Stoi na Twardej wzgardzony moloch,
Ciężki, ogromny, z betonu kolos.
O jego mury nasz krzyk się rozpływa:
Jak tłusta oliwa.
Stoi, nie słyszy, chłód z niego dmucha.
Mróz z oziębłego betonu - aż bucha.
Uch – jak tu mroźno!
Puff - jak tu groźno!
Uff – już za późno!
Pokojów w nim, pootwierali,
Oziębłej władzy – z drzwiami ze stali.
I pełno w nim ludzi, jakby w wagonie.
W każdym są żłoby i siwe konie.
Na stołkach, siedzą same grubasy.
Siedzą i żrą tłuste kiełbasy!
Czwarty pokój, jest dla Barona!
W piątym, się mieści, Jego ambona!
W szóstym – trzyma swego Opelka,
Pod każdym kołem, jest wielka belka.
W siódmym, jest stół i dwie szafy.
W ósmym – kobieta z szyją żyrafy.
W dziewiątym, trzymają, tuczone świnie.
Na strychu, kartony, pudła i skrzynie.
Baron, okna ma na dziedziniec.
Przyjdźcie, obejrzeć ten wielki zwierzyniec!
Wszystkich pokoi jest ze sześćdziesiąt,
Odwiedzić wszystkie, zajęłoby miesiąc.
Ten moloch stoi w „Stolicznym” mieście.
A w nim: synowie, zięciowie, ojce i teście!
Lecz choćby nas przyszła, rzesza atletów,
I każdy zjadłby po kilka kotletów,
I każdy z nas, rozum wytężał.
Tam nie przeniknie - taki to ciężar!
Nagle – gwizd!
Nagle – świst!
Drzwiami – buch!
Baron – w ruch!
Najpierw – powoli – przez wzgląd na wiek – ociężale,
Rusza Baron – po hollu – ospale.
Szarpie za klamki, otwiera z mozołem,
I kręci się w miejscu, jak koło za kołem.
To biegu przyspiesza, to gna wszystkich prędzej.
I dudni, i stuka, łomoce do drzwi i pędzi i pędzi…
A Ty, dokąd? A Ty, dokąd? Na wprost! Do sali!
Na chwałę, na chwałę! Barona– wybrali!
To góry, to rzeki, jeziora, a także i Nas!
Spieszy się, spieszy, by zniszczyć na czas!
Na postrach tupie i puka, i stuka to:
To, to tak, a to to tak. A to to?
Gładko tak, lekko tak przemawia na sali.
Jak gdyby nie beton, lecz moloch ze stali!
Nie starszy - zmęczony życiem chłopina – zdyszany,
Lecz fraszka, igraszka, żołnierzyk blaszany!
A po co to, a na co im to, czy czas Nas gna?
To po to, to po to, w kłopoty Nas pcha!
Rozpędzi, rozwali, wybucha, buch, buch!
To kawa gorąca wprawiła Go w ruch!
To kawa ze szklanki, przewodem do „tłoczku”,
A „tłoczek”, poległ już dawno na boczku.
I pędzi, i goni, spraw pilnych się tłoczy.
Nikt nie wie, nikt nie wie, jak los się potoczy!
I usta terkocą, i puka w ambonę i stuka to:
To tak, a to to tak, i to to tak i tak to to…
Ostatnie wypowiedzi
Następna » 1 2 3 4 5 6 7 ...9