Lewe menu

Filtry

Humor»

Rating: 5 Reviews count: 2

Obiad

Dokąd tak pędzisz stary?
- Do domu, muszę zrobić obiad
- A co, żona chora?
- Nie, głodna.

Obiad
  • Currently 5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (2 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Hyde Park»

LA PESCA EN EL MAR

¡Mirad!, ya la tarde fenece...La noche en el cielo Despliega su velo
Propicio al amor.La playa desierta parece;Las olas serenas
Salpican apenas Su dique de arenas,Con blando rumor.

Del líquido seno la luna Su pálida frente Allá en occidente
Comienza a elevar.No hay nube que vele importuna
Sus tibios reflejos,Que miro de lejos Mecerse en espejos
Del trémulo mar.

more...

LA PESCA EN EL MAR
  • Currently 1,5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 1,7/5 (9 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Search

Advertising

Sklepowe newsy »

St. Croix SOLE
St. Croix MOJO SALT CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG
St. Croix MOJO SALT
St. Croix Bass X (2017)

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Zwyczajne łowisko 

Takie sobie zwyczajne życzenio - marzenia

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 2909 
Komentarzy: 0 
ID: 24231 
Węzeł: 16289 
Moje drugie ja

I pstrągarzom, i karpiarzom,

sandaczowcom i płotkarzom.

Tym co z muchą czy z robakiem,

z blachą czy na figę z makiem.

Tym co łowią (nie kłusują),

dbają a nie wodę psują.

czyli kolegom po kiju życzę łowisk jak w opowiadanku, emocji wędkarskich na kopy i ......... spokoju dla Was i dla Waszych bliskich

Wyłączam silnik. Warkot przez chwilę jeszcze kołacze się po głowie by po chwili ustąpić miejsca ciszy lasu. Siedzę bez ruchu kołysząc uszy poszumem liści a przez otwartą szybę sączy się zapach, za którym tęsknię codziennie. Jeszcze dwa powolne wdechy i wyjdę, ale ociągam się, bo trzask otwieranych drzwi to niemal świętokradztwo. Kilkanaście metrów dalej koło wiaty zbudowanej z surowych bali parkuje jakieś inne auto. Jak widać nie tylko mi chciało się opuścić domowe pielesze. Wychodzę powoli z samochodu starając się jak najmniej naruszyć spokój tego miejsca. Jeszcze wędka w rękę i idę znajomą ścieżką w stronę rzeki. Wiatrołomy trochę przeszkadzają w marszu, ale cóż... rezerwat ma swoje prawa. Kiedy przekraczam kolejny butwiejący pień widzę jak kilkanaście metrów dalej przez ścieżkę przebiega sarna by po chwili zniknąć we mgle poranka. Idę cichutko dalej. Jeszcze dwa zakręty i słychać już szum bystrza. Typowy leśny zapach zostaje zastąpiony rześkością wodnych drobinek. Rzeka nic się nie zmieniła od zeszłego roku. Tak samo wali po kamieniach i tak samo kręci w leśnym wąwozie. Schodzę ostrożnie po kamieniach na sam brzeg by tam usiąść chwilkę i popatrzeć na wodę.

To już niemal rytuał. Kiedyś, dawno temu kij był gotów do rzutu w minutę po wyjęciu go z bagażnika, ale od lat zaczynam od wsłuchania się w wodę. Przypalam papierosa i siadam opierając plecy o wielki narzutowy głaz. Za godzinę wzejdzie słońce, ale noc już zmieniła się na miejsca z szarówką poranka. Woda przewala się po kamieniach z lekkim sykiem a gdzieniegdzie w uspokojeniach nurtu widać ?oczka?. Rozglądam się szukając tego drugiego, ale lekka mgiełka skutecznie chroni go przed moim wzrokiem. Jeszcze kilka ?dymków? i gaszę papierosa w metalowej tutce, która zawsze siedzi w kieszonce. Czas na wędkę. Bez pośpiechu montuję zestaw zastanawiając się chwilę nad wabikiem. Obrotówka czy wobler? Decyduję się na tonącego salmiaczka. Może dziś uderzy?. Schodzę po kamieniach w pobliże pierwszego szypotu. Tuż za największym z wystających głazów jest miejscówka ?króla?. Siedzi tam już od kilku lat czerpiąc swoją mądrość z próżnych wysiłków dziesiątków takich jak ja. Podobno w zeszłym roku ktoś go miał przez chwilę na kiju, ale ja tylko widywałem potężną rybę odprowadzającą wabiki. Rzucam trochę poniżej i próbuję prowadzić przynętę jak najbardziej naturalnie. To jedyna szansa, bo kamienie powyżej jego stanowiska uniemożliwiają podawanie przynęty z prądem. Ster stuka o kamienie i wtedy pozwalam przynęcie lekko się cofnąć by po chwili powtórzyć ruch. Zapamiętałem się w tej grze tak bardzo, że dopiero po chwili odpowiedziałem na ciche ? dzień dobry, widzę, że na króla pan poluje. Dzień dobry ? odpowiadam ? ano przynajmniej próbuję. Nie pan jeden, ale cwany z niego pstrągal ? mówi schodząc niespiesznie poniżej - Do zobaczenia. Zmieniam miejsce przechodząc na drugą stronę rzeki. Dziś znów wygrał a na razie poszukam innych, które pozwolą mi się włowić w tą wodę. Kolejne dwie godziny przynoszą pięć pstrągów, z których jeden wędruje do koszyka. To jedyny który nie przekroczył górnego limitu. Wszystkie wypasione i w świetnej kondycji. Każdy stał w podręcznikowym miejscu, ale musiałem się trochę nabiedzić zanim dobrałem woblerek pasujący do ich dzisiejszego gustu. Wychodzę na brzeg by zjeść kanapkę i napić się kawy. Kiedy wyciągam termos pojawia się mój konkurent. I jak? ? Pytam podając mu kawę ? nieźle, dziękuję. Pociąga łyk i ciągnie dalej ? dziś cztery mi wzięły. A mi pięć ? chwalę się i pokazuję koszyk ? jednego zabieram.
- Ładny, pewnie ponad kilogram.
- Diabli wiedzą, ale w sam raz na kolację.
- Ale króla pan nie złowił?
- Co się odwlecze to.., może innym razem ? odpowiadam ? zresztą ryb tu tyle, że można się pocieszyć. I tak za tydzień będę tu znów próbował. Dopijamy kawę i rozchodzimy się.

Pół godziny później, kiedy oprawiam pstrąga na specjalnym miejscu pod wiatą zjawia się opiekun łowiska. Wypełnił pan rejestr ? pyta rzucając okiem na mój identyfikator . Wyślę panu z domu ? odpowiadam ? może być e`mailem?. Czemu nie, będzie mniej pisania. Od razu zwrotną pocztą wyślę panu fotki z dzisiejszego dnia. Zwłaszcza ta z holu tego, co go pan zabrał jest śliczna. Tylko proszę nie zapomnieć- uprzedza - bo będę musiał zmniejszyć panu limit. Do widzenia ? żegna się i znika jak duch między drzewami. Owijam pstrąga płótnem i wkładam do bagażnika. Nie używam lodówki, bo za pół godziny będę w domu. Na pewno będzie świeży. Zresztą, komu by się chciało w środku tygodnia jeździć gdzieś dalej. Takich łowisk jak to jest koło Warszawy kilkanaście.

Dyskusje i recenzje

Standard view   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail to administrator Printerfriendly version Help Bugs Guest Book


Reklamy KrokusPozycjonowanieOpenERPSystemy CMSŚwiat DrukuMetki odzieżowe

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).