Lewe menu

Filtry

Komentarze

Artykuł - Słowa to piękne i niebezpieczne narzędzie...Piękne słowa Bardzo dobre (5)

Humor»

Rating: 4 Reviews count: 54

Dom wariatów

Dom wariatów, lekarz siedzi na dyżurce, wokół sajgon, szaleńcy wchodzą sobie na głowę, wydzierają się, bija się, kompletny odjazd, skaczą po łóżkach, jedzą karaluchy, rzucają się poduszkami. Nagle do lekarza podchodzi taki najbrudniejszy. Koszula - ścierwo, pazury czarne, tłuste włosy, na nogach podarte kapcie, nieogolony, sińce pod oczami. Lekarz na niego patrzy i mówi:
- A co to takie piękne do mnie przyszło? Małpka?
Facet nic.
- A może napoleon albo książę?
Facet nic.
- A może to taki piękny przybysz z obcej planety nas odwiedził?
Facet na to:
- Panie, kurwa, ogarnij Pan ten sajgon, bo mi tu kazali internet podłączyć!

Dom wariatów
  • Currently 4 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,1/5 (54 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Hyde Park»

LA PESCA EN EL MAR

¡Mirad!, ya la tarde fenece...La noche en el cielo Despliega su velo
Propicio al amor.La playa desierta parece;Las olas serenas
Salpican apenas Su dique de arenas,Con blando rumor.

Del líquido seno la luna Su pálida frente Allá en occidente
Comienza a elevar.No hay nube que vele importuna
Sus tibios reflejos,Que miro de lejos Mecerse en espejos
Del trémulo mar.

more...

LA PESCA EN EL MAR
  • Currently 1,5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 1,7/5 (9 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Krótka historia z gumowcami w tle.... 

Krótka historia z gumowcami w tle....

Ocena: 5,44 Ilość ocen: 3Ocena: 5,44 Ilość ocen: 3Ocena: 5,44 Ilość ocen: 3Ocena: 5,44 Ilość ocen: 3Ocena: 5,44 Ilość ocen: 3Ocena: 5,44 Ilość ocen: 3
Ocena: 5,44 
Ilość ocen: 3 
 Ilość wyświetleń: 5820 
Komentarzy: 4 
ID: 79253 
Węzeł: 55819 
węgorz

Było późne lato, a w zasadzie początek ciepłej jesieni, drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych. Byłem młody i głupi, jak potocznie się mówi o nastoletnim wieku, jednak wtedy dla mnie najważniejsze było zjawisko zwane wędkarstwem.

Na kolejną wycieczkę wędkarską z moim macierzystym kołem PZW, zapisałem się bez chwili wahania. Nie byłem osamotniony w działaniu, gdyż kilku innych kumpli zatęskniło za wyjazdem „nie wiadomo gdzie w Polskę”. Ówczesny zarząd mojego koła delikatnie mówiąc, „lubił wypić”, dlatego na pierwsze oznaki ich aktywności nie trzeba było długo czekać. Charakterystyczne stukanie kieliszków i woń marynowanych śledzi (czytaj: 1-szy stały punkt programu) rozchodziła się po całym autokarze, co bezsprzecznie świadczyło o zakończeniu sprawdzania obecności i gotowości ekipy do wyjazdu. Podróż minęła bez większych zakłóceń, nie licząc kilku przystanków „na toaletę”. Naszym celem było pojezierze gorzowskie i pogrom, rzekomo wielkich leszczy i węgorzy. Prezes co roku opowiadał o uklejach masowo udających się na tarło i podążających za nimi węgorzach. Aż miło było posłuchać, pomarzyć... szkoda, że tylko tyle J. Z góry wiedzieliśmy o lokalizacji naszej wyprawy, więc po przestudiowaniu prasy wędkarskiej byliśmy przygotowani na każdą rybę (a przynajmniej tak nam się wydawało). Po przybyciu na miejsce zaistniały pewne trudności (czyt. 2-gi stały punkt programu) w stylu: nie wiemy (organizatorzy) jak tam dojechać, brzegi są niedostępne, zupa za słona itp. itd. Po załatwieniu formalności u gospodarza innego łowiska jedziemy byle gdzie (czyt. 3-ci stały punkt programu), byle by mokro było... Jesteśmy na miejscu czyli byle gdzie, a każdy niczym w transie biegnie nad wodę jak przysłowiowy „pies za suką”. Pierwsze wrażenia jak najbardziej pozytywne, tylko coś ludzi wcale...przepraszam jest jeden wędkarz. Pomyślałem, że pewnie kumple pojechali po „paliwo” bo na horyzoncie widzę 8 wędek postawionych na sztorc, więc postanawiam ugasić swoją ciekawość i podchodzę zapytać. Pan wędkarz wygląda na typowego Słowianina, ale odpowiada, że wędki jego, i postawione na węgorza, i tak się tu łapie, i żebym się nie interesował, a przypięta do paska finka skutecznie zamyka mi usta. Rozbijamy się jak najdalej od Ośmiokijowca i zaczynamy pojedynek z leszczami. Niestety biorą tylko „żyletki” i tak dzionek kończy się przepięknym zachodem słońca. Porażka z miedzianymi patelniami nie pozostawia nam wyboru. Gruntówki z rosówkami lecą w jeziorną otchłań w poszukiwaniu „wężokształtnych”. Nic się nie dzieje, tylko wczesnojesienna noc daje się we znaki. Na szczęście wśród ekipy są zapobiegliwi „konserwatorzy”. Chłopakom się nie odmawia, więc jeden głębszy goni następnego i powoli już nie tylko ognisko ogrzewa moje ciało i ducha. Ponton odwrócony dnem do góry świetnie służy za łóżko wodne i w zasadzie nic nie jest w stanie przeszkodzić mi w błogim śnie... a śni się, śni...Ja i jezioro, błyszcząca tafla wody, w której przegląda się księżyc i przepiękne węgorze. Są tak duże, że nawet we śnie wydaje mi się to nierealne, ale niech trwa on jak najdłużej...
- Młody..., młody..., młody wstawaj do ch..a!
Jakiś potworny głos zbliża się w moim kierunku i nie pozwala mi dłużej cieszyć się sennymi marzeniami. Jeszcze kilka nawołań i jest tuz blisko mnie, a jeśli to Ośmiokijiowiec!? Ta straszna myśl odciąga mnie od mojej idylli i każe podnieść powieki. Uff, to tylko Antek (czyt. organizator), tęgi gość o srogim spojrzeniu, chwiejnym krokiem zbliża się do mnie i każe natychmiast wstawać.
- No dalej idziemy!
- Ale...o co..., o co...chodzi – pytam w półśnie ledwo podnosząc się z mego łoża.
-Zaraz się dowiesz, a teraz za mną!
Potykając się o rozmaite korzenie, brnę niczym spragniony na Saharze wyczekując finału tej udręki. Powoli dochodzi do mnie, że zbliżam się w okolice pomostu, na którym łowił jeden z kolegów „konserwatorów”. Obok pomostu stoi Heniu (kolejny organizator) wyczekując Antka... i mnie, kompletnie nie mogącego odnaleźć się w tej chaotycznej sytuacji.
- Czyje to sznurówki? – pyta stanowczo Antek.
- S...słucham? – mruczę pod nosem
- Pytam czyje to sznurówki? Twoje? – ponawia jeszcze bardziej podenerwowany organizator.
- Aaa...ale jja jestem w gumowcach i nie mam żadnych sznurówek! – odbełkotałem z trudem.

gumowce

W tym samym momencie obaj organizatorzy uderzają we mnie potężną salwą śmiechu, po czym Heniek dodaje:
- Chodź Antek, to nie on, nie widzisz? Przecież on nie jest nawet w stanie... Rano się dowiemy. A ty młody lepiej idź dalej spać i nie wpadnij nam tylko do wody!
Słyszę oddalających się w śmiechu amatorów „gorzkiej wody”, a sam podchodzę do pomostu. Stoi tam zapalona świeczka, obok wiadro z wodą, w której pływają jakieś dziwne kształty. Podchodzę bliżej i widzę trzy, a może cztery trzydziesto-parę centymetrowe węgorzyki i łapię się za głowę na myśl o gafie, jaka przed chwilą opuściła moje usta. Rano okazało się, iż ów „konserwator” złowił 4 niewymiarowe węgorze i bardzo chciał się nam pochwalić swym wyczynem. Niestety „płyn konserwacyjny” zmógł go na tyle, że udał się do autokaru. Los jednak chciał wynagrodzić mi nocną kompromitację. Porę śniadaniową przerwało nam daleeeeeeeeko niosące się po tafli K.....a mać! a tuż przed tym huk, uderzającej o klapę bagażnika autokaru... głowy „konserwatora” :). Rezultatem wyprawy były kosze pełne grzybów, małe leszczyki, nieszczęsne węgorzyki, drwiny z „władcy sznurówek” i boląca głowa „konserwatora”. Matka przyjęła mnie z otwartymi ramionami, jakbym wracał z misji pokojowej w Iraku, a mi pozostały zabawne wspomnienia i chętka na kolejną wyprawę z wesołym (czyt. zorganizowanym) kołem PZW. A było ich jeszcze kilka, ale to już inna bajka...

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
kleniozaur

Bardzo fajne opowiadanko, przywołalo wspomnienia wypraw z moim kołem i jego'' stara gwardia''( moimi guru) .He he zabawne czasy,ale się człowiek naogladał mistrzów w akcji pozdro

Początek

Przypomina mi się kawał.
W pewnym kole planują coroczny wyjazd autokarowy.
- Weźmiemy po flaszce... – mόwi jeden z organizatorόw.
- A pamiętasz, jak zeszłym razem wzięliśmy po flaszce, to nam wędki pokradli – ostrzega drugi.
- To nie weźmiemy wędek, za to weźmiemy po dwie flaszki – odpowiada pierwszy.
- A pamiętszasz, jak dwa lata temu wzięliśmy po dwie flaszki, to nam autokar ukradli – przypomina trzeci.
- No to nie weźmiemy wędek, weźmiemy po trzy flaszki i nie będziemy wychodzić z autokaru.

Niestety, czasem bywa tak, jak opisałeś. Ten wyjazd jest karykaturą organizowanych wyjazdόw. Na szczęście nie wszędzie tak to wygląda. Są dobrzy organizatorzy. Dużo zależy od Koła. I rada jest na to jedna, wybrać odpowiednich ludzi do Zarządu Koła. Inaczej się tego nie zmieni i pozostanie gumofilcowo.

Pozdrawiam
Andrzej

Początek

Fajnie opisana Historyjka

Pozdro

Początek

Tomasz Torba

Bardzo fajne wiecej takich ... Bardzo dobrze napisany i extra sie czyta....
Pozdrawiamy mocno Marek i Tomek...

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: CMS

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).