Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Wobler

Zdzichu i Janek poszli na sumy , po chwili:
- koledzy! ratujcie!Zdziśka, wobler przygniótł.

Wobler
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Sezon

No i zaczęliśmy,
Sezon na szczupaka,
Kto żyw za kij chwyta,
Heja na biedaka,

więcej...

Sezon
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Mamo! Usmaż mi rybę! 

Mamo! Usmaż mi rybę!

Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1  hit
Ocena: 6 
Ilość ocen: 1 
 Ilość wyświetleń: 4182 
Komentarzy: 1 
ID: 48910 
Węzeł: 29337 

Dawno, bardzo dawno temu wybraliśmy się razem, to znaczy ja, żona i nasz, wówczas pięcioletni syn, Jarek, na wczasy, nad jezioro Tajty. Mieszkaliśmy, jak wszyscy inni wczasowice, w wygodnym, dwupokojowym domku kempingowym, wyposażonym w kuchenkę i lodówka. Domki stały nad samym brzegiem wody. Na upartego z niektórych okien można było zarzucać wędki i łowić ryby nie wychodząc za drzwi.

.

Zaraz pierwszego ranka – żona jeszcze spała – wyszliśmy z Jarkiem na ryby. Chłopak, podniecony moimi opowieściami w czasie podróży, co też to na tych wczasach będziemy robić, nawet nie ociągał się, jak zwykle, ze wstawaniem. Uzbroiłem chłopcu leciutką półtorametrową, teleskopową wędeczkę z małym Mitchellem, zarzuciłem do wody i powiedziałem:

- Widzisz spławik ? Widzisz. Kiedy zacznie drgać i tonąć, szarpnij wędką i kręć korbką.

Malec z wypiekami na twarzy i z ogromnym podnieceniem wziął do ręki wędkę i zastygł w pełnym napięcia oczekiwaniu. Ja opodal zabrałem się do montowania swojego kija. Po pewnej chwili kątem oka zauważyłem, że Jarek poderwał wędkę i z okrzykiem – mam rybę! – zaczął kręcić korbką kołowrotka. Rzeczywiście, z wody wyłoniła się kilkunastocentymetrowa płoteczka i trzepocząc się, już na brzegu spadła z haczyka. Jarek kocim skokiem rzucił się na nią, złapał w obydwie ręce i z wrzaskiem, który chyba zbudził wszystkich wczasowiczów: - Mamo, mamo, złapałem rybę! – pognał do domku.

Matka, która była raczej nieczuła na nasze wędkarskie ciągoty, otworzyła jedno oko i jeszcze śpiąca, dość obojętnie odniosła się do pierwszego, wędkarskiego sukcesu syna.

- Dobrze, dobrze – odrzekła – idź łapać dalej – i odwróciła się na drugi bok. Ale Jarek był nieustępliwy:

- Mamo, usmaż mi rybę! – wykrzyknął, szarpiąc za kołdrę i podtykając matce pod nos płotkę.

Matka, która raczej nigdy nie była entuzjastką kuchennych obowiązków i na wczasach zawsze w całej pełni korzystała z dobrodziejstw stołówki wczasowego ośrodka, do nalegań syna odniosła się zdecydowanie negatywnie:

- A dajże mi spokój – odparła z oburzeniem – jeszcze tego brakowało, żebym na wczasach zajmowała się garami!

Niepocieszony Jarek uderzył w płacz i szlochając, z płotką w ręku wyszedł na ganek. Z sąsiedniego domku wyjrzała, zaintrygowana płaczem chłopca, młoda pani Małgosia. Podeszła do Jarka i kucając koło niego spytała:

- Co się stało Jareczku ? Czemu płaczesz ?

- A-a, bo-ja-zła-złapałem rybę – jąkając się od płaczu wykrztusił chłopiec.

- No to powinieneś się cieszyć, a nie płakać – wtrąciła pani Małgosia.

- Ale mama nie chce mi jej usmażyć – łkał dalej Jarek.

- Nie płacz, Jareczku, ja ci tę rybkę usmażę – zlitowała się dziewczyna, która już w czasie długiej podróży zaprzyjaźniła się z Jarkiem. Uszczęśliwiony chłopiec, siąkając jeszcze nosem i wycierając go rękawem podreptał za panią Małgosią do jej kempingu i po półgodzinie wyszedł zadowolony z parującą rybką na talerzu.

Matka, która tymczasem, wybita ze snu, zdążyła już wstać, wybrała synowi ości z ryby, nie szczędząc mu jednak przy tym kazania, że zawraca wszystkim głowę. Ten jednak nie dał się przekonać i po zjedzeniu płotki wrócił na brzeg.

Trzeba trafu, że mnie wtedy nic nie brało, ale Jarek po niedługiej chwili złowił jeszcze jedną płotkę i z triumfalnym okrzykiem „Mam rybę!” pognał prosto... do pani Małgosi. Ta zdetonowana takim obrotem sprawy (zanosiło się bowiem, że będzie cały dzień patroszyć i smażyć po jednej rybce), ale nie chcąc sprawić chłopcu przykrości, jakoś mu przetłumaczyła, że nie opłaca się smażyć każdej rybki oddzielnie.

- Nałap, Jarku, więcej rybek, wtedy ci wszystkie usmażę i będziesz mógł poczęstować mamę, która jak spróbuje takich smaczności, to na pewno będzie ci je smażyć – dodała przewrotnie. Jarek dał się przekonać i wrócił nad wodę.

Mnie dalej szczęście nie dopisywało. Zresztą na haczyku miałem grubszą przynętę, aby jej drobnica nie ruszała. Za to Jarek co kilkanaście minut wyciągał z wody a to płoteczkę, a to okonka, podskakując przy tym z radości. Oczywiście pomagałem mu zakładać przynętę i zarzucać zestaw do wody.

Kiedy wreszcie zgłodniali poszliśmy na spóźnione śniadanie, Jarek po drodze zaniósł pani Małgosi swoją zdobycz.

- No to dała się pani wrobić – stwierdziła żona.

- A, bo on był taki nieszczęśliwy, płakał i było mi go bardzo żal – uśmiechnęła się młoda pani.

Usmażyła Jarkowi złowione ryby i robiła to jeszcze chyba przez dwa dni. Bo Jarek złapał wędkarskiego bakcyla i codziennie rano szedł z tatą na ryby. Ale kiedy na trzeci dzień pani Małgosia usłyszała okrzyk: „Mam rybę!” – chyłkiem dała dyla z domku i poszła na całe przedpołudnie do lasu na jagody. W następne dni też starała się znikać z pola widzenia Jarka, który niepocieszony, za czyjąś radą oddawał rybki kotu, dyżurującemu zazwyczaj przy stołówkowej kuchni, ale teraz zwabiony niebywałą okazją pętał się z podniesionym ogonem wzdłuż brzegu, w pobliżu chłopca.

Tata cieszył się, że będzie miał kumpla na wyprawy wędkarskie, ale kiedy Jarek podrósł, nadeszła era komputerów i ten kolejny bakcyl owładnął chłopcem całkowicie i już na zawsze, ponieważ na studiach zdobył zawód elektronika-informatyka.

HJ

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
Primum non nocere

Piękne opowiadanie. tyle w nim miłosci do syna, dumy z niego, wspólnej, wędkarskiej pasji, która targa sercem ojca i włascie zaczyna brać w posiadanie serce syna.. Przeciez to marzenie każdego faceta: póść z synem na ryby, dzielić się znim tą miłościa, zarazą, bakcylem... Szczęściarz z Ciebie, Hil! Ja- choć nie facet- tez przeżywałam takie chwile wędkując z moim synem. Dziś- podobnie jak Twojego- złapał go komputer, nieco wcześniej- bractwo rycerskie.. ale jeszcze od czasu do zcasu wyskakujemy razem. Zawsze natomiast "przesłuchuje mnie" po powrocie z ryb: co jak gdzie, na co... Ciągnie wilka do lasu.... SZkoda tylko, że .. pzrepraszam, to już nie wchodzi w zakres oceny!

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Fundusze ETF na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie Fundusze ETF: ETF.COM.PL Analizy, ranking, aktualności, informacje, ryzyko, regulacje prawne, wydarzenia w Polsce i na świecie, rynek giełdowy, podstawy i zasady inwestowania.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).