Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4 Ilość ocen: 67

Krąg

Prezes spółki giełdowej wzywa sekretarkę:
- Pani Halinko, jedziemy na weekend do Czech. Proszę się pakować.
Sekretarka po przyjściu do domu przekazuje nowinę mężowi:
- Krystian, jadę z szefem w delegację. Biedactwo, będziesz musiał sobie jakoś poradzić sam.
Facio dzwoni do kochanki:
- Waleria, jest dobrze. Stara wyjeżdża na weekend, zabawimy się nieco.
Kochanka, nauczycielka matematyki w gimnazjum męskim dzwoni do swego ucznia:
- Kamilek, będę zajęta w weekend. Korepetycje odwołane.
Zadowolony uczniak dzwoni do dziadka:
- Dziadziu, nie mam korków. Mogę do ciebie wpaść na weekend.
Dziadek, prezes spółki giełdowej dzwoni do sekretarki:
- Pani Halinko, wyjazd odwołany. Pojedziemy za tydzień.
Sekretarka dzwoni do męża:
- Krystian, szef odwołał wyjazd.
Facet do kochanki:
- Weronika, ch*jnia. Stara zostaje w chacie.
Kochanka-nauczycielka do ucznia:
- Kamil, korepetycje o 10.00 rano w sobotę.
Uczeń do dziadka:
- Dziadziu, lekcje jednak będą. Nie mogę wpaść do ciebie.
Dziadek-prezes do sekretarki:
- Pani Halinko, jednak w ten weekend wyjeżdżamy...

Krąg
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,9/5 (67)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Fotograf

Maksyma fotografującego niedźwiedzie: "Nie musisz być szybszy od niedźwiedzia, wystarczy, ze będziesz szybszy od swojego asystenta".

Fotograf
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,3/5 (9)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Sklepowe newsy »

St. Croix SOLE
St. Croix MOJO SALT CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG
St. Croix MOJO SALT
St. Croix Bass X (2017)

Na Rurze.

Co jakiś czas....

Eugeniusz Friede
Wielkie Łuki cz.6.
Co jakiś czas gościły w naszej bazie zespoły estradowe. Profesjonalne i amatorskie. Z Polski, Rosji, Litwy. Nasi dawali dwa koncerty w Wielkich Łukach. Jeden dla Polaków w świetlicy na bazie, a drugi dla mieszkańców miasta w sali widowiskowej miejscowego domu kultury. Za mojej bytności z polskich grup wystąpiły 2 plus 1 i Andrzej Sikorowski z zespołem Pod Budą. Występ 2 plus 1 przeszedł bez większego echa. Zaśpiewali swoje znane przeboje. Ciekawostką były popisy muzyków zespołu grających blusa w miejscowym amfiteatrze. Andrzej Sikorowski zaprezentował się w dobrej formie. Dawkował słuchaczom swoje mniej i bardziej znane utwory. Przywołany pod koniec występu przez publiczność do wykonania swojego pierwszego wielkiego przeboju, Smutnej Piosenki Retro, z rozbrajającą szczerością wyznał: Dziwię się państwu, że chcecie tego jeszcze słuchać? My to już ledwie gramy!
Występowały u nas również zespoły amatorskie. Uwagę zwracało ich szczególnie dobre wyposażenie w sprzęt nagłaśniający. Najbardziej zapamiętałem z występu tych ansambli potężną dawkę serwowanych decybeli. Cóż, grać można dobrze lub głośno.
Całkowicie inny charakter miała wizyta polonijnego zespołu Stokrotki z Wileńszczyzny. Dzieciaki ubrane w stroje regionalne dały popis swoich wokalnych umiejętności. Zaśpiewały melodyjne piosenki ludowe i biesiadne. Po polsku i po litewsku. Każdy wykonany utwór nasza publiczność nagradzała gromkimi brawami. Tak dalece zdobyli serca słuchaczy, że ostatni wykonany utwór, Rotę–zaśpiewaliśmy wszyscy razem. Przy słowach: Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród, nie damy pogrześć mowy, polski my naród, polski lud, prastary szczep piastowy niejednemu z obecnych łza zakręciła się w oku. Nasi młodzi goście z zespołu też na pewno zapamiętali ten nostalgiczny nastrój sali. Na obczyźnie wiele zwykłych rzeczy nabiera innego wymiaru.
W te soboty, gdy nie było koncertów, na naszej Płoszczadce odbywały się potupajki. Latem, przy dobrej pogodzie, na świeżym powietrzu, a zimą w świetlicy. Panie miały wzięcie. Rosjanki bardzo chętnie przychodziły na organizowane na bazie tańce. Było nas jednak tyle, że dla wszystkich nie starczało partnerek. Siłą rzeczy, przy wspólnej zabawie, zawiązywały się znajomości i zażyłości. Wiele bywalczyń naszych imprez tanecznych było z czasem traktowane jak dobre stare znajome. Pojawiła się któregoś razu nowa twarz–młoda urocza blondynka. Pozwalała się zaprosić do tańca wybiórczo co młodszym partnerom. Zapytałem jednego z jej wybrańców, w czym rzecz? Z rozbrajającą szczerością opowiadała, że jest porządną dziewczyną i szuka kandydata na męża, żeby wyjść za niego i razem z nim wyjechać do Polski.

Dla ilustracji opowieści swoje zdjęcie użyczyła urocza blondynka Ania Kurant.
Byliśmy populacją ludzi w różnym wieku, stanu wolnego i żonatych. Zasady naszego bytowania ustalał Regulamin Mieszkańca. Nad przestrzeganiem obowiązujących reguł czuwała Komisja Porządkowa. W jej składzie znajomi i koledzy. Nieraz w trakcie wieczornego obchodu potrafili obudzić mnie ze snu. Nieproszeni, ale goście. Aż się prosi te odwiedziny spuentować słowami Kochanowskiego: Trudny powiadam, mój los z tymi pany, szedłem spać trzeźwy, a wstanę pijany. Za naruszenie ustalonego porządku, sprawcy trafiali na kolektyw. Najwyższym wymiarem kary był dyscyplinarny zjazd do kraju. Zdarzało się, że był orzekany. Od werdyktu kolektywu nie było odwołania.
Nie mógłbym nie wspomnieć o wizycie naszego naczelnego. Władek cieszył się dużą estymą wśród pracowników. Jak przystało na dyrektora dużej firmy, wybrał się z nieliczną, ale świtą. Zabrał ze sobą sekretarza zakładowego partii i asystentkę. Przyjechali razem z grupą powracających z rozłąki. Na placyku koło stołówki zebrało się sporo ciekawskich. Również naczalstwo naszej budowy – pod krawatami i z kwiatami. Dyrektor wysiadł, błysnął okularami po zebranych, krawaciarzy potraktował jak powietrze i podszedł do stojącego daleko z tyłu brygadzisty posadzkarzy: Witaj Tadziu, stary przyjacielu, jak ci tutaj leci? Przywitał się z nim serdecznie tradycyjnym niedźwiedziem. Już mniej poufale ze stojącymi koło niego kolegami. Z kadrą na końcu.
Na skomentowanie takich sytuacji jak zawsze bezbłędny był Kaziu z Bydgoszczy–mój przełożony w czasie budowy Zakładów Sodowych w Inowrocławiu. Mruknął-Bartek to potrafi zagrać pod publiczkę.
Delegacja po tygodniu wizytacji i spotkań wróciła do kraju. Parę dni później dostaliśmy wiadomość, że goszczący u nas niedawno zakładowy sekretarz dostał ataku serca. Poszła złośliwa plotka, że jak na własne oczy zobaczył komunizm, to dostał zawału. Nie był wojującym aktywistą. W tamtym czasie w każdym dużym przedsiębiorstwie była organizacja partyjna. Ktoś musiał być w niej sekretarzem. Lepiej swój, niż przywieziony w teczce. Takie były realia.
c.d.n.

Blondynka.
  • Obecnie 2,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 2,7/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   
 
RSS 2.0
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusSystemy CMSeZPublishWędkarstwoDrzewo rodzinneDarmowy ERP i CRM - Odoo - dawny OpenERP

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).