Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 3,5 Ilość ocen: 27

Pan i rybka

Podchmielony facet wraca do domu. Po cichutku wchodzi do sypialni. Niechcący strąca akwarium ze złotą rybką.
Akwarium ląduje na podłodze. Biedna rybka rozpaczliwie zamyka i otwiera pyszczek.
Wkurzony facet:
- Coooo! ... na pana mordę drzesz?!

Pan i rybka
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,7/5 (27)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Propaganda sukcesu

W obiecanki wierzyć każe

więcej...

Propaganda sukcesu
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,3/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Certa jak lód

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 10461 
Komentarzy: 0 
ID: 20368 
Węzeł: 14304 

Z zoologicznego punktu widzenia jest rybą dwuśrodowiskową, wędrowną. Podobnie jak najszlachetniejsze salmonidy żeruje i wzrasta w przybrzeżnych wodach Morza Bałtyckiego, na tarło zaś wchodzi do rzek. Jej wędrówki nie są jednak tak tragiczne i cercie dane jest po odbytych godach odbywać drogę powrotną...

Zoologia zoologią, realia realiami. Jeszcze trzydzieści lat temu rzeczni rybacy znad Wisły łowili certy tonami. Zawsze była to ryba cenna gospodarczo. Jej smak po uwędzeniu stanowił wzorzec dla kulinarnych koneserów. Tłuste i delikatne mięso, intensywny zapach powodowały, że była certa dla poprzednich pokoleń smakołykiem nie lada. Często pojawiała się na polskich stołach.

Ta pospolita w naszych rzekach ryba przegrała z hydrotechniką i zanieczyszczeniami. Mania przegradzania rzek zaporami, które nie liczyły się ze środowiskiem, brak drożnych i prawidłowo skonstruowanych przepławek sprawiły, że certy przestały odbywać swe wielkie godowe migracje. Przed budową zapory we Włocławku na Wiśle z jednego tylko obwodu rybackiego w okolicach Warszawy podczas ciągu łowiono w sieci do 10 ton tej wspaniałej ryby. Nie miało to większego wpływu na populację - do rzek podgórskich, gdzie certy znajdują dogodne warunki do odbycia tarła, docierało wystarczająco wiele ryb, by odnowić stado.

Na kilkanaście lat wielkie rzeki opustoszały. Certa stała się rzadkością w rybackich sieciach, wędkarskim rarytasem. Wędkarskim, ale nie kulinarnym już, niestety. Jest przecież rybą, która żeruje z dna, na dodatek jak mało która chłonie obce zapachy. Certy łowione w Wiśle i Odrze nie nadawały się do spożycia. Nie pomagały zabiegi najznakomitszych gospodyń. W każdej postaci ryba śmierdziała i smakowała chemikaliami.

Jeszcze dziesięć lat temu nikt nie liczył na powrót certy do wielkich rzek. Myślano co prawda o wsiedleniu jej do Narwi i Bugu, ale jak zwykle skończyło się na planach i pobożnych życzeniach.

POWRÓT

Niemożliwe okazało się jednak możliwe. Instynkt przetrwania okazał się w przedstawicielkach tego gatunku wyjątkowo silny. Nieco pomógł człowiek - zarówno oczyszczalnie ścieków, jak i błogosławiona przez ekologów recesja pierwszych lat kapitalizmu.

Część wiślanego stada przestała gromadzić się pod ścianą zapory włocławskiej i rozbiegła się po dopływach dolnej Wisły. Odcięte ryby natomiast cofkę włocławską zaczęły traktować jak morze, inne po prostu przestały podczas migracji pokonywać wielkie odległości.

Jakkolwiek by było (trwają bowiem badania ichtiologów, a skoro tak, to toczą się spory) w ostatnich latach certa wróciła do Wisły i jej dopływów powyżej tamy we Włocławku. Coraz częściej pada wędkarskim łupem. Także wędkarze odrzańscy od pewnego czasu notują tę rybę na hakach gruntówek i przystawek. Oczyszczenie rzek przywróciło delikatesowy smak mięsu certy.

Odnowa tego gatunku nie następuje jednak tak prędko, jak się tego można było spodziewać. Swój udział w powstrzymaniu rozwoju stada wiślanego mają niestety wędkarze. Niemal nie przestrzegany jest okres ochronny, do siatek powszechnie wkładane są ryby nie mierzące 30 centymetrów, czyli te, które nie osiągnęły jeszcze wymiaru ochronnego.

Certy nie osiągają imponujących rozmiarów. Kilogramowa ryba może być uważana za okaz. Jej doskonały smak niesie dodatkowe zagrożenie. Na warszawskim odcinku Wisły łowienie cert w okresie ochronnym i zabieranie niemiarowych nie jest uważane za coś zdrożnego. Nie wynika to, moim zdaniem, ani z żądzy mordu, ani z niskiego poziomu etyki, lecz przede wszystkim z niewiedzy. Prasa wędkarska za mało pisze o tych wspaniałych rybach, a jeśli już, to tylko o tym, jak je łowić, nie zaś - jak o ich obecność w polskich rzekach dbać i zabiegać.

Tymczasem rygorystyczne trzymanie się regulaminu znacznie mogłoby przyśpieszyć odnowę stada podstawowego na Wiśle i Odrze. Może warto też wrócić do pomysłu wsiedlenia certy do Zalewu Zegrzyńskiego - wówczas Bug, Narew i wiele dopływów tych rzek wzbogaciłoby się o interesujący wędkarsko gatunek, zaś po kilku latach ryby te miałyby znaczenie dla rybaków znad tego dorzecza..

Mam sporo wątpliwości, czy w ogóle opisywać obyczaje tych ryb i wysnuwać wnioski, jakie stąd wypływają dla wędkarskiej braci. Jednak jest to WWW dla wędkarzy, zaś pomijanie certy milczeniem ma negatywne skutki, o których wspominałem wyżej. Nie mogę się jednak powstrzymać, by nie wybić - nawet gdy do cercinego tarła jeszcze daleko - tłustym drukiem przepisów ochronnych i nie błagać kolegów po kiju, by ich przestrzegali. Dla nas wszystkich, dla naszych dzieciaków i dla przyrody po prostu. Przyczyna jest prosta - to ryba, którą można łowić na niektórych rzekach nawet na początku zimy.

A więc raz jeszcze - certa musi mieć więcej niż 30 cm, by można ją było zabrać do domu. W Odrze i w Wiśle nie wolno jej łowić od 1 stycznia do 31 maja, zaś w pozostałych rzekach od 1 stycznia do 30 czerwca...

ZAPRÓSZONY BRZEG

Nie ma bodaj metody wygodniejszej do łowienia cert od przystawki. Co prawda przepływankowcy miewają niekiedy lepsze rezultaty, ale jak łowić przepływanką w taki ziąb. Woda ma kolor ołowiany, wiatr, nawet niezbyt duży, przenika do szpiku, ręce grabieją, choćby założył na nie najpapuśniejsze rękawice. Brzeg delikatnie zaprószony na biało - ziemia pod panierką śniegu, jak napisał jakiś poeta z kulinarną odchyłką...

Wędzisko zmontowane do przystawki daje się odłożyć na podpórki. Można przycupnąć na stołeczku, dłonie schować za pazuchę. Można nawet do ognia podejść - byle oczu ze spławika nie spuszczać, certki bowiem w każdej chwili podejść mogą do zanęty.

Niedużo jej trzeba, ale musi być treściwa w aromaty i smaki. Wystarczy firmową bazę "przełamać" suszoną krwią, suchymi rozwielitkami ze sklepu akwarystycznego, dosmaczyć białymi robaczkami lub garstką ochotek. I wrzucić we właściwe miejsce we właściwej rzece...

GRUDNIOWE POMACANKI

Właśnie, właściwe rzeki... Choć szukałem grudniowych cert i w Wiśle, gdzie ryby tej ostatnio sporo, bardzo rzadko udało mi się wstrzelić w ich żerową trasę. Cóż, rzeka to ogromna, miejsca dla ryb mnóstwo, zaś wędkarz późną jesienią i na początku zimy staje się analfabetą. Na nic się zdają umiejętności czytania z wody. Za gruba księga.

Na rzekach mniejszych natomiast, osobliwie mocno przyśpieszonych z południowej Polski, czytanie nie sprawia kłopotów. Przynosi ryby nawet w środku zimy. Wisłok, Wisłoka, San, dolny Dunajec, czyli rzeki o dnie twardym i wodzie bystrej, choć przecież z rozlicznymi zwolnieniami, w których odkłada się cieniutka warstwa mułu - to tylko przykłady. Rzek takich w Polsce sporo, a na ich brzegu nawet zimą - jeśli tylko wody nie skuje lód - spotkać można wędkarzy.

Miejscowi nie potrzebują macać dna, by wiedzieć, gdzie wymościć sobie stanowisko. Przyjezdni natomiast muszą uprawiać pomacanki - jak nad Sanem zwie się rozpoznanie łowiska, gruntowanie dna.

Odczytywanie konfiguracji dna z powierzchni wody pozwoli wybrać stanowisko warte pomacania. Długą i dość głęboką rynnę o spowolnionym uciągu, taką, gdzie na pewno odłożyła się warstewka osadów, nie jest trudno rozpoznać. Jednak dobre łowisko spełniać musi kilka warunków. Przy brzegu powinna rozpościerać się niemal zastoiskowa strefa zaznaczająca rozległy rzeczny dołek.

W strefie zastoiska spokojnie można będzie ulokować i utrzymać niewielki spławiczek przystawki, także rybom jest tam wygodnie - znajdują dogodne warunki do odpoczynku. Certy, choć nieźle się czują w chłodnej wodzie, to w grudniu bardzo wolno przemierzają swą żerowiskową trasę i często zatrzymują się na krótki popas w miejscach dogodnych. Trzymają się pogranicza spokojnej wody i nurtu, trochę bobrują w mule zastoiska i znów wychodzą w rynnę...

Niemal doskonałe do wrzucenia zanęty będą dolne krańce takich rynien, miejsca przed wypłyceniami dna. Właśnie tu rzeka tworzyć będzie przy dnie dość wyraźne nurtowe cienie lubiane przez certy.

Takie stanowisko będzie ideałem z dwóch przyczyn - po pierwsze dlatego, że ryby mogą tu przebywać i przemieszczać się bez zbędnego wydatkowania energii, po drugie właśnie tutaj nurt znosi szczególnie wiele materii organicznej, czyli krótko mówiąc - żarcia.

Szczególnie wiele spływa jej, gdy za rynną dno wzniosi się wyraźnym wałem, najlepiej wysłanym kamieniami, przelewowym, ze znacznym przyśpieszeniem nurtu...

Takiego ideału nie da się znaleźć wyłącznie na oko, choć przecież na wodzie rysować się będzie on dość wyraziście. Trzeba go jednak szczegółowo wymacać ołowianą sondą, choćby gruszkokształtnym ciężarkiem do lekkiej gruntówki, przypiętym do żyłki.

Puk, puk - po kamieniach rafy za rynną... Puk, przytrzymanie przez muł, przez piasek - w samej rynnie... I mocne trzymania w zastoisku... Podanie sondy w dół rzeki... Wypłycenie. Kule zanęty (raczej kulki, najwyżej wielkości dorodnego orzecha włoskiego) nie spłyną więc na marne...

PAJĘCZA PRZYSTAWECZKA

Zestaw do połowu cert nigdy nie powinien być zbyt brutalny. Hol tych ryb jest ekscytujący jedynie wówczas, gdy odbywa się na delikatnym sprzęcie. Wówczas bardzo wyraziście odbiera się mocną, trzepocącą walkę pierwszych kilkunastu sekund po zacięciu, późniejsze odjazdy i ucieczki na boki.

Zestaw zimowy musi być delikatny w dwójnasób. Woda w rzekach, jeśli tylko nie ma przyboru, jest klarowna, więc grube żyły stają się bardzo widoczne. Certy są też ostrożniejsze i łatwo się zrażają do podejrzanych, opornych przynęt.

Więc tak... Wędzisko o długości niewiele przekraczającej 4 metry. Kołowrotek pozwalający na precyzyjną regulację hamulczyka. Na szpuli żyłka 0,14-0,16, przypon o "oczko" cieńszy, dość długi (30-40 cm), pozwalający na lekkie "powiewanie" przynęty w nurcie. Hak cienki, bardzo ostry, dobrze, gdy wybierzemy wzór o krótszym trzonku i wyraźnym odchyleniu grota w bok - taka budowa znacznie ułatwia zacięcie tych delikatnie żerujących ryb. Wielkość haka 12-10...

Doskonałe są oczywiście "Gamakatsu", ale nieźle spisują się niektóre "Kushiro" oraz delikatne "Mustady". Podczas całej zasiadki pilnie baczyć należy na ostrość grota i często sprawdzać ją na opuszce kciuka. Gdy grot stępi się na kamieniach certowego łowiska, trzeba go starannie naostrzyć albo założyć nowy. Dobrze więc mieć ze sobą osełkę lub spory przyponik, tak, by często móc zmieniać końcówkę zestawu. Warto pamiętać o miniaturowej agrafeczce na końcu żyłki głównej - po prostu łatwiej jest wymieniać przypon, bo palce grabieją i trudno wiązać cienkie żyłki.

Spławiczek musi być możliwie najmniejszy. Niekiedy w zupełności wystarczy kroplokształtna bombeczka o wyporności 2-3 g, czasem trzeba zastosować "piątkę". Dobre są przepływankowe spławiki z metalowym kilem, który należy jednak odciąć tuż pod korpusem, by zachowywały się jak na spławik do przystawki przystało. Żeby podczas brania wyraźnie "pykały" - podskakiwały, drgały... Nad Sanem usłyszałem (to już drugie porzekadło, świadczące o słowotwórczym wkładzie kolegów znad tej rzeki w wędkarski język) rewelacyjne wyrażenie:

- Te, gościu, patrz na wędkę, spławik ci się wytrząsa!

Obciążeniem zestawu powinna być przelotowa kropelka ołowiu z kanalikiem wyścielonym igelitową rurką (to ze względu na "cienkość" żyłki) nieco cięższa od wyporności spławika.

Przynęta to pojedynczy biały robak lub pęczek ochotek...

I kiedy spławik zacznie się wytrząsać, wystarczy delikatnie zaciąć. Teraz trząść się będzie certa na haku. I gdy już wyjmiemy ją z wody, drżeć będzie pod jej skórą paniczny, chłodny strach. Ot, drżący lodu kawałek... Aż czasem zdusić trzeba w sobie chęć wypuszczenia srebrzystej rybki.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Tygodnik Wędkarski - pierwszy, bezpłatny, internetowy Tygodnik Wędkarski wydawany przez wydawcę: Krokus Sp. z o.o, adresowany do wszystkich zainteresowanych tym hobby. Pierwsze wydanie ukazało się już w roku 1999.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).