Lewe menu

Filtry

Komentarze

Humor»

Ocena: 3,5 Ilość ocen: 3

Zwierzenia

Późnym wieczorem, leżące w łóżkach młode dziewczyny, zwierzają się ze swoich problemów miłosnych.
- Postanowiłam zerwać ze swoim chłopakiem - mówi jedna z nich
- Traktuje mnie jak psa!
- Jest ci tak źle?
- Dziwią się przyjaciółki
- Bije cię? Trzyma cię ciągle przy sobie?
- Gorzej! Wymaga ode mnie, abym mu była wierna.

Zwierzenia
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,7/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Jazgarek

Raz głowili się dzielni wędkarze
skąd się biorą te wstrętne jazgarze?
Sandacz począł je z płocią
bo do płoci czuł pociąg
więc spłodzili jazgarze te w parze.

więcej...

Jazgarek
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,4/5 (7)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Historia "szczupłego", obsesja, epilog. 

Historia "szczupłego", epilog.

Ocena: 6 Ilość ocen: 2Ocena: 6 Ilość ocen: 2Ocena: 6 Ilość ocen: 2Ocena: 6 Ilość ocen: 2Ocena: 6 Ilość ocen: 2Ocena: 6 Ilość ocen: 2  hit
Ocena: 6 
Ilość ocen: 2 
 Ilość wyświetleń: 4665 
Komentarzy: 2 
ID: 9165 
Węzeł: 7550 
Ryszard Siejakowski

Trzecia i zarazem ostatnia część opowiadania o szczupaku olbrzymie. Proza życia codziennego, podsunęła mi pomysł takiego a nie innego zakończenia. Niektórych czytających może ono zaskoczyć, ale przecież i tak też się mogło zdarzyć.

Na majowym niebie, błękit mieszał się z chmurami różnych odcieni, od bieli do granatu, co rusz zmieniając naświetlenie przepływającej rzeki. W zagłębieniu za ostrogą, gdzie promienie słonecznego światła docierały z trudem, majaczyło niewyraźne cielsko olbrzymiego szczupaka. Przytulony do rozległego karcza, czaił się za kolejna ofiarą. Jasne blizny na ciele, były żywym dowodem jego przeżyć. Nawet jemu trudno by było zliczyć i pamiętać, co oznaczał każdy ślad. Minęło już przecież tyle lat, lat niepodważalnego panowania i dominacji. W oczy rzucała się jasna pręga wokół potężnej głowy, tworząc niesamowity kontrast z oliwkowo brunatnym cielskiem. Pamiętał tamten dzień tak, jakby zdarzyło się to wczoraj... Coś pokusiło go, by opuścić swe pielesze i pograsować trochę na płyciznach. Przerażeni mieszkańcy wodnego świata uciekali w popłochu, gdy delikatnymi ruchami płetw pokonywał przestrzenie swego królestwa. W pewnym momencie dostrzegł olbrzymiego leszcza, wykonującego jakieś dziwne szamoczące ruchy. Instynktownie zatrzymał się i przyjął pozycję do ataku. Ciało wygięło się esowato, by po chwili uderzyć z olbrzymią prędkością w ofiarę. Szczęki, uzbrojone w olbrzymie kły, zacisnęły się na leszczu. Gdy robił skręt, by unieść swą ofiarę do kryjówki, jakaś dziwna siła zaczęła otulać jego cielsko, nie pozwalając się wyrwać. W odruchu obronnym, jego ciało, wykonywało gwałtowne ruchy, by się uwolnić z tej dziwnej, elastycznej matni. Nie pomogło. Przez mózg przemknęło skojarzenie, że podobne ruchy wykonywała jego ofiara tuż przed atakiem. Zaprzestał gwałtownych ruchów, gdy dotarło do jego świadomości, że pogarsza to tylko sytuację. Rozwarł szczęki, uwalniając leszcza, częściowo odzyskując swobodę ruchu. Jakaś cienka nić, wpijała się w kark i czuł jak przecina jego mięśnie. Bolało jak diabli, jak nigdy, w jego długim szczupaczym życiu. Musiał coś zrobić by uwolnić się z matni, w którą wpadł. Sprężył swe olbrzymie cielsko i jednym gwałtownym ruchem, w który włożył całą swą energię, potężnie szarpnął. Czuł jak coś pęka i wreszcie był swobodny. Dopiero teraz dojrzał cienka sieć, w której ziała potężna dziura i tuż obok, zmasakrowane ciało niedoszłej ofiary, zmasakrowane jego zębiskami. Uciekł w popłochu do swej kryjówki, długo lecząc rany. Biała pręga na karku, była niemym świadectwem tamtego zdarzenia. Wielokrotnie napotykał na swej drodze takie matnie, ale nauczony doświadczeniem omijał je szeroko.

Był głodny. Od paru dni nie udało mu się złapać żadnej ryby. Po miłosnych uniesieniach kwietniowych z ikrzycami, stracił wiele sił, których nie potrafił zregenerować. Kilka dużych leszczy lub tłustych linów, zrobiłoby swoje, ale nie zapuszczały się w obręb jego kryjówki. Baraszkowały na płyciznach, gdzie woda zdążyła się już nagrzać. Instynkt podpowiadał mu, że tylko tam, może teraz ich szukać. Pusty żołądek domagał się swej racji i głód zmusił go do opuszczenia kryjówki. Gdy wpływał na płycizny, nagrzana majowym słońcem woda, przyjemnie otulała jego ciało. Tutaj koncentrowało się całe rybie życie. Obojętnie przepływał obok rybiego drobiazgu, wyszukując coś bardziej konkretnego, pozwalającego zaspokoić uczucie głodu. Dostrzegł wreszcie dużego leszcza, cierpliwie wydłubującego coś z dna. Podpłynął wolno i zajął pozycję do ataku. Napięte mięśnie i nerwy, były gotowe do wykonania gwałtownego skoku. I wtedy poraziło go coś, z czym się nigdy nie spotkał. Potworne uderzenie przeszyło go od pyska do ogona. Odrętwiałe ciało nie było zdolne do wykonania żadnego ruchu. Po chwili drugie, jeszcze mocniejsze, zmąciło jego umysłem, pozostawiając tylko resztki świadomości. Był całkowicie bezsilny. Essox Lucius, duma szczupaczego rodu był bezwolną kłodą, unoszoną prądami wody. Coś się do niego zbliżyło i wytaszczyło go z wody, brutalnie wyrzucając na brzeg. W ostatnim przebłysku świadomości, zdołał dostrzec przedmiot zbliżający się do jego głowy. Trzask pękającej czaszki, eksplozja bólu i ciemność....

Na brzegu rzeki, dwie postacie, wykonywały dziwne ruchy, nad cielskiem olbrzymiego szczupaka. Obok leżał agregat prądotwórczy, cynicznie nazywany przez nich, wędką elektryczną.
-Teee, Maliniak. Udało się. Wreszcie dorwaliśmy tego gnojka, co nam kiedyś poszarpał siatkę. Puściliśmy mu bzyka i pierdzielone bydle, nie wytrzymało "elekstryczności". He, he, he.....
Nazwany Maliniakiem, odrzucił na bok, zakrwawione stylisko od siekiery i strzyknął śliną przez zęby.
-Nie pierdziel Gienek po próżnicy, tylko skocz do bryki po worek. Jeszcze się nam tu napatoczy jakiś SOP-owiec czy "strażak" z PSR-u i bydzie popelyna. Trzebno się zwijać z bydlątkiem.
-Gienek, coś Ty? Cykor Cię obleciał? Oprócz tych głupoli wędkarzy, tu nikt nie zachodzi. Pamiętasz tego ciula, co wczoraj złapał sandała. Taka ładna piątka a on ja wpuścił do wody. Wiesz, ile siana byśmy za niego dostali w restauracji? Takich to powinni wieszać za jajca na gałęzi. Tylko interesa psują.
-Leć po woras Maliniak. Licho nie śpi. Napatoczy się jakiś ćmol, i diabli wezmą szczupłego i bzyka.
Smutny facet w beretce i nieodłącznym kiepem w kąciku ust, pomaszerował do stojącego na skarpie samochodu. Z bagażnika wyjął jutowy worek po ziemniakach. Po chwili wspólnie załadowali do niego, sztywne już ciało szczupaka. "Elektryczna wędka", opakowana w foliowa torbę, znalazła "swoje" miejsce pod fotelem. Na ironię zakrawały dwie toporne wędki, spoczywające w samochodzie. Zasłona dymna przy ewentualnej kontroli.
-Gienek i co zrobimy z takim olbrzymem? Tego drewna nikt nie kupi. Do żarcia się nie nadaje. Nawet Józek z restauracji go nie weźmie. Zawsze mówił, że go interesują szczuble i sandały, takie do trzech kila. A toto, ma ponad dwudziechę.
-Nie bój żaby. Jest klient i zapłaci więcej niż Józek. Dużo więcej.
-Pierdzielisz! Kto?
-Pamietasz tego gostka od "mesia", co wyglądał jak by, co dopiero wyszedł ze sklepu wędkarskiego. Taki z niego wędkarz jak z koziej dupy trąba. Ciuchy jak z żurnala. Wędki po parę "tysiaków" a łowi okonki jak palec. Jak złowił kilowca to cała wiocha słyszała jak się darł. Jak zobaczy to cudo, to zdrowo szastnie mamoną. Takie typy, aby zaimponować swoim nowobogackim kumplom, gotowi są na wszystko.
Po kilku chwilach, nadrzeczny łęg opustoszał. Tylko ślady śluzu na trawie, przemieszane z krwią, były niemym świadectwem tragedii, która się tu rozegrała.
Następnego dnia regionalne gazety i stacja telewizyjna, zamieściły reportaże ze "szczęśliwym łowcą". Wieść o złowieniu olbrzymiego szczupaka odbiła się gromkim echem. Łowisko zaroiło się od chętnych do powtórzenia "sukcesu".

W ciemnościach rzecznej głębi, wśród olbrzymich karczy, pojawił się nowy lokator. Nie był zbyt duży. Ot taki sobie pięciokilowiec. Ale miał dobre geny odziedziczone po ojcu, który nie wiadomo gdzie zniknął. Bo przecież ryby nie czytają gazet a tym bardziej nie oglądaja telewizji, aby się dowiedzieć, co się stało z poprzednim władcą....

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Ryszardzie - ten tryptyk powinien być obowiązkowa lekturą adeptów wedkarstwa, przed uzyskaniem przez nich karty wędkarskiej...
Za to opowiadanie osobiście Ci dziękuje...ta ryba naprawdę jest dla mnie ważna...

Początek

Primum non nocere

Genek powraca....tym razem u Ciebie, Rysiu. Ale to bydlę "wędkarz" chyba jeszcze gorsze! Smutek.......

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Producent wszywek, metek, etykiet. Zobacz: Metki Firma "Wszywka" zaprasza!

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).