Rybie Oko/Artykuły/Wędkarskie tereny/Rzeczka
Rzeczka (czyli prosto z lamusa) |
Mam "swoją" rzeczkę. Nie, nie dlatego że ją wykupiłem, ale dlatego że ją lubię.
Pewnie jest jeszcze kilku ludzi, którzy tak ją nazywają, ale ich nie spotykam. Z prostego powodu - ryb tam mało i trzeba się dobrze nachodzić, aby coś złowić. Znam ją dobrze, bo lekko licząc 40 lat.
Kiedy ją poznałem płynęła wśród pól i lasów. Była okazalsza i głębsza. W głęboczkach szalały okonie i szczupaki a koło młyna w wielkim rozlewisku było eldorado linowe. Jej nurt żłobił w brzegu wyrwy, przy których uwijały się potężne klenie. Tam gdzie płynęła spokojnie oczkowały jazie i płocie.
Najlepsze miejscówki wymagały wielominutowego marszu pośród pól. Pod nawisami gałęzi na leśnych, głębokich odcinkach szukałem ryb i oddechu po marszu przez piaszczyste drogi. Drgające od upału powietrze i brzęczące owady zastępował tam szum drzew i chłód lasu. A ludzi pracujących w polu i pasące się krowy śpiew ptaków. Brakowało tylko jednego - wędkarzy.
Każdego roku spędzałem tam 2 miesiące wakacji. Najpierw z leszczynową witką potem z bambusem. Miejscowi byli zbyt zajęci przy gospodarstwie żeby stanowić konkurencję. Wyjątkiem był stary Marciniak łowiący klenie na muchy łapane na drzwiach stodoły, ale on miał swoje stałe miejsce i reumatyzm, który zmuszał go do statycznego wędkarstwa. Ani ja ani on nie mieliśmy wtedy kart wędkarskich. Zresztą ani starzec ani podrostek nic o nich nie słyszeli. Była rzeka i były ryby. I byliśmy my.
Potem gdzieś w górze rzeki założono mleczarnię. Zmiana koloru wody była pierwszą oznaką nowych czasów. Spływające smugi serwatki zmieniły zastoiska w bajora. Niestety to nie był koniec zmian. Rzeczkę przegrodzono jazami i tamą. Przemysł żądał wody. Czystej wody. Do tego to, co zwracał demon rozwoju gospodarczego wyglądało inaczej niż to, co wziął. Rzeczka zaczęła się zmniejszać. Płynęło w niej coraz mniej wody a coraz więcej śmieci. Znikły niektóre gatunki ryb za to komarów przybyło..
Zdradziłem ją na parę lat. Wyjechałem daleko, ale cały czas kołatał się po głowie jej obraz. Przecież nigdy nie zapomina się pierwszej miłości.
Kiedy wróciłem była inna. Znikły pola uprawne a ich miejscu szumiały dwumetrowe chaszcze. Po młynie zostały tylko betonowe umocnienia. Była płytka i zaśmiecona, choć woda odzyskała swoją przejrzystość. Mleczarnia splajtowała, zamknięto część fabryk. Rolnicy zamienili się w robotników.
Na jej szczęście smok gospodarki sam zaczął się pożerać.
Znowu zacząłem ją poznawać. Było ciężko, bo broniła się przed takimi jak ja pokrzywami, które zamieniły brzeg w dżunglę. Była nieufna, skaleczona przez ludzi. Kolce i gałęzie, kleszcze i komary stanowiły jej broń. Jakże słabą a jednak czasem skuteczną. W gąszczu więcej spotykałem śladów zwierząt niż ludzi. Jednak powoli jak bezdomny pies zaczęła się oswajać. Odkryła kilka swoich skrzętnie skrywanych uroków. Znowu zacząłem łowić w niej ryby. I znowu się zakochałem.
Co kilka tygodni przywoziłem jej w prezencie złowione gdzie indziej płocie, okonie i szczupaczki. Wpuszczałem je do wody i cieszyłem się jak głupi, gdy szybko odpływały.
Ciężko było tylko usunąć z niej śmieci. Spływały z każdym przyborem a moje weekendowe wizyty były zbyt rzadkie. Co gorsza część z nich mogłem usunąć tylko ciężkim sprzętem.
Jednak na przekór cywilizacji zaczęła się odradzać. Z roku na rok coraz piękniejsza i łaskawsza. Dla niej zdradzałem rodzinę, pracę i miasto. Zainwestowałem w kilka operacji kosmetycznych zwalając nadbrzeżne kikuty drzew i budując z nich prowizoryczne tamy. I nie tylko ja. Czasem spotykałem nad wodą ludzi z wędkami, którzy zamiast łowić naprawiali zniszczone tamy.
I zaczęła nam odpłacać powietrzem, wrażeniami, zielenią i rybami. Ten głodzony i poniewierany kundel zaczął machać ogonem i łasić się. Odzyskał wiarę w ludzi.
Człowiek jest jednak straszny. Ktoś komuś wsypał ?oprysk? do stawu. Ktoś podniósł stawidła. Trująca ciecz popłynęła w dół rzeczki zabijając wszystko.
Na kilka miesięcy stała się najczystszą rzeką w Polsce. W jej korycie nie było nawet owadów.
Teraz znowu wpuszczam tam ryby. Na jak długo?.
Inne tego autora: Sławek Rybicki » więcej...


















Dyskusje i recenzje
Piotr Łopaciński
29.04.2005 18:25
Ewa Ćwikła
28.04.2005 21:46