Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Przed Zjazdem
Przed Zjazdem. Punkt odniesienia. |
Podjąłem zobowiązanie przedstawienia swej wizji stowarzyszenia skupiającego wędkarzy w Polsce. Dla parających się wędkarstwem od kilkudziesięciu lat, jest oczywistym, że każdy z nas, ma swoje przemyślenia jak jego zdaniem powinien się kształtować obraz Związku, przynoszącego korzyści zarówno jego członkom a także osobom niezrzeszonym. Czy ten subiektywny i wydumany obraz jest zgodny z opiniami innych?
Sam sobie zadaje to pytanie, doskonale wiedząc o tym, że każdy z nas ma trochę inną optykę, na te same problemy. Jednego jestem natomiast pewien, tak źle jak obecnie, nie było w okresie mej przynależności do stowarzyszenia. Niektórzy, nastawieni bardziej pesymistycznie, twierdzą, że może być jeszcze gorzej. Perspektywa, mówiąc kolokwialnie, niezbyt zachęcająca, zarówno dla obecnych członków, jak i przyszłych adeptów wędkarskiego rzemiosła.
Nie można przedstawiać pewnej wizji nowoczesnego stowarzyszenia, nie odnosząc się do obecnej sytuacji w nim, traktując to jako punkt odniesienia. Każdemu z nas, nasuwa się oczywiste pytanie. Co się wydarzyło w niedalekiej przeszłości i spowodowało określone, negatywne skutki? Jakie zasadnicze czynniki spowodowały najpierw totalny bezwład w stowarzyszeniu, a następnie prawie nieuleczalny stan chorobowy z rokowaniami dalekimi od optymizmu?
Aby udzielić odpowiedzi na te pytania, należy cofnąć się do przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Pojawiło się raczej nieznane dla nas pojęcie, wolny rynek. Nie regulowany tezami zjazdowymi jakiejś tam bandyckiej partii, zwanej, PeZetPeeRem, ale wolny rynek najbardziej drapieżnego i pozbawionego skrupuł kapitalizmu. Jakby tego było mało, na niedouczenie działaczy PZW w obszarze gospodarki wolnorynkowej, nałożyła się galopująca inflacja. Kto płacił składki w kwietniu, płacił praktycznie ułamki procenta, tego, co członek Związku płacący w styczniu. Przez dwa lata hiperinflacji, stowarzyszenie dostało zdrowo po kieszeni i jest to fakt niepodważalny, o którym należy bezwzględnie przypomnieć. Jeśli nie daj Boże, na to, nałożyła się beztroska działaczy w zakresie ochronienia minimalnej wartości realnej zebranego w formie składek grosza, to praktycznie Koło czy Okręg wychodziły pod koniec roku na golasa i z pustą kasą. Znam przypadek, gdzie pewien zaradny skarbnik Koła, zebrane ze składek pieniądze, miast lokować na koncie Koła, na odpowiednich warunkach, lokował je na własnym prywatnym koncie i czerpał z tego tytułu indywidualne korzyści. Wtedy wszyscy uczyli się zasad gospodarki wolnorynkowej od podstaw. Jedni lepiej, drudzy gorzej, niestety. Był to też okres pozbywania się majątku związkowego za bezcen. Nagle okazało się, że ośrodki zarybieniowe przynoszą straty. Część tych ośrodków, za śmieszne pieniądze zmieniła właściciela i deficytowe pod opiekuńczymi skrzydłami PZW, okazały się dochodowe w rękach prywatnych. Kolejny raz okazało się, że kapitalizm potrafi czynić „cuda”. Jednym przybyło a nam, czyli wędkarzom ubyło.
Do głów ówczesnych przywódców stowarzyszenia, nie bardzo chciała się przebić światła myśl, że tamto się już skończyło bezpowrotnie i najwyższa pora przyjąć do wiadomości, że uprawianie wędkarstwa, to nie tylko hobby, ale również towar, który można i należy sprzedać. Za uporczywe trwanie w okowach realnego socjalizmu i radosnej beztrosce, dzisiaj płacimy wysoką cenę.
Nieszczęścia niestety chadzają parami. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, najpierw zachodnia część Polski przeżyła horror powodzi stulecia a rok później w trochę mniejszym zakresie, to nieszczęście spotkało wschodnią część Polski. Najwięcej ucierpiały na tym zasoby ryb w rzekach. Część poszła z wielką falą do Bałtyku, a część wyschła na zalanych polach, po przejściu fali powodziowej i cofnięciu się rzek do koryt. Zdrowo przetrzebiło też rybostan na zbiornikach zaporowych, na skutek awaryjnego i niezbyt kontrolowanego zrzutu wód.
Niestety kolejny raz się okazało, że betonowi działacze, nie dorośli do określonych zadań, zwłaszcza w tak ekstremalnych warunkach. Nie zrobili nic lub niewiele, aby zminimalizować tak ogromne ubytki ryb w ciekach. Zamiast podjąć próby restytucji w głównych rzekach naszego kraju, z radością wrzucali tonami karpie i karasie do glinianek, torfowisk czy jeziorek, wielkości dwóch boisk piłkarskich. W oficjalnych dokumentach, nazwano to planową gospodarką wędkarsko-rybacką, wymuszoną opiniami i żądaniami tzw. dołów związkowych. Na mój gust, działacz, który ulega presji Kazika z Pcimia czy Józwy z Trzewujewa, nie jest działaczem tylko popaprańcem. Nie po to obdarzono go mandatem zaufania, aby był marionetką gumofilcy z legitymacją członkowską PZW.
Ostatecznego spustoszenie dokonały zmiany w Statucie, wprowadzone w 2000 roku. Z systemu zcentralizowanego, przeszliśmy do systemu zdecentralizowanego, małych i nieporadnych Okręgów. Zarząd Główny scedował większość swych dotychczasowych uprawnień a także odpowiedzialność, na rzecz Okręgów, sam stając się dość dziwnym i szalenie kosztownym tworem. Ciekawostką jest fakt, że wielkość odpisu na rzecz ZG pozostała bez zmian, przy niezbyt sprecyzowanej roli tego organu, pomijając konieczność jego istnienia, wynikającą z ustawy o stowarzyszeniach a także woli działaczy centralnych, aby nadal istniał ku ich chwale, amen. Decentralizacja zarządzania, stała się przysłowiowym gwoździem do trumny dla głównych rzek w Polsce. Kto tego nie dostrzega jest po prostu kpem. Nie zawsze przekazanie władzy do niższego szczebla jest panaceum na wszystkie schorzenia i rozwiązaniem optymalnym. Dzisiaj po pięciu latach obowiązywania kadłubowego i niechlujnie zmodyfikowanego Statutu, widać to szczególnie wyraźnie. Ot, taki socjalistyczno-kapitalistyczny Statut, gdzie upodmiotowiono gremia zarządzające, mając głęboko gdzieś główny czynnik stowarzyszenia, jakim w końcu jest członek
Ta część artykułu, to zasadniczo wstęp do istotniejszych problemów, takich jak finanse stowarzyszenia, Statut, prawa i obowiązki członka stowarzyszenia, prawa i obowiązki działacza, racjonalna gospodarka ochronno-zarybieniowa, przeorientowanie zasadniczych celów stowarzyszenia, odłowy w wodach PZW a kwestia dawnych MZGRiW i wiele innych. Choćby z tego krótkiego wyliczenia widać, że tematyka jest szalenie szeroka i nie można tego zawrzeć w jednym, nawet przydługawym artykule.
Od Autora
Proszę potraktować tą pierwszą część, jako punkt odniesienia i skrótowy obraz sytuacji w stowarzyszeniu, widziany przez piszącego, czyli jest to subiektywna ocena. Przepraszam za spóźnienie z publikacją, lecz nie miałem technicznej możliwości przesłania artykułu w terminie, do którego się zobowiązałem.
Inne tego autora: Ryszard Siejakowski » więcej...



















Dyskusje i komentarze
Tomasz Okręt
02.09.2005 13:40
Jerzy Kowalski
30.08.2005 11:06
Sławek Rybicki
26.08.2005 10:34
Tomasz Płonka
25.08.2005 11:16
Tomasz Okręt
25.08.2005 09:52
Andrzej Trembaczowski
24.08.2005 23:50