektywnie połowić w naturalnych łowiskach i to wszystko.
Co zrobić żeby to było możliwe.
Upraszczając należałoby wpuścić tyle ryb do danego akwenu ile z niego wyjęto, plus naturalny rozród i powinno być dobrze.
To wydaje się logiczne i proste więc dlaczego nikt na to nie wpadł do tej pory?
No właśnie nad tym warto się głębiej zastanowić koledzy.

Czy nie zaciekawiło Was to ile, w Waszym okręgu wpływa pieniędzy za "karty" rocznie?
Ile kosztuje utrzymanie okręgu(etaty +opłaty)-rocznie?
Ile zostaje na zarybianie-rocznie?

Może lepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie jednego ichtiologa na województwo plus jakaś lotna brygada Straży Rybackiej?

Niestety Rysiu Twój głos i mój i jeszcze kilku to nic innego jak szczekanie ratlerka a tu potrzebny jest ryk lwa

Pozdrawiam Roman Ostrowski

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusimprezyZdjęcia wędkarskieŁowiskaSprzęt wędkarskiPozycjonowanie stron WWW

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).