Boczny trok, inaczej |
Ta metoda zawsze kojarzy się nam z paprochem. Jednak ja łowię też bocznym trokiem z woblerem. Nie twierdzę oczywiście, iż jestem wynalazcą tej metody, ale na razie nie widziałem żadnej publikacji w tym temacie. Może źle szukałem? Warto, więc coś od siebie napisać.
Całe moje wędkarskie życie polegało zawsze na szukaniu coraz to nowszych i skuteczniejszych przynęt oraz metod połowu. Zawsze starałem się podpatrywać ryby(oczywiście z brzegu lub z łodzi), sposoby ich żerowania, porę najlepszego żerowania i miejsca, w których żerują najlepiej.
Podpatrywałem różne ryby, począwszy od boleni, potem były sandacze, szczupaki, a od kilku lat okonie. W miarę, jak z naszych wód ubywało gatunków i zmniejszał się rybostan, stopniowo przestawiałem się na coraz to inne gatunki ryb, choć, wolałbym nadal uganiać się za boleniami… :(
Bardzo istotne jest namierzenie stada okoni przy pomocy echosondy. Znając dokładnie swoje łowisko wiem, gdzie i kiedy zaczyna się górka, skarpa, rowek, wypłycenie. Na Sulejowie, okonie najłatwiejsze do zlokalizowania są na skarpach, w pobliżu dawnego koryta Pilicy. Charakterystyczne ustawienie stada tuż przy skarpie od strony głębokiej wody - np. z 3 na 8 m). Począwszy od samego dna do ok. 1,5 m nad dnem(tuż za szczytem skarpy!), daje mi 100% pewności, że to są właśnie okonie, na ekranie sonaru.
Sandacze również można namierzyć w takich miejscach, ale nie występują tak stadnie i te zawsze przytulone są do dna.
Łódź kotwiczę na górce, w odległości ok. 5 – 8 m od skarpy. Z takiego namierzonego miejsca można wyciągnąć sporą liczbę tych małych rabusiów.
Nieraz byłem zaskoczony, gdy chcąc przepłynąć w inne miejsce, bo brania się właśnie skończyły. Podnosząc swój czterometrowy, zawieszony wzdłuż łodzi soc(siatka do przechowywania ryb). Okazało się, że nie mogłem go podnieść przez burtę, aby pod ciężarem ryb nie rozerwać siatki.
Zawsze stosuję taki manewr, że złowione ryby trzymam w siatce, a wypuszczam dopiero, kiedy zmieniam miejsce. Nie wyrzucam ich od razu za burtę, aby mnie nie „podkablowały” do swoich pobratymców, że jakiś facet na nie czyha. Wcześniej wypuszczałem od razu i brania po pewnym czasie ustawały. Moim zdaniem, ma to duże znaczenie?! Zmieniło to się, gdy zacząłem stosować siatkę. Dopiero wtedy okazało się, ile ryb można wyciągnąć z jednego miejsca.
Dodam, że, na Sulejowie jest ogromna ilość okoni, a najczęściej łowi się je w przedziale od 0,3 do 0,8 kg, zdarzają się kilówki oraz mniejsze, takie po 20 – 25 cm. Blisko brzegu można też złowić jeszcze mniejsze, ale to już sam drobiazg.
Oprócz okoni, na boczny trok z woblerem, łowię też szczupaki, sandacze i bolenie.
Zestaw montuję podobnie jak do paprocha, z tym, że trok do przynęty robię metrowej długości. Do niego wiążę 35 cm wolfram, a na krótszym końcu agrafkę do ciężarka.
Czemu taki długi przypon?
Łowisko, na którym łowię – Sulejów – obfituje w duuuże zębate niespodzianki. Kilkakrotnie miałem obcięcia przynęt pomimo stosowania wolframu 25 i nawet tych 35 cm długości.
Jako przynęt używam, najczęściej woblerów „Siek” z długim sterem(typu SDR) - mój nr 1. Są to wszystkie ciemne modele, o długości 5 – 7 cm. W dalszej kolejności są „Salmo” – Boxer i Hornet(SDR), następnie, „Rapa” i „Gębale” – te ostatnie przerabiam zmieniając stery na długie, typu SDR.
Hitem kilku sezonów była biała płoteczka(stosowana zawsze o świcie i rano) firmy DAM, w której zmieniłem ster na długi i dodałem odrobinę białego brokatu, kładąc na nim cienką warstwę lakieru do paznokci z brokatem. Niestety, zerwana wraz z rybą – sandaczem. Podczas holu pękło wolframowe oczko tuż przy krętliku. Moja wina, powinienem sprawdzić i wymienić postrzępiony przypon…
Początki połowu woblerem na troku były dość trudne i nerwowe, ponieważ tradycyjnie zbrojona przynęta w dwie kotwiczki, obracała się w locie i kotwice łapały za żyłkę, plącząc zestaw.
Robiłem różne próby, aby zapobiec splątaniom. Najlepszym i chyba jedynym rozwiązaniem, było zdjęcie kotwicy z brzucha woblera i wymiana ogonowej na numer większą. W ten sposób zmieniłem środek ciężkości przynęty, a większa kotwiczka poprawiła skuteczność zacięcia. Obecnie splątanie zestawu należy do rzadkości.
Jako ciężarka, najczęściej używam 15 gramowy ciężarek o wydłużonym kształcie. Pozwala mi on na dalekie rzuty i utrzymanie przynęty na znacznej głębokości. Duży 15 g ciężarek zawieszony na troku, ułatwia mi daleki rzut nawet lekkim piankowym woblerem takim jak 5 cm „Siek”.
Ogromne znaczenie ma tutaj technika prowadzenia przynęty. Zanim wpadłem na tę właściwą, stosowałem miedzy innymi: szybkie ściąganie przynęty, wolne ściąganie, na przemian przyspieszanie i spowalnianie, skokami i podskokami…:) Nie znaczy to, że mogę narzekać na wyżej podane metody prowadzenia przynęty. Są dobre, ale…
Jednak zawiodły mnie one podczas prawdziwego amoku, w jakim żerowały okonie parę lat temu. Okonie wyskakiwały aż ponad wodę, uganiając się za drobnicą, a mimo to nie kusiła ich tradycyjnie podawana przynęta.
Nieskuteczne okazały się wirówki, same woblery, małe wahadłóweczki, gumki, itd., itp.…:-/
Wpadłem wtedy na pomysł, szybkiego prowadzenia woblera na bocznym troku, z jednoczesnym energicznym podszarpywaniem szczytówką wędziska. Z daleka mogło to wyglądać, jakbym łowił na „friko” – szarpak.
Wykonywałem daleki rzut, czekałem aż przynęta opadnie na dno i dopiero prowadziłem ją zmiennym, ale szybkim tempem, jednocześnie wykonując, co trzeci obrót korbki kołowrotka, trzy – cztery, mocne zacięcia.
Okonie atakowały przynętę z wielkim impetem, wspaniale walcząc o swoją wolność. Wszystkie złowione ryby zacięte były za pyszczek. Nigdy nie miałem podczepień poza obrębem łba!!!
Aha! Stosuję zawsze delikatny kijek, wklejankę lub parabolik i żyłkę 0,16 mm.
Odkąd zacząłem stosować tą metodę prowadzenia przynęty oraz siatkę do przechowywania ryb, moje połowy były coraz bardziej obfite i pełniejsze wrażeń.
Wspaniałym przeżyciem jest zacięcie Bolenia powyżej 3 kg, aż rękę chce wyrwać i te wspaniałe odjazdy, opływanie łódki wkoło… Coś pięknego!
Jedyną trudność sprawia mi zdobycie odpowiednich woblerów, czyli „Sieków”, ponieważ są one „bezczelnie” popularne i przez to trudne do zdobycia. :)
Jak widać na zdjęciu, często „z braku laku”, przerabiam przynęty innych firm, oraz chętnie używam markerów do malowania ich - w razie potrzeby lub zmiany gustu ryb, można łatwo zmyć marker.
Warto też dodać, że w Sulejowskim, woda aż do zakwitu glonów, jest bardzo czysta – na kilku metrach widać jaskrawe przynęty – dlatego chętnie dodaję czarny kolor.
Ciekawostką jest, że nawet podczas największego zakwitu, okoniowe upodobania się nie zmieniają i nadal „obowiązują” te same kolory przynęt...
Inne tego autora: Jarosław Szczepaniak » więcej...















Dyskusje i komentarze