Wędkarskie miesiące - Maj |
Jadę do Szwecji, krainy niezliczonej ilości rybnych wód!
Niestety jadę do pracy i to tylko na miesiąc. Nie biorę ze sobą wędek, bo i po co, to tylko na miesiąc. Pracodawcy okazują się niezwykle miłymi ludźmi, a kiedy w rozmowie z nimi przyznaję się do posiadania bzika na punkcie ryb i do tego łososiowatych Mikael obiecuje zorganizować wyjazd na ryby już w najbliższą niedzielę. Z niecierpliwością oczekuję tego dnia.
W niedzielę, skoro świt około 9.00 Mikael przynosi dwa spinningi Abu, pamiętające burzliwy rozwój tej firmy w latach 70-tych (autentyczne plastikowe kije długości 1.65 m, zaopatrzone w druciane przelotki) do tego dwa kołowrotki Abu-Matic, czyli "betoniarki" z krytą szpulą. Żyłka na oko 0.35 mm długości po ok. 20 m na każdym, do tego dwa spławiki żywcowe z ciężarkami 20 gramowymi. Każdy zestaw zakończony stalowym przyponem, do którego przymocowany jest haczyk nr 2 na kawałeczku żyłki. Modernizuję trochę te sprzęt w czasie, kiedy mój gospodarz uzbrojony w łopatę usiłuje wydrzeć kilka robaków kamienistej szwedzkiej ziemi.
Wreszcie jedziemy na rzeczkę odległą ok. 30 km i płynącą przez niewielkie miasteczko. Właśnie tu, w środku miasteczka ma się spełnić moja pstrągowa przygoda. Rzeczka ma szerokość ok. 5 metrów, brązowo zabarwioną wodę o głębokość od 10 do 60 cm, w miarę szybki prąd i kamieniste dno. Mój sprzęt, a zwłaszcza spławik i ciężarek wyglądają monstrualnie wobec wielkości wody. Szybko decyduję się na modernizację sprzętu, pozostawiając jedynie haczyk. Jako spławika używam kawałek patyczka. W tym czasie Mikael wyłowił kilka okonków wpuszczając zestaw w głębsze miejsca. Wysnuwam kilka metrów żyłki i usiłuję zarzucić mój nietypowy zestaw w poprzek nurtu. Patyk spływa 2, może 3 metry i ucieka w bok. Zacinam i po chwili piękny, ciemny pstrąg ląduje na brzegu. W ciagu pół godziny złowiłem 6 wymiarowych (wg. naszego regulaminu) pstrągów i kilkanaście mniejszych. Zabawa trwała do momentu wyczerpania się skromnego zapasu robaków. W drodze powrotnej Mikael wyjaśnia mi, że na ogólnodostępnych wodach można łowić wszelkimi metodami, na wędkę, siecią, żakami itp. urządzeniami. Czuję się "wędkarsko" oszukany, bo zabrakło dalekiej wyprawy o świcie, skradania się do wody, niepewności sukcesu. A tu są wody, w wodzie ryby, można łowić jak się chce, nie ma Związku Wędkarskiego. Może właśnie dlatego?
Nobody
Inne tego autora: Nobody » więcej...















Dyskusje i recenzje
marek petrus
21.07.2005 11:03