Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4 Ilość ocen: 67

Krąg

Prezes spółki giełdowej wzywa sekretarkę:
- Pani Halinko, jedziemy na weekend do Czech. Proszę się pakować.
Sekretarka po przyjściu do domu przekazuje nowinę mężowi:
- Krystian, jadę z szefem w delegację. Biedactwo, będziesz musiał sobie jakoś poradzić sam.
Facio dzwoni do kochanki:
- Waleria, jest dobrze. Stara wyjeżdża na weekend, zabawimy się nieco.
Kochanka, nauczycielka matematyki w gimnazjum męskim dzwoni do swego ucznia:
- Kamilek, będę zajęta w weekend. Korepetycje odwołane.
Zadowolony uczniak dzwoni do dziadka:
- Dziadziu, nie mam korków. Mogę do ciebie wpaść na weekend.
Dziadek, prezes spółki giełdowej dzwoni do sekretarki:
- Pani Halinko, wyjazd odwołany. Pojedziemy za tydzień.
Sekretarka dzwoni do męża:
- Krystian, szef odwołał wyjazd.
Facet do kochanki:
- Weronika, ch*jnia. Stara zostaje w chacie.
Kochanka-nauczycielka do ucznia:
- Kamil, korepetycje o 10.00 rano w sobotę.
Uczeń do dziadka:
- Dziadziu, lekcje jednak będą. Nie mogę wpaść do ciebie.
Dziadek-prezes do sekretarki:
- Pani Halinko, jednak w ten weekend wyjeżdżamy...

Krąg
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,9/5 (67)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Fotograf

Maksyma fotografującego niedźwiedzie: "Nie musisz być szybszy od niedźwiedzia, wystarczy, ze będziesz szybszy od swojego asystenta".

Fotograf
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,3/5 (9)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Sklepowe newsy »

St. Croix SOLE
St. Croix MOJO SALT CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG
St. Croix MOJO SALT
St. Croix Bass X (2017)

Rybie Oko/Artykuły/Wędkarskie tereny/Łowiska specjalne? 

Łowiska specjalne?

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 4718 
Komentarzy: 0 
ID: 11952 
Węzeł: 9542 

Kiedyś ziemię porastały nieprzebyte bory pełne zwierza, a rzeki i jeziora roiły się od ryb. Zagubieni wśród lasów ludzie łowili i polowali, aby żyć. Udane łowy z pewnością były także powodem do satysfakcji. Ludzi przybyło, miejsca lasów zajęły pola uprawne, obszar wód skurczył się. Życie stało się bardziej urozmaicone i bardziej skomplikowane. Ale, rzecz dziwna, żyjący w jakże odmiennym świecie człowiek, tęskni za krainą łowów. Polowanie i wędkowanie nie wynikają dziś z konieczności zaopatrzenia spiżarni - są realizacją tych tęsknot za tamtymi czasami. I, co ciekawe, choć w zmienionym przez cywilizację świecie niewiele pozostało miejsca dla dzikiej przyrody, ryby i zwierzyna łowna istnieją nadal. Paradoksalnie - właśnie dzięki myśliwym i wędkarzom.

Tęsknota za rajem utraconym wygania nas, wędkarzy, na poszukiwania dzikich ostępów, dziewiczych rzek i wielkich ryb. Szukamy miejsc niedostępnych i nieznanych. Szukamy, i nie możemy, nie chcemy przyjąć oczywistego faktu: że dziś już takich miejsc nie ma. Nie ma terenów dziewiczych, nie odkrytych. Nie ma wód, w których nikt jeszcze nie łowił. A przynajmniej nie ma ich w naszej części świata. Smutne, lecz niestety musimy pogodzić się z tym, że obszar "dzikiej" przyrody skurczył się do minimalnych rozmiarów, że ta dzikość jest czysto umowna; że właściwie ogranicza się ona do parków narodowych i rezerwatów, a zwierzyna - do ściśle chronionych gatunków albo do gatunków łownych. Ten fakt wiąże się jeszcze z jednym, z koniecznością opieki - mądrej gospodarki łowieckiej. Znają tę prawdę myśliwi, znają ją też wędkarze. Czy nie wołamy stale na zebraniach o większe zarybienia, o ochronę? Czyż nie domagamy się lepszej, sprawniejszej godpodarki na naszych wodach?
Powszechna dostępność wszystkich wód wydawała się nam, wędkarzom wspaniałym przywilejem. Skuteczna opieka nad wszystkimi wodami - czyli taka, która zapewniłaby ich powrót do przedwiecznego stanu nieprzebranej obfitości - okazuje się mitem. Powiedzmy to sobie uczciwie: dziś jest to stan sztuczny, możliwy do utrzymania tylko wielkim wysiłkiem i oczywiście za duże pieniądze.
Głód ryby, nie tej na talerzu, ale tej walczącej na wędce, jest jednak wielki. Tak wielki, że często godzimy się już na wędkowanie w sztucznym, zmienionym krajobrazie. Godzimy się też i na to, by płacić słono za taką przyjemność. Oby tylko ryb w wodzie nie brakowało. I tak powstały łowiska specjalne. Przyjmowane początkowo nieufnie, z pobłażaniem, nawet z drwiną, wpisały się trwale w naszą rzeczywistość końca lat dziewięćdziesiątych i znalazły wielu zwolenników. Spotkamy tam i początkującego, i wytrawnego wędkarza. Ten ostatni jeszcze nieraz przełamuje się wewnętrznie, usprawiedliwiając się przed znajomymi, tak, jakby takie łowienie było czymś gorszym. Narzeka na sztuczność wody, sztuczność otoczenia, narzeka - obłudnie - na nie spotykaną gdzie indziej obfitość ryby. Ale łowi, holuje, testuje sprzęt, przynęty i metody, bo ryb w tych wodach nie brakuje.
Można się spierać, czy idea łowisk komercyjnych przywędrowała do nas z krajów Zachodniej Europy, czy też po prostu wolność gospodarcza umożliwiła tą inicjatywę, dość, że taka organizacja wędkowania stała się faktem. Wciąż powstają nowe łowiska, nie sposób zliczyć wszystkich, nawet tych w najbliższym otoczeniu. Może to być jeziorko, staw, kilka stawów, nawet nieduża sadzawka. Wystarczy czysta woda, ryby i właściciel, który dba o to wszystko. Rzecz jasna, musi mieć z tego korzyść - takie są prawa rynku. Jedni żądają opłat tylko za wędkowanie, inni także za każdą zabraną z łowiska rybę. Ci pierwsi zarybiają rzadziej, ci drudzy uzupełniają ubytki dbając, by w wodzie było gęsto. Ale nawet tam, gdzie wędkarz płaci sklepową cenę, nie brak chętnych. Jednorazowa zabawa może kosztować więcej niż całoroczna składka na wody PZW i mimo to nie brak na nią amatorów!

W pobliżu Lublina jest kilka takich łowisk. Każde z nich jest inaczej zorganizowane, każde nieźle prosperujące i każde może być niezłym przykładem. Na pierwsze miejsce wysuwa się największe. Powstało przy Gospodarstwie Rybackim własności Agencji Rolnej Skarbu Państwa w Zakładzie Rybackim w Sosnowicy. Do wędkowania udostępnione są dwa stawy o łącznej powierzchni trzech ha. Wokół zieleń, piękne stare drzewa, nad brzegami ustawione ławeczki z pniaków i dyskretne kosze na śmieci. Woda czysta, bezzaczepowa. Wąski pas szuwarów i kwitnących właśnie kosaćców stwarza naturalną oprawę. W niewielkim drewnianym budyneczku mieści się kasa, na ścianie wisi regulamin łowiska. Obok stoi waga. Łowisko czynne jest od pierwszego maja do jesieni, od czternastej do zachodu słońca. W weekendy od świtu do zmierzchu. Pobliskie lasy przyciągają spragnionych ciszy. Są możliwości zakwaterowania, można więc przyjeżdżać z rodzinami.
- W roku bieżącym wpuściliśmy osiem ton karpi, z tego od początku do końca maja już zostało odłowionych około dwu ton - mówi dyrektor Armaciński. - Oprócz tego jest sporo suma, szczupaka i ryb dodatkowych, okonia, karasia, lina, amura. Kilogram karpia kosztuje osiem złotych, szczupaka - dziesięć, suma - dwanaście. Godzina łowienia - dwa i pół złotego. Wędkarz może zabrać lub wypuścić dowolną ilość ryb. Ceny można by obniżyć, ale po każdym weekendzie mamy ryby śnięte i ktoś musi za nie zapłacić. Zmniejszyć można by także opłaty za wędkowanie - cóż, plagą lat ubiegłych byli tacy wędkarze, którzy usiłowali wynosić ryby nie zapłacone. Wykorzystywali do tego kilkuletnie dzieci, sympatycznie wyglądające panienki. Stosowali nawet torby z podwójnym dnem. Dlatego na łowisku muszą być dwie osoby - kasjerka i dyżurny. Gdyby wędkujący postępowali uczciwie, wystarczyłaby jedna osoba, a koszty byłyby mniejsze. W tej sytuacji wolimy podnieść cenę i zachować ład i porządek na łowisku. A na brak klienteli nie narzekamy. Przyjeżdżają nawet z daleka i są zadowoleni - my również. Wpuściliśmy też ponad sześćdziesiąt karpi o wadze od ośmiu do dwunastu kilogramów. Uatrakcyjniają łowienie. Najczęściej ryby te po sfotografowaniu wracają z powrotem do wody. Mamy zamiar uruchomić łowisko szczupakowe, specjalnie dla spinningistów. Oprócz indywidualnych wędkarzy zgłaszają się też całe koła i organizują zawody. Przyjeżdżają grupy kilkuosobowe, wędkarze rywalizują ze sobą. Ważą, mierzą, robią zdjęcia. Takie wędkowanie cieszy. Są też i tacy, którzy przyjeżdżają, aby nałowić. Wcześniej zbierają zamówienia na rybę. Oczywiście nie jest tak, że ktoś wpadnie na chwilę i zaraz złowi kilka karpi. W tej chwili jest tutaj ponad sześć ton ryby w tych dwóch zbiorniczkach, więc efekt jest murowany. Choć zdarzają się i czarne dni bez brania. Ryba ma swoje humory i nie zawsze bierze, nawet tu. W końcu jest to wędkowanie, a nie zakładanie ryb na haczyk. A z gospodarskiego punktu widzenia jest to inna forma sprzedaży ryby, finansowo wychodzi na to samo.

Dyrektor Armaciński nie boi się konkurencji. Gospodarstwo rybackie jest najlepszym zapleczem takiego łowiska, gwarantuje dostawę ryby, a doświadczenie zawodowe pracowników pozwala na opłacalną kalkulację kosztów. W trudniejszej sytuacji są małe, prywatne łowiska. Jeżeli ich właściciele chcą utrzymać atrakcyjność, muszą dokupować rybę, są też narażeni na straty. Nie mogą więc pozwolić sobie na niskie koszty. Ale nie narzekają.
Takie małe, nieźle prosperujące łowisko powstało trzy lata temu tuż pod Lublinem, w Prawiednikach. Nieduży staw, położony obok pstrągowej Bystrzycy skutecznie z nią konkuruje. Są w nim pstrągi i można, kiedy te potokowe zawiodą, odkuć się na tęczakach. A trafiają się ponad kilogramowe. Początkowo brały na wszystko, potem, skłute, zmądrzały i już nie tak łatwo dają oszukać się sztuczną przynętą. Biorą za to na... kukurydzę. Mały stawek przyciąga i muszkarzy, i spinningistów, i oczywiście gruntowców. Wszystkie metody i wszystkie przynęty są dozwolone. Wszyscy łowią zgodnie, nikt nikomu nie przeszkadza. Pierwsze trzy godziny wędkowania kosztują pięć złotych, każda następna póltora złotego, a pstrągi 14 zł za kg - tyle co w sklepie. Łowisko jest czynne od rana do wieczora, także w zimie można łowić tęczaki spod lodu. Są też karpie, szczupaki i karasie, ale nie one są główną atrakcją. Na miejscu można kupić przynęty i słodycze. Chętnych nie brakuje, zawsze obok stoi kilka samochodów, a właściciele, państwo Rogala, Wilczek i pan Gajewski, nie narzekają, choć pstrągi trzeba kupować i przywozić.
Tego problemu nie ma właściciel gospodarstwa hodowlanego w Chodlu. Tam, łowisko jest czymś dodatkowym, ośrodek nastawiony jest głownie na hodowlę. Pstrągowo-karpiowe łowisko powstało ostatnio w Niedrzwicy.
Przykładem innej organizacji jest łowisko w Pawłowie koło Rejowca. Właściciel, Marcin Klin, zagospodarował stare torfianki i wybudował na nich stawy. Ma tam karpie, duże liny, karasie i szczupaki. Nie dorybia i nie bierze opłat za złowioną rybę. Płaci się tylko za samo wędkowanie - pięć złotych od wędki za dzień. Nie jest to więc łowisko typu "put and take" i bardziej przypomina warunki naturalne.
Mam więc w czym wybierać, więcej, widzę plusy takiej organizacji wędkowania. Łowiska komercyjne odciążają naturalne wody, w naturalny sposób kierują wędkarską presję w ślad za rybą - jak w przyrodzie. I, co może ważniejsze, wychowują, przełamują zastarzałe mity o "wodzie niczyjej" i o "rybie, co rodzi się sama". Udowadniają niezbicie, że wędkarstwo wynika wprost z potrzeby zaspokojenia łowieckiej pasji, że nie wystarczy tylko podziwianie krajobrazów. I że to kosztuje.

A mnie się marzy więcej. Marzy mi się rzeka piękna i pełna pstrągów. Wykupiłbym sobie jednodniową licencję i wiedziałbym, że na wybranym odcinku nie spotkam w tym czasie nikogo. Będę sam i będą pstrągi. Z nikim nie będę się ścigał, nikt mi ich nie przepłoszy, nikt ich nie wykłusuje. I nikt mnie nie przekona, że jest to niemożliwe!
Owszem, byłoby jeszcze piękniej, gdybym nie musiał za to płacić, wypełniać żadnych kwitków ani meldować się komukolwiek. Gdybym mógł łowić do woli, obcując swobodnie z dziką przyrodą, ciesząc się tą wolnością tak, jak Nick Adams w "Rzece Dwóch Serc"... Ale to już przeszłość. Dziś wody wymagają opieki, gospodarskiego oka i troskliwej ręki. To owocuje. Łowiska specjalne są tego przykładem. Są być może zaczątkiem nowego myślenia.

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusWędkarstwo spławikoweWędkarstwoWszywki odzieżoweMetki i wszywki odzieżoweOdoo

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).