Left menu

Filters

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Druga żona

Kim jest ta kobieta, z którą widziałem cię wczoraj na przyjęciu?
- Moja druga żona
- A co się stało z pierwszą?
- Została w domu.

Druga żona
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Czas Wigilii

Czas Wigilii, czas bombeczek
Czas aniołków i gwiazdeczek
Czas na radość, czas na gości
Czas wydłubać z karpia ości
Czas kolędy, czas podarków
Czas pasterek i opłatków
Czas miłosci, czas marzenia
Czas ... Bożego Narodzenia

Czas Wigilii
  • Obecnie 2,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 2,3/5 (53)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Nie cierpię Wisły !!! 

Nie cierpię Wisły !!!

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 2444 
Komentarzy: 0 
ID: 49145 
Węzeł: 29458 

Zacząć wypadałoby to wszystko od początku.. No to do roboty.

W wędkarstwo wciągnęli mnie kumple. W ciągu swojego całego 23 letniego życia, nie miałem w ręku wędki. Co więcej. Uważałem ten sport za głupi. Siedzą, palą, gapią się w spławik i nic z tego nie ma. Oczywiście nigdy tak długo nie patrzyłem na wędkarza aby zobaczyć branie. No więc co? WARIACI jak nic. A może pożycie im się nie układa? Nie moja sprawa.

No i pewnego dnia, kiedy już pracowałem wybraliśmy się w rodzinne strony kumpla, całą paczką z pracy. I to był przełom. Kolega okazał się wędkarzem. Sceptycznie przyjąwszy jego wyznanie, w cichości ducha spożywałem napój powszechnie uznany, a potocznie zwany browarem. Po dłuższym czasie takiego spożywania już radosny i odprężony usłyszałem: Jutro idziemy na ryby. No to bomba – mówię. I poszliśmy. Dostałem w dłoń wędkę... Małe to to było jakieś, krótkie, ale ukleje łowiłem jak zawodowiec. Jedna za drugą. No i nie dziwne! Wszak wędka zwała się „uklejówką”. W nocy na jedną ze złowionych przeze mnie (HA!) uklei, kolega Marek złowił szczupaka. No tego już było za wiele! Powstało we mnie pragnienie. JA TEŻ TAK CHCĘ!!! Minął rok, dochapałem się własnej wędki i kilku przynęt spinningowych, i zacząłem poławiać...

Nie cierpię Wisły i nie cierpię łowić na Wiśle!!! To były moje słowa za każdym razem kiedy planowana była wyprawa na rybki po pracy. Blisko do Wisły ( ba, centrum stolycy) , dobry odcinek, ale ja nie cierpię!!! No ale cóż. Łowić uwielbiam, kumpli też jakoś znoszę (J ) to idziemy. No i chodziliśmy. Raz, drugi, trzeci... I nic! Nawet małego okonia. Już powoli zaczynałem wierzyć w to, że rzeka odwzajemnia moje uczucia i też mnie nie cierpi. Ale nie było rady. Woda największa w okolicy, sztuki z niej wyciągają ładne, to nerwy w kieszeń, wędkę w dłoń i na ryby bracia ukochani!! I łaziłem. Raz z kumplem, raz sam.. Różnie. Aż nadszedł dzień 29.września 2002 r.

Poszedłem sobie nad Wisełkę, uzbroiłem wędkę, założyłem małe białe kopytko i hajże na Soplicę ( jak napisał wieszcz ). Po godzinie łowienia i obserwowania dzikich rajdów okoni za drobnicą, plusków szczupaczych i boleniowych skoków, MAM!! SIEDZI!! Majta się szczytówa, a nie wygina bez życia, jak nie przymierzając tancerka na rurze o 4 nad ranem. Wyjąłem okonia! Łowię tak krótko, że nawet taki okonek dostarcza mi emocji i radości. Więc odczepiłem go delikatnie, obejrzałem i wypuściłem. Następne kilka godzin to tylko zaczepy i coraz zuchwalsze szarże okoni, które ganiały maluchy z półtora metra ode mnie. Leciutko zniechęcony, udałem się w drogę brzegiem rzeki której nie znoszę. Urwałem obrotówkę, urwałem wahadłówkę i poszedłem dalej. Było już ciemno kiedy to dotarłem na szczyt główki. Założyłem zielono czerwonego ripperka z brokatem i wio. Z każdą minutą z mniejszym przekonaniem i wiarą w jakikolwiek kontakt z czymś bardziej żywym od kamienia czy gałęzi, biczowałem wodę..

Nie powiem że go widziałem. Nie powiem, że widziałem jak atakował. Nie powiem tak bo nie widziałem. Ja nawet nie wierzyłem, że on tam jest. Ale rzucałem. Ściągałem, podszarpywałem, opukiwałem dno.. I nagle.. Łeeee znowu zaczep. Szczytówka wygięta, nie tańczy, żadnych drgań „w ręku”. Powolna i mozolna procedura odczepiania przyniosła skutek. Guma ocalona, rzucam dalej.. Po chyba piątym rzucie w tym samym miejscu co przed chwilą zaczepiłem, znowu opór i machinalne zacięcie. Niby oporny jak pień, niby nie szarżuje.. Ale jedzie!!!!! Ciepło mi się zrobiło w jednym momencie, pot na czoło.. JEST! SIEDZI! Jedzie sobie powolnie i ospale w stronę zatoczki. Ale przecież już mi dobrze! wiem ze to coś żywego. Może nie za bardzo okazałego ( bo nie szaleje ), ale jest! I wtedy go wkurzyłem.. Spróbowałem podciągnąć do siebie.. W jednym momencie to coś zaczęło płynąć! Tak, płynąć.. Płynęło to ono wcześniej! Teraz wściekle się wstrząsnęło i wiuuuuuuuu w głębinkę!! Przyjemniutkie szarpanie wędki i to na co czekałem tyle długich godzin łowienia! GWIZD, najprawdziwszy gwizd hamulca kołowrotka!! Nie jakieś tam brzęknięcie ledwo wymiarowego szczupłego. Gwizd i odjazd!! Z pięć sekund odjazdu i spokój. Czuję że to tam jest, bo pływa, dość głęboko jakieś 5 metrów ode mnie, a wędka dość wyraźnie mówi , że walka trwa. Myślę sobie, nieeee już drugi raz godności osobnika siłowym podciągnięciem nie naruszę! No to czekam.. Nie wiedziałem co to, ani jakie, bo brak doświadczenia. Podpłynął do powierzchni, zakotłował się.. O matko z córką i kochanką! ON JEST DUŻY !!

Duży w tym czasie kiedy ja się odwadniałem poprzez gruczoły potowe, postanowił znowu trochę zwiększyć dystans, z tym że tym razem w bok. Mogłem sobie pogwizdać. Jakakolwiek próba przytrzymania go trochę kończyła się szarpnięciami i odjazdami. Myślę sobie: 20:00 na zegarku, ja już się z nim bawię 5 minut, jak tak dalej pójdzie to do roboty jutro nie pójdę! Męska decyzja i podciągam.. Leciutko delikatnie z wyczuciem. Dał się. Już zacząłem wypatrywać jakby go tu wyślizgać, bo przecież podbieraka nie mam, a podebrać ręką go nie ma kto. Chyba przeczytał moje myśli bo znów pokazał mi ogon i popłynął w głębinę. No tak. Kołowrotek gwiżdże całkiem ładnie, walka pierwsza klasa ale ja naprawdę chciałbym kończyć te zapasy panie kolego, bom niedoświadczony. Odpowiedział mi.. Tak mi odpowiedział, że mi w pięty poszło. Rozpędził się z tej głębinki i.. HOPSA!! Wyskoczył z wody na dobre pół metra majtnął się ze trzy razy, ale guma się nie wypięła. O cie florek.. Skacze jak łosoś!! Ale to nie łosoś. To tak na oko ponad 80 centymetrowy szczupak!! Gruby jak kark sowieckiego generała, pięknie wybarwiony jednym słowem CUDO!
Ale walka trwała jeszcze tylko jakieś pół minuty. Lekkie syknięcie i żyłka zwisa a szczytówka pręży się jak pruski żołdak na mustrze. Po jakichś trzech minutach się ocknąłem.

Zwinąłem żyłkę i z przerażeniem badam ją palcami. No dałby mi kolega „wujek Andrzej” jakby to węzeł puścił. Ale nie. Po obmacaniu żyłki przychodzi olśnienie. Ty głupi ośle !! To był szczupak a ty nie miałeś przyponu!! A mówił kolega Marek że przypon zaszkodzić nie zaszkodzi, a pomóc może. I miał rację. Nie posłuchałem jego, posłucham szczupaka.

I tak się kończy moja opowieść o rybie życia. To nic, że w środku miasta. To nic, że pobity przez Dużego. To było najpiękniejsze przeżycie !! I wrócę tam z przyponem !

Jeszcze raz.. Nie cierpię Wisły ??? Nieee, ja ją uwielbiam, bo to ona obdarzyła mnie najpiękniejszą walką z „potworem”, jaką miałem w ciągu 4 miesięcy wędkarskiej przygody.

Debiut.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Urlop: wy-Wczasy.pl

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).