Rybie Oko/Artykuły/Wędkarskie tereny/Sandomierz i dryga
Sandomierz i dryga |
Coś, co dzieje się naprawdę.
Wędkarz, pan Jacek opowiedział mi ciekawą historię. Zdarzyła nad naszą ukochaną Wisłą, w miejscowości Sandomierz. Opowieść ta świadczy o zuchwałości i bezkarności kłusoli. Nie wiem tylko, czy to określenie ich przypadkiem nie nobilituje. Była to grupa, która w ciągu kilku minut, swój połów zamienia na wina w pobliskim sklepie. Taka Polska tradycja(śmiech) A oto, co przeżył mój rozmówca.
Jak zwykle, nad Wisłą zjawił się świtkiem, rankiem. To moja ulubiona, pora - usłyszałem. Kto nie lubi tych rannych mgieł, tego wstającego słoneczka. Bo potem to już nie jest to. Upał i brak wiatru. Ryba brała wyśmienicie. Nie były to olbrzymy, ale dla starszego człowieka zabawa i odpoczynek to właśnie to. Wylądowałem na 5 tamie. Tradycyjnie podsypałem trochę zanęty i efekty były widoczne natychmiast.
Ten stan utrzymywał się do godz. 10 00. Potem trochę słabiej, jednak zawsze coś skubało. Czasem ukąsił komar, przepłyną stateczek wycieczkowy. Jednym słowem sielanka. Nagle za moimi plecami pojawiło się dwóch (nazwijmy ich po imieniu) meneli. Oczywiście mieli ze sobą nieodłączny atrybut: wińczako, zwane w niektórych kręgach czachodymem, jabolem itp.
Cisza się skończyła. Rozmowa "moim kolegom" się kleiła, ale po kilkunastu minutach nie mieli już tematów, więc zaczęli ją kierować do mnie. Usłyszałem, jakim to ja jestem idiotą i nieudacznikiem, że siedzę tu z wędką. Dowiedziałem się, że przecież ryby można kupić w pobliskim sklepie i to każdy wymiar i rodzaj. Ceny uzależnione są od cen płynu wspomnianego wcześniej. Średnio 3,50 za kilogram, ale możliwe są upusty do 3 złociszy.
Nawet usłyszałem, gdzie ewentualnie można je kupić, gdyby się tam skończyły. Józek zawsze ma. Chociaż... jak była duża woda, to było ciężko - usłyszałem. Nie odwracałem się i próbowałem się nie odzywać. Chyba się z tym pogodzili. Potem przyszło jeszcze dwóch. Nastąpił moment, że trochę się zaniepokoiłem. Zaczęli rozmawiać szeptem. Sytuacja robiła się nieciekawa. Czterech meneli, kontra jeden dziadek. Sytuacja wyjaśniła się w następnych zdaniach. Usłyszałem coś takiego ...Czasem to lepiej czegoś nie widzieć, bo potem to są tylko same problemy... Jeszcze nie wiedziałem, o co chodzi, dopóki nie zobaczyłem rozciągania sieci. Usłyszałem grzeczne pytanie. ... A jak sobie zarzucimy siateczkę w to zakole, to nie będziemy przeszkadzać? To przecież po drugiej stronie tamy...
Nie powiedziałem tak, ale nawet nie musiałem. Fakt byt taki, że naprawdę mi nie przeszkadzali. Prawie. Chciałbym podkreślić, że było około 12 00 w południe. Jak to kac potrafi zmusić do pracy. A, jeszcze usłyszałem, że na konto tych ryb, już wypili kilka win
...Mamy dobry układ ze sprzedawczynią. Dobra kobita... Siata rozciągnięta w ciekawy sposób. Jeden poszedł na drogą stronę, rzucono mu sznur, a potem przeciągnięto siatkę. Mimo spożytego wina, widać było wprawę, w tej robocie. Obciążona dryga znalazła się w wodzie. Usłyszałem, że teraz trzeba tylko czekać.
Nie było to takie proste. Pić się chce, a czas leci powoli. Więc, ...trzeba trochę te ryby przepłoszyć, żeby weszły w drygę... No, teraz się dopiero zaczęło. Do wody leciało wszystko, co znajdowało się w pobliżu. Muszę przyznać, że Królowa rzek naniosła tego sporo. Szczególnie dezodorantów różnej maści. W przeciągu kilku minut woda była zakryta rożnymi rzeczami.
Wreszcie nastąpiła "długo" oczekiwana chwila. Wyciąganie siaty. Emocje dały znać o sobie. Wszyscy już pewnie widzieli właścicielkę stawiającą na ladzie tuzin win. Ach, te marzenia. Prawda okazała się brutalna. Nie dała się zwariować żadna, nawet, najmniejsza rybka. Miny mieli nieciekawe. Miły widok. A jeszcze do tego dług w sklepie. Odważyłem się i zapylałem: "No i jak Wy teraz te ryby podzielicie na sześć(jeden doszedł) osób?
W odpowiedzi usłyszałem coś na kształt burknięcia.
Inne tego autora: Zbigniew Kutyła » więcej...



















Dyskusje i recenzje
rafal <rafalUKRYTY@FILTRSPAMU3ptp.USUNcom>
07.09.2008 10:00