Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Wobler

Zdzichu i Janek poszli na sumy , po chwili:
- koledzy! ratujcie!Zdziśka, wobler przygniótł.

Wobler
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Sezon

No i zaczęliśmy,
Sezon na szczupaka,
Kto żyw za kij chwyta,
Heja na biedaka,

więcej...

Sezon
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Szczupak

Ocena: 5,29 Ilość ocen: 7Ocena: 5,29 Ilość ocen: 7Ocena: 5,29 Ilość ocen: 7Ocena: 5,29 Ilość ocen: 7Ocena: 5,29 Ilość ocen: 7Ocena: 5,29 Ilość ocen: 7
Ocena: 5,29 
Ilość ocen: 7 
 Ilość wyświetleń: 5136 
Komentarzy: 7 
ID: 21338 
Węzeł: 14723 
Krzysztof Komoszka

Nigdy nie wiadomo jak skończy sie dzień jednak zawsze warto być cierpliwym do jego końca bo wydarzyć może się coś, na co od dawna czekamy.

- Dzień dobry! I jak biorą, na co Pan łapie? Zapytałem. – Na kolację. Odburknął jegomość z papieroskiem w ustach i skrzywił się przy tym wymownie. To chyba ta kolacja licha będzie, pomyślałem, gdy dojrzałem pustą jeszcze siatkę. Uśmiechnąłem się w myślach i poszedłem na swoją rafkę. To miejsce pokazał mi kiedyś dziadek. Na klatkach przy jednej ze starych rozmytych tam czas i woda utworzyły rafę. Dojść do niej bez woderów nie sposób nawet przy niskiej wodzie. Stąd niemal zawsze jest pusta.
O tym miejscu zawsze krążyły legendy. A to o wielkim karpiu, co szedł wzdłuż brzegu i wszystkim rwał zestawy, a to o sumie długim jak wiślana pychówka, nie wspominając o ogromnych szczupakach bijących w spławiki i w ryby holowane na cieniutkiej dziesiątce, która pękała po ataku zębatego zbója.
Z rafki rozciąga się widok na całą odnogę Wisły utworzoną wzdłuż opaski, za którą pracowity nurt naniósł piaszczystą wyspę. Wyspa z biegiem czasu urosła. Pokrył ją gęsty las wikliny. Tamki i opaska zostały porozrywane przez wysoką wodę. Utworzyły się liczne przelewy, na których grasują bolenie.
Jest też z niej widok na brzeg, na którym siedział spotkany jegomość z petem w stale rozwartych ustach. To jeden z tych, co o wodzie i rybach wiedzą wszystko najlepiej, a brak ryb w siatce zwalają na pogodę, wydry i całą resztę. Gruba żyła, wielki spławik, a na haczyku spoczywający w mule robal są gwarancją tego, że jak weźmie, to coś konkretnego. Niestety ciągle wieszają się im jazgarze i małe okonki, które jako chwast lądują w krzaczorach.

Gość w aurze dymu siedzi prawie nieruchomo. Jedynie, co kilkanaście minut wrzuca do wody garść pęczaku na zanętę. Przypomina trochę przyczajoną czaplę z wiecznie pustym żołądkiem, która potrafi sterczeć na brzegu godzinami w bezruchu.

Pochłonięty przygotowaniami do wędkowania nie wiedziałem, że gość z papieroskiem mnie obserwuje. Zmontowałem spinning. Do agrafki przypiąłem miedzianą wirówkę Balzer Colonel i ukradkiem podszedłem do przelewu utworzonego na rozmytej tamce powyżej mojej rafki. Pierwsze rzuty w wiry nie dały rezultatu. Zmieniłem taktykę. Posłałem przynętę w kierunku napływu i na lekko napiętej żyłce pozwalałem wirówce wykonać resztę pracy. Na efekty nie musiałem długo czekać. Po trzecim przepływie na wędce poczułem szarpnięcie. Zaciąłem. Ryba poczuwszy opór zaczęła uciekać. Z razu pod prąd, a za chwilę w dół odnogi. Po krótkim holu całkiem ładny kleń błysnął ciemnym srebrem u moich stóp. Patrzył na mnie swoimi złotymi oczami, które mówiły wszystko.

Zmęczoną rybę odhaczyłem zmoczoną ręką i po chwili, gdy odzyskała siły puściłem do wody. W tym momencie usłyszałem z drugiego brzegu. - I co ładny był?
- A taki ze 35 cm. Odparłem zdawkowo. – To kolacja już jest? Zapytał jegomość z petem. – Nie. Odparłem. – Ja ryby wypuszczam. W tym momencie gość zamilkł, tylko mruczał coś pod nosem.

Zająłem się wędkowaniem. Kolejne rzuty przyniosły kolejne ryby. Kilka kleni, bolenia i małego szczupaczka. Miałem też potwornie mocne branie. To chyba był, boleń, ale nie udało mi się zaciąć ryby. Może to był jeden z potworów z opowieści? Uśmiechnąłem się na myśl o tych wszystkich niezłapanych rybach, które być może jeszcze gdzieś tutaj pływają. Z marzeń wróciłem na rafkę. Tym razem do ręki wziąłem mocniejsze wędzisko. - No to poszukamy szczupaków. Skoro na przelewie wziął maluch to w dołku przy rafce tez może coś się czaić. Pomyślałem.

Skraj rafki, na którym łowiłem tworzył coś na kształt zatoki. Krawędź, którą obławiałem schodziła stromo w kierunku dna na głębokość jakichś dwóch i pół metra. Sama rafka ma około 30 metrów i na całej długości delikatnie schodzi w kierunku dna. Początkowo z wody wystają kamienie i resztki faszyny, dalej nie widać już nic. Tylko fale inaczej się nad nią układają.

Przynętę zawsze prowadzę wzdłuż spadku zaczynając niemal od dna, by stopniowo przechodzić w wyższe partie wody. Kopytko powędrowało do wody. Liczyłem w myślach ile sekund na napiętej żyłce zajmie dotarcie przynęcie do dna. Potem będzie mi łatwiej określić głębokość prowadzenia. Poderwałem przynętę z dna i z niewielkimi skokami prowadziłem ją tuż nad dnem. Po kilku rzutach zmieniłem głębokość ściągania przynęty przesuwając jednocześnie tor przynęty w kierunku spadku rafki. Po trzecim czy czwartym rzucie poczułem lekkie puknięcie. Po wyjęciu gumy z wody obejrzałem ogon. Rozcięty jak skalpelem – nowa guma to świetny indykator brań pomyślałem i posłałem ją do wody dokładnie tak samo jak za poprzednim razem. Tym razem nie było pobicia. Kolejne dwa rzuty też nie dały rezultatu. Szczupak na pewno się spłoszył pomyślałem, ale dla pewności rzuciłem jeszcze raz i kolejny. Już zwątpiłem, że nic z tego, gdy nagle gdzieś z wody do końca wędki dotarł dreszcz. Odruchowo zaciąłem – pusto. Opuściłem delikatnie szczytówkę i ponownie zakręciłem kołowrotkiem. Nagle potworne uderzenie. Tym razem zaciąłem skutecznie. Na końcu kija poczułem pulsującą siłę. Nastały chwile, na które czeka się czasem cały sezon. Wszystko jakby zwolniło bieg. Świat wokół mnie jakby się rozmył. Tworzyłem jedność z tym, co szalało w wodzie walcząc o życie. Ryba po pierwszym zrywie na moment się zatrzymała. Po chwili jednak znowu ruszyła przepływając na moją prawą stronę. Szczęśliwie walka przeniosła się na otwartą wodę z daleka od niebezpiecznych fragmentów, zatopionej starej faszyny. Z każdą chwilą czułem jak ryba słabnie. Wciąż jednak walka nie była wygrana przez żadną ze stron. Przeciąganie liny wciąż trwało. Odzywający się od czasu do czasu hamulec świadczył o sporym zapasie sił ryby.

Hol zbliżał się do końca. Poluzowałem nieco hamulec na wypadek gdyby się okazało, że ryba jest słabo zapięta i próbowała jeszcze odskoczyć. Podpompowałem ją powoli do brzegu. Zamarłem. Przepiękny, ponad metrowy szczupak leżał w wodzie u moich stóp. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. To największa ryba w życiu. Szybko włączyłem aparat. Trzy szybkie zdjęcia. Delikatnie odhaczoną rybę powoli uwalniam, pozwalając jej wcześniej na odzyskanie sił. Szczupak odpływa majestatycznie w otchłań rzeki.
Ten dzień nie mógł skończyć się lepiej. To nagroda za wszystkie dni wędkowania i poszanowania wody. Ileż ja tu uwolniłem szczupaków? Nie wiem nie liczyłem, ale cieszy mnie to, że choć jeden dorósł do takich rozmiarów.

Emocje zaczęły powoli słabnąć, choć miły szum uniesienia w głowie ciągle się utrzymywał. Spojrzałem odruchowo w stronę brzegu, na którym spotkałem jegomościa z papierosem w otwartych ustach. Widząc pakującego swoje rzeczy wędkarza zapytałem czy widział tę rybę. Gość tylko machnął ręką i popukał się w głowę. Z oddali usłyszałem tylko jak mruknął do siebie: - Taka ryba, taka ryba…

No cóż, nie odparłem ani słowa. Raz jeszcze spojrzałem w kierunku wody, zanim zacząłem pakować sprzęt.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Krzysiu, dostalem dreszczy czytajac to opowiadanie
Pozdrawiam.

Początek

:)  Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)

Początek

bass z Minnesoty

... to wszystko jak na filmie. Az mi sie zachcialo nad wode.

Początek

Miło się czytało i jeszcze zwycięstwo finezji nad mięsiarstwem

Początek

Początek

Primum non nocere

Piękny wątek, ciekawie napisany.......Posyłam Ci maila na Privie z kilkoma "osobistymi" uwagami,

Początek

Jarosław Szczepaniak

Nic dodać, nic ująć.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Tu porozmawiasz na każdy temat dotyczący pięknego wędkarskiego hobby. Forum wędkarskie to miejsce na wymianę poglądów pomiędzy wędkarzami, to także kopalnia wiedzy o tym sporcie.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).