Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Wobler

Zdzichu i Janek poszli na sumy , po chwili:
- koledzy! ratujcie!Zdziśka, wobler przygniótł.

Wobler
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Sezon

No i zaczęliśmy,
Sezon na szczupaka,
Kto żyw za kij chwyta,
Heja na biedaka,

więcej...

Sezon
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Opowieści znad wody

Ocena: 5,89 Ilość ocen: 3Ocena: 5,89 Ilość ocen: 3Ocena: 5,89 Ilość ocen: 3Ocena: 5,89 Ilość ocen: 3Ocena: 5,89 Ilość ocen: 3Ocena: 5,89 Ilość ocen: 3  hit
Ocena: 5,89 
Ilość ocen: 3 
 Ilość wyświetleń: 4625 
Komentarzy: 3 
ID: 48767 
Węzeł: 29265 

Dziadek.

Przed laty zaprosił mnie kolega na swoje ulubione łowisko. Wtedy była to piękna, czysta, nizinna rzeka meandrująca wśród żyznych pól, w lecie pokrytych łanami dorodnych zbóż. Kilometrami powolny, niemal niewidoczny nurt ciemnej wody, gdzie niegdzie z zawirowaniami przy podmytych, trawiastych brzegach, czasem raptownie, z szumem przyspieszał na odcinku kamienistego podłoża o ostrzejszym spadku, aby po kilkudziesięciu metrach powrócić do poprzedniego, leniwego biegu.

Wczesnym popołudniem szliśmy powoli trawiastą ścieżką, aby po paruset metrach przejść starym, drewnianym mostem na drugi brzeg i tam w „tajnych” miejscach rozwinąć wędki. Niedaleko za mostem zauważyłem siedzącego nad brzegiem, obok ścieżki, człowieka w podeszłym już wieku, trzymającego w ręku bambusową wędkę, a obok niego, na trawie, paru małolatów. Ich leszczynowe kije leżały obok, a oni sami, wpatrzeni w mówiącego, słuchali wywodów starca , podkreślanych oszczędną gestykulacją.

Kolega wskazawszy brodą dziadka powiedział:

- Wiesz, któregoś lata wynająłem pokój we wsi, nad rzeką i przez miesiąc odpoczywałem tam z rodziną.

- Oczywiście codziennie chodziłem na ryby. Spotykałem tego człowieka bardzo często, siedzącego nieruchomo na brzegu i wpatrującego się w spławik. Nigdy nie widziałem go holującego z wody cokolwiek, ale ile razy wracając znad wody spotykaliśmy się, zawsze dźwigał siatkę pełną ryb. Bardzo często widywałem go w otoczeniu małych chłopców, którym montował wędki, dawał haczyki lub kawałek żyłki. Zawsze opowiadał im długie historie o rybach. Wiem, bo mówił mi o tym synek sąsiadów – dodał, widząc moją może nazbyt sceptyczną minę.

Mijając dziadka przystanęliśmy na chwilę, ciekawi o czym rozmawia z chłopakami. Ale dziadek był dzisiaj dziwnie poważny i małomówny. Objaśniał chłopcom jakieś szczegóły o zanętach, ale robił to w formie bardzo lakonicznej. Od czasu do czasu brał głęboki oddech i ocierał pot z czoła, chociaż słońce przechyliło się już ku zachodowi i zrobiło się nieco chłodniej.

Ruszyliśmy więc swoją drogą, a i chłopcy, speszeni widać oszczędnym komentarzem i powagą wesołego zazwyczaj dziadka, po chwili zabrali swoje wędeczki i rozeszli się wzdłuż brzegu na upatrzone miejsca. Dziadek przerzucił wędkę w zanęconą toń i skulił się na swoim siedzisku wykopanym w skarpie i wymoszczonym trawą i liśćmi.

My również rozłożyliśmy się w obiecującym miejscu i zaczęliśmy moczyć wędki w wodzie, przerzucając je od czasu do czasu pod słabiutki w tym miejscu prąd. Ale brania były nijakie i rybki, zaledwie „kocie”, wypuszczaliśmy z powrotem do wody. Przedwieczorna cisza przerywana była tylko odległymi okrzykami chłopców, kiedy któremuś z nich udało się coś złowić.

Gdy słońce skrywało czerwieniejącą tarczę w grzywie dalekiego lasu i zrobiło się nieco mroczniej, chłopcy pozbierali swoje wędki oraz siateczki z rybami i przekrzykując się wzajemnie ruszyli ścieżką w drogę powrotną. Ku ich zdziwieniu dziadek siedział dalej nad wodą w tej samej pozycji, tylko jakby bardziej skulony. Jeden z chłopców skręcił nad brzeg rzeki do staruszka.

- Dziadku, nie śpij, robi się ciemno, czas do domu! – zawołał, przypuszczając, że może dziadek usnął. Ale dziadek nie odezwał się. Chłopak podskoczył bliżej, chwytając go za ramię. Szarpnięty ręką chłopca przechylił się na bok i upadł twarzą w trawę.

Gdy chłopiec wrzasnął przeraźliwie, zbiegli się pozostali. Zrobiło się zamieszanie, chłopcy krzyczeli wołając o ratunek. Przerażeni krzykiem i my pobiegliśmy ile sił brzegiem rzeki, myśląc, że może któryś z chłopców wpadł do głębokiej wody. Ale ujrzeliśmy starego człowieka leżącego twarzą do ziemi. Odwróciliśmy go na wznak. Niestety, twarz miał zimną i widać już było sinawe plamy na policzkach. Musiał umrzeć zaraz po odejściu chłopaków.

Posłaliśmy dwóch chłopców do wsi po mężczyzn i furmankę. Pozostali, mocno wystraszeni, stali teraz cicho na boku, pociągając nosami. Słońce już zaszło i zrobiło się ciemno. Mój kolega, zebrawszy z pomocą któregoś z młodych, trochę suchych gałęzi i liści, rozpalił w pobliżu małe ognisko. Pełgające światło palącego się suszu odbijało się migotliwie w siwych włosach zmarłego. Jeden z chłopców usiadł w kucki i dygotał z przejęcia. Drugiemu z oczu spływały łzy i mocno pociągał nosem. Położyłem mu rękę na ramieniu i lekko ścisnąłem. Przytulił się do mnie i wyszeptał:

- Dał mi dzisiaj trzy haczyki.

- A mnie spławik z gęsiego pióra – dorzucił drugi.

Po półgodzinie w ciemności zaterkotały koła furmanki i rozległ się tętent biegnącego konia. Po chwili zatrzymał się koło nas i kilku mężczyzn zsadziło z wozu starą kobietę w chustce na głowie. Rozłożywszy szeroko ramiona ruszyła z przeciągłym krzykiem do leżącego ciała.

- O-o-o mój ty żywicielu jedyny... – usłyszeliśmy tylko... A potem, osunąwszy się na kolana przy mężu, objęła go i głęboko zaszlochała.

Jeden z przybyłych mężczyzn zapalił papierosa i zaciągnąwszy się dymem powiedział:

- Umarł jak prawdziwy rybak. Nad wodą...

- On tu całe życie z wędką spędził – dorzucił drugi.

Włożyliśmy szczupłe ciało dziadka na wóz, podkładając mu pod głowę jego wędkarską torbę. Ktoś położył na wozie dziadkową bambusówkę. Łkającą kobietę wzięto pod ramiona i posadzono na wiązce słomy obok woźnicy, który powoli zgarnął lejce w garść i machnął batem:

- Wio, kary...

Rozgarnęliśmy i zalali wodą dopalający się chrust, a potem powlekliśmy się powoli i w milczeniu za oddalającym się wozem.

HJ

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Wzruszający tekst
Andrzej

Początek

Primum non nocere

Dlaczego łzy duszą w gardle?

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Producent wszywek, metek, etykiet. Zobacz: Wszywki odzieżowe Firma "Wszywka" zaprasza!

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).