Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Dyktafon

Szef do blondynki sekretarki:
- Jak pani chce, proszę użyć mojego dyktafonu.
- Dziękuję, ale użyję po prostu ręki jak inni.

Dyktafon
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Na rurze.

Trafiłem....

więcej...

Wielkie Łuki cz.2.
  • Obecnie 3 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Ciekawostki/Mój pierwszy raz, którego bardzo nie pamietam. 

Pierwszy raz

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 6357 
Komentarzy: 0 
ID: 7821 
Węzeł: 6667 
Zbigniew Kutyła

Kiedyś, ktoś mi dał do ręki patyka. Nazwał to wędką i tak już mi zostało

W różnych momentach i okolicznościach próbuję sobie przypomnieć ten pierwszy raz. Najczęściej zdarza mi się o tym myśleć nad wodą, nocami, siedząc lub leżąc na jakimś wymoszczonym klepisku. Nieraz wygodnym, czasem kamiennym, czyli byle jakim. Skonstruowanym misternie lub na „odwal się”. Wygląd miejsca, w którym mam spędzić przyszłe godziny zawsze odzwierciedla moje samopoczucie i to co działo się parę lub paręnaście godzin wcześniej. Kto tego nie zrozumie, nie czuje tego co ja po przyjeździe nad Wisłę. Nie doznaje uczucia spokoju, ciszy i tego co jest mi najbliższe, samotności. Patrząc w gwiazdy i czując zapach trawy, wody i wszystkiego co jest w pobliżu czuję tą więź, cienką nić łączącą mnie z naturą, którą może jedynie przerwać krzyk nocnego ptaka, spławiającej się ryby czy obcy w tym dziwnym świecie, głos człowieka. Pierwszy raz. Czy był on udany? Myślę, że tak. Jak wszystko w moim życiu. Zaplanowane z wyprzedzeniem kilku godzin, dni, a nieraz i lat.

Wiecie o co chodzi? Pierwszy raz...... z moją przygodą- wędkarstwem i czymś co może przypominało dzisiejszą wędkę.

Było to pewnie coś w rodzaju wikliny sprężynującej tak jak dzisiejsze drgające szczytówki. Pamiętam, że nie każda się na to nadawała i miała szczęście zostać moją prywatną wędką. Były to jednorazówki i powstawały nad wodą z zachowaniem pewnych kanonów sztuki wędkarskiej i rzemieślniczej. Miały specjalne wcięcia, które ułatwiały trzymanie ich w rękach, a nawet coś co przypominało dzisiejszy korek, a było zrobione ze ściągniętej kory. Może to była tylko żyłka i coś co przypominało haczyk? Jeszcze tego nie wiem.

Ten pierwszy raz wylągł się pewnie nad rzeką jak ją dumnie nazywaliśmy i którą jest do dzisiaj ale już niestety tylko z nazwy. A brzmiała ona- Kamienna. Miała swoje tajemnice i miejsca przez wędkarzy zwane miejscówkami. Jedną z nich, która najbardziej utkwiła mi w pamięci była "maślanka". Pewnie niektórym na dźwięk tego słowa krew zacznie krążyć szybciej, a i ciśnienie nie pozostanie w miejscu. Pamiętam, że aby do niej dojść musiałem wybrać jedną z wielu dróg prowadzących od wału. Dziś jest to 50 metrów, prawie pustyni. Tak, było tyle rozgałęzień i krzaków wysokich jak drzewa, że nie sposób było się w tym połapać. Muszę dodać, że byłem tylko małym chłopcem, a Kamienną porównywałem z innymi rzekami takimi jak Wisła. Dlaczego? To proste. Królowej naszych rzek jeszcze nie widziałem i nie znałem jej potęgi. Wtedy myślałem, że jest tak samo rybna jak moja Kamienna. Wracając do „maślanki” muszę powiedzieć, że zawsze trud się opłacił, bo gdy ktoś dotarł już na miejsce i udało mu się złapać miejscówę to mógł być pewien obfitych połowów. Miejsce było kultowe z jednego powodu. Wypływało tam coś z tajemniczej rury, coś białego i o dziwo ściągającego ryby z całej okolicy. Tym czymś były pozostałości (nie zawsze) po produkcji mleka z pobliskiej mleczarni. Czemu nie zawsze? Były to takie czasy, że np. gdy brakowało paru procent do wykonania planu lub coś się „nie sprzedało lub nie udało” szło oczywiście najprostszą linią, w tym przypadku rurą. Bo to przecież nie widać i potem w dziwny sposób gdzieś znika. Jeszcze mogę dodać, że w tym magicznym miejscu przynętą mogło być wszystko. „Mymek” może zaświadczyć. Na co złowił płotkę nie napiszę, gdyż jest on teraz szanowanym obywatelem ostatnio na tzw. stanowisku i mogłoby to trochę rozbawić jego współpracowników oraz zniszczyć jego image. Zresztą istnieje coś takiego jak dobry smak, prawda? Z tego co pamiętam na jednego białego robaka można było złowić osiem! płotek. Taka była ustalona norma, do której należało się dostosować. Robak wyglądał niczym przejechany przez walec lub przepuszczony przez wyżymaczkę i był przezroczysty jak nylon. Czy w obecnych czasach ryba zechciałaby spojrzeć na takiego robala, nie mówiąc o łyknięciu. Jak to można wytłumaczyć? Chyba nie ewolucją i dodatkowymi zwojami mózgowymi wytworzonymi przez ryby? Prawdopodobnie prościej. Różnicą w ilości. Jest ona przeogromna! Ma też znaczenie obniżenie się poziomu wód w naszych rzekach, regulacja itd. ale głównie chodzi o coś czego w naszej gospodarce rynkowej nie można było policzyć czyli o ryby. Pamiętam jaki był żal i wstyd gdy np. pierwsza płotka ściągnęła przynętę i uszła z życiem. Muszę tu dodać, że białych nie było w sprzedaży, a o metodach ich zdobywania wolę nie pisać. Piotrek, czy pamiętasz? Był wtedy jeden budynek, który wbrew pozorom miał bardzo dużo wspólnego z wędkarstwem. Tym dziwnym budynkiem była..... rzeźnia. Młode pokolenie pewnie jeszcze nie łapie o co chodzi i może to lepiej?! Tak jak my o wojnie tak oni pewnie słuchali by o rzeźniach stojących w centrum miasta. Śmierdzących i rozbrzmiewających odgłosami zabijanych zwierząt. Wiem coś o tym bo w pobliżu czegoś takiego się wychowałem. Nie twierdzę, że było w tym coś złego. Po prostu nie byliśmy jeszcze wtedy w Europie, oczywiście zachodniej. Brzmi to trochę dziwnie ale w tamtych czasach było to jedyne miejsce pozyskiwania białych robaków (były dwie) w moim mieście. Hodowla również kwitła ale nie na taką skalę. Miałem swoje miejsca na dachu za kominem, w których wyrastały moje najlepsze, największe białaski. Wygląd ich zależał od muchy, która się zainteresowała śmierdzącą rybą. Czasem wylęgły się bardzo małe i nie wiedziałem, że właśnie wyprodukowałem dzisiejsze tzw.pinki. Jedno jest pewne. Stróż w rzeźni kochał wędkarzy. Gdy wspomniałem jednemu z tych co to pamiętają wszystko, „szyprowi”, że piszę o „maślance” od razu (czas ok.1 sekunda) przypomniał mi, że największe leszcze brały za pierwszym drzewem. Opowiedział mi (kto go zna to wie, że potrafi to robić) jak to zerwało mu się coś sporego i narobiło hałasu, czym nie zyskał sympatii łowiących w pobliżu wędkarskich repów. Opowieść była dodatkowo ubarwiona gestykulacją rąk i dlatego doszedłem do wniosku, że musiało to być coś naprawdę dużego. Po opowiadaniu ważyło około 5 kilo, a i opowiadający namęczył się tak jakby wyciągał medalowego karpia z Kamiennej. Przyznam, że o leszczach nie pamiętałem. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że majac te naście lat przebywałem w domu tyle ile było potrzeba czyli nieraz był to.... sen.

Działo się tak wiele. Umysł mój jak twardy dysk w Pentium IV wchłaniał, zapisywał i przetwarzał każdego dnia taki ogrom informacji (nieraz i szkolnych), że aby to wszystko pomieścić musiałem czasem coś z niego usunąć. Działa tak do dzisiaj. W innym wypadku wszystko mogło ulec zniszczeniu. Wiadomo, pojemność ograniczona. Nieraz widzę ludzi, którzy chcieli zapisać wszystko i co? Nie udało się. Kontakt z nimi jest dziś utrudniony. Mógłbym być z siebie zadowolony gdyby nie fakt, że i ten mój, wydawać by się mogło wspaniały mechanizm działał wadliwie. Skasował (czego nie jestem pewien do końca) sporo danych, które dziś okazują się bezcenne.

Dlatego:
"W różnych momentach i okolicznościach próbuję sobie przypomnieć ten pierwszy raz."
Pierwotnie artykuł opublikowano na Rybim Oku dnia Data: 17.4.02 12:59

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Firma "Wszywka" zaprasza producentów odzieży oraz hurtownie dodatków krawieckich do współpracy, patrz: Wszywki i metki odzieżowe pragnie zinteresować swą oferta metek i wszywek odzieżowych również osoby prywatne

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).