Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/W spadku po dziadku...
W spadku po dziadku... |
Padło hasło ulubione łowisko. Cóż... Trzeba by coś napisać. Zresztą z napisaniem tekstu o kilku łowiskach, które lubię nosiłem się od dłuższego czasu a dokładnie od tekstu Ryśka o Jego "wiernej rzece". Jakby tak trochę sprzątnął mi temat pisząc o Warcie i wkładając do tekstu wiele podobnych do moich przemysleń. Najwyżej czasem się będę za Nim powtarzał.
Skąd się wzięła wędka w moich rękach? Możnaby rzec, że "w spadku po Dziadku". I tak było - niemal dosłownie. To od Dziadka nauczylem się co to spławik, po co haczyk, i z czego "ciasto". Sprzęt? Był to bambus z dolnikiem wystruganym z jakiejs bliżej nieokreślonej gałęzi, kręciołek z tęczową grubaśną "stilonką", hak tak na oko nr 2, pióro z gęsi i "Wioo... poszły konie po betonie". I pierwsze moje ŁOWISKO... przycukrowniane stawy... "Duży", "Czysty" i "Od drogi" - niemal oficjalna nomenklatura. A w tych stawach, wspominane do dziś z rozrzewnieniem karasie, liny, płocie i namolne okonie.. (wspominane z żalem, bo później "ktoś" wpadł na pomysł zarybienia stawów karpiem i amurem).
Później w moim życiorysie pojawiła się rzeka. Powinienem raczej napisać Rzeka. O Wartę chodziło ale nie trzeba było nazwy. Rzeka znaczyło właśnie Warta. Warta w moich okolicach to Przywóz, Toporów, Osjaków. Z Wielunia paręnaście kilometrów.
Łatwo to miejsce znaleźć na mapie nawet oglądając pogodę w dzienniku. Warta płynąca w stronę Wielunia na zachód gwałtownie skręca na wschód tworzac coś co ktoś nazwał Wielkim Łukiem Warty. W koło rozciągają się tereny Załęczańskiego Parku Krajobrazowego. Jest jeszcze rzeką niedużą. W niektórych miejscach można Ją przerzucić cieższą blachą. W innych rozlewa się szerzej, a w wielu miejscach da się ją przekroczyć w woderach. Płynie dziko - zakolami, zostawiając zarośnięte wyspy, piaszczyste skarpy pozrywanych brzegów. Szumi w kamieniskach Przełomu Krzeczowskiego albo wolniej toczy się po płytkich, piaszczystych łachach.
Nigdy nie nauczyłem się łowić w Niej ryb. Z widzenia znam łowione w Niej klenie, brzany, leszcze, szczupaki, bolenie. Z widzenia i ze wspomnien bo ostatnio jakoś mało słychać o dużych rybach. Rzeka dla mnie - nastoletniego szczawia była tajemnicza i dzika, pociagająca pomimo tego ze potrafiłem z niej wydłubać ledwo parę jelców. Stawy to było "zwykłe łowienie". Rzeka - to już wyprawa.
Ostatnio tęsknię do Rzeki na przedwiośniu. W wyobraźni widzę Ją pełną ryb czekających na mnie w "książkowych" kleniowiskach i "brzanowych" rafach. I czekam na kogoś kto mi pokaże, że one tam są naprawdę. ze to tylko ja nie umiem ich znaleźć. Latem tęsknota mi słabnie - za dużo domków, dacz przyjezdnych z Wielunia i ze Śląska, samochodów, rozwrzeszczanych wczasowiczów, płotów do samej wody grodzących coraz to nowe działki. Na szczeście zostało jeszcze parę dzikich i pięknych miejsc. Moja Warta to Rzeka niespełnionych marzeń i tęsknot. Porzucam Ją jednak dla innych łowisk, innych rzek, jezior...
Po Warcie jakiś czas temu w mojej duszy zamieszkała Mała Panew.. Takich rzek pewnie są setki.. Nie za wielka... nie za mała.. Kameralna dość. "Moja" Mała Panew płynie sobie poniżej Turawy. Potrafi obdarzyć każdą rybą - leszczem, linem, jaziem, sandaczem czy szczupakiem, nawet karpiem. Rzeka pocieszenia po bezskutecznym szukaniu sandaczy w Turawie. Właśnie tutaj złowiłem swego pierwszego wymiarowego. Właśnie tutaj mało co nie zadeptały nas jelenie przeprawiając się przez rzekę. Właśnie tutaj zasmakowałem nocnego łowienia. Tutaj zaprzyjaźniły się żywe najprawdziwsze świetliki z naszymi uczepionymi szczytówek DS-a czy antenki spławika.
Gęsta, namacalna wręcz a jednocześnie wcale nie cicha bo wypełniona przeróżnymi odgłosami nocna cisza, rozświetlona srebrzyście czy smoliście ciemna noc to trudne do opisania a jakże łatwe do zapamietania atrybuty Małopanewskiego wędkowania. Jeśli dołożyć do tego rozmazany dreszczem brania błysk świetlika na DS-ie, blady i rozmyty wodą blask zatapianego spławika mamy komplet i pełnię szczęścia. No nie. Przepraszam jeszcze nie komplet. Do Małopanewskiego kompletu brakuje Ludzi.
Tak. Rzek jak Mała Panew jest mnóstwo i to pewnie bliżej Wielunia, więc dlaczego bywam tam częściej niż nad Wartą? Przez Ludzi. Przez najbardziej wyjątkową paczkę "od ryb". Zresztą chwaliłem się nią nie raz i wiekszość stał(r)ych bywalców RO wie o kim mówię. Dla Ich towarzystwa gotów jestem pojechać dużo dalej niż te marne 80 km od domu i z Nimi każde łowisko jest dobre, każde ulubione. I właśnie tam, nad Małą Panwią, byłem w ostatnią niedzielę. I już nie mogę doczekać się lata i nocy nad wodą przegadanych, przemilczanych - wszystko jedno, z rybami w siatce albo bez, skoroświtnych powrotów z piaskiem w oczach po których zostają wspomnienia i nowa tęsknota. Jeszcze trochę... i znów pojadę.
Do zobaczenia... już wkrótce.
Inne tego autora: Robert Łukomski » więcej...

















Dyskusje i recenzje
Artur Początek
02.10.2011 23:19