Left menu

Filters

Humour»

Rating: 4.54 Reviews count: 61

Prezes spółki giełdowej wzywa sekretarkę:
- Pani Halinko, jedziemy na weekend do Czech. Proszę się pakować.
Sekretarka po przyjściu do domu przekazuje nowinę mężowi:
- Krystian, jadę z szefem w delegację. Biedactwo, będziesz musiał sobie jakoś poradzić sam.
Facio dzwoni do kochanki:
- Waleria, jest dobrze. Stara wyjeżdża na weekend, zabawimy się nieco.
Kochanka, nauczycielka matematyki w gimnazjum męskim dzwoni do swego ucznia:
- Kamilek, będę zajęta w weekend. Korepetycje odwołane.
Zadowolony uczniak dzwoni do dziadka:
- Dziadziu, nie mam korków. Mogę do ciebie wpaść na weekend.
Dziadek, prezes spółki giełdowej dzwoni do sekretarki:
- Pani Halinko, wyjazd odwołany. Pojedziemy za tydzień.
Sekretarka dzwoni do męża:
- Krystian, szef odwołał wyjazd.
Facet do kochanki:
- Weronika, ch*jnia. Stara zostaje w chacie.
Kochanka-nauczycielka do ucznia:
- Kamil, korepetycje o 10.00 rano w sobotę.
Uczeń do dziadka:
- Dziadziu, lekcje jednak będą. Nie mogę wpaść do ciebie.
Dziadek-prezes do sekretarki:
- Pani Halinko, jednak w ten weekend wyjeżdżamy...

Hyde Park»

Pike – Ted Hughes (1930-1998)

Pike, three inches long, perfect
Pike in all parts, green tigering the gold.
Killers from the egg: the malevolent aged grin.
They dance on the surface among the flies.

more...

Search

Advertising

Shop news »

St.Croix Rage Casting
St.Croix Panfish
St.Croix Rage
Bluza damska WFJ0320
Koszulka damska WRT9118
Koszulka męska MRMT877
ACME - Phoebe

Rybie Oko/Articles/Stories/Karpiowa Wigilia 

Karpiowa Wigilia

Rating: 0 
Rating count: 0 
 View count: 803 
Comments count: 0 
ID: 47949 
Node: 28802 

Antek raczej nie należał do rozgarniętych, a jedyne co wiedział o Wigilii Bożego Narodzenia, to.... Ratuj się kto może , gorzej już być nie może!!!

Już jako dojrzewająca ikra, Antoś był ciekawym świata i jednocześnie nieznośnym urwisem. Kręcił się nieustannie, tak się kręcił... że się wykręcił i opuścił ciasne jajeczko, stając się małym karpikiem. Cały czas spędzał na pływaniu po ciepłym stawie, zabawach i poznawaniu własnej rodzin (tak to już jest ze sztucznym wylęgiem, że wszyscy to jedna wielka rodzina).

Kiedy urwis nieco podrósł i ostatecznie pozbył się krępującego woreczka z żółtkiem, którym dotychczas się odżywiał, zmienił się diametralnie. Przestał już ganiać po całym stawie, a jego jedynym zajęciem, było jedzenie. Tyle tylko że to nie było zwykłe jedzenie, a raczej wielkie żarcie... zresztą podobnie zachowywali się jego rówieśnicy. Pomimo tego że jedzenie, „nadlatywało z nieba” i było go pod dostatkiem, przez niegasnący apetyt nienażartej hordy, wkrótce cały staw zaczął przypominać pustynię, pozbawioną choćby jednego zielonego źdźbła, o ślimakach, larwach owadów, i pijawkach nie wspominając. Każde oczekiwanie na „latające żarcie”, było czasem na wysłuchiwanie opowieści, starego Władka, na którego wszystkie młodsze karpie mówiły tatusiek (i chyba rzeczywiście tak było), oraz towarzyszących mu cioteczek (nazywano je tak, gdyż nikt nie wiedział która z nich jest jego mamą). A opowieści były to rożne....

Jednak najbardziej mrożąca krew w żyłach, była.... „Wigilijna opowieść”. Historie o masowych odłowach, tonach rodzeństwa, gniotących się w ciasnych basenach, które świetnie było widać ze stawu, no i oczekiwaniu na taki sam los. I chociaż nikt nie wiedział co się dalej z nimi działo, to tak czy inaczej już sam środek lokomocji i poczekalnia, raczej nie dodawały chęci do podobnego podróżowania.

Zresztą pewnego razu... kiedy Antoś był już podrośniętym ponad półkilogramowym kroczkiem, sam przeżył swoje pierwsze chwile grozy w przytulnym dotychczas stawie. Kiedy już miał wybierać się na latające żarcie, zobaczył że cała jego rodzinka, w panice płynie w jego stronę, na czele widział kuzynkę Alinkę, nieznośnego kuzyna Tadzia, który zawsze podbierał mu pyszne lulki z nieba, małego Marcinaka, który rósł troszkę wolniej, gdyż od dziecka miał problemy zdrowotne, w środku był stary Władek, a na samym końcu ociężałe ciotki. Kiedy całe stado wpadło na Antka, jedyne czego zdołał się dowiedzieć, to... „uciekaj odłowy”.

Niestety było już za późno i po chwili, wszyscy przechodzili okropne tortury, pozbawieni wody, byli spychani do jakichś pojemników, nim Antoś wpadł zdążył jeszcze zobaczyć kątem oka, że starego Władka, jakaś istota schwytała, i ciągnęła z powrotem w stronę stawu. Jak się później okazało pojemniki do których wpadały karpie, wypełnione były wodą, a przebywały w nich niezbyt długo, gdyż po chwili zamieszania, wszyscy poniesieni nagłym prądem wody znaleźli się w nowym cudownym stawie. Ehhhhhh... piękny był to staw, pełno w nim było zieleni, rozmaitych wodnych żyjątek, z czystą przejrzystą i nagrzaną wodą. Jedyne co pomyślał sobie wtedy Antek to... „nie są takie złe te odłowy”.

No ale cóż, staw był rajem jeszcze przez dwa tygodnie! No bo jak to tak obiadek bez suróweczki, no i jak tu nie sięgnąć sobie po mięsko, kiedy pełznie takie niczyje po liściach. Tak więc po dwóch tygodniach staw przypominał pustynię, woda znów nabrała herbacianego koloru, a jedyną rozrywką było chwytanie „latającego żarcia”. No ale przyszedł ten dzień, kiedy znowu usłyszał paniczne wołanie... „wigilijne odłowy”. Tym razem nie było tak wesoło, wszyscy wiedzieli, że do stawu już nie wrócą, chociaż nikt nie wiedział jaki czeka ich los. Już po chwili wszyscy znowu znaleźli się w ciasnych basenach.

Tym razem jednak, długo trzeba było oczekiwać na ujrzenie światła dziennego, a w basenie pozostał, aż dowieziono go w dziwne hałaśliwe miejsce. Pełno było tam istot, których niektóre ryby nazywały ludźmi. Basen w którym teraz znalazł się Antek, okazał się jeszcze bardziej paskudny od poprzedniego, a szukanie w nim czegokolwiek co mogłoby przypominać dom, było daremne.

Nie minęło kilka chwil kiedy Antoni, znowu szamotał się w siatce, tym razem mniejszej i w pojedynkę. Przyzwyczajony do takiego losu, czekał na basen, którego jakoś długo nie było i z braku wody już tracił już przytomność. Kiedy się ocknął zobaczył trzech ludzi, jednak znacznie mniejszych i usłyszał.... „mamusiu żyje!!! Chodź szybko zobacz jak pływa”. Nawet ucieszyła go ta radość ludzików, i było mu bardzo miło, że ktoś się przejął jego losem.

Następnego dnia, z samego rana dobiegło do niego głośne wołanie... „Mieciu przynieś karpia, tylko mi łazienki nie zapapraj....” Do basenu (wanny) w którym obecnie przebywał Antek, zbliżył się jakiś człowiek, który skrzętnie ukrywał coś przed wzrokiem Antka!? Antek pomyślał sobie... „Ehhh gdybym tak umiał mówić, to zapytałbym co też on trzyma za tymi plecami”. Kiedy jednak Antek zobaczył ostre metalowe narzędzie, o którym wcześniej słyszał w cioteczkowych opowieściach... struchlał biedaczyna, i jedyna co w chwili grozy zdołał zrobić to wymowny gest z posępną miną skazańca.

Był już przygotowany, by dopełnić swego losu, gdy usłyszał... „NIEEE! Kochanie zróbmy dzieciom przyjemność”. To była najpiękniejsza wigilia w życiu Antka. No a dzieci? Heee... one dostał wielkie akwarium w którym zamieszkał Antoś. Piękne z ogromną ilością roślinek, czystą wodą i „latającym żarciem”. Zupełnie jak w rodzinnym stawie. Kiedy Antek dowiedział się już, dlaczego ludzie łamią się opłatkiem, którego zresztą sam skosztował, zaczął się zastanawiać... czy wszyscy jego przyjaciele trafili na takie fajne rodziny i czy mają takie akwarium.

I dlaczego cioteczki tak kłamały?

Grand Prix

Reviews and comments

View all body   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail to administrator Printerfriendly version Help Bugs Guest Book


Reklamy KrokusWędkarstwoWszywki i metki odzieżoweŻbikowscyWędkarstwo - archiwumUrlop: wy-Wczasy.pl

Rybie Oko ma charakter otwarty, każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze i zarządzaniu. Każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może to być np. konkretny istniejący już dział (np. Humor, Wody, Linki, itp.) lub też całkiem nowy. Jeśi chcesz zostać współtwórcą RO wypełnij ten Feedback form i napisz w nim czym chcesz się zająć i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje czy zasługujesz na taką rolę.