Left menu

Filtry

Humor»

Ocena: 1,5 Ilość ocen: 3

Sandacz

Rozmowa dwóch kłusowników:
- wiesz niedawno złapałem ponad 13-sto kilogramowego sandacza.
- No i co?
- No to ja rybę biorę na plecy i idę.
Aż tu nagle z lasu wyjeżdża policjant na rowerze.
- No i cooo???
- No to ja sandacza szybko z pleców i do kieszeni!!!

Sandacz
  • Obecnie 1,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 1,3/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Bzdury

Prawdę pisałem, że mażecie bzdury,

więcej...

Bzdury
  • Obecnie 3 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,1/5 (7)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Warsztat wędkarza/Wirówka ze sterem głębokości? – Prawda, czy fałsz? 

Wirówka ze sterem głębokości? – Prawda, czy fałsz?

Ocena: 4 Ilość ocen: 2Ocena: 4 Ilość ocen: 2Ocena: 4 Ilość ocen: 2Ocena: 4 Ilość ocen: 2Ocena: 4 Ilość ocen: 2Ocena: 4 Ilość ocen: 2
Ocena: 4 
Ilość ocen: 2 
 Ilość wyświetleń: 10100 
Komentarzy: 3 
ID: 22093 
Węzeł: 15130 

Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte wspominam, jako lata obfitości. Moim ulubionym łowiskiem była rzeka Pilica. Choć po wybudowaniu Zalewu Sulejowskiego wiele gatunków ryb zaczęło w niej bezpowrotnie zanikać. Zanikały klenie, świnki, brzany, kiełbie, ukleje, jelce, nawet cierniki, których nigdy tu nie brakowało. Resztę ryb skutecznie zaczęli wybijać kłusownicy, coraz częściej panoszący się nad rzeką.

Wędkarstwa nigdy nie traktowałem jako sposób zdobywania pożywienia - mięcha! Chciałem łowić różne ryby, to było moje hobby – obecnie, pasja.

Zawsze byłem jak kot, lubiłem włóczyć się własnymi ścieżkami z wędką po tej rzece, już wtedy zaliczanej do najczystszych rzek w Polsce. Uwielbiałem obserwować ogromne stada uklei i atakujące je bolenie.

Woda w Pilicy była zawsze tak czysta, że z daleka widać było jak na dłoni biele(regionalna nazwa uklei) i atakujące je bolenie. To nie były pojedyncze sztuki, to były watahy! Raz po raz, wpadające na przerażone stado z różnych stron. Z daleka zdradzała je fala, jaką tworzyły ich torpedowate, sunące tuż pod powierzchnią wody kształty.

Cały atak trwał zaledwie chwilę. Boleń zawinął pod brzegiem, walnął, po czym za moment wracał, aby sprawdzić czy jakiejś uklei nie oszołomił swoim grzmotnięciem. Chyba, że od razu udało mu się coś pochwycić. Wtedy nadpływał z przeciwnej strony.

Z czasem jednak i ta ryba zaczęła zanikać tak, jak jej ulubione danie.

Ponieważ byłem dociekliwy, zacząłem też obserwować wędkarzy łowiących sandacze na żywca. Sama metoda, jednak mnie nie interesowała, lecz ryba.

Przyglądałem się z ciekawością, gdzie i na jakiej wodzie łowią. Potem zabrałem się za lekturę, oczywiście w między czasie samemu próbując złowić sandacza na spinning. Niestety nie miałem żadnych efektów, gdyż moje przynęty po prostu nie schodziły na odpowiednią głębokość.

Moją ulubioną i najskuteczniejszą przynętą była wirówka. Postanowiłem popracować nad tą właśnie przynętą, aby ją troszkę udoskonalić.

Należy w tym miejscu nadmienić, że w tamtych czasach nie było jeszcze gum, a po woblery należało robić wypady do Łodzi na rynek Bałucki. Lecz i one nie były wtedy ani popularne, ani łatwo dostępne. Ciężkie czasy…

Tak, więc zacząłem myśleć nad wirówką…ze sterem głębokości. Zainspirował mnie do tego wobler ABU Hilo(nie wiem jak to się pisze), z nastawnym sterem.

Mój prototyp wyglądał mniej więcej tak:

Ze zwykłego pół stalowego drutu 0,5 mm robiłem coś na kształt litery "L", wywijając w załamaniu oczko do wiązania żyłki. Na krótszy koniec(4 cm na gotowo) nawlekałem walcowaty ciężarek 6 g. Koniec drutu zawijałem i wciskałem w środek ciężarka zarazem mocując go. Na dłuższy koniec(12 cm do końca agrafki) nawlekałem strzemiączko * z tego samego drutu i łopatkę. Następnie dwa lub trzy koraliki(mojej mamy), a sam koniec wywijałem w agrafkę do kotwiczki.

Wszystko robiłem prymitywnymi narzędziami, ręcznie. Zegarmistrzowska robota…

W kuchni rysowałem na blasze mosiężnej, miedzianej lub lustrzance, kształt skrzydełka, a na balkonie wycinałem, wierciłem i opiłowywałem. Ulubionym moim wzorem był long jedynka. Nie robiłem żadnych uwypukleń. Opiłowane skrzydełko zaginałem lekko w szczypcach wzdłuż jego osi. To wystarczało do bezbłędnej jego pracy.

Pierwsza próba tej przynęty miała miejsce, wstyd się przyznać - 1 listopada 79 roku, po powrocie z cmentarza.

Teleskopowy kijek schowałem pod kapotę, w kieszeń trzy sztuki nowych przynęt, szczypce i nad wodę. Do Pilicy z domu miałem tylko 500 m. Moim celem było miejsce z głęboką rynną. Dno było w niej kamieniste. Wiedziałem, że tam łowiono dużo sandaczy, na żywca.

Pierwszych kilka, może kilkanaście rzutów to była czysta kosmetyka. Musiałem dopieścić skrzydełko, aby nadać mu odpowiednią pracę. Następnie zająłem się krótszym końcem przynęty.

Wiedziałem, iż odgięcie go spowoduje, że będzie schodziła głębiej. I tak się właśnie stało, już w następnych rzutach wyraźnie czułem jak obija się o kamienie na dnie. Po kilku następnych rzutach poprowadziłem ją blisko faszyny, tuż przy dnie. W tym momencie branie ryby rozwiało wszelkie wątpliwości. Byłem zamyślony, bo przecież nie wiedziałem jeszcze nic o skuteczności tej śmiesznej przynęty. To był mój pierwszy sandacz na spinning. Na moją przynętę! Miał około dwóch kilo i skończył na patelni. Musiałem go spróbować.

Kolejne złowione ryby wracały tam, gdzie ich naturalne siedlisko.

Późniejsze testy odkrywały raz po raz, jej wszystkie walory. Do połowu nie potrzebny był drut, szczupaki nie mogły jej odgryźć. Czepiając o zaczepy, ciężarek podnosił tylną część z kotwiczką do góry, omijając zawady. Oczywiście nie wszystkie, wyjątków było dużo.

Nareszcie wirówka nie skręcała mojej żyłki, opór ciężarka na to nie pozwalał. A odpowiednio ustawiony "ster" pozwalał na prowadzenie przynęty w odpowiednich partiach wody.

Sama jej skuteczność też mnie zadziwiła. Łowiłem na tą wirówkę sandacze, szczupaki, okonie, brzany, był też sum.

W następnych latach troszkę się wycwaniłem. Nie chciało mi się robić skrzydełek, więc kupowałem gotowe wirówki i rozbierałem na detale, montując po swojemu. Zacząłem też stosować drut kwasoodporny od Mig Maga. Dołożyłem stoper powyżej skrzydełka, bo często w locie przynęta kozłowała, a kotwica łapała za żyłkę.

Obecnie nadal chętnie sięgam po tą przynętę i wciąż jest skuteczna. Polecam uwadze.

Po tej przynęcie przyszły gumy, najpierw twistery. W samą porę, bo przecież to były lata obfitości na Sulejowie.

Kto łowi sandacze na gumy, ten wie jak nieraz ciężko zaciąć tę rybę, a zwłaszcza na długiej żyłce lub plecionce, mając do dyspozycji pojedynczy hak. Stąd między innymi wzięła się wyższość koguta nad twisterem. Pamiętam, ktoś pisał, że kogut jest lepszy i skuteczniejszy, bo można go uzbroić w kotwicę, a twistera się nie da. Bzdura!

To też nie dawało mi spokoju więc..., obaliłem to twierdzenie. Swoje twistery zakładam na główkę z kotwicą, a nie na pojedynczy hak!

Gdy zbiorę się trochę do kupy, może opiszę ten sposób, popierając zdjęciami?...

Wybaczcie jakość zdjęcia, ale nie jestem w tym dobry.

*Strzemiączko celowo jest tu pokaźnych rozmiarów, aby widać było jego wykonanie.

Dyskusje i recenzje

Standard view   
   

Pomysłowe, ciekawe i...warte wypróbowania...

Wiosna już niedługo......, lubię majstrkować i spróbuje coś podobnego wymodzić.
Co swojej roboty, to nie kupne.

Za pomysłowość i ruszenie kategorii "Warsztat Wędkarza" - moja ocena...

Ps. Niektóre kategorie artykułów jeszcze prawie cnotliwe...

Początek

Pomysłowość to cenna cecha w kazdej dziedzinie! Należy jeszcze tenże pomysł przetestować (nie zrażac się niepowodzeniami) w każdych możliwych warunkach i jesli daje wynik tooooooo................ tylko pogratulować!! Z perspektywy czasu i z doświadczenia wiem, ze przyczyną moich niepowodzeń była nieumiejętność, niewiedza, brak własnie tego doświadczenia, by móc w pełni wykorzystać inną niż wszystkie znane mi dotąd przynęty.

Początek

Moje drugie ja

To nie jest ster głębokości tylko dociążenie a całość musi pracować przy dnie. Pałeczka tyrolska czy boczny trok dają to samo. Twój inspirator HiLo działał zupełnie inaczej. Plus przeniesienia obciążenia to mniejsze skręcanie żyłki.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusNazwisko.plOpenERPOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooSznury galowe OSPPrzynęty wędkarskie

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).