Rybie Oko/Artículos/Ojo del Pez/Wiosna
Wiosna |
Początek sezonu 2005
Na dworze zimno, szaro, mokro, a nad wodę ciągnie bezlitośnie. Nie namyślam się zbyt długo, sprzęt już przygotowany, jeszcze tylko kanapki, termos z herbatą i nad Białą Tarnowską.
Po drodze jeszcze do małego sklepiku wędkarskiego po czerwone robaczki. Niestety, jak wejdę do sklepu wędkarskiego, to ciężko mi z niego wyjść. Muszę obejrzeć woblerki i jednego kupuję, mianowicie sieka–m bzyka, bo już niedługo może się przydać. „Nie ma się co guzdrać” myślę. Zbieram się na rower i już bez przystanków dojeżdżam na moją kochaną rzekę. Pierwsze co, to udaje się na jedną miejscówkę dobrą o tej porze roku na przepływankę.
Okazuje się, że jest zajęta. No cóż, mówi się trudno. Jeszcze tylko zamieniam parę słów z wędkarzem, lecz on nie jest zbyt skory do rozmowy. Wędrując dalej ukazuje mi się odpowiednie miejsce na popołudniową zasiadkę. Pierwszą rzeczą, jaką robię przed rozpoczęciem wędkowania to oczyszczenie ze śmieci miejsca, w którym będę wędkował. Trzeba powiedzieć wprost - śmieci nie brakuje po ostatniej wielkiej wodzie. Teraz tylko wędka do ręki i sprawdzanie głębokości, później robal na hak i do dzieła. Na efekt nie trzeba długo czekać. W drugim przepuszczeniu coś interesuje się robaczkiem i przysłowiowo dziobie. Udane zacięcie i na brzegu ląduje malutki jelec. Jeszcze tylko zabieg odhaczenia i rybka do wody.
Przez około pół godziny biorą jelce i ukleje nieprzekraczające 15 cm. Chyba trzeba będzie zmienić miejsce. I tak też robię, zasiadam obok zalanego krzaka, którego suche gałęzie drżą w niezbyt głębokiej i szybkiej wodzie, tworząc dobrą kryjówkę dla płoci i jelców, o czym dowiaduje się po włożeniu zestawu do wody. Biorą piękne jelce i grubiutkie płocie. Największa mogła mieć około 30 cm. Na początku sezonu to super zabawa.
Ale niestety, niebo zaczynają pokrywać coraz ciemniejsze chmury i zaczyna padać. Bez namysłu ubieram płaszcz przeciwdeszczowy, odkładam wędkę i uciekam się wyobraźnią do majowych i czerwcowych boleni, które tłuką bez opamiętania w drobnicę przy niskim stanie wody. Przypominam sobie odjazdy 70 cm boleni, które pokazują, na co je stać. Mieszają mi w głowie wiosenne jazie, które na małego woblerka podanego przy starej kamiennej opasce dostają szału. Już nie mogę doczekać się lipcowych kleni, które wsysają z powierzchni podanego przeze mnie konika polnego. A w tej chwili najbardziej cieszą mnie przekwitające bazie. To znak, że zima już odeszła, a przyroda budzi się do życia. Nie dają także o sobie zapomnieć samce ptaków, które nieustannie nawołują partnerki.
Jedna rzecz tylko mnie przygnębia. Otóż duże ilości śmieci, które przyniosła woda i zostawili pseudowędkarze. Czy to tak trudno wziąć te kilka papierków, worków foliowych itp.???? Lepiej wypoczywać na tle zieleni, różnego gatunku żyjątek, a nie pośród różnego typu tworzyw sztucznych. Mówię to do tych ludzi, którzy nie zabierają śmieci ze sobą - OPAMIĘTAJCIE SIĘ!!! Bo za niedługo pięknymi krajobrazami będziemy się cieszyli tylko przed ekranami telewizora.
El otro del este autor : Łukasz Woroń » Más...


















Revisiones y comentarios