Left menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4 Ilość ocen: 2

Szminka

Powracającego późnym wieczorem do domu męża wita żona z wałkiem.
- Ty łajdaku, masz na twarzy szminkę!
- To nie szminka, to krew. Potrącił mnie samochód.
- No... masz szczęście.

Szminka
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Na rurze

W czasie 1,5 roku pobytu....

więcej...

Wycieczki.
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/JEDEN TAKI DZIEŃ W ŻYCIU 

JEDEN TAKI DZIEŃ W ŻYCIU

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 2527 
Komentarzy: 0 
ID: 70855 
Węzeł: 48241 
Zbigniew Kutyła

Sam już nie wiem, czy nie zdażyło się to jedynie w mojej głowie.

Każdy ma jakieś marzenia. My wędkarze szczególnie? Trochę tajemniczo zacząłem. Poukładam, więc to w całość.
Komu ulubiona piosenka brzmi kiepsko? Kto kręci się po domu nerwowo, wygląda często przez okno, zupę ma przypaloną, a kawior smakuje mu jak mydliny?(śmiech) Wędkarz, dzień przed wyjazdem na upragnione ryby.

Mój wyglądał podobnie. Była sobota, a jutro ten wymarzony wypadzik. Bałem się go jak diabli. Powód? Ostatnio właśnie w dni wolne od pracy padało, było zimno i oczywiście ryba nie żerowała. Ala ta niedziela miała być inna od wszystkich. Przez całą sobotę świeciło słoneczko, nie było na niebie chmurki. Musiałby przejść tajfun, aby to zmienić.

No, jak się okazało niekoniecznie. Włączyłem meteo, aby zobaczyć jakie ciuchy przygotować. Gdy zobaczyłem pół Polski (moje pół), w ciemnym kolorze, nie mogłem uwierzyć. Deszcz jutro, to nieprawda. Przecież zostało tylko kilkanaście godzin. Była 18 00. Wszystko spakowane, pinki zabezpieczone podwójnie(wiadomo-lodówa), wędki uzbrojone... No właśnie, wszystko przygotowane, plus samochód pod klatką. Samochód pod klatką?

To mogło znaczyć tylko jedno. Szybkie nerwowe ruchy i zdawkowe... „To ja sobie dzisiaj skoczę na staw. Jutro ma padać, to odpuszczę” Żona, lekko zaskoczona sytuacją, nie wypowiedziała zaklęcia... „Jak to, przecież dzisiaj mieliśmy...”

Zdania nie usłyszałem, więc po 5 minutach siedziałem już w samochodzie, a za 20 byłem na miejscu. Szybki sms(do przyjaciela) i jazda.
Rozmowa z wędkarzami była niepotrzebna. Nikt, nic nie złowił. Nieciekawie. Ale ja to co innego, pocieszałem się w myśli. Pewnie za kilka minut coś przygnie szczytówę, albo, jak to robią czasem duże leszcze, ją wyprostuje. Tego dnia nie opuszczał mnie optymizm, zwłaszcza, że po drodze zobaczyłem na rejestracjach samochodów 3 razy numer 36. To taki mój znak - amulet. Często, gdy się ma coś ciekawego wydarzyć, pojawia się ta liczba. Nadzieja połączona z magią, to wielka siła. Zwłaszcza dzisiaj. Jak jakiś nawiedzony.

Pierwsza wędka zarzucona w momencie, ułożona na podpórkach. Naprężam żyłkę, aby nie zwisała luźno i mam problem. Kręcę korbką, ale to nic nie daje. Żyłka luźna. Tak płytko? Przecież to nie może być prawda!!!

Liczba 36 przewija się w myśli i... zacinam! O „psia jucha”, kołowrotek nie pracuje(czyt.- nie oddaje żyłki), wędka trzeszczy, podbierak w piwnicy. W ułamku sekundy reguluję hamulec i szpula przygrywa melodyjkę miłą dla każdego ucha. Nogi zaczynają się uginać i dociera do mnie powaga sytuacji. Bez podbieraka będzie ciężko, co nie znaczy, że się nie da. Honor nie pozwala zawołać wędkarza z sąsiedniego stanowiska. Właściwie, to nie tak. Jest to już trzeci wyjazd bez tego przedłużenia ręki. Pięknie jest wyholować rybę jedynie przy pomocy wędziska i chwytu dłonią. Taka dodatkowa adrenalina. Jeśli się nie uda, brawo dla przeciwnika. Jak będzie dzisiaj?
To do roboty. Skupienie i amortyzacja odjazdów. Co to może być? Duży leszczor, lub mniejszy karpik. Stawiam na tego drugiego. Nie jest łatwo go sprowadzić w okolice brzegu.

Podbierak? – słyszę z tyłu od faceta z... podbierakiem. Kurna, jak on tu podszedł i co mu odpowiedzieć. Szybka decyzja; nie, dzięki! Miałem nadzieję, że odejdzie. Nic z tego. Niech tylko spróbuje mi mówić, co mam robić. Nad Chańczą miałem takiego podpowiadacza i go posłuchałem. Błąd. Tu nie ma o tym mowy.

Panuje cisza i dobrze to świadczy o „koledze” Nie, musiał się odezwać. Wypsnęło mu się: duży To po tym jak zobaczył płetwę grzbietową sporego leszcza. Przecież widzę, że nie płoteczka – pomyślałem. Ryba zbliżała się do brzegu. Teraz tylko dobrze ją złapać, pod skrzela. Tak mówi teoria, zresztą już sprawdzona.

Obserwator zaklął. Czy nie ze złości? Na co? – słyszę pytanie. Na dwie pinki – króciutko. No, ale niesamowity fart - słyszę. Zabić faceta? Co on może wiedzieć o magii!

Wiem, że to największy leszcz w moim życiu. Ile może mieć? Przystawiam do ręki. Do łokcia mam 46 cm, a moja zdobycz wystaje dużo dalej. Daję mu na równo 60 cm. Potem go zmierzę. Przygląda mi się dwóch wędkarzy. Zachowuję się normalnie, chociaż chciałbym sobie pokrzyczeć. Nie wypada. Wydaję ciche „jessss” i do roboty. Może to nie koniec dobrej passy? Nabijam koszyczek i rzucam, niestety w całkiem inne miejsce. Powinienem ściągnąć, ale zostawiam. Potem to zrobię, przecież muszę zarzucić drugi zestaw. Lubię, jak obie są „czynne” Wtedy dopiero myślę nad taktyką, zmieniam wiele rzeczy. Podnoszę właśnie tą drugą i... rzucam na ziemię. Gdyby ktoś to obserwował, pomyślałby, że mnie oparzyła. A jaka była przyczyna? Brawo. Jedynka spadła z podpórki, sprężynując niesamowicie. Ale byłem czujny. Zdążyłem zaciąć. Sprawa ma się podobnie, jak wcześniej. Wygięcie podobne, hamulec ustawiony, muzyka leci. Trrrrrrrr, czy jakoś tam. Ważne, że pracuje. Kątem oka widzę „kolegę” Nie dochodzi. Zły? Mam rybę blisko brzegu, Okazuje się nią karpik, coś około 40 cm. Chwyt i do siatki. Dzisiaj uzupełnię puste miejsce w zamrażalniku. Zrobiło się go sporo przez całą zimę. Zaczyna je zajmować mięcho. Nie mogę do tego dopuścić. Czy ja te wszystkie ryby zjadłem? Chyba pomogła rodzinka, bliższa i dalsza? Uśmiecham się do siebie i chwalę decyzję podjętą w domu. Dzień, jak z powieści.

Co robić dalej? Z premedytacją zarzucam wędkę, która jeszcze nie była dzisiaj używana. Na niej czerwony i pinka, tzw. kanapka. Ładuję zanętę do koszyczka, rzucam i nic się nie dzieje. Drugi zestaw też ląduje w wodzie. Idę do samochodu po leżak i inne rzeczy. Nawet nie patrzę na wędki, bo wiem, że nie wolno przeginać. Nie jestem Harry Potter. Mam wszystko, odwracam się i widzę rzeczy jak z horroru. Obie wędki wygięte w pałąk. Czasu na podjęcie decyzji mało. Wybieram oczywiście tą z "czerwonym" Zacięcie, wisi. Wędzisko wygięte, „kolega” niby odwrócony, ale kątem oka obserwuje. Druga wędka wyprostowana, żyłka luźno, co robić?

Jest wyjście. Przerzut do lewej ręki i zacięcie prawą drugiej. Tu też wisi. Raz byłem w podobnej sytuacji, ale na jednej wędce ryba się spięła. Tu są na obu.

Robię rzecz ciekawą. Tą z prawej wkładam pod łokieć, opieram na dłoni i kręcę lewym kołowrotkiem. Nie jest to genialne, ryba szarpie, jest nieciekawie. Wołam podglądacza.

Jeśli ją wyjmiesz jest Twoja – mówię. Pozwoliłem sobie na Ty, chociaż jest starszy. Ale ja... wiadomo czarodziej. Mam dwie rybki, a może będzie trzecia? Przyjemnie tak postąpić. Czuję się spoko. On zajęty swoją, ja swoją. U mnie znów pojawiła się spora płetwa leszcza i za kilka minut 60-tak był w siatce. „Kolega” jeszcze trochę powalczył i pocieszył się leszczem około 50 cm. Wyjął go podbierakiem. Skąd on go miał? (śmiech) Nie bardzo chciał wziąć, ale w końcu to zrobił. Ulżyło mi.

Na koniec dodam, że przez trzy godziny nie miałem już brania i gdy się ściemniało złożyłem sprzęt. Odczuwałem jeszcze coś na kształt niedosytu, ale taki już jestem. Jeszcze jedno. Na drugi dzień(nie padało) wylądowałem znów w tym samym miejscu, ale brania nie stwierdziłem.
Również na rejestracjach nie było numeru 36.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Open source ERP i CRM - Odoo (dawniej OpenERP)

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).