Blacharze - część pierwsza |
Ogólnie wiadomo, że "Polska Trociowa" woblerem stoi. Wobler stał się dla wielu wędkarzy podstawową przynętą na wędrowne salmonidy. Nic w tym dziwnego, gdyż uwidacznia swe najlepsze cechy i przydatność właśnie w pomorskich rzekach. Ilu wędkarzy tyle woblerów. Niezliczeni producenci wydają na świat całą masę rękodzieł - arcydzieł. Na końcach zestawów dyndają często prawdziwe ideały. W związku z tak powszechnym użyciem i dostępnością wyśmienitych drewnianych przynęt, nieco w zapomnienie poszły wabiki z blachy.Chciałbym kolegom przedstawić sylwetki kilku producentów przynęt blaszanych, które na cel obrały sobie ryby z płetwą tłuszczową. Chodzi oczywiście o produkcję ręczną lub przynajmniej częściowo ręczną a nie o tłocznie czy fabryki nic im nie ujmując. Na pierwszy rzut pójdzie Paweł.
Pawła Nadrowskiego poznałem kilka lat temu przy okazji wizyty "grupy toruńskiej" w mojej stanicy wędkarskiej. Widziałem Jego blachy wcześniej przywiezione przez wędkarzy z Warszawy, ale nie chciało mi się wierzyć aby te cacka mógł wykonać ktoś z tego świata. Kiedy więc za zgoda właściciela otworzyłem po raz pierwszy Jego pudełko, wara opadła mi z hukiem. Paweł jest osobą wyciszoną, spokojną i sympatyczną. Szczególnie jego spokój i opanowanie zdają się być przyczynkiem do jakości wykonania Jego blach. Wahadła i obroty (w tym garbatki) są wypieszczone i wycyzelowanie z zegarmistrzowską precyzją. Klasyczne skojarzenie formy z treścią gdyż chodzą idealnie! Paweł mieszka w Toruniu, dlatego Jego naturalnym polem bitwy jest Drwęca. W Jego kolekcjach spotkać możemy ciężkie, wykonane z 3-ki "białe damy" przeznaczone i uruchamiane w miejscach wyjątkowo nurtowych; "trumny" zwane również rogatkami oraz wszelkie "jaja", "morsy" i "karlinki" w dowolnych układach kolorystyczno-wzorkowo-gabarytowych. Naprawdę można idealnie dobrać wabik do każdego metra rzeki. Dla Pawła nie jest problemem wykonanie przynęty pod konkretne zadanie dlatego możemy wyliczyć:
- 18-sto czy 22-u centymetrowe monstra imitujące jazia dla skadynawskich szczupaków
- malutkie rogatki specjalnie dla ukrytych kropkowańców
- belonówki z płetwami, okiem, łuskami a nawet odbytem
- wycynowane trzebiatówki, które chodzą bez dopały itd, itd
Paweł wykonuje robotę we własnym mieszkaniu w bloku. Wyobrażcie sobie czego trzeba aby nie być uciązliwym dla sąsiadów. Dlatego też Jego drugie imię brzmi : wyciszanie. Piramidy wygłuszające stanowia osobna rozprawę dla inżynierów wibroakustyków. Sterty skór, gum, filcu styropianu i Bóg wie czego jeszcze, stanowia podstawe pod kowadło, na którym cała rzecz się odbywa. A odbywa się prawdziwa symfonia. Łuski, oczka, płetewki meksykańskie wzory, obróbka drutem. Gucci mógłby uczyć sie wzornictwa. Jego zmysł artystyczny często zaskakuje prostotą i smakiem dobranych elementów oraz pięknym zdobnictwem. Zrobić blachę ładną jest dosyć trudno, ale zrobic przy tym skuteczną to już prawdziwe mistrzostwo. Pawel należy do nielicznych, którym się to udało. Warto jeszcze dodać, że Paweł pracuje tylko w materiałach szlachetnych. Szczególnie urzekły mnie produkty z dymionego kwasiaka. Każdy kto próbował klepnąc kwasa wie jakie to trudne.
Z ciekawostek łowców powiem, że Paweł zakłada między blachą a kotwicą dwa solidne kółeczka. Po co? Dla zwiększenia przegubu! Szykujcie więc swe przeguby, bo jak spotkacie nad rzeką spokojnego poławiacza pereł z Boronem (ABU BORON cw do 60, 3.30m) w ręku może to oznaczać Wasz dobry dzień. Może coś uda się kupić albo wysępić.
PS Nie byłoby Pawła bez Jego uroczej żony Magdy, która Go wspomaga oraz bez dwóch ancymonków Mikiego i Huberta, którzy już raz świsnęli staremu kowadło w celu wyklepania.
Inne tego autora: Grzegorz BAJER » więcej...



















Dyskusje i recenzje