Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 2

Naprawa obuwia.

Po piętnastu latach odsiadki, gościu wychodzi z kicia. Odbiera swoje rzeczy osobiste, przebiera się w cywilne ciuchy i wychodzi wreszcie na wolność. Za więzienna bramą sprawdza jeszcze kieszenie i ku swemu zdziwieniu, w kieszeni marynarki znajduje kwitek od szewca na naprawę obuwia. Pojechał do swego rodzinnego miasta, zamieszkał kątem u znajomego i pomału przyzwyczajał się do życia na wolności. Po kilku dniach, przypomniał sobie o kwitku od szewca. Z ciekawości postanowił tam pójść. Zakład szewski nadal tam był. Wchodzi do środka i dostrzega tego samego szewca sprzed kilkunastu lat. Szewc się postarzał, pochylił ale ten sam. Wyciąga kwitek i podaje szewcowi. Ten go ogląda, przeprasza i wychodzi na zaplecze. Po dobrych kilku minutach wraca, oddaje kwitek i mówi: będą gotowe na czwartek.

Naprawa obuwia.
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Wspomnienia

Do wspominków, to mam serce
choć poszedłem na komercję
łowię szczubły i okonie,
i od muchy też nie stronię
gdzie ten raj jest? w jakim kraju?
tam, gdzie PZW nie mają!

Wspomnienia
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,8/5 (5)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Sposόb na dużego pstrąga 

Sposόb na dużego pstrąga, czyli co zrobić, byśmy łowili dziesiątaki?

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 4079 
Komentarzy: 5 
ID: 84576 
Węzeł: 60696 

Nie będzie to przepis na cud – przynęty, ani na wyszukane techniki. Wszystkie są mniej lub bardziej znane i stosowane. Nie będzie o tajnych rzeczkach, bo takich nie ma. Będzie o cud-łowiskach. O wymarzonych wodach, w ktόrych spotkanie z wielkim kropkowańcem jest możliwe a nawet bardzo prawdopodobne.
Gdzie? W znanym wszystkim obszarze południowo-wschodniej Polski.
Nie ma tam takich rzek i takich pstrągόw? Nie ma? No to zrόbmy, by były i o tym właśnie chcę napisać. Niech będą to takie wspόlne rozważania na początek sezonu. Lepsze to, niż narzekania na wszystkich dookoła, na kłusownikόw, na innych wędkarzy. Pomyślmy wspόlnie, jak chcemy aby to wyglądało? I nie będzie to czcza gadanina. Nie będą to tylko niespełnione marzenia. Każdy dobry pomysł zostanie wykorzystany przez gospodarzy łowisk.

Kilka prawd na początek.
1. Rzeki są takie jakie są. Jedne są przepiękne, w innych pstrągi mają szybkie przyrosty, jeszcze inne leżą blisko miasta i nie trzeba jechać daleko. To są zalety. Są i wady: nieuporządkowana gospodarka ściekowa (przydomowe szamba), nieuporządkowana gospodarka wodna (liczne stawy), wycinka drzew, wyciąganie pni, czasem spływy kajakowe, planowanie zbiornikόw wodnych itd. itp. – to wszystko obniża jakość naszych rzek.
2. Każda rzeka może pomieścić i wykarmić tylko określoną ilość ryb. To da się oszacować i tej ilości się nie przekroczy.
3. Każda rzeka może dziennie pomieścić skończoną ilość wędkarzy, inaczej komfort łowienia będzie żaden.
4. Z każdej wody można rocznie zabrać tylko pewną określoną ilość ryb, inaczej ich ilość w rzece będzie stale malała, aż do stanu, w ktόrym złowienie ledwo wymiarowej ryby będzie wyczynem.
5. Wielkość ryb zależy od tempa wzrostu i od ich wieku. Jeżeli chcemy łowić ryby okazałe, musimy pozwolić aby urosły.
6. Są rόżne upodobania, jednych zadowoli już tylko sama obecność ładnych ryb w wodzie i sama możliwość ich zobaczenia koło przynęty, inni chcą poczuć wielką rybę na wędce, skusić do brania i wyholować ją, jeszcze inni chcą także przywieźć rybę do domu. Aby każdemu amatorowi pstrągow zapewnić satysfakcję, trzeba określić limity dzienne i roczne. Czy to na wszystkie wody, czy też ustalone oddzielnie dla każdej z rzek stosownie do jej możliwości.
7. Nie da się dziś zorganizować dobrych łowisk nie tylko bez zarybień, lecz także bez kontroli.
8. Dobre zagospodarowanie i ochrona kosztuje, a nikt poza nami wędkarzami na ten cel środkόw nie przeznaczy. Wszystkie pochodzą z naszych opłat, całorocznych czy okresowych.
9. Wspόłczesne wędkarstwo powinno oferować rόżne możliwości. W czasach szybkiej i łatwo dostępnej informacji, telefonόw i internetu, nie musimy obawiać się wielu rόżnych rozwiązań odmiennych dla rόżnych łowisk czy rόżnych rzek. To da się zrobić.

Wniosek: musi być mądre zarządzanie. Musi być wiedza na temat ilości wędkarzy, ilości odławianych ryb, muszą być stosownie do tego wprowadzone ograniczenia (wymiary, limity dzienne czy też limity roczne). Muszą być formy kontroli (rejestry, strażnicy). I muszą być dostosowane do tego wszystkiego opłaty, tak, aby na taką gospodarkę wystarczyło.

Jakie? Jakie opłaty? Jakie limity? Jakie formy ochrony ryb? Jak ma to wszystko funkcjonować? Jak sobie to wyobrażamy? Chciałbym byśmy o tym właśnie podyskutowali. Będzie to ciąg dalszy tematu, poruszonego cztery lata temu tu:
http://www.fishing.pl/artykuly/rybim_okiem/gospodarka_wedkarska_jak_ja_sobie_wyobrazamy

Dyskusje o gospodarce pstrągowej toczą się już od roku na forum zamojskiego i lubelskiego okręgu na stronach:
http://www.forum-pzwzamosc.yoyo.pl/
i tu:
http://www.komisjalublin.ota.pl/

Możemy wypowiadać się także i tu, na Rybim Oku – jak kto woli i gdzie kto woli.

Zapraszam do dyskusji.
Andrzej

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Czy czeka nas wyrybienie kolejnych pstrągowych rzek? Jak zrobić, aby wędkarze byli usatysfakcjonowani?
Możemy wspόlnie pogadać o przyszłości rzek pstrągowych Roztocza. 16 lutego (sobota) o 15 możemy spotkać się w Stanicy wędkarskiej w Jόzefowie z prezesem ZO PZW Zamość mamy zaproszenie do dyskusji. Wszelkie dobre pomysły i podpowiedzi mile widziane.
Andrzej

Początek

Dariusz Żbikowski

Moim zdaniem zacząć trzeba od pozycji "Kontrola". Oczywiście zdaję sobie sprawę, że do czasu kiedy odpowiednie ustawy nie będa wspierać tego problemu sprawa jest strasznie trudna.

Dlaczego uważam, że zaczynać należy w tym miejscu. Kontrola, to bowiem element kluczowy, który mym zdaniem, będzie wyznacznikiem sukcesu. W to trzeba inwestować na początek.

Poczynając od kosztów kontroli wypada kolejno analizować możliwości zarybień, potem ilości licencji wydawanych na daną rzekę i... wystarczy. Pamietać tylko wypada, że jednak rzeka będzie ew. pięciogwiazkowym "Grand Hotelem" a inna tylko "Orbisem" . O tym decydować winien jej potencjał.

I oby tylko NADZWYCZAJ szanować ten "Grand"!!!

Początek

Wyobraźmy sobie rzekę pstrągową, dobrą, stwarzającą doskonałe warunki naszym ulubieńcom. Chcemy na tej rzece prowadzić pstrągowe łowisko. Chcemy, by można w niej było łowić pstrągi i to ładne pstrągi, czyli takie, przekraczające 40 cm. A nawet, by była też możliwość spotkania pstrąga znacznie większego. Warunki środowiskowe tej rzeki sprzyjają, rzeka jest zasobna w pokarm, są liczne kryjόwki.
Zarybiamy tę rzekę co roku, regularnie przez powiedzmy ponad dziesięć lat. Powiedzmy dla ustalenia uwagi, że na każdy odcinek trzykilometrowy wpuszczamy co roku 3 tys szt. narybku jesiennego. Co możemy mieć na takim odcinku po tych dziesięciu latach?
Wyobraźmy sobie taką piramidę, gdzie liczba pstrągόw z poszczegόlnego rocznika stopniowo maleje – to normalne, nie wszystkie egzemlarze z rόżnych powodόw przeżywają.

Na tych trzech kilometrach mamy:
3000 pstrągόw z jesiennego zarybienia,
1000 dwulatkόw (przyjąłem przeżywalność ok. 30%),
200 trzydziestakόw (straty spowodowane m.in. kłusownictwem),
20 czterdziestakόw (tu jeszcze dochodzi efekt wędkarskiej presji),
2 pięćdziesiątaki,
1 (może) jeszcze większy rodzynek

Jest to wynik niezły i dla wędkarza taki odcinek rzeki na pewno jest atrakcyjny, zwłaszcza, że to fragment całej rzeki, powiedzmy dziesięciokrotnie większej, i na całej jest rόwnie dobrze.

Przyznam, dane sufitowe , ale jak sądzę założona przeżywalność nie odbiega pewnie od tego, co moglibyśmy zastać w takiej rzece. Dla dalszych przemyśleń taki model nam wystarczy. Liczby poszczegόlnych rocznikόw w prawdziwej rzece będą na pewno rόżne, ale mechanizm jaki chcę pokazać jest taki sam.

To jest nasz stan wyjściowy.
Na rzekach poddanych silnej presji, wędkarskiej czy kłusowniczej, tak dobrze nie będzie.
O ile liczby dotyczące pstrągόw wpuszczonych i dwulatkόw będą podobne, to dalej może wyglądać już tak:
3000 pstrągόw z jesiennego zarybienia,
1000 dwulatkόw,
100 trzydziestakόw,
5 czterdziestakόw,
albo jeszcze gorzej.


(dla porόwnania polecam wyniki odłowόw kontrolnych z Bystrzycy z zeszłego roku).

Możemy poprawić przeżywalność młodych pstrągόw przez staranne zarybienia, dobry materiał zarybieniowy i zmniejszyć straty powodowane kłusownictwem przez dobre pilnowanie rzeki. I może być wtedy n.p. tak:
3000 pstrągόw z jesiennego zarybienia,
1500 dwulatkόw,
900 trzydziestakόw,
800 w przedziale 30 – 40 cm,
70 czterdziestakόw,
5 pięćdziesiątakόw,
1 duży ponad 60 cm

Rzeka była dobrze pilnowana, więc kłusownicy nie wyłowili ryb mniejszych niż założone np. 35 cm. Straty jednak są (np. wydry, pokaleczenie ryb przez wędkarza itp). Dalszy ubytek z 800 do 70 wynika już z wędkarskiej presji. To też proporcje sufitowe, bo przy większej presji tych czterdziestakόw może być znacznie mniej i tych większych może już nie być wcale. Tu proszę zauważyć, że jeżeli na odcinku żyje jeden sześćdziesiątak, to zabranie go oznacza zabranie wszystkich sześćdziesiątakόw z tego odcinka. Skutki presji zależą też w jakimś stopniu od łatwości w łowieniu, im rzeka ma więcej odcinkόw trudnych, rόżnych zwalisk i niedostępnych kryjόwek, tym większa część ryb się uchowa przed wędkarzami i tym większa szansa na tego dużego.

Co można zrobić, aby poprawić jeszcze atrakcyjność rzeki?
Proste przeliczenie – chcemy mieć tych sześćdziesiątakόw nie po jednym na kilka kilometrόw rzeki (to i tak fajnie, prawda?) ale np. po pięć. Zakładam, że są odpowiednie warunki (pokarm, kryjόwki). Pięć razy więcej, to np. pięć razy więcej wpuszczanych co roku pstrągόw. Więc na ten odcinek nie 3 tys a 15 tys. Co na 30 km rzeki dałoby 450 tys. szt. Oczywiście absurd, rzeka takiej ilośi maluchόw nie wyżywi. Pomijam już problem dokładnego rozprowadznia narybku, transportu (ile to razy musiałby jechać samochόd z rybami?) Oczywiście koszty ogromne. Tak się nie da. Przypomnę, że już dobrze pilnujemy rzeki przed kłusownikami i ubytki ryb powodują tylko sami wędkarze.
Tu widać, że efekt utrzymania atrakcyjności rzeki można osiągnąć tylko przez ograniczenie presji, przez dobrze skalkulowane limitowanie połowόw.
Jak to zrobić?

Sposobόw może być kilka.
1. limit dzienny (obecnie jedyny stosowany sposόb na naszych rzekach).
Przy dużej presji to nie wystarczy. Nie pomoże, bo zawsze znajdą się tacy, ktόrzy będą jeździć często i łowiąc skutecznie (zgodnie z limitem) ryby wyłowią. Na marginesie, ile naprawdę wyławiamy, mogą nam pokazać rejestry połowόw, dlatego są takie ważne!
2. Limit dzienny i limit roczny.
To już sprawiedliwsze i skuteczniejsze rozwiązanie. Kto limit wyczerpie, nie łowi. Tylko jak ten limit określić? 10 szt rocznie? Więcej? Dla średniej rzeki poddanej dużej presji to też może być za dużo, a przez wędkarzy może być uznane za zbytnie ograniczenie (przynajmniej przez niektόrych).
3. Limit dzienny 2 szt, i roczny 6 szt, ale ten roczny dotyczy jednej rzeki.
Jeżeli rzek w okolicy jest więcej, a nie wszystkie są tak samo oblegane, jeżeli jedna jest faworyzowna i poddawana nadmiernej presji, to takie rozwiązanie spowodowałoby, że kto wyczerpie limit, przenosi swoje zainteresowania na inną rzekę i nie powinien czuć się pokrzywdzony. Niech sam siebie ogranicza. Można do tego dodać jeszcze sumaryczny limit roczny np 25 szt łącznie ze wszystkich rzek.
4. Można wprowadzić limitowaną ilość wędkarzy na daną wodę.
To jest zresztą policzone, choć nikt na razie czegoś takiego jeszcze u nas nie wprowadza. Takie rozwiązanie miałoby jeszcze tą dobrą stronę, że wędkarze nie przeszkadzaliby sobie wzajemnie. Wymaga to jednak codziennej obecności strażnika na tej rzece, ustalania z nim czy w danym dniu jest wolne miejsce itd. Dość skomplikowane i kosztowne (zatrudnienie pracownika).
5. Mniej skomplikowanym może być roczny limit „wyjść na wodę”, bez określania rzeki. Ten wariant można jeszcze zaproponować w wersji kilkudniowych np. dziesięciodniowych licencji
Problem jednak w tym, że takie ograniczenia, choć poprawiają komfort łowiących, ograniczają jednocześnie wpływy. Skąd więc brać pieniądze na gospodarkę? Podwyższanie opłat też ma swoje skończone ograniczenie.

Można jeszcze zrobić coś innego.
Jeżeli warunki na to pozwalają, jeżeli rzeka jest zasobna w pokarm i kryjόwki, to można ją dorybiać rybami dużymi, wtedy zmieniamy piramidkę i tych ryb łownych będzie znacznie więcej. To jednak kosztuje i jeżeli nie ma się łatwego i taniego dostępu do takich ryb (np. z własnej blisko położonej hodowli) to takie rozwiązanie będzie zbyt kosztowne. Wyhodowanie i utrzymanie większej ilości ryb dużych też jest kosztowne, więc ta metoda też ma ograniczenie.

Można też oczywiście wprowadzić zakaz zabierania ryb, przynajmniej na niektόrych odcinkach. Można wprowadzić wymiar gόrny, albo wymiar widełkowy (przedział ryb do zabrania).

Możliwości jest więc kilka. Od konkretnej rzeki i od możliwości gospodarza zależy, wybόr najlepszego. Od możliwości finansowych - zależnych od ilości wędkarzy.
Nie jest to takie proste, nie ma gotowych recept, ale są już przykłady łowisk, gdzie wprowadzono rόżne ograniczenia, gdzie dawno zrezygnowano z dotychczasowej ochrony podanej w RAPR, niedostosowanej do obecnych czasόw.
Jedno na koniec, aby coś podobnego zrobić potrzebne jest zrozumienie wędkarzy i ich akceptacja dla takich zasad. Niestety, ciągle zbyt wielu chce utrzymania mięsiarskiego „3 x 30 cm”...

Oczywiście to są moje przemyślenia i nie muszą być jedyne możliwe . Proszę o dalsze.
Andrzej


Początek

Nie jestem ichtiologiem, więc nie traktuj moich poglądów zawodowo.

Uważam, że na tą chwilę jakiekolwiek działania poza dążącymi do zmiany prawa nie mają sznas powodzenia. Dla mnie wody pstrągowe to mały wycinek, specyficzny, więc najpierw ogólnie potem o pstrągach. Może wypunktuję:

1. Pierszeństwo w dzierżawieniu wód oraz zwolnienie z opłat względem Skarbu Państwa powinny otrzymać organizacje pożytku publicznego a następnie firmy, które w swoim celu działania mają odnowienie i utrzymanie populacji ryb, własną ochronę, udostępnianie wód do rekreacji ruchowej będącej ważnym czynnikiem dla zdrowia człowieka (oszczędność na kosztach leczenia, wzrost wydajności pracy)- głównie wędkarstwa ( nie wykluczam również wód gdzie mogliby łowić sobie nurkowie kuszą)
2. Powinien być wprowadzony na początek całkowity zakaz zabierania ryb na okres np. 5 lat, pochodzących z naturalnego tarła. Straty spowodowane nieumiejętnym wypuszczaniem i tak są dość duże. Dopuszczenie zabierania ryb z zarybień, oznakowanych, za dodatkową opłatą. Jesli kilogram tęczaka w sklepie kosztuje 12 zł, to mimo że potokowiec jest trudniejszy w hodowli nie powinien być droższy.
3. Opłata powinna być dzienna, lub abonamentowa, zakładająca zawodowe (nie społeczne) utrzymanie i ochronę populacji, budowę tarlisk, dorybianie w przypadku nieudanego tarła, powodzi, suszy itp., z dopłatą za zabrane ryby (kupno dodatkowej licencji, tylko ilość tych licencji ograniczona rocznie do takiej, ile ryb się wpuszcza)
4. Tłok na wodzie jest spowodowany tylko i wyłącznie przez to, że jest za mało atrakcyjnych wód, gdzie jeszcze coś pływa. Np. jeśli chodzi o pstrągi to na uwagę zasługują 3-4 rzeki w Polsce. Niech ich będzie 30-40 na początek, to zaznie się konkurencja między gospodarzami o wędkarzy. Wtedy dopiero nie będzie to chore, jak trocie w Parsęcie.
5. Kary za kłusownictwo powinny zaczynać się od 10 tys zł + nawiązka za straty. Kłusownictwo musiałoby być w końcu wziągnięte pod przestępstwa względem mienia i środowiska, a nie być wykroczeniem
6. Wysokość opłat musi być dostosowana do kosztów utrzymania wód, łącznie z nasadzeniami drzew, organizacją miejsc biwakowych itp pracami. Jeśli woda jest warta gospodarowania, żyzna, to będą i ryby i klienci. Wody mało żyzne albo nadają się na hodowlę narybku albo mozna je skreślić, niech sobie łowią na nich wszyscy na robaka albo wydzierżawi kto inny (np Klub Niezwykle Etycznych i Bogatych Muszkarzy).

Oczywiście różne wody wymagają różnego podejścia. Ale bez lobbowania na rzecz wędkarstwa w sejmie, w rządzie, nic się nie poprawi. Nie ma warunków. Istnieje stowarzyszenie, w którym mięsiarze i gumofilce będą mieli zawsze większość. Nawet jak ich byzmienić na stanowiskach, to nie wiadomo czy tym "nowym" by się chciało na długi okres. Poza tym "nowych" nie ma. Pracują, uczą się, albo już łowią w Skandynawii i mają w nosie polskie wody, razem z ich zapleśniałymi trociami i zagrzybiałym PZW. W którym tacy "Andrzeje Trembaczowscy" to nieliczne rodzynki.

Początek

Kiedys tak sobie myslalem, jak to by bylo, gdyby poludniowo-wschodni region byl pstragowym eldorado? No jak? Wpradzie rzeki przepiekne, ale trzeba teraz dopilnowac i postrac sie, zeby plywaly w nich przepiekne ryby.
Ja osobiscie chcialbym widziec to w ten sposob, ze po pierwsze jadac na ryby miec ta realna szanse na zlowienie jej, bo ile mozna jezdzic nie widziec nawet przyslowionego ogona? Pomijam tu juz kwestie zabierania czy wypuszczania choc, chcac stworzyc naprawde atrakcyjne wody musi sie zabieranie ryb znacznie ograniczyc jak nie calkowicie zabronic przez pewien okres czasu. Wedkarze obecnie czesto gesta spedzaja swoje wedkarskie urlopy za granica, omijajc szerokiem lukiem wiekszosc rodzimych, krajowych wod. Dlaczego? bo nie ma ryb?,bo za duzo presja?, bo chca odpoczac od naszych wedkarskich realiow? Trzeba sie zapytac tych co jezdza, bo kazdy oprocz tych oczywistych powodow ma swoje wlasne.

Wracajac do nas jestem gotowy zaplacic oplate dzienna, ktora powinna byc powszechna, odpowiednio skalkulowana w zaleznosci od typu lowiska, mozliwosci zabierania zlowionych ryb, a byc moze nawet od dnia tygodnia. Co tu duzo mowic bez pieniedzy sie nie obejdzie! Im lowisko bardziej zasobne, o mniejszej presji, a tym samym atrakcyjniejsze (przynajmniej dla mnie) powinno byc drozsze. Wedkarz powiniem wiedziec za co placi i czego powinien powinien sie spodziewac.
Oczywiscie dostepnosc takich oplat powinna byc bardzo szeroka-internet, sklepy wedkarskie, itp. jadac na ryby kupujac ochotki czy zylke kupowac od razu oplate na wybrane lowisko.
Te wszystkie oplaty, a co za tym idzie zarybienia nie maja wiekszego sensu, gdy nie ma dobrej ochrony czyli mozna powiedziec nawet gospodarza, ktory dba o lowisko i wie po co o nie dba i dla kogo.
Tyle na poczatek.

Apropos pytania w temacie to sadze, ze sposobu na duzego pstraga nie ma, trzeba go po prostu wychodzic

Ps przepraszam za brak polskich, bo wiem jak uciazliwe jest czytanie czegos takiego

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail to administrator Printerfriendly version Help Bugs Guest Book


Reklamy KrokusWdrożenia OpenERPMetki odzieżoweDarmowy ERP i CRM - Odoo - dawny OpenERPeZ PublishMetki i wszywki odzieżowe

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).