Left menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 2

Męskie gadanie

Rozmawiają trzy myszy:
- ja to trutkę na szczury wciągam nosem jak narkotyk i nic mi się nie dzieje!
- a ja to ćwiczę muskuły na łapce na szczury!
przechwala się druga.
Na co trzecia mysz:
- a ja idę do domu
- po co?
pytają dwie zdumione myszy
- eee, kota muszę przelecieć...

Męskie gadanie
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Na rurze

W czasie 1,5 roku pobytu....

więcej...

Wycieczki.
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Po tamtej stronie-walka. 

Po tamtej stronie-walka.

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 6192 
Komentarzy: 2 
ID: 171589 
Węzeł: 140183 
Ryszard Siejakowski

Gdyby wszyscy ludzie mieli tyle optymizmu co wędkarze, świat zapewne byłby szczęśliwszy.

Złożył koniec linki, tak aby na odcinku pół metra był podwójny. Dwoma szybkimi ruchami przełożył złożona linkę przez oczko karabińczyka, czterokrotnie oplótł wokół linki głównej i z powrotem przełożył przez oczko przy karabińczyku. Lekko zaciągnął, formując węzeł, potem trochę śliny i zaciągnął mocno. Obciął wystajace końce i blacha była przywiązana. Od ponad trzydziestu lat nazywał ten węzeł „podwójne Abbu” a była to modyfikacja typowego węzła klinczowego. Chociaż robił próby i z Palomarem i z Trilene, to ten węzeł najbardziej przypadł mu do gustu i stosował go przy wiązaniu blach czy woblerów. Intuicyjnie wybrał na początek małą, ciężką wahadłówkę. Mógł przetestować zasięg rzutu oraz celność. Szczególnie martwiły go zwisające gałęzie po prawej stronie kamienia. Aż się prosiło aby posłać blachę własnie tam i miękko wprowadzić w dziurę za kamieniem. Gdyby nie mizerny arsenał środków jakim dysponował, zrobiłby to natychmiast. Miał jednak to co miał i musiał sobie jakoś z tym problemem poradzić.

Wymach i rzut. Blacha szybowała w punkt za kamieniem. Ale juz wiedział, że nie o to szło. Dobre dwa metry za mocno w lewo. Ucieszył go zasięg rzutu, dużo mniej kierunek. Wahadłówka wylądowała dobre sześć, siedem metrów powyżej kamienia. Zaczł zwijać linkę i widział jak prąd rzeki jeszcze bardziej oddala go od jamy za kamieniem. Gdy był na wysokości kamienia, dzieliło go od niego ponad cztery metry. Pstrąg to może by i wyskoczył ale łosoś zaszyty w dziurze musiał to mieć głęboko gdzieś. Przynęte znosiło coraz mocniej pod lewy brzeg. Gdy był na wysokości dwóch niedużych pniaków zalegających dno, coś niesmiało targnęło szczytówką. Intuicyjnie przyciął z nadgarstka i po chwili wyczepiał z kotwiczki pstrągowego srula, wielkości 28 czy 30 centymetrów. W inny dzień, taki miły poczatek zapewne by go ucieszył. Dzisiaj, gdy stał przed szansą zmierzenia się z królem, pstrąg mizerota, to była tylko strata czasu.

Dopiero po chwili dotarło do niego, że nigdy z tego miejsca nie wyciągnął żadnego pstrąga. Łosoś musiał nieźle pogonić kota maluchowi, że zmuszony był wyjść tak daleko, poza swoją kryjówkę.

Kolejne rzuty i coraz większe rozczarowanie. Podświadomie unikał podjęcia ryzyka aby rzucić blachą w to wymarzone miejsce, pod zwisającymi gałęziami na prawo od kamienia. Kolejny rzut i musiał wyhamowac lecącą przynętę. Tym razem kierunek był dobry lecz wysokość lotu wahadłówki dawała pełną gwarancję, że wyląduje w gałęziach.

- Daj se luzu chłopie. Jeszcze parę takich rzutów i kompletnie się rozkleisz. Tylko spokój i rozwaga-mamrotał do siebie, pod nosem.

- Dobre sobie- odpowiadało jego drugie ja.

- Spokój i rozwaga. Jak tu być spokojnym, gdy za kamieniem stoi taka ryba.

Usiadł. Z plecaka wyciągnął termos z kawą. Gdy otworzył korek termosu, uderzył go w nozdrza aromat parzonej kawy. Pierwszy łyk to była poezja smaku. Zrobiło mu się przyjemnie. Wolno sączył napój upajając się jego smakiem i aromatem . Mógł teraz na spokojnie przemysleć te wszystkie błędy, które popełnił. A było tego sporo. Patrzył na małą blachę, którą tak nieporadnie próbował zmierzyć się z rybą. To nie było to, co mogło znęcić króla tej rzeki. Rozpiął agrafkę i wymienił przynętę na mocno wykrępowanego gnoma. Uniósł kij i poczuł ciężar wahadłówki. To zupełnie co innego niż to małe metalowe co nie co. Poczuł pewność, że tym razem, łatwiej mu będzie zrobić to co tak nieudolnie próbował dotychczas.

- A teraz najwyższa pora aby się odprężyć, pomyślał. Oparł plecy o ścianę wykrotu. Napłynęło wspomnienie sprzed kilku lat. To był schyłek zimy i poczatek przedwiośnia. Wybrał się wtedy nad rzekę, tak dla rozprostowania kości po zimowej przerwie w wędkowaniu. Rzeka miała podwyższony stan, niosąc trąconą wodę. Złapanie ryby w tych warunkach, zakrawało na czystą kpinę. Był tam nie dlatego, że chciał coś złowić. Był tam dla samego bycia. Szedł brzegiem rzeki , notując w pamięci zmiany jakie spowodowała zima. Uradowało go kilka drzew, które padając do wody, stworzą w przyszłości kolejne kryjówki dla mieszkańców rzeki. Od czasu do czasu machał wędką, więcej dla rozgrzewki niż celem złapania ryby. W którymś kolejnym rzucie coś gwałtownie targnęło wędką, wywołując jego zdziwienie. Ostro przyciął i rozpoczęła się jazda. Ryba najpierw ostro smyrgnęła pod prąd a potem przymurowała do dna. Próby oderwania były daremne. Twardo murowała do dna nie dając się ruszyć. Postukał kilka razy krawędzią dłoni w dolnik wędziska, co musiało wywołać reakcję. Ryba ruszyła pod prąd cały czas murując do dna. Wędzisko gięło się potwornie na krawędzi wytrzymałości linki. Jazgot hamulca dodawał adrenaliny i była walka, pomiedzy nim a rybą. Łowca i ofiara, związani cieniutką nicią wędkarskiej linki. Intelekt i technika kontra natura w najczystszej formie. Nie pamietał jak długo to trwało. Zatracił się w czasie i przestrzeni. Gdy wreszcie podprowadził rybę pod brzeg, ze zdziwieniem stwierdził, że jego łupem padła ponad półmetrowa brzana, zaczepiona ostrzem kotwiczki za płetwę piersiową. Teraz do niego dotarło dlaczego miał takie kłopoty z wyholowaniem ryby. Rzadko mu się zdarzało złowić brzanę. Ta była jedną z nielicznych. Stała tuż pod jego nogami z mocno rozwartmi pokrywami skrzelowymi. Schylił się aby wyrwać grot kotwiczki, tkwiący w nasadzie płetwy piersiowej. Nie chciało mu sie wyciagać szczypcy i to się srogo zemściło. Trzymał kotwiczkę za trzonek i już miał ją wyrwać z ciała ryby gdy brzana ostro szarpnęła do przodu. Drugi grot kotwicy głęboko wbił mu się w palec. Najpierw padło nieparlamentarne słowo a potem zasyczał z bólu, spotęgowanego szarpiącą się rybą. Musiał wyciagnąć rybe na brzeg aby uwolnić się z pułapki, którą sam sobie zafundował swym lenistwem. Szybko odciął cęgami grot kotwicy, głęboko tkwiący w palcu a następnie uwolnił rybę. Przykra przygoda skończyła się w ambulatorium chirurgicznym najbliższego szpitala a jemu pozostała na pamiatkę biała blizna na palcu po chirurgicznym lancecie.

Dopijał ostatni łyk kawy, gdy woda za kamieniem znów się gwałtownie wzburzyła. W głębokiej jamie, wymytej przez ostry nurt rzeki czekała wielka niewiadoma. Wierzył w to, że los będzie mu przychylny i spełni sie jego największe marzenie wędkarskiego życia. Wierzył, że spotkanie z królem to kwestia zaledwie kilku czy kilkunastu minut. /cdn/

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
Mateusz Sławiński

...z na prawdę pięknie zapowiadającej się serii .
Pozdrawiam
Mateusz

Początek

Pije tą kawę i pije, a ryba w dołku za kamieniem siedzi....

To się nazywa cierpliwość! ))))

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Kiedy wybrać się na ryby? Będą dziś brały czy nie? Na tem pytanie odpowie Ci księżycowy Kalendarz brań Jak wiadomo, księżyc ma wpływ na wiele zjawisk zachodzących na ziemi, na brania ryb także.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).