Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4 Ilość ocen: 1

Łabędzie

Młode małżeństwo spaceruje po parku. Patrzą na dwa pływające i tulące się do siebie łabędzie
- Zosiu, a może byśmy zrobili to samo, co one...?
- Oszalałeś ?! Dla twojej przyjemności nie będę tyłka w wodzie moczyć!

Łabędzie
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Rydzyko.

Pisząc złośliwe wiersze i fraszki
nie za kasiorę, ale za friko

więcej...

Rydzyko.
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Ołów i złoto 

Ołów i złoto

Ocena: 6 Ilość ocen: 4Ocena: 6 Ilość ocen: 4Ocena: 6 Ilość ocen: 4Ocena: 6 Ilość ocen: 4Ocena: 6 Ilość ocen: 4Ocena: 6 Ilość ocen: 4  hit
Ocena: 6 
Ilość ocen: 4 
 Ilość wyświetleń: 4505 
Komentarzy: 5 
ID: 47625 
Węzeł: 28602 
Marek Pedyński

Zanurzam koniuszki palców w wartkiej wodzie. Brrrr... ale zimna! A przecież to dopiero październik. Spoglądam nad siebie - niebo sine, ołowiane, ponure chmury suną szybko, groźnie marszcząc nastroszone brwi. Ostrzegają przed jesienną ulewą. Rzeka pod nimi też sina, pofalowana i zła, że ktokolwiek próbuje zakłócić spokój jej mieszkańców. Wznoszę modły, aby tym razem okazała się łaskawa dla zbłąkanego wędkarza. Czy pomogą? Nie wiem...

W zimne dni października nad wodą bywa niewielu ludzi. Główki, ostrogi i kamienne trawersy puste, czasami tylko gdzieś zamajaczy niewyraźna sylwetka, by po chwili zniknąć, pozostawiając obserwatora w niepewności, czy nie uległ złudzeniu stęsknionych towarzysza oczu. Tak, stęsknionych, bo o ile latem ucieka się przed tłumem wędkujących, o tyle po wielogodzinnych jesiennych łowach wygląda się kogoś, z kim można by zamienić parę słów. Jesień to czas samotników, mój czas.

Jeszcze ciemno. Przez gumowe buty czuję przejmujący chłód rosy. Miękkie trawy stopniowo ustępują twardym, kanciastym kamieniom. To znak, że zbliżam się do ulubionego łowiska. Ciszę przerywa delikatny szelest, pierwsze krople zimnego deszczu rozbijają się o twarde podłoże. Mokro, nieprzyjemnie. Żyłka klei się do montowanego pospiesznie spinningu.

Po chwili przestaje padać, zrywa się natomiast niewielki wiatr, przenikający swoim oddechem aż do szpiku kości. Po kwadransie łowów dostrzegam rozmyte kontury otaczającej mnie rzeczywistości. Dnieje niespiesznie, ociężale. Obławiam kolejne dołki. Powoli, sumiennie, dokładnie. Doświadczenie nauczyło, że tak trzeba, pośpiech zupełnie niewskazany. Jesienne wędkowanie można porównać do grzybobrania - najwspanialsze okazy trafiają się flegmatykom.

on the fly

W południe robię przerwę na śniadanie i kawę. Po chwili słyszę niewielki plusk. Spoglądam na wodę i dostrzegam kilka maleńkich rybek, pryskających na boki po ataku drapieżnika. Okoń? Kleń? Sandacz? Kto wie... Posyłam małą obrotówkę w miejsce zaobserwowanego zdarzenia. Wędkarski szósty zmysł mówi mi, że za chwilę poczuję upragniony opór. Tak! Atak nastąpił tuż po kolejnym rzucie, gdy błystka opadała spokojnie na dno, wirując powoli skrzydełkiem. Dziękuję Bogu, iż nie przegapiłem brania. Ryba po zacięciu nie zaczęła jakiejś szaleńczej walki, tylko prze uporczywie do dna, od czasu do czasu wyciągając kilka metrów linki. Mija dobrych parę minut i wreszcie podciągam holowany okaz bliżej brzegu. Mimo wielkiej ostrożności popełniam błąd. Zbyt wysoko unoszę szczytówkę wędziska, co prowokuje drapieżnika do gwałtownego wyskoku nad powierzchnię.

Moim oczom ukazuje się wspaniały, kilkukilogramowy okaz szczupaka, który potrząsa zębatym pyskiem, próbując oswobodzić się ze zdradzieckiej kotwiczki. Dopiero teraz odczuwam napływające emocje. Nogi i ręce drżą, serce wali jak po długim biegu. Obły kształt młynkuje tuż pod moimi nogami i waląc wściekle ogonem, rozbryzguje fontanny wody zmieszanej z wiślanym mułem.

Przypominają mi się opowieści kolegi z łososiowej wyprawy na norweskie fiordy. Toż to prawdziwa torpeda! Na szczęście zębacz po chwili się uspokaja i odpływa w głębinę. Po kwadransie chwytam zmęczoną rybę w okolicach mięsistego karku i wyciągam na brzeg. Boże! Jaki piękny! Jeszcze nigdy nie widziałem tak wspaniale ubarwionego szczupaka! Ciemnozielony, w złote i oliwkowe cętki. Spoglądam na wielkie, zakrzywione kły i uświadamiam sobie, że książkowe porównania dużego esoxa do bengalskiego tygrysa wcale nie są takie banalne, jakby się mogło wydawać. Maleńka obrotówka utkwiła w twardym pysku tak mocno, że muszę niemało się napocić, aby ją odhaczyć.

Prawdziwy dramat przeżywam po chwili, gdy zastanawiam się, co począć ze wspaniałym okazem. Ryb w zasadzie do domu nie zabieram, ale ten sezon miałem wyjątkowo kruchy i wypadałoby podsumować go choć jedną godną konsumpcji zdobyczą, nieporównywalną smakowo z supermarketowymi pstrągami. Uniesiona ręka zastyga przez moment w bezruchu i opada powoli. Nie mogę! Zbyt piękny, aby go uśmiercać. Trzymam zdobycz przez chwilę w spokojnej wodzie blisko brzegu i uśmiecham się do swoich myśli. Ten prawdziwie może opowiadać pobratymcom, że uciekł katowi spod topora!
W ferworze walki nawet nie zauważyłem, iż zmieniła się pogoda.

Wiatr przegonił chmury i pokazało się słońce. Nagle wszystko pojaśniało i nabrało nowych, fascynujących kolorów. Wiekowe topole wyglądają niczym rajskie drzewa oblane złotem i purpurą. A może to Matka Natura barwnie dziękuje mi za to, że nie skradłem jednego z jej skarbów? Cholera, ci Grecy to jednak mądrzy ludzie - pomyślałem, przypominając sobie mityczną opowieść o Demeter i Korze. Wtem usłyszałem szelest w pobliskich krzakach. Odwróciłem się i moim oczom ukazał się siwy staruszek z leszczynowym wędziskiem w rękach. Wyglądał jak człowiek z innej, dawno minionej epoki. Stary, pomarszczony, w niespotykanym już stroju. Dziękuję! - powiedział i spokojnie się oddalił. Zatkało mnie.

Koledzy po kiju zwykle podśmiewają się ze mnie, gdy podczas zimowych spotkań przy piwku i kominku opowiadam im tę przygodę. Nie wierzą w wielkość szczupaka ani w istnienie tajemniczego staruszka.

A ja mógłbym przysiąc, że spotkałem nad Wisłą strażnika natury.

GRAND PRIX

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Po przeczytaniu tego artykułu wreszcie zrozumiałam,czym tak na prawdę jest wędkarstwo.To nie godziny nudy spędzone nad taflą wody na wpatrywaniu się, czy coś złapało.To godziny oczekiwania na coś,co za każdym razem jest inne,niezwykłe i niedoopisania - na emocje jakie towarzyszą chwili, gdy ryba połknie haczyk,na sekundy,gdy widzimy ją po raz pierwszy.Myślę,że niebłahą rolę odgrywa tu też możliwość wypoczynku,jak również przemyślenia
w samotności pewnych spraw.Bądź wręcz przeciwnie,możliwość spotkania kogoś niezwykłego,z kim można choćby wspólnie pomilczeć.

Początek

Mateusz Sławiński

Wybitne i tyle. Koniec kropka. Opowiadanie godne najwyższego lauru - 6.

Początek

Sporo czasu spędzam ostatnio na stronach archiwalnych Rybiego Oka. Są tu różnego kalibru artykuły...
Całkiem przeciętne, dobre, świetne i...zdarzają się (szkoda, że tak rzadko)...perełki...

Marku!

Sporo czytam, myślę, że mam pełne prawo to napisać...

To jest właśnie jedna z tych pereł...

Pisz, czekamy na nowości...

Ps.

A może by tak Admin przemyślał sprawę zrobienia kolejnego (po zakończeniu obecnego) konkursu? W tym roku jubileusz - 10 lat Rybiego Oka.
Może by tak zrobić konkursik - "Perła literacka dziesięciolecia RO"???

Z tych paru tysięcy artykułów można by wybrać, powiedzmy...15 i poddać ocenie...
Przemyślcie to...

Początek

Primum non nocere

...pod Andrzejem. Tu już się nie da nic mądrzejszego rzec

Początek

Pięknie piszesz!
Chciałbym usłyszeć ten tekst czytany głośno. Masz świetne wyczucie.
O samym temacie opowiadania już nie wspomnę – znakomite.
Andrzej
p.s.
Przeczytałem wszystkie zebrane tu Twoje opowiadania. Nie tylko są pięknie napisane, ale każde z nich zawiera w sobie coś głębszego. Byłoby bardzo fajnie i z pożytkiem dla innych, gdyby je zebrać razem i wydać. Może znajdzie się wydawca? Warto.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: eZ Publish

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).