Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Siedzi wędkarz nad wodą, sprzęt wspaniały, przynęty od "Armaniego" i... usiłuje coś złowić. A tu nic.
Minęło kilka godzin, nad wodę przychodzi wyrostek z wędką i zaczyna wyciągać rybę za rybą. Wędkarz zaniemówił, patrzy i patrzy, wreszcie zdenerwowany mówi:
- a lekcje gówniarzu już odrobiłeś?!?

Hyde Park»

Konkursowa recepta

By w konkursie wystartować
Trzeba by coś wysmarować.
Trzeba umieć opowiadać
No i słowa mądrze składać.

więcej...

Szukaj

Reklama

Sklepowe newsy »

St.Croix Rage Casting
St.Croix Panfish
St.Croix Rage
Bluza damska WFJ0320
Koszulka damska WRT9118
ACME - Phoebe

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Przed Zjazdem 

Przed Zjazdem. Punkt odniesienia.

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 1353 
Komentarzy: 6 
ID: 17579 
Węzeł: 12709 
Ryszard Siejakowski

Podjąłem zobowiązanie przedstawienia swej wizji stowarzyszenia skupiającego wędkarzy w Polsce. Dla parających się wędkarstwem od kilkudziesięciu lat, jest oczywistym, że każdy z nas, ma swoje przemyślenia jak jego zdaniem powinien się kształtować obraz Związku, przynoszącego korzyści zarówno jego członkom a także osobom niezrzeszonym. Czy ten subiektywny i wydumany obraz jest zgodny z opiniami innych?
Sam sobie zadaje to pytanie, doskonale wiedząc o tym, że każdy z nas ma trochę inną optykę, na te same problemy. Jednego jestem natomiast pewien, tak źle jak obecnie, nie było w okresie mej przynależności do stowarzyszenia. Niektórzy, nastawieni bardziej pesymistycznie, twierdzą, że może być jeszcze gorzej. Perspektywa, mówiąc kolokwialnie, niezbyt zachęcająca, zarówno dla obecnych członków, jak i przyszłych adeptów wędkarskiego rzemiosła.

Nie można przedstawiać pewnej wizji nowoczesnego stowarzyszenia, nie odnosząc się do obecnej sytuacji w nim, traktując to jako punkt odniesienia. Każdemu z nas, nasuwa się oczywiste pytanie. Co się wydarzyło w niedalekiej przeszłości i spowodowało określone, negatywne skutki? Jakie zasadnicze czynniki spowodowały najpierw totalny bezwład w stowarzyszeniu, a następnie prawie nieuleczalny stan chorobowy z rokowaniami dalekimi od optymizmu?
Aby udzielić odpowiedzi na te pytania, należy cofnąć się do przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Pojawiło się raczej nieznane dla nas pojęcie, wolny rynek. Nie regulowany tezami zjazdowymi jakiejś tam bandyckiej partii, zwanej, PeZetPeeRem, ale wolny rynek najbardziej drapieżnego i pozbawionego skrupuł kapitalizmu. Jakby tego było mało, na niedouczenie działaczy PZW w obszarze gospodarki wolnorynkowej, nałożyła się galopująca inflacja. Kto płacił składki w kwietniu, płacił praktycznie ułamki procenta, tego, co członek Związku płacący w styczniu. Przez dwa lata hiperinflacji, stowarzyszenie dostało zdrowo po kieszeni i jest to fakt niepodważalny, o którym należy bezwzględnie przypomnieć. Jeśli nie daj Boże, na to, nałożyła się beztroska działaczy w zakresie ochronienia minimalnej wartości realnej zebranego w formie składek grosza, to praktycznie Koło czy Okręg wychodziły pod koniec roku na golasa i z pustą kasą. Znam przypadek, gdzie pewien zaradny skarbnik Koła, zebrane ze składek pieniądze, miast lokować na koncie Koła, na odpowiednich warunkach, lokował je na własnym prywatnym koncie i czerpał z tego tytułu indywidualne korzyści. Wtedy wszyscy uczyli się zasad gospodarki wolnorynkowej od podstaw. Jedni lepiej, drudzy gorzej, niestety. Był to też okres pozbywania się majątku związkowego za bezcen. Nagle okazało się, że ośrodki zarybieniowe przynoszą straty. Część tych ośrodków, za śmieszne pieniądze zmieniła właściciela i deficytowe pod opiekuńczymi skrzydłami PZW, okazały się dochodowe w rękach prywatnych. Kolejny raz okazało się, że kapitalizm potrafi czynić „cuda”. Jednym przybyło a nam, czyli wędkarzom ubyło.
Do głów ówczesnych przywódców stowarzyszenia, nie bardzo chciała się przebić światła myśl, że tamto się już skończyło bezpowrotnie i najwyższa pora przyjąć do wiadomości, że uprawianie wędkarstwa, to nie tylko hobby, ale również towar, który można i należy sprzedać. Za uporczywe trwanie w okowach realnego socjalizmu i radosnej beztrosce, dzisiaj płacimy wysoką cenę.
Nieszczęścia niestety chadzają parami. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, najpierw zachodnia część Polski przeżyła horror powodzi stulecia a rok później w trochę mniejszym zakresie, to nieszczęście spotkało wschodnią część Polski. Najwięcej ucierpiały na tym zasoby ryb w rzekach. Część poszła z wielką falą do Bałtyku, a część wyschła na zalanych polach, po przejściu fali powodziowej i cofnięciu się rzek do koryt. Zdrowo przetrzebiło też rybostan na zbiornikach zaporowych, na skutek awaryjnego i niezbyt kontrolowanego zrzutu wód.
Niestety kolejny raz się okazało, że betonowi działacze, nie dorośli do określonych zadań, zwłaszcza w tak ekstremalnych warunkach. Nie zrobili nic lub niewiele, aby zminimalizować tak ogromne ubytki ryb w ciekach. Zamiast podjąć próby restytucji w głównych rzekach naszego kraju, z radością wrzucali tonami karpie i karasie do glinianek, torfowisk czy jeziorek, wielkości dwóch boisk piłkarskich. W oficjalnych dokumentach, nazwano to planową gospodarką wędkarsko-rybacką, wymuszoną opiniami i żądaniami tzw. dołów związkowych. Na mój gust, działacz, który ulega presji Kazika z Pcimia czy Józwy z Trzewujewa, nie jest działaczem tylko popaprańcem. Nie po to obdarzono go mandatem zaufania, aby był marionetką gumofilcy z legitymacją członkowską PZW.
Ostatecznego spustoszenie dokonały zmiany w Statucie, wprowadzone w 2000 roku. Z systemu zcentralizowanego, przeszliśmy do systemu zdecentralizowanego, małych i nieporadnych Okręgów. Zarząd Główny scedował większość swych dotychczasowych uprawnień a także odpowiedzialność, na rzecz Okręgów, sam stając się dość dziwnym i szalenie kosztownym tworem. Ciekawostką jest fakt, że wielkość odpisu na rzecz ZG pozostała bez zmian, przy niezbyt sprecyzowanej roli tego organu, pomijając konieczność jego istnienia, wynikającą z ustawy o stowarzyszeniach a także woli działaczy centralnych, aby nadal istniał ku ich chwale, amen. Decentralizacja zarządzania, stała się przysłowiowym gwoździem do trumny dla głównych rzek w Polsce. Kto tego nie dostrzega jest po prostu kpem. Nie zawsze przekazanie władzy do niższego szczebla jest panaceum na wszystkie schorzenia i rozwiązaniem optymalnym. Dzisiaj po pięciu latach obowiązywania kadłubowego i niechlujnie zmodyfikowanego Statutu, widać to szczególnie wyraźnie. Ot, taki socjalistyczno-kapitalistyczny Statut, gdzie upodmiotowiono gremia zarządzające, mając głęboko gdzieś główny czynnik stowarzyszenia, jakim w końcu jest członek
Ta część artykułu, to zasadniczo wstęp do istotniejszych problemów, takich jak finanse stowarzyszenia, Statut, prawa i obowiązki członka stowarzyszenia, prawa i obowiązki działacza, racjonalna gospodarka ochronno-zarybieniowa, przeorientowanie zasadniczych celów stowarzyszenia, odłowy w wodach PZW a kwestia dawnych MZGRiW i wiele innych. Choćby z tego krótkiego wyliczenia widać, że tematyka jest szalenie szeroka i nie można tego zawrzeć w jednym, nawet przydługawym artykule.

Od Autora
Proszę potraktować tą pierwszą część, jako punkt odniesienia i skrótowy obraz sytuacji w stowarzyszeniu, widziany przez piszącego, czyli jest to subiektywna ocena. Przepraszam za spóźnienie z publikacją, lecz nie miałem technicznej możliwości przesłania artykułu w terminie, do którego się zobowiązałem.

Dyskusje i komentarze

Pokaż teksty   

Moje pytanie sprzed tygodnia (o ilość części refleksji przedzjazdowych) pozostało do dziś bez odpowiedzi.

W związku z tym zapytam przynajmniej (i mam nadzieję, że przynajmniej na to pytanie uzyskam odpowiedź), kiedy można spodziewać się następnej części artykułu?

Za odpowiedź z góry dziękuję.

Początek

Drogi Ryszardzie,

Dziękuje Ci za podjęcie tematu. Jest obszerny i niełatwy, stąd chciałbym zadać Ci kilka pytań do pierwszej części.

Stawiasz cezurę na przełomie lat 80/90. Czyli na okresie zmian ustrojowych w Polsce. Piszesz o inflacji, której doświadczali wonczas wszyscy. Radząc sobie z nia lepiej lub gorzej. O systemie rynkowym, do którego większość nie była przygotowana, a wielu nie umie w nim funkcjonować do dzisiaj. Bo poza ekonomicznymi warunkami uzyskaliśmy też wolność. I w niej też wielu nie umie funkcjonować. W tej wolności na co dzień. Bo wielu wydaje się, że jest jakiś „dobry ojciec” albo ktoś „obdarzony zaufaniem”, któremu wystarczy uświadomić potrzeby, a on „zapewni”, zdejmując odpowiedzialność i obowiązki z domagających się. Przypomina to mocno relacje rodzic-dziecko, a nie o dziecinadę nam przecież chodzi, ale o samodzielność, samorządność i współpracę.

Warto też pamiętać, że po tym 1989 roku społeczeństwo zarabiające przeciętnie równowartość 20 dolarów zaczęło nagle, niemal z dnia na dzień zarabiać 10-20 razy więcej. I sprzęt wartości 100 dolarów stał się z nieosiagalnych szczytów czymś między tanim a średnim. Podobnie mobilnośc wędkarzy wzrosła niepomiernie, samochody spowszedniały, dostępność noclegów, sprzętu pływającego wzrosły niepomiernie, a możliwości wydatkowania środków na uprawianie hobby zwiekszyły się wielkokrotnie. Oczywiście nakłady na zagospdoarowanie i ochronę wód w oczach wędkarzy zawsze były "zbyt wygórowane".

Czy tylko na „działaczach” spoczywa zobowiązanie i odpowiedzialność za funkcjonowanie stowarzyszenia?

Już widzę oczyma wyobraźni tych opisanych przez Ciebie „działaczy” jak hasają nad stawami i gliniankami z wiadrami pełnymi karpi i niecnie wpuszczają je do wód „na złość” wędkarzom i na szkodę wodom.

Czy wiesz jak wygląda wędkarstwo i jego zorganizowanie oraz łowiska w krajach o podobnym do naszego stopniu zurbanizowania środowiska, o podobnym zagęszczeniu ludności?

Czy uważasz, że przed 1989 rokiem wszystko było świetnie i wspaniale, ze to w okresie odzyskiwania wolności leży przyczyna wszelkiego zła?

Czy to, że czasy się zmieniły ma oznaczać, że trzeba je przywrócić, bo nie umiemy sobie w nich poradzić, czy raczej wykorzystując ludzkie umiejętności powinniśmy sprostać wymogom czasów i wykazywać inicjatywę w uzyskiwaniu najlepszych efektów w istniejących warunkach?

Czy centralne sterowanie jest lepsze od roztropności tworzenia w samorządnym stowarzyszeniu?

Czy jest przejawem dobrego korzystania z wolności brak aktywnego udziału członków stowarzyszenia w wyborach? A tych od 1989 roku było już kilka w PZW.

Czy członkowie korzystają aktywnie i twórczo z rzeczywistego, biernego i czynnego prawa wyborczego?

Warto pamiętać, że wcześniej rzeczywiście „działacze”, zwłaszcza wyższej rangi, byli powoływani poza PZW i o wolnym wyborze nie było mowy.. Natomiast od 15 lat (4 kadencje) już jest i dalsze dzielenie członków PZW na „działaczy” i pozostałych jest nieporozumieniem. Świadczy tylko o niezdolności do podejmowania wyzwań przez członków. Odnoszę wrażenie, że tylko niektórzy zrozumieli tę zmianę warunków funkcjonowania stowarzyszenia. I funkcjonowania stowarzyszenia jako stowarzyszenia, a nie organizacji, która ma „przynosić korzyści członkom”. O istocie stowarzyszania się napisałem obszerny artykuł i nie chciałbym się powtarzać.

Warto zauważyć, bo wielu może tego nie pamiętać, nie chcieć pamiętać, nie móc pamięta, a nawet nie móc wiedzieć, że okręgi w obszarach dawnych 49 województw powstały wkrótce po reformie administracyjnej w drugiej połowie lat 70-tych i wkrótce będą miały 30 lat. Warto tez przypomnieć, że okręgi te uzyskały osobowość prawną i status „Uprawnionych do rybactwa” wkrótce po wejściu w życie Ustawy rybackiej z 1985 roku. Wówczas tworzyły operaty wodno-prawne i uzyskiwały w użytkowanie wody na zasadach opisanych w Ustawie. Współpraca Okręgów z administracją wojewódzką była o tyle istotna, że na tym szczeblu podejmowano decyzje i dysponowano środkami państwowymi (wówczas nie do końca „publicznymi”) na dofinansowanie programów zagospodarowania rybackiego wód.
Ponadto, podział na samodzielne Okręgi skończył z chorą „urawniłowką”, polegającą na wpłacaniu jednej składki ogólnopolskiej, która trafiała do ZG, a następnie była redystrybuowana do Okręgów, uprawniając wędkarza do eksploatowania zasobów na terenie całej Polski. W ten sposób okręgi (i wody) dostały więcej środków na zagospodarowanie, a te środki pozostawały tam gdzie miły być wydatkowane.

Teraz, w „Petycji” zaproponowano dalej idące powiązanie przychodów na zagospodarowanie zarówno z gospodarowaniem łowiskami jak i z wielkością presji wędkarskiej.

Czy naprawdę dobrze przemyślałeś to, co napisałeś o podziale środków między Okręgi i ZG? I o zakresie zadań?

W sprawach organizacyjnych, finansowanych ze składki członkowskiej zadania ZG nie uległy zmianie po żadnej z reform. W związku z tym część składki członkowskiej przeznaczanej na poszczególne szczeble stowarzyszenia nie została zmieniona.

Kolejny raz chciałbym zauważyć, że „działacze centralni”, z których składa się ZG ZPW są to Delegaci z Okręgów, wybierani na Zjedzie. Często prezesi okręgów czy znaczący reprezentanci wybrani w wolnych wyborach, w których „nieobecni nie mają racji”.

Natomiast składka na zagospodarowanie i ochronę wód W CAŁOŚCI pozostaje w Okręgach, do których jest wnoszona. Bo tam prowadzona jest gospodarka rybacka w obwodach rybackich.

Wracając do kwestii reprezentowania i „obdarzania mandatem zaufania”.

Kto „obdarza mandatem zaufania” i kogo ma reprezentować „działacz”, czyli członek PZW wybrany w wyborach, jeżeli nie członków, którzy go wybierają? Jacy członkowie takie stowarzyszenie. I takie jego władze. Zmiana "działaczy", osobowa i jakościowa może nastąpic wyłacznie wtedy kiedy zmieni się grupa wybieranych i wybierających, przez selekcję i edukację. To członkowie mogą oprzekształcić to stowarzyszenie z socjalnej "organizacji społecznej" dostarczającej taniej rozrywki i mięsa w aktywne, silne stowarzyszenie hobbystów.

Jakoś tak twierdzenie, że „działacz” miałby funkcjonować niezależnie od całości stowarzyszenia, „wiedzieć lepiej”, nawiązuje do niedobrych doświadczeń czasów sprzed oznaczonej przez Ciebie cezury.

Byłbym wdzięczny za Twoje komentarze do tych uwag i do tych pytań, bądź w dyskusji bądź w kolejnych częściach artykułu.

Pozdrawiam serdecznie

Jurek Kowalski

Początek

Moje drugie ja

nie jest działaczem tylko popaprańcem. Nie po to obdarzono go mandatem zaufania, aby był marionetką gumofilcy z legitymacją członkowską PZW.

Owo twierdzenie (rozciągnąwszy temat o petycję) stawia pod znakiem zapytania podpisy pod nią.

Początek

Zgodzę się z twoją wizją z zastrzeżeniem, że mówiąc w skrócie: za brak ryb odpowiedzialni są wędkarze i kłusownicy, a za umożliwienie wędkarzom i rybakom wyrybiania wód odpowiada ich gospodarz. Odpowiada przez niepodjęcie działań zapobiegających takiemu stanowi wód, za brak wcześniejszych zmian w RAPR, za nieskuteczne działania ochronne. Czyli Andrzej ma więcej racji co do przyczyn bezrybia, albo gradacji tych przyczyn. Powódź i decentralizacja gospodarzy rzek to moim zdaniem margines w porównaniu z tym, że ryby po prostu są wyżarte, wyłowione, wody wyczesane sieciami do spodu. Czekam na część drugą, czyli na proponowane realne w naszych warunkach sposoby działania stowarzyszenia/firmy/poszczególnych osób i grup osób, które mogą w krótkim czasie dać dobry skutek.

Początek

Tak zapytam, żeby wiedzieć, kiedy się podłączyć do dyskusji.

Początek

Rzeczywiście subiektywna i niepełna. Jeżeli dobrze Cię zrozumiałem, to główną przyczyną obecnych problemów były zmiany systemowe, nieuczciwi skarbnicy, nieudolni gospodarze ośrodków zarybieniowych, decentralizacja i powódź. Przepraszam za zbytnie strywializowanie, ale to się nie bardzo trzyma razem tzw, całości.
Przekształcenia, inflacja itp, dotyczyły i całej gospodarki i w jakimś stopniu każdego z nas. Siła wyższa, konieczność dziejowa, w sumie dobrze, że tak się stało, że peerel już się skończył i po okresie nienormalności mamy to już za sobą. Od dobrych lat kilkunastu (!) pieniądz jest stabilny a PZW funkcjonuje, utrzymuje pracowników, wypłaca im pobory, utrzymuje ośrodki zarybieniowe, które produkują materiał zarybieniowy (nie tylko karpia), prowadzi zarybienia itd. W większości okręgów to działa. W większości jest normalnie.
Cwaniacy, oszuści, złodzieje czy nieudolni pracownicy - nie generalizujmy. To patologia. Tam, gdzie się coś takiego zdarzyło, wkroczyła prokuratura i sąd. To margines i nie można rozciągać takich przypadków na cały związek. Inaczej nic by już nie zostało. Nie można taką wizją obrażać tysięcy uczciwych ludzi.
Decentralizacja i usamodzielnienie się okręgów akurat jest pozytywna, każdy okręg gospodaruje na swoich wodach i dostosowuje się do ich specyfiki. Owszem, narzekają wygodniccy, że jak jadą za rybą w gości, to muszą dodatkowao płacić, ale to jest akurat jak najbardziej właściwe, płacą tam, gdzie łowią. Zresztą dawno się do tego przyzwyczaili.
Na powódź, suszę czy inne warunki pogodowe nie zwalajmy winy, bo to niepoważne. Trochę to brzmi - przepraszam za porównanie - jak peereelowskie narzekania na zimę, wiosnę, lato i jesień. Przyroda zawsze może nas czymś zaskoczyć, to jest normalne i z tym trzeba się liczyć. Zresztą rybom akurat powódź wychodzi na dobre, mimo że jakieś zginą.

Ryśku, nie wiem do czego zmierzasz, ale Twój opis uważam za nie trafiony. Ja np. główną przyczynę obecnych problemów widzę w przyjętym jakiś czas temu modelu bardzo powszechnego wędkowania, w zaniżaniu wymagań wobec członków, w populiźmie, w schlebianiu masom. W nastawieniu się na gust tego przysłowiowego gumofilca. To spowodowało zanik etyki, upowszechniło mięsiarstwo, a dalej wraz z udoskonaleniem sprzętu i technik łowienia doprowadziłp do wytrzebienia naszych wód. Ot i cała przyczyna. Zbyt wielu wędkarzy nie traktuje PZW jako związku, a innych jako kolegów. Opłacając kartę spełniają minimalny wymóg, by mogli łowić. Narzekają, że płacą drogo, że muszą płacić w terminie (też mi termin od stycznia do maja), że muszą płacić wpisowe (w cenie flaszki). Wielu nawet nie zdaje żadnych egzaminów, wielu nie zna regulaminu, nie mówiąc o Statucie, nie kupi go, choć to symboliczna złotówka. A wędkowanie przez takich jest traktowane jako uzupełnianie spiżarni, jako legalny (bo przecież zapłacili i musi im się to zwrócić) pozysk "darów natury" lub jako jakiś idiotyczny wyścig, kto więcej z wody wydrze. Nie ma miejsca ani na jakąś kulturę nad wodą, ani na koleżeństwo. Ten drugi to konkurent, albo frajer. I w tym, że z takich właśnie ludzi składa się w sporej części PZW leży przyczyna zła, a nie w suszy, powodzi, czy zmianach ustrojowych.

Zresztą, nie chodzi o opis i o krytykę tylko o propozycję zmian na lepsze. Masz taką? Przedstaw. Zaproponuj. Opisz model organizacji ogólnopolskiej, która by zorganizowała wędkarstwo. Zadbała o wody, zapewniła im opiekę, a wędkarzom dogodne warunki do satysfakcjonującego wękowania. Bardzo jestem ciekaw.
Pozdrawiam serdecznie
Andrzej

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusŚwiat DrukuSprzęt wędkarskiImplanty maam.plSprzęt wędkarskiSkanowanie Łódź

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).