Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 3,5 Ilość ocen: 27

Pan i rybka

Podchmielony facet wraca do domu. Po cichutku wchodzi do sypialni. Niechcący strąca akwarium ze złotą rybką.
Akwarium ląduje na podłodze. Biedna rybka rozpaczliwie zamyka i otwiera pyszczek.
Wkurzony facet:
- Coooo! ... na pana mordę drzesz?!

Pan i rybka
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,7/5 (27)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Propaganda sukcesu

W obiecanki wierzyć każe

więcej...

Propaganda sukcesu
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,3/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

ONI

Ocena: 5,56 Ilość ocen: 3Ocena: 5,56 Ilość ocen: 3Ocena: 5,56 Ilość ocen: 3Ocena: 5,56 Ilość ocen: 3Ocena: 5,56 Ilość ocen: 3Ocena: 5,56 Ilość ocen: 3  hit
Ocena: 5,56 
Ilość ocen: 3 
 Ilość wyświetleń: 2665 
Komentarzy: 4 
ID: 46714 
Węzeł: 28023 

Stałem i słuchałem jak krople deszczu biją o liście drzew, jak spadają na trawy porastające całą polanę.
Spojrzałem w niebo, ale chmury były zbyt ciemne i zbyt gęste aby dojrzeć księżyc. Dookoła ciemno, cicho i mokro. W tej okolicy zapalić latarkę mógłby tylko ktoś, kto nie był tu wcześniej. Całe legiony komarów potrafią naprawde uprzykrzyć życie.

Stojąc i słuchając jak żyje noc, czekając aż oczy przywykną do ciemności, starałem się znaleźć dźwięki które znałem i które potwierdzą że to tu, że to z pewnością miejsce do którego chciałem trafić. Wstrzymałem oddech, aby przez chwilę nic nie zagłuszyło dźwięków dobywających się w mroku i nasłuchiwłem... . Tak, teraz wiem że to tu, ten cichy szelest wody. Oczy już rozpoznają większość przedmiotów w ciemnościach. Od rzeki dzieli mnie raptem kilka drzew i gąszcz krzaków, które zawsze sprawiają wiele trudności. To zaledwie kilkadziesiąt metrów do miejsca, o którym marzyłem, o którym śniłem. To jednak prawie pół godziny przedzierania się, jak w lesie tropikalnym, przez gąszcz, który jakby chciał wchłonąć, opleść i już nigdy nie wypuścić ze swoich pajęczych sideł.

Przedarcie się, jak zwykle, kosztowało mnie sporo wysiłku i zadrapań na twarzy, ale dzięki temu nikt poza mną nie zapuszcza się w takie miejsca, przynajmniej nie tu.

Deszcz ustał, ale zrobiło się jakby bardziej duszno. Czy aby nie za duszno, czy nie za ciepło. W tej chwili, kiedy całe ciało aż drżało i paliło sie do spotkania z NIMI, to były jedyne pytania jakie się kołatały w głowie. W największym skupieniu i absolutnie bezszelestnie rozłożyłem stołek, wyjąłem sprzęt.

Nie, to jeszcze nie pora aby zacząć, aby wreszcie się z NIMI spotkać. Parę minut wpatrywania się w wodę – ani śladu. Cholera, a jeśli ICH nie ma. Jak zwykle, panika tuż przed spotkaniem ale rozsądek nakazywał uspokoić się i pomyśleć. Już dwukrotnie ten paniczny stan zwiódł mnie na manowce i musiałem wracać smutny i zły na własną bezmyślność. Rozmyślając i patrząc w wodę zobaczyłem odbicie księżyca. A więc przejaśnia się, to dobrze.

Światło odbite w lustrze wody było niewielkie ale wystarczające aby dostrzec to, co świadczyło że ONI tam są. Tylko jak ICH zaprosić, co IM dać? Woda jest spokojna więc to musi być coś szczególnego, coś co samym ruchem i wyglądem „zaprosi ICH do tańca”. I już, myśl jak błyskawica, dokładnie wiedziałem czego mi teraz potrzeba.

Wszystko przygotowane, pirwsze podejście, rzut ... i zaczęło się. Żaden dźwięk ani żaden refleks światła na wodzie nie są w stanie odwrócić mojej uwagi. Wzrok utkwił na samym końcu sprzętu a każdy, nawet najmniejszy mięsień ciała napięty jest do granic możliwości. I cisza, skupienie, wyczekiwanie. 5minut ... 10 minut ... 20 minut.

Coś się dzieje. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że moje mięśnie wcale nie były napięte aż tak mocno. Całe ciało zaczęło drżeć i wyczekiwać tej jednej, jedynej chwili kiedy zacznie się walka zwieńczona spotkaniem. JEDEN – strasznie słabo. DWA – coś tu jest nie tak, nigdy przedtem nie było aż tak słabo.

I znowu cisza. Czy to aby napewno ONI. TRZY – cholera, to wszystko nie tak, co tu się dzieje?! Zawsze po pierwszym lub drugim zaczynała się walka a tu nadal nic. Znowu cisza. 5 minut ... 10 minut ... 15. Nie, coś tu jest nie w porządku, trzeba sprawdzić. Szybki przegląd sprzętu, wymiana i zaczynamy, drugie podejście. Znowu skupienie, wzrok przykuty do czubka sprzętu i wyczekiwanie.

5 minut ... 10minut ... Zaczyna się. JEDEN – trochę lepiej niż poprzednio, DWA – to jest to, szybki chwyt sprzętu, cięcie,hol, serce mało nie wyskoczy, ręce drżą ze zdenerwowania a zarazem z podniecenia. Spokojnie, tylko sie uspokój podpowiada rozum, nie pamiętasz jak było poprzednim razem, wszystko diabli wzięli. Tak, spokój. Sprzęt troche do dołu, poluzowanie i tylko spokojnie. Terkotka zasuwa jak oszalała, lecz powoli zwalnia. Zaczynamy walkę. Pompuje powolutku, powolutku aby GO nie stracić i holuję najdelikatniej jak się da. Im bliżej, tym większe skupienie. Woda zaczyna się gotować. Tak, teraz czuję że to musi być ON i to nie byle jaki, z takim się jeszcze nigdy nie widziałem twarzą w twarz.

Jest już tak blisko, raptem parę metrów. Z chęcią wskoczyłbym do wody aby już GO móc chwycić, ale w tym miejscu woda jest zbyt głęboka. Naszczęście pozbawiona jakichkolwiek przeszkód, które mogłyby zniweczyć caly plan.
Już GO prawie widzę, za chwilę się wyłoni. Szybka pomoc sprzętem wspomagającym i ....... mam GO. Rany, nie tak prosto będzie to coś wyciągnąć, waży chyba tyle co czołg.

Po paru chwilach leży już na trawie. Jest wielki a na jego zielonkawo-brązowej ‘skórze’ połyskuje światło księżyca.
Teraz najważniejsze, trzeba się spieszyć bo każda chwila jest na wage złota a raczej na wage życia.

ONI nie są przystosowani do naszych warunków, nie potrafią jak my ‘ludzie’ oddychać powietrzem bezpośrednio z atmosfery. Szybkie wyciągnięcie aparatu, ustawienie wyzwalacza – pstryk – zdjęcie gotowe. Tym razem nie na rękach, nie dał bym rady GO utrzymać. Jeszcze tylko ważenie ... Chryste, w życiu jeszcze takiego nie widziałem (no czasami tylko na zdjęciach, ale kto wie czy one nie były podrobione). Nie sądziłem, że u nas można spotkać takie okazy. Słyszałem że jeszcze gdzieś są, ale żeby u nas? Waga wskazywała 62,5 kg.
No dobra, teraz szybko do wody bo czas ucieka a gęba rozdziawia się coraz bardziej – dusi się.

Teraz mogę spokojnie usiąść. Dopiero teraz, po całym spotkaniu poczułem jak bardzo chce mi się palić.
Z kieszeni wyciągnąłem paczke papierosów, zapalniczkę, przypaliłem i bardzo mocno się zaciągnąłem.

Teraz, na spokojnie, mogłem przeanalizować spotkanie z największym sumem jakiego do tej pory udało mi się złowić.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Ładne opowiadanko, ale jak sie rybe wypuszcza i promuje wypuszczanie, to podawaj długość a nie wagę. Sorki za małą uwagę, ale do mojej wobraźni bardziej przemawia 180cm niż 60kg, a trzeba dość dużej wiedzy i wyobraźni aby wiedzieć, jak zważyć żywego suma nie uszkadzając go. Możesz jeszcze, edytując swój artykuł, zmienić wagę na centymetry
Fajnie, ze masz takie miejscówki. A jak nie masz, to marzenia też są super opisane. Proszę o więcej, w te duszne, niżówkowe - a więc bezrybne lato.

Początek

Dariusz Żbikowski

Fajne. Ja to nawet przez chwilę pomyślałem, że to opowiadanko jest z serii tych o UFO. Takich UFO-skich opowiadań sporo przewineło się na RO. Finał przyznam, że też mnie zaskoczył . Obstawiłem inaczej.

Początek

Bartosz Rozwadowski  "SWI"

........ czytalem z duzym zainteresowaniem. Caly czas probowalem w myslach zidentyfikowac tych ONYCH i - nie trafilem!!!

gratuluje i pozdrawiam,

Początek

ONI  Wybitne minus (6-)Wybitne minus (6-)Wybitne minus (6-)Wybitne minus (6-)Wybitne minus (6-)Wybitne minus (6-)
Jarosław Szczepaniak

Bardzo chciałbym takiego ONEGO chociaż pół godziny poholować Byle nie w okresie ochronnym, jak w ubiegłym roku.
Fajne opowiadanko, trzyma w napięciu. Prawie do końca wyobrażałem sobie innych ONYCH.

Pozdrawiam. Jarek

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: eZ publish to nowoczesny i wydajny wzorzec projektowy - CMF (Content Management Framework). OpenSource CMS Kod źródłowy dostępny jest na zasadach nieodpłatnych licencji GNU GPL

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).