Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4,5 Ilość ocen: 3

Z zakładowego okólnika


Zakładowa komisja lekarska prosi Pana/Panią o dostarczenie do laboratorium próbek krwi i kału, w celu stwierdzenia, czy ma Pan/Pani pracę we krwi, czy raczej w d....

Z zakładowego okólnika
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

amok

Siedzę sobie w piwnicy i myślę
Kiedy cieplutkie słońce zabłyśnie
I minie okrutny arktyczny chłód
Zamiast wąchać lakierów smród
Pójdę na rybki pierwsze w tym roku
zanurzę dłonie w wędkarskim amoku
Niczego do szczęścia więcej nie trzeba
Prócz wędki, przyrody i kromki chleba.

amok
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (5)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Cholera ich wie 

Cholera ich wie

Rating: 0 
Rating count: 0 
 View count: 4612 
Comments count: 2 
ID: 22992 
Node: 15635 

Do spłodzenia poniższego artykuliku sprowokował mnie Admin swoim dociekaniem reguł rządzących wpływem pogody na żerowanie ryb

“Cholera ich tam wie”... Czyż to nie najpiękniejsze w wędkowaniu, że cholera ich tam wie? Ich – czyli te ryby właśnie?

Popuśćmy na chwilę wodze wyobraźni i zajmijmy się wędkarskim science – fiction.

Wyobraźmy sobie, że za kilka lat japońscy naukowcy opracują program komputerowy, pozwalający w stu procentach stwierdzić, jakie ryby, gdzie i na co będą brały.
(Celowo podałem naukowców japońskich. W przypadku naukowców radzieckich program najprawdopodobniej nie działałby wogóle, a gdyby zrobił go Microsoft wieszałby się co chwila. O Chińczykach nie wspomnę.)
Program brałby pod uwagę temperaturę, ciśnienie, kierunek wiatru, ogólną cyrkulację, porę roku, przewidywane zmiany tych czynników, wahania wody w wybranym łowisku, jej temperaturę oraz milion innych czynników, o których prawdopodobnie nie mamy nawet pojęcia, że istnieją, a co dopiero – że mają jakiś wpływ na brania ryb. Już ci japońscy naukowcy wiedzą, czym się zająć...

Wstajesz więc rano z ciepłego wyrka i odpalasz kompa. Łączysz się z odpowiednią stroną i za chwilę wiesz, gdzie, co, jak i na co. Wpisujesz na ten przykład “leszcz – Zalew Zegrzyński” i po chwili dostajesz wynik: “3,5 – 4 metry, biały robak, nęcić Secretem, feder z koszyczkiem do 20 gram. I na razie wracaj do łóżka, bo będą brać od 11.30 do 15.”

Albo klepiesz “sandacz – Wisła” i za moment wiesz, że będzie siedział w dołku, biały twister Mannsa 10 cm na 15 gram główce, opad na sztywnym kiju, ale dziś będą brały tylko takie fikuty do pół metra. W dodatku pod wieczór, więc objad zdążysz zjeść w obecności swojej połowicy, z czego będzie zapewne nad wyraz kontenta.
Za skromną dopłatą z drukarka wypluje mapę batymetryczną łowiska z zaznaczonymi najlepszymi w dniu dzisiejszym miejscówkami i drogą dojazdu.

Wyobraziliście sobie?
Ja nie mogę. Czas byłby dla mnie, by kije spakować w futerały i położyć się wraz z nimi do grobu.

Najpiękniejsze w rybach moim zdaniem jest bowiem to, że cholera ich tam wie...

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
Jarosław Szczepaniak

…lub nie brały, na razie tylko Hilaremu udało się znaleźć racjonalne uzasadnienie. Swego czasu potrafiłem z dużym prawdopodobieństwem określić, czy będą brania sandaczy na trupka, czy nie. Nigdy nie zabierałem ze sobą żywców, więc musiałem je łowić na miejscu, na Sulejowie. Zawsze, kiedy miałem problem ze złowieniem jazgrów(w tamtych czasach najlepsza przynęta na sandacze) na podrywkę, sandacze nie brały. Można było na haczyk założyć nawet złotą rybkę miodem smarowaną, a brań nie było. Natomiast, kiedy łowiło się dużo tych żywczyków w podrywkę, brań było sporo. Nie były to żadne rewelacje, ale zawsze coś się działo. To dotyczyło tylko sandaczy, jak jest z innymi rybami, tego nie wiedzą najstarsi Rzymianie…

Pozdrawiam. Jarek

Początek

Na marginesie dyskusji o braniu ryb chciałbym przytoczyć nieco tylko podbarwione wydarzenie z mojego wędkarskiego życia.


Dlaczego nie brały?

To był jeszcze początek lat siedemdziesiątych. Korzystając z tego, że bardzo blisko miejsca mojej ówczesnej pracy znajdowały się ładne i rybne łowiska, starałem się ten fakt wykorzystać i każdą wolną chwilę spędzałem z wędką w garści, nadrabiając zaległości. Z tymi zaległościami, jeśli chodzi o ryby było różnie. Czasami wracałem o kiju, ale częściej miałem nienajgorsze wyniki.

Pewnego pięknego, późno marcowego dnia wybraliśmy się z kolegą na wiosenne płocie. W drodze przez las musiałem na chwilę odbić ze ścieżki w krzaczki. Za chwilę go dogoniłem i wypłynęliśmy na zalew łódką kolegi, ustawiając się naprzeciwko ujścia małego strumyka, gdzie – jak głosiła tutejsza opinia, wiosną gromadziły się płocie. Po zakotwiczeniu przygotowaliśmy sprzęt. Nasze wędki były podobne, żyłki 0,16 mieliśmy jednakowe, z mojej szpuli, kupione w „gieweksie” (młodym wyjaśniam: to taki górniczy Pewex), przypony też jednakowe, jak i cała reszta: spławiki, haczyki, obciążenia nie różniły się. Przynętą były białe robaki.

Po zarzuceniu zestawów mój kolega po parunastu minutach wyciągnął piękną płoć, a ja nic. Sytuacja powtarzała się. Co parę lub paręnaście minut kolega wyciągał kolejne ryby, a ja nie. Sprawdziliśmy zestawy. Nie różniły się nawet o jotę. Zarzucaliśmy wędki prawie obok siebie. I nic. Jemu ryba brała mnie nie. Wreszcie mój koleś zamienił się ze mną wędką, chcąc dojść przyczyny moich niepowodzeń. Natychmiast miał branie i wyciągnął piękną, około 30-centymetrową płoć! A ja dalej nic. I tak jeszcze przez pół godziny Zmieniliśmy wreszcie stanowisko, odpływając od rybodajnej miejscówki. Zaczęliśmy mieć brania i on i ja, ale rzadkie i marne, brały same maluchy.

W drodze powrotnej omawiając nieprawdopodobny przypadek kolega z ironią stwierdził autorytatywnie: masz chyba posrane gacie! W domu sprawdziłem. Miał rację!


Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: eZ publish to nowoczesny i wydajny wzorzec projektowy - CMF (Content Management Framework). eZ Publish Kod źródłowy dostępny jest na zasadach nieodpłatnych licencji GNU GPL

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).