Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Wobler

Zdzichu i Janek poszli na sumy , po chwili:
- koledzy! ratujcie!Zdziśka, wobler przygniótł.

Wobler
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Sezon

No i zaczęliśmy,
Sezon na szczupaka,
Kto żyw za kij chwyta,
Heja na biedaka,

więcej...

Sezon
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Z cyklu "Z wędką i ze szwagrem. Pachnąca zanęta. 

Opowieści znad wody

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 4352 
Komentarzy: 4 
ID: 48772 
Węzeł: 29268 

Miałem kiedyś szwagra, górnika. Ale myślę, że bardziej był wędkarzem niż górnikiem. Zawsze, kiedy był po piwku lub po czymś mocniejszym, namawiał mnie na zwiedzenie jego miejsca pracy na głębokości kilkuset metrów. Wprawdzie nie cierpiałem na klaustrofobię, ale kopalnianych chodników wolałem nie zwiedzać. Odmawiałem stale, zasłaniając się wstrętem do panujacego tam węglowego brudu. Ale wspólnych wypraw na ryby nie odmawiałem nigdy. Spędziliśmy razem nad wodą wiele pamiętnych godzin. Ale już od lat łowi ryby w Styksie.

Kiedyś wybraliśmy się ze szwagrem w dość odległe dla nas strony, bo aż nad San w okolicy Leska. Woda była niska, więc brodziliśmy wzdłuż brzegów szukając głębszych miejsc, gdzie była nadzieja na większą rybę, bo te małe czepiały się często.

Pogoda była nieszczególna, trochę chmur, trochę słońca, trochę wiatru i na ogół chłodnawo. Łowiliśmy, niedaleko jeden od drugiego, penetrując wędkami głębsze dołki, gdzie mogły mieć stanowiska grubsze sztuki.

W pewnej chwili usłyszałem, jak szwagier zaklął, a kiedy spojrzałem w jego stronę, stał nisko pochylony na płyciźnie, machając i grzebiąc szczytówką w wodzie. Po chwili znów zaklął i wyprostował się. Zrozumiałem, o co chodzi, gdy parę kroków ode mnie, niesione prądem wody, kołysząc się, przepłynęło pudełko zapałek.

- No, to klops – pomyślałem, wiedząc, że szwagier jest namiętnym palaczem i nad wodą też nie może obejść się bez swoich „Sportów”, czy „Giewontów”.

Szwagier wyszedł na brzeg, usiadł na kamieniach i zdjął gumiaki, przebierając się w półbuty.

- Słuchaj – zawołał – popilnuj moich rzeczy, a ja przejdę się do wsi. Może od kogoś odkupię zapałki.

- Moje wpadły do wody – wyjaśnił oczywisty dla mnie fakt.

- Dobrze – skinąłem głową. Ale przeniosę cały majdan trochę dalej, za te krzaki na zakręcie.

- I nie siedź długo! – Zawołałem za odchodzącym. Podniósł rękę na znak, że zrozumiał i ruszył dalej polną dróżką w kierunku nieodległych domów, skrytych w zieleni sadów.

Ponieważ w dołku, nad którym stałem nic nie brało, pozbierałem swoje i szwagra manatki i ruszyłem na upatrzone miejsce na zakręcie rzeki, za kępą krzaków.

Już chyba po pierwszych rzutach wziął miarowy kleń, więc całą uwagę skupiłem na przepływance, licząc na większą sztukę i zapominając o Bożym świecie.

Po godzinie, pakując do siatki kolejną rybę przypomniałem sobie o moim towarzyszu i rozglądnąłem się dookoła. Jego torba, wędka i gumowce leżały tam, gdzie je położyłem, a szwagra ani śladu.

- Widać trafił na otwarty bar i „piwkuje” się – pomyślałem trochę zły, bo i ja , mimo chłodu, „palnąłbym” sobie piwko.

- Może pomyśli o mnie i przyniesie flaszkę – rozmarzyłem się.

Ale kiedy po następnej półgodzinie szwagra nadal nie było, zaniepokoiłem się. Zebrałem nasze bambetle do kupy i ruszyłem z powrotem na poprzednie miejsce. Ale kiedy minąłem krzaki na zakręcie rzeki, ujrzałem dziwny widok: w odległości jakichś 100-150 metrów ode mnie, w wartkim nurcie płycizny, parę metrów od brzegu stał prawie po kolana w wodzie mój szwagier i to w niepodwiniętych spodniach i palił papierosa! Zgłupiałem ! Gdyby chociaż miał wędkę w ręku! Ale jego wędkę niosłem ja, a on jedną rękę miał w kieszeni, a w drugiej trzymał peta!

- Co, do cholery? Gorąco mu ? Odciski moczy ? Poprawiłem na ramieniu torby i buty, jego buty, pod pachą; obydwie wędki i podbierak ścisnąłem w drugiej garści i ruszyłem bliżej szwagra. Kiedy podszedłem, zobaczyłem, że wyrzuca niedopałek do wody i sięga do kieszeni.

- Co jest grane ? Na mózg mu padło! Ale przecież nie było takiego słońca ! – Zaintrygowany do ostateczności zszedłem po skarpie na sam brzeg i zawołałem:

- Co, nachodziłeś się ? Odciski cię bolą i nogi moczysz ?!

- Odwal się, dobrze ? – warknął, wyciągając z kieszeni paczkę „Sportów”.

- Szwagier, nie wygłupiaj się, wyłaź ! Katar złapiesz, albo reumatyzm – krzyknąłem. – Co się dzieje, do cholery? Podniosłem już naprawdę głos.

Widząc, że jednak musi się wytłumaczyć, szwagroszczak podszedł bliżej do brzegu i wyjaśnił powody „moczenia nóg”.

W pierwszej z brzegu chałupie dostał od uprzejmego gospodarza – także zawziętego palacza – zapałki , poczęstował go papierosem i obaj zapalili nawiązując zdawkową rozmowę. Kiedy papieros się kończył szwagier poczuł, że musi „pójść na stronę”. Spytał gospodarza o „przybytek”, dostał nawet kawałek gazety i poszedł za stodołę, gdzie stała „sławojka”, pamiętająca chyba jeszcze przedwojenne czasy. Kiedy szwagier – kawał chłopa – przykucnął na desce leżącej w poprzek okazałej skrzyni, deska – widać też leciwa, przedwojenna – nagle pękła i szwagier wpadł obydwiema nogami w „to”, co bywa w takich skrzyniach i to prawie do pół łydki! Dobrze, że tylna ściana sławojki oparła się naciskowi szwagrowej d... i pleców, bo tragedia byłaby zupełna.

Mimo powagi sytuacji i mojego współczucia nie wytrzymałem dłużej i wybuchnąłem homeryckim śmiechem.

- Słuchaj, nie stój tak bezczynnie. Bierz wędkę i próbuj łowić – radziłem, pękając ze śmiechu.

- Wykorzystaj wspaniałą zanętę, zanim ci razem z gównem wszystkie robaki z kapci wypłyną !

Szwagier – o dziwo – spokojnie przyjął radę i patrząc na mnie tym okiem, co na psa - zażądał:

- Podaj mi wędkę. I torbę z przynętami – dodał.

Kiedy podałem mu kij i chlebak, wypluł niedopałek do wody, założył coś tam na haczyk i zarzucił zestaw na środek nurtu.

Ciągle dogadując i śmiejąc się donośnie wziąłem własny kij i ruszyłem na swoje miejsce, oglądając się co chwila. Kiedy byłem w połowie drogi do swojego dołka oglądnąłem się jeszcze raz: wędka szwagra była wygięta we wspaniały łuk, a kołowrotek pięknie „grał” na hamulcu. Szwagier manipulując pokrętłem na szpuli próbował powstrzymywać parcie ryby do przodu. W pewnej chwili ryba, duża ryba, szerokim łukiem skierowała się na płyciznę.

- Podbierak ! – wrzasnął szwagier – dawaj podbierak ! Ocknąłem się ze zdumienia i z podbierakiem w ręku pobiegłem z pomocą. Tymczasem szwagier powoli szedł za rybą, starając się pompowaniem skracać żyłkę i szczytówką kierować rybę do siatki. Kiedy to mu się udało, w siatce podbieraka zatrzepotał ponad półmetrowy kleń.

- Na białe biorą, szwagier, na białe... Z atraktantem – spróbowałem mu dogryzać z zazdrości, ale szwagier, nic nie mówiąc, spojrzał tylko na mnie z wyższością.

Po wyjściu z wody i sprawieniu ryby szwagier rozebrał się do majtek i długo, bardzo długo prał nogawki spodni i skarpetki. Czyścił jakimiś wiechciami trawy i piaskiem wnętrze półbutów, podnosząc kolejno poszczególne części garderoby do nosa , aby z grymasem wstrętu ponownie moczyć i prać je w wodzie.

W drodze powrotnej, w pociągu, szwagier przezornie przez większą część drogi stał na korytarzu, przy otwartym oknie, aby przypadkiem nie być posądzonym przez pozostałych pasażerów przedziału o wyjątkową nieobyczajność.

HJ

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

...dlaczego nikt nie dał notki!
Bo tekst czuć było wychodkiem!

Początek

Dokładna analiza opisόw, ktόre szczęśliwi łowcy nadsyłali do „WW” pozwoliła wyłonić ten najważnieszy, najbardziej istotny czynnik udanych łowόw. Otόż, okazuje się że najważniejsza na rybach jest... obecność szwagra
Andrzej

Początek

Podobno jak ktos wdepnie to na szczęście. I tu mamy dowód. Duże gówno, duża ryba

Początek

Primum non nocere

.. ma pecha a Ty masz szwagra ... Ale zeby kleń na g...., to tego nie wiedziałam

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: eZPublish

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).