Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Kelner

Późnym wieczorem wraca do domu Kowalski na lekkim rauszu.
- Ty łachudro!
Zaczyna mu robić awanturę żona
– Czy ty wiesz, jak się nazywa facet co całymi dniami przesiaduje w knajpie?
- Oczywiście kochanie. Taki facet nazywa się kelner.

Kelner
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Biedne

O biedne rzesze rybie,
łowione w techniki trybie.

Biedne
  • Obecnie 2,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 2,5/5 (16)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Historia "szczupłego", obsesja. 

Historia "szczupłego", obsesja.

Ocena: 6 Ilość ocen: 3Ocena: 6 Ilość ocen: 3Ocena: 6 Ilość ocen: 3Ocena: 6 Ilość ocen: 3Ocena: 6 Ilość ocen: 3Ocena: 6 Ilość ocen: 3  hit
Ocena: 6 
Ilość ocen: 3 
 Ilość wyświetleń: 4263 
Komentarzy: 5 
ID: 9126 
Węzeł: 7519 
Ryszard Siejakowski

Na pewne zdarzenia można patrzeć z różnej perspektywy. Pisząc opowiadanie "Historia szczupłego", użyłem personifikacji. Niektórzy czytający zasugerowali, aby kiedyś, w niedalekiej przyszłości, uzupełnić tamten artykuł, spojrzeniem od strony wędkarza. Czy ta próba ma szansę powodzenia, oceńcie sami.

Próbę znalezienia nowego łowiska rozpoczął od dokładnego studiowania map. Na początek poszły mapy w dość dużej skali, bo "trzysetka"*. Dokładność żadna, ale pozwoliło mu to znaleźć najkorzystniejszy dojazd i z grubsza zorientować się w ukształtowaniu terenu. Mapa wskazywała na dwa głębokie meandry rzeki, następujące tuż po sobie. Pocieszającym było, że ostatni odcinek dojazdowy do samej rzeki, nie obfitował w drogi główne. Dawało to szansę na stosunkowo małą penetrację przez kolegów o kiju. Z trudem udało mu się zdobyć dokładniejszą mapę wybranego terenu. Wreszcie przez znajomego z kartografii wychachmęcił "dziesiątkę"**. Teraz miał pełniejszy obraz wybranego odcinka. Zaznaczone polne drogi mogły ułatwić mu dojazd nad rzekę. Byle tylko jakiś użytkownik nadrzecznych łęgów nie poustawiał znaków zakazu z tablicą "teren prywatny-wstęp wzbroniony". Niejednokrotnie nadziewał się na takie zakazy i szlag go trafiał na bezprawne działania. Ale o tym mógł się przekonać dopiero na miejscu.
Był środek piatkowo-sobotniej nocy, gdy odpalał samochód i rozpoczynał swoją podróż w nieznane. Miał do przejechania prawie "stówkę" a potem poszukiwanie najkorzystniejszego dojazdu do rzeki. Kochał te wyprawy w nieznane, w miejsca gdzie jeszcze nigdy nie był. To zawsze wyzwalało dodatkową energię.

Gdy skręcał z lokalnej, podziurawionej jak rzeszoto drogi, ciemność nocy zaczęła ustępować porannemu brzaskowi. Pomalutku człapał się polna drogą prowadzącą w kierunku rzeki. Koleiny wyryte przez traktory nie ułatwiały mu przejazdu. Aż syknął przez zęby, gdy podwozie zaczęło szorować po zarośniętym chwastami garbie, między koleinami. Zredukował do jedynki i wolniuteńko kontynuował swoja jazdę. Jednak najgorsze było dopiero przed nim. Droga skręciła gwałtownie i prowadziła wąskim przejazdem pomiędzy wysychającymi starorzeczami. Zatrzymał samochód i poszedł oglądnąć to miejsce. Droga była tu rozmiękła, rozjechana przez innych przejeżdżających. Gdyby popełnił błąd mógł tu utknąć na amen. Na szczęście był to krótki odcinek, dalej już było znacznie lepiej. Wrócił do samochodu, wrzucił "jedynkę" i równą jazdą, "przeskoczył" przez tą przeszkodę. Po dwustu metrach dojeżdżał do brzegu rzeki. W porannych oparach nadrzecznej mgły niewyraźnie majaczył głęboki zakręt rzeki z długimi ostrogami. Nie był sam. Na dwóch ostrogach dostrzegł sylwetki siedzących wędkarzy. A naiwnie myślał, że tu nikt nie dociera. Nie ma już miejsc dziewiczych, są tylko mniej lub bardziej odwiedzane, pomyślał z żalem.

Szybko przebrał się i zmontował dwa zestawy spinningowe, lżejszy na okonia i sandacza oraz cięższy na szczupaka i co Bozia przydarzy. Pierwsza, głęboko wcinająca się w nurt rzeki ostroga, była nie zajęta, co go trochę zdziwiło. Otwierająca zakręt i zamykająca, to były dobre miejsca do połowu, a te były wolne. Wolno wszedł na ostrogę. Woda szumiała groźnie, przewalając się z łoskotem przez jej szczyt, ciągnąc długi warkocz w kierunku środku nurtu. Ostry, wsteczny prąd u nasady główki oznaczał, że mógł wyryć niezłą głębie tuż przy ostrodze. Zdecydował się na cięższy zestaw z 25 gramową główka jigową i ripperem. Zarzucił przynętę na środek klatki i poczekał aż dotknie dna. Opadało długo. Niezła głębolina, zamruczał z podziwem. Wybrał luz i ruchem szczytówki kija chciał oderwać rippera od dna. Nie udało się. Haker. Na nic zdały się próby "odstrzelenia" z zaczepu. Trzymało jak diabli. Będzie remoncik. Wyjął z kieszeni zapalniczkę i nawinął na nią kilka zwojów linki, próbując wyszarpnąć. Cały czas trzymało. Trzeba rwać. Po chwili zwijał zerwaną linkę na kołowrotek. Nowa agrafka, główka i kolejny ripper wbity na hak. Zarzucił dobre trzy metry od miejsca gdzie miał zaczep. Jeszcze głębiej. Jakieś czeluście piekielne, czy co? Udało mu się przeciągnąć nie więcej niż dwa metry i znów siedział w zaczepie. Gdy stan jego posiadania umniejszył się o kolejne kilka przynęt, już wiedział, dlaczego ta ostroga była nie zajęta. Miejscowi wiedzieli, co było grane. Nawet założenie główki z antyzaczepem niewiele pomagało. Sam diabeł musiał tam naznosić pniaki i karcze, tworząc podwodny gąszcz, nie do spenetrowania. Intuicyjnie wiedział, że tu mogła być ryba jego życia, tylko jak się do niej dobrać przy takich "obarach". Minęła już dobra godzina jego wędkowania, z czego 3/4 spędził na wiązaniu nowych przynęt. Pójdziesz z torbami, złociutki, pójdziesz z torbami... Łowienie dalej w taki sposób było bez sensu i ze szkodą dla kieszeni. Musiał coś wykombinować lub zmienić miejsce.
Wrócił do samochodu. Kubek gorącej, mocnej kawy i kanapka, trochę go uspokoiły. Jasność dnia, pozwoliła mu ogarnąć wzrokiem cały meander rzeki. Wyraźniejsze sylwetki, skulonych wędkarzy, wpatrywały się w szczytówki zarzuconych gruntówek. Czekali. Czekali za swoją rybą. Postanowił trochę się przejść i przywitać z nieznajomymi.
- Dzień dobry, rzucił ciepło pod adresem pierwszego.
- Dobry, dobry.
- I co? Dzieje się coś?
- A trochę poszarpują.
- Za leszczem?
- Jedna na leszcza, a druga na wątrobę, za sumem.
- Za sumem? Jest tu sum?
- Oj jest, i to duży.
- A szczupak?
- Szczupak też jest, i sandacz niezły.
- Próbowałem na pierwszej ostrodze, ale tam same kołki na dnie. Tu też takie zawady?
- Tu mniej, ale tam, gdzie pan był to bym nie radził łowić. Panie, tam pod wodą, to by pan znalazł cały sklepik wędkarski.
- Jestem tu pierwszy raz i nie wiedziałem, ale teraz już wiem. Zostawiłem na tych karczach ponad dziesięć jigów. Pójdę popróbować na tej ostatniej ostrodze.
- Tam płycizna, ale można zapolować na brzanę. Jest trochę żwiru i piach. Dobrze bierze na rosówę. Na spinning będzie trudniej.
Minął kolejnego nieznajomego, rzucając pozdrowienie i doszedł do ostatniej ostrogi. Nieznajomy nie kłamał. Płycizna daleko wychodziła od główki i dopiero na maksymalnym rzucie wymacał głębszą rynnę. Obławiał ją, ale bez skutku. Może kiedyś spróbuje tu na gruntówkę, czając się za barweną.
Coś go ciągnęło do pierwszej ostrogi. Intuicyjnie czuł tam swoja szansę. Tylko jak sobie poradzić z tymi zaczepami.
Z kieszeni wyciągnął szczypce i odciął hak z ciężkiej główki. Tak spreparowanym zestawem, bez gumy, zaczął systematycznie obrzucać zakole. Teraz haczył mniej i udawało mu się wychodzić z zaczepów. Poznawał coraz lepiej ukształtowanie dna i zalegające zawady. Pomalutku tworzył sobie w myślach podwodną mapę łowiska. Mimo braku haka i tak zostawił w wodzie trzy główki, które prawdopodobnie utkwiły gdzieś między kołkami, bez szans na wyciągnięcie.
Zrezygnował z jigów i postanowił trochę wyżej poszperać obrotówką. "Czwóreczka" dawała mocne wibracje i mogła skusić drapieżnika do ataku. Wykonał dobrych kilkadziesiąt rzutów, ale bez powodzenia. Nic się nie chciało skusić na wirówę. Jak osobisty sukces przyjął gdy trzykrotnie udało mu się wyjść z zaczepów i odzyskać przynętę. Coś mu szeptało, że tam musi siedzieć niezły potworek, tylko nie chce źreć. Kolejna przerwa na kawę. Cholera, co tu można jeszcze zrobić, aby skusić rybę? Kto nie ryzykuje, ten w pierdlu nie siedzi. Opuszczę na dno i gwałtownie poderwę. Może się uda nie wjechać w te pierdzielone obary. Ostry wymach kija i obrotówa poszybowała daleko. Zamknął kabłąk i na naprężonej lince obserwował jej opad. Przez moment już myślał, że ją stracił, gdy omskiwała się po jakimś pniaku, ale udało się. Nie doszło do zaczepu. A teraz ostro w górę. Zadarł kij i czuł jak listek zaskoczył. W tym momencie jakaś potworna siła walnęła w jego przynętę, prawie wyrywając mu wędkę z dłoni. Z wrażenia aż się spocił. Krótki wizg hamulca, dokręconego prawie na maksa, cztery, pięć sekund walki i było po zawodach. Zwijał smutnie sflaczałą linkę na kołowrotek. Kurcze blade. Obcięte razem z wolframką, jak nożem. Ćwierć metra wolframowego przyponu nie wystarczyło. Co za kajman tam siedzi?
W ten dzień nie złowił nic. Porozmawiał z przygodnymi wędkarzami i trochę więcej dowiedział się o tym miejscu. Raczej rzadko zaglądali tu przyjezdni. Parszywa polna droga, zniechęcała ich skutecznie. Nie brakowało za to miejscowych z pobliskich dwóch wiosek, czających się przede wszystkim za sumami i okazałymi lecholami.

Był tam już kilkanaście razy, polując na "swojego" potwora. Bez skutku. Udało mu się, co prawda złowić parę niezłych szczupaków i sandałów, ale na innych ostrogach. Karczowisko z jego tajemniczym mieszkańcem pozostało nadal nie zdobyte. Sam już nie wiedział, kiedy penetrowanie tego kłębowiska zwalonych pni stało się jego obsesją. Zrywał się w nocy, zbudzony majakami sennymi i walką z olbrzymem, który kpił sobie z niego, nie dając mu żadnych szans.
I przyszedł taki moment, gdy już myślał, że osiągnął swój cel. Powtórzyła się sytuacja z jego pierwszego wyjazdu. Po długotrwałym bezskutecznym biczowaniu wody, potwór wyszedł ze swej kryjówki, ostro uderzając w wirówkę. Udało mu się odciągnąć go od zalegających pniaków na czystszą wodę i wtedy po raz pierwszy miał okazję obejrzeć go w całej krasie. Nagle woda otworzyła się i w powietrze wyskoczył olbrzymi szczupak, szaleńczo potrząsając pyskiem, by po chwili ostro zanurkować. Miał go cały czas na haku a ryba szalała pod wodą. Kolejny powietrzny piruet, jazda na ogonie, potrząsanie łbem, które przenosiło się na kij jak uderzenie młota kowalskiego, by po chwili dostrzec wypadającą z pyska wirówkę. Tylko olbrzymie kręgi zburzonej wody, były ostatnim śladem po przeciwniku. Znów przegrał. Kolejny raz był lepszy od niego. I wtedy stracił nadzieję na sukces. Przyjeżdżał tam nadal, ale już bez wiary w zwycięstwo. Tylko gdzieś w głębi tliła się wątła, gasnąca iskierka nadziei. A może to była tylko jego obsesja? Może.

* trzysetka - mapa w podziałce 1:300.000
** dziesiątka- mapa w podziałce 1:10.000

Od autora.
Miałem dużo obaw czy potrafię związać w jedną całość, te dwa artykuły, jakże różniące się od siebie. Z tego też powodu wybaczcie mi, jeśli nie spełniłem tego, czego niektórzy ewentualnie oczekiwali.
Zgodnie z zapowiedzią, część II "tryptyku" o szczupaku.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
Dariusz Żbikowski

Podpowiem Ci jeszcze, ze cały tryptyk możesz powiązać, za pomocą "Obiektów powiązanych".

Obiecuję solennie, że jeśli tylko znajdziemy chwilę to dopiszemy stosowny help do tej operacji.

Generalnie - KAŻDY obiekt można powiązać z innym (wiadać to wtedy na prawej listwie). Dodatkowo, w polach typu XML (jak mamy w artykułach) każdy powiązany obiekt można OSADZIĆ w tekście. Można więc np. (o ile nie zrobiliśmy błędów w tym zakresie, a wiem, że jest ich jeszcze sporo) osadzić artykuł w artykule (powinien pojawić się wtedy w tekście jego skrót). Podobnie zresztą osadzamy zdjęcia.

Dla eksperymentu podaję przykład:

W tekście wystraczy np. napisać :

<embed href="ezobject://99999" />


gdzie 99999 wypada zamienić na odpowiedni numerek obiektu (widać go w info o obiekcie).

Można ew. nopisać
<embed href="eznode://99999" />


w tym przypadku 99999 to numerek węzła w którym leży dany obiekt.

Pozrdówka,
Darek

Początek

Rysio ty paskudniku sklep wędkarski otworzyłeś? Teraz po tym artykule młodziany pourywają wszystkie przynęty na karczach i całą kasę na wakacje w sklepie na wirówki przepultają
Szócha bo inaczej być nie może

Początek

Dariusz Żbikowski

Rysiu,

Jak już pisałem artykuły chcemy przenieść "porządnie"! Fajnie, że nam pomagasz. Thx. Jednak malutka prośba... kliknij jeszcze przed opublikowaniem na link "powiązane ryby" i wybierz jaką rybę, jeśli artukuł jej właśnie dotyczy.

Początek

Primum non nocere

Ryszard, nie wiem właściwie, co napisać. Słowa nie mam.....Myślałam, że cos potrafię., ale sprowadziłeś mnie na ziemię. Poradziłaę sobie wspaniale z ujęciem tematu. Niski pokłon- Ewa.

Początek

Ryszardzie - to jest Mistrzostwo Świata. W sposób cudowny przeniosłeś tą historie na drugą stronę barykady...
Pięknie napisane opowiadanie.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Firma "Wszywka" zaprasza producentów odzieży oraz hurtownie dodatków krawieckich do współpracy, patrz: Wszywki i metki żakardowe pragnie zinteresować swą ofertą metek i wszywek odzieżowych również osoby prywatne

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).