Mój sposób na… |
Hm, ile możliwości, tyle sposobów. W każdej dziedzinie! Mam swój sposób na... właściwie należy powiedzieć, sposoby na: szczupaki, bolenie, okonie, sandacze…I właśnie, należy podkreślić – są to sposoby, bo trudno poprzestać wyłącznie na jednym. Ile ryb, tyle przynęt. Ile przynęt, tyle sposobów na…ich podanie rybie, prowadzenie, zbrojenie, itp.
Jako praktyk, staram się poznać „to coś” z każdej możliwej strony - wszelkie wady i zalety. Zdobywam przede wszystkim doświadczenie, by dopiero mieć rezultaty.
Już jako dzieciak, interesowałem się: jak „to” jest zrobione? Po co i na jakiej zasadzie działa?
Gdy dostałem zabawkę, natychmiast ją „rozkładałem”, by zajrzeć do środka, poznać budowę - przy użyciu najprostszych narzędzi – kamienia.
Gdy zacząłem swoją przygodę z wędkarstwem, również poznawałem wszystko „od podszewki”. Najpierw próbowałem swoich sił, by złowić za wszelką cenę. Gdy okazało się, że i do tego potrzebna jest wiedza, zacząłem czytać, obserwować i słuchać. Potem już wszystko „szło z górki”.
Następnie było szukanie. Szukałem skutecznych przynęt. Czasy były jakie były, było ciężko ze wszystkim. W sklepach dostępne były tylko jakieś „łupy”, nie nadające się do połowu ryby, o której nasłuchałem się, że jest nie do złowienia – boleń. Oczywiście zdarzały się przypadki, że ktoś złowił na wahadłówkę lub na wirówkę, ale nikt nie łowił ich celowo, nastawiając się wyłącznie na ten gatunek.
Ja, za wszelką cenę dążyłem do tego, by być „boleniarzem”. Setki kilometrów przebyte wzdłuż rzeki. Setki godzin spędzonych nad wodą, obserwacja zachowań boleni. Dziesiątki różnych blaszek, wykonanych własnoręcznie. I wreszcie odkryłem właściwy wzór. Dopiero zaczęła się prawdziwa przygoda. Ale…I tego było mi nadal mało. Jedna przynęta?
Znów zaczęło się wertowanie książek i wszelkiej prasy wędkarskiej. Miałem w tym trochę lżej niż moi koledzy, bo miałem rodzinę w Szwecji. Dostawałem sprzęt, przynęty i katalogi. I choć historia woblera liczy sobie ponad sto lat, dopiero w końcu lat siedemdziesiątych, zobaczyłem je po raz pierwszy w takim katalogu. Wtedy powstał mój pierwszy popper 5 cm. Do celowego połowu boleni. Potem mocno przeciążony wobler bez steru.
Potem były fascynacje szczupakiem, sandaczem, okoniem. I znów jakieś przynęty i sposoby.
Pisząc o „Moim sposobie na…”, nie mogę poprzestać wyłącznie na wędkarstwie, bo nie jestem fanatykiem, tylko pasjonatem.
W swoim życiu byłem też modelarzem. Zaczęło się jeszcze w dzieciństwie od klejenia „Małego modelarza”. Potem modele samolotów i statków, które robiłem na kółku modelarskim w MDK. Trenowałem też kajakarstwo.
Człek młody, chwytał się wszystkiego. Nigdy się nie nudziłem – nie miałem czasu. Za to dzisiejsza młodzież – oczywiście nie wszyscy – okrutnie się nudzi, wyczyniając cuda, o których drzewiej, nie mogło być mowy. Wystarczy zobaczyć w TV: gwałty, pobicia, rozboje, wymuszenia, szykanowanie. I to gdzie? W podstawówkach i gimnazjach!
Mam również „Mój sposób na…”, spędzenie wolnego czasu inaczej. Lubię dobry film. Lubię muzykę - dobrą muzykę! - tę najlepszą. Lata siedemdziesiąte - eksplozja rocka. Słuchałem i nadal słucham wszystkich najlepszych zespołów. Nie gardzę późniejszą muzyką typu: Iron Maiden, czy Metalica. Tak, tak! „Stary zgred”, a takich kawałków słucha? Tak, bo kocham to wszystko i właśnie piszę, słuchając kojącej muzyki Rainbow - "Catch the Rainbow".
Lubię też pojechać z żoną na grzybki, to między innymi jej hobby.
W temacie „Mój sposób na…”, mógłbym pisać bez końca. Życie nas zmusza do tworzenia swoich sposobów, lub adoptowania czyichś.
I choć życie nigdy mnie nie rozpieszczało, choć czasem było ciężko i choć nie wybiłem się ponad przeciętność, to zawsze na wszystko miałem swoje sposoby na…
Dziś, szukam sposobu na... chociaż kolejne 20 lat…
Inne tego autora: Jarosław Szczepaniak » więcej...



















Dyskusje i recenzje
Mateusz Sławiński
23.01.2009 12:19
Michal Mielczarek <michalmielczarek1UKRYTY@FILTRSPAMUo2.USUNpl>
26.08.2007 15:00
Marek Pedyński
23.12.2006 12:45
Andrzej Trembaczowski
22.12.2006 00:18