Rybie Oko/Artículos/Ojo del Pez/Piękna nasza tradycja.
Chłop żywemu nie przepuści! Rybie tymbardziej. |
Ile to jeszcze musi czasu upłynąć, pokoleń się zmienić, kiedy w końcu umrze odwieczna tradycja zabierania wszystkiego co zawiśnie na haku do domu. Szczupaki jak płotki małe i sumy nie wiele większe, masowo lądują w siatkach i wiadrach.
Od ostatniej powodzi dosłownie roi się od takich podrostków w Warcie od Gorzowa do Kostrzyna. W niektórych miejscach jest tak dużo małych szczupaczków, że aż trudno uwierzyć. Miejscowość Studzionka, siedzi sobie tam na pewnej łące przy warcie jegomość "łapie ryby", słowo wędkowanie raczej nie dotyczy ani jego ani tego co robi. Przechodzę obok i patrzę do wielkiego plastikowego wiadra w którym jest około kilkunastu sumów wielkości 10-20cm.
Bebechy się we mnie zakotłowały niczym zaprawa w betoniarce, pytam niby z zaciekawieniem na co biorą?
- "na kawałek rosówki" odpowiada szczerząc szczerbate uzębienie,
- "panie już tak z piaty dzień biorą jak opętane, wczoraj ze szwagrem to do wieczora to po 30 szt mieliśmy, no fajnie biorą tylko że małe cholery, łeb się obetnie i wiele nie zostaje"
"Łapaczowi ryb", bo nie jest to wędkarz, towarzyszy chłopiec może z 10 lat. Krząta się wkoło z bananem na gębie zadowolony jak nie wiem co, że tatuś tyle ryb nałapał i to sumów.
Powstrzymując wybuch agresji i napadu szału, spokojnie mówię - nie wydaje się "panu", że te sumy to trochę za małe na patelnie, nie wspominając o tym że w ogóle są za małe aby je zabierać, poza tym istnieje coś takiego jak wymiar ochronny i limit połowu.
- "Paaaanie daj pan spokój z przepisami, nie wezmę ja to weźmie kto inny a poza tym większych nie ma, to co mam brać.
- Kiedyś to były ryby a teraz to same maleństwa".
Nie wytrzymałem i wyjechałem do niego z taką wiązanka, że aż grzech to powtarzać. "Przez takich ******* jak ty******* nie ma ryb i ty się temu jeszcze dziwisz".
Dla pikanterii sytuacji postanowiłem wyrzucić jego zdobycze niestety już martwe do wody i połamałem mu wędkę. Gość dużo nie protestował, tak na marginesie to nie wiele mi brakuje do Pudziana wiec nawet nie kiwnął palcem.
Czasami dobrze jest być wielkim.
Dzień wczorajszy, wybieram się nad niewielki staw przy Warcie. Można tam trafić ładną wzdręgę i karasia.
Po chwili zjawia się tam starszy jegomość i starsza pani, dziadkowie ogólnie, rozkładają po dwie wędy a następnie po jeszcze jednej niedaleko obok, łapią małe żywczyki i stawiają je między kapeleonami, mija może z 10 minut i na kotwicy wisi pierwszy szczupaczek, zamiast w wodzie ląduje w reklamówce w bagażniku, w siatce są płotki, krąpie i karaski.
Mija niedużo czasu i następny zębaty podrostek ląduje w tej samej reklamówce.
Nie wytrzymuje, podchodzę do bagażnika łapię za reklamówkę i wywalam martwe szczupaki do wody.
Starszy pan najpierw wywala gały po czym ze zdziwieniem krzyczy do mnie, co robisz?
To ja się pytam co robisz, odpowiadam, ludzie czy wam dla tego skrawka ryby na patelnie całkiem rozum odjęło?
Ostrzegłem ich, że jeszcze raz to zobaczę to zadzwonię na PSR i spisałem numer ich samochodu. Dziadki się zwinęli i pewnie teraz łapią małe szczupaczki na innym stawku. Taka prawda niestety.
Ktoś teraz powie że nie mam prawa na nikogo krzyczeć, łamać mu wędek ani wyrzucać ryb do wody,
I słusznie.
Ale jakoś się tym nie przejmuję.
Największym kłusownikiem w naszym kraju nie jest gość na łodzi z agregatem, siatą czy innym ustrojstwem. Ich jest nie wielu. Prawdziwy kłusownik to "wędkarz", siedzący obok nas z kartą wędkarską i opłaconą składką, to on jest największym grabieżcą wód bo występuje tysiącami w całym kraju i to do jego siatki trafia wszystko co woda przyniesie.
Puki się to nie zmieni będzie tylko gorzej.
A najbardziej to już nie rozumiem dlaczego tak jest, przecież nikt w dzisiejszych czasach nie potrzebuje ryby na kolację bo nie ma co jeść a na pewno już nie ci z wędkami za grubą kasę.
Naród nasz jest pazerny, że aż wstyd i za grosz szacunku dla przyrody nie ma i nawet się z tym nie kryje specjalnie.
Wybrać wszystko, zniszczyć, zaśmiecić, nasrać i iść do domu.
Piękna nasza tradycja.
El otro del este autor : Marcin Browarny » Más...
















Revisiones y comentarios