Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Siedzi wędkarz nad wodą, sprzęt wspaniały, przynęty od "Armaniego" i... usiłuje coś złowić. A tu nic.
Minęło kilka godzin, nad wodę przychodzi wyrostek z wędką i zaczyna wyciągać rybę za rybą. Wędkarz zaniemówił, patrzy i patrzy, wreszcie zdenerwowany mówi:
- a lekcje gówniarzu już odrobiłeś?!?

Hyde Park»

Konkursowa recepta

By w konkursie wystartować
Trzeba by coś wysmarować.
Trzeba umieć opowiadać
No i słowa mądrze składać.

więcej...

Szukaj

Reklama

Sklepowe newsy »

St.Croix Rage Casting
St.Croix Panfish
St.Croix Rage
Bluza damska WFJ0320
Koszulka damska WRT9118
ACME - Phoebe

Palant

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 1092 
Komentarzy: 1 
ID: 47761 
Węzeł: 28697 
Ryszard Siejakowski

Już dawno powinien się uodpornić na rzucane pod jego adresem pogardliwe słowa, ale bolało to jak diabli. Zachowania, które winny stać się standardem nad wodą, z trudem przebijały się do świadomości większości wędkarzy.

Znużył go już ten bezproduktywny marsz nad wodą. Dwa mizerne okonie, które łapczywie zapięły się na średniego rippera, to wszystko, co dotąd udało mu się wyłuskać z wody. Jego towarzysz wyprawy, klął pod nosem, wiążąc kolejna przynętę. Zdradliwe kołki leżące na dnie, zdrowo „wyczyściły” im pudełka z przynętami.

Przeszedł na kolejną ostrogę. Leżący na niej okazały pień, przyniesiony tu wiosennym przyborem, zachęcał do odpoczynku. Z ulgą zdjął plecak i odłożył go obok pnia. Dwie kromki chleba i kubek herbaty, poprawiły mu samopoczucie. Zsunął się z pnia na zielona trawę, obficie porastającą ostrogę, opierając się plecami o pniak. Wygodnie prawie jak w domowym fotelu, pomyślał z zadowoleniem. Mógł teraz ze spokojem obserwować otoczenie.

Znał ten kawałek rzeki jak własną kieszeń. Ileż to już lat, tutaj przyjeżdżał? Może trzydzieści a może trochę więcej. To już nie była rzeka, jaką zapamiętał z tamtych, młodzieńczych lat. Ze smutkiem spojrzał na kępę rachitycznych drzewek porastających nadrzeczny łęg. A przecież kilkanaście lat temu porastały tu okazałe dęby, tworzące niewielką dąbrowę. Pamięta szok, jaki przeżył, gdy zobaczył to dzieło zniszczenia dokonane piłą i toporem. Najsmutniejsza nekropolia, jaką widział w swoim życiu. Dwustu letnie, matuzalemy dębowego rodu, obdarte z konarów i kory, porozrzucane bez ładu i składu. Swoiste memento dla ludzkiej głupoty i bezmyślności. Usprawiedliwieniem na tą wycinkę miał być zator lodowy, jaki stworzył się poprzedniej zimy w tym miejscu. Cholerni hipokryci. To nie drzewa były przyczyną zatoru, ale głupota ludzka, która „wyprostowała”, dwa kilometry powyżej, naturalny meander rzeki, pośrednio tworząc przyczynę powstawania zatorów właśnie w tym miejscu. Trzy lata później się to potwierdziło. Nie było już dąbczaków, ale był wspaniały zator. Nikt jakoś nie wracał do tematu niepotrzebnie wyciętych drzew.

Rzeka umierała na jego oczach. Nienaprawiane ostrogi po wiosennych przyborach, spłaszczyły się i nie spełniały swej roli. Kamienie, które je umacniały, teraz leżały rozrzucone w nurcie rzeki. Głębokie kiedyś zakola, wypłaciły się i już nie były ostoją potężnych szczupaków. Tylko od czasu do czasu, wyskakiwał z tych płycizn jakiś niedorośniety „pistolet”, mizerna imitacja tej wspaniałej ryby. Już wtedy zrozumiał, że to, co stanowiło o atrakcyjności tego miejsca, bezpowrotnie się skończyło. Sam zresztą też dołożył swoja cegiełkę do takiego stanu. „Piątki” i „szóstki”, które były dla niego kiedyś
powodem do dumy przed kolegami, dzisiaj gryzły jego sumienie. Za późno zrozumiał swój błąd i beztroskę, tamtych dni.

-Ale kicha! Żadnego brania. Z tej rzeki, to już chyba wymiotło wszystkie ryby?
Te słowa, rzucone do niego przez przechodzącego przyjaciela, wyrwały go z zadumy.
-Faktycznie! Żaden sandacz nie chce puknąć. Przeszliśmy już taki kawał i kompletnie nic! Może po południu będzie lepiej.
-Chyba sam w to nie wierzysz? Ale czymś, trzeba się pocieszyć.
Przysiadł się koło niego.
-Co? Odechciało się biczowania wody?
-Trochę się zmęczyłem i tak sobie na chwilę przysiadłem, a teraz nie za bardzo chce mi się wstać, uśmiechnął się do przyjaciela.
- Latka już robią swoje. To nie te czasy, gdy pedałowaliśmy ze spinningami kilometry. A ile wtedy było zębatków? Głowa mała.
- Masz rację. To były piękne lata. Nie było ostrogi, na której by nie siedział szczupły. Teraz to tylko zostało nam powspominać. Tak sobie tu siedziałem i przypominałem tamten okres. Pamiętasz te piękne dęby, które tu rosły. A teraz została tylko pustynia. Pustynia na brzegu i pustynia w wodzie. Dobrze, ze jeszcze jest trochę sandaczy i od czasu do czasu można się pobawić. Jeszcze kilka lat i tego też zabraknie.
-Coś jest nie tak. Od prawie dziesięciu lat nie bierzemy szczupaków a jest coraz gorzej. Z sandaczem też się nie przelewa. Tego już się chyba nie da zatrzymać!

Pogawędzili jeszcze chwilę, zebrali swoje plecaki i poszli dalej. Po kilometrze natknęli się na dwóch wędkarzy, łowiących w zakolu. Cztery „bąki”, taplały się na powierzchni wody. Typowi amatorzy żywcówki. Na rzucone grzecznie, „dzień dobry”, coś odburknęli pod nosem. Musi, co im też nic nie brało i stąd taka reakcja. Wszedł na szczyt główki i zaczął obrzucać warkocz oraz otoczenie wypłacenia od strony nurtu. Główka jiga szorowała po dnie, podskakując po zalegających tam kamieniach. Po dobrych piętnastu minutach stracił nadzieję, na kontakt z sandaczem. Kolejna bezrybna klatka. Do uszu docierały stłumione uwagi rzucane pod jego adresem przez amatorów żywca. Nie były zbyt pochlebne, delikatnie mówiąc. Jeszcze dziesięć rzutów i spierniczam stąd, postanowił. W kolejnym rzucie, posłał rippera aż pod sąsiednią ostrogę. Tam było trochę głębiej.

Gdy podjeżdżał pod wypłycenie na środku klatki, poczuł delikatne przytrzymanie. Odruchowo przyciął i wiedział, że zapiął rybę. Po dwóch metrach holu, był pewien, że to nie sandacz. Kilka niezdecydowanych nawrotów ryby i na ostrodze trzepotał się półtorakilowy szczupak. Był delikatnie zapięty za dolną szczękę i nie miał problemu z wyczepieniem haka. Pstryknął dwie fotki dla własnej satysfakcji. Wpuścił go do wody, tuż przy warkoczu. Po chwili oszołomienia, szczupaty spłynął na głębinę.

I wtedy jak biczem smagnęły go słowa rzucone pod jego adresem.
- K..wa, ale palant. Takiego zębatka wypuścić! Jakiś kolejny nawiedzony. Człowiek siedzi godzinami i nic, a przyjdzie tu taki padalec, złowi i jeszcze na dodatek wypuści. Nie dziwota, że szczupłe nie chcą nam brać, pokłute przez takich palantów.

Nie zareagował. Nie było sensu. Oni nic nie zrozumieją. Będą brać wszystko, co ma ogon i łeb, niezależnie od wymiaru.

Szara, polska rzeczywistość.

Dyskusje i recenzje

Pokaż teksty   
   
Artur Początek

malutkie to tylko HOMO zabierają !
Nie wiem co ja bym zrobił -fakt ,że umiem szybko opowiedzieć ŻULOM ,a może by się nie skończylo na słowach,bo ta cywilizacja POSIADANIA i CHCIEJSTWA ZA WSZELKĄ CENĘ od kilkunastu lat ,już mnie zaczyna wqu....ć !
Tylko NAZREĆ się NACHAPAĆ ,NACHLAĆ ...

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusWędkarstwoSklep wędkarskiSprzęt wędkarskiWszywki odzieżoweZdjęcia wędkarskie

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).