Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek idzie przez las wypatrując wilka,słyszy jakieś jęki
z krzaków, rozgarnia gałęzie i co widzi? Wilk zupelnie nieprzygotowany do konsumpcji, oczy przekrwione, sierść skudłacona, język sztywny jak kołek wisi z pyska (stan pewnie znany niektórym kolegom). Kapturek
z wyrzutem mówi:
- wilku w bajce jest inaczej, powinieneś mnie zjeść
wilk na to:
- Kapturek od....... się, trzy dni z Costnerem tańczyłem.

Czerwony Kapturek
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Gwiazda TVN-u

Ewa od Cwikłów,
TVN-u gwiazda,
Choć błysnęła przez chwilkę,
Lecz to była jazda.

Gwiazda TVN-u
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,6/5 (13)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Przeznaczenie

Ocena: 4,75 Ilość ocen: 4Ocena: 4,75 Ilość ocen: 4Ocena: 4,75 Ilość ocen: 4Ocena: 4,75 Ilość ocen: 4Ocena: 4,75 Ilość ocen: 4Ocena: 4,75 Ilość ocen: 4
Ocena: 4,75 
Ilość ocen: 4 
 Ilość wyświetleń: 5186 
Komentarzy: 5 
ID: 18244 
Węzeł: 12994 
Primum non nocere

Noc jeszcze srebrzyła gwiazdami, kiedy wpakowaliśmy się do „cytryny”. Cicha pogwarka radia i szum powietrza za szybami znaczyły odmierzane kilometry a każdy przybliżał nas do wytęsknionej rzeki. Niebo na wschodzie różowiało a na trawach zaczynała opalizować rosa, kiedy zjeżdżaliśmy z „jedynki” na boczna drogę. Jeszcze tylko parę kilometrów lasami….

Odkręcam szybę. Świeże, rześkie powietrze , pachnące sosnami, skutecznie wypłasza resztki ciepłej senności. Miśka węszy łakomie a jej czarna, ruchliwa kichawa z wyraźną lubością łowi znajome zapachy. Polną droga dojeżdżamy prawie do brzegu rzeki. „Cytryna” zostaje pod osłona potężnego krzaka a my taszczymy sprzęt jeszcze kilka metrów, na buchtę. Rozkładamy się spokojnie- dzień dopiero się rodzi, choć godzina już nie ta sama, co w lipcu…. Urzeka nas cudowna cisza. Tylko na niedalekiej ścianie lasu pogadują pierwsze „ranne ptaszki”. Wyłapuję pana-ziębę: lubię jego wesoły, trochę niecierpliwy trel. Wspomaga go werbel dzięcioła i już po kilku chwilach gra cała kapela. Piękny koncert na powitanie słońca, ale brak mu już wiosennej gorączki i zapału letnich świtów. Na przybrzeżne łęgi wypełzają woale mgieł, delikatne , postrzępione, nieśmiałe, jakby wyszły „ na próbę”. Przegrywają z pierwszymi promieniami słońca i rosą ścielą się na trawach. Spławik idzie w wodę, ląduje na granicy nurtu. Leniwie spływa pod krzak, zatacza koło i prąd wynosi go znów na granice bystrza. Nie przeszkadzam mu: jedno okrążenie, drugie…. Przy trzecim idzie pod wodę ostro i zdecydowanie. Okoń- pomyślałam i zaraz poprawiłam się –okonek! Teraz okoń to rzadkość. Zazwyczaj trafiają się „pipśtoki”koło 20 cm albo i mniejsze…. Hol bezproblemowy, w zasadzie bez emocji i … ukleja! Ale nie uklejka. Ukleja wielkości wychudzonego śledzia. O , żesz ty! Z dna? Zakładam dwa białe barwione i powtarzam zabawę. Znów to samo! Na wszelki wypadek wkładam ją do siatki, żeby nie było, że cały dzień uganiałam się za jedną uklejką. Po chwili trzecia, czwarta, piąta. Lubię łapać na białe robaki, bo zawsze udaje mi się cos ciekawego trafić, ale na klejowe szaleństwo jakoś nie miałam nastroju. Czerwony robak zwijał się na haczyku – może on przyniesie odmianę. Fakt, przyniósł: jazgarza. Nie żebym była zaraz przesądna.. ale…. Wypuszczam kolczastego złośliwca i zmieniam MP: niewielka, spokojna zatoczka z grążelami, taki „pazur” od głównego koryta. Zasiadam na stołeczku w ciepełku porannego słonka. Zmiana zestawu i spławik ląduje precyzyjnie koło liścia. Wystawiam twarz do słońca, spod przymkniętych powiek obserwując antenkę. Błogostan….. Naraz spławik podskoczył, zakołysał się i dał nura. Zacinam, krótki, szybki hol i w podbieraku ląduje przyzwoita płoć. Według miarki 25 cm . Wypinam ją i wypuszczam:” –Spadaj po dziadka, mała!”
Po kilku minutach kolejne branie: klon poprzedniej, czy co? Po dziesiątej mam już swoja teorię o „prawie serii”. Nieco dalej, z boku, uwagę przykuwa mi widok sznureczka bąbelków: adrenalina skacze: ryjki! Przemieszczam zestaw jak najbliżej strefy Zero i czekam. Garść zanęty- nie za dużo, żeby nie spłoszyć. Naraz spławik drgnął i przesunął się kilka centymetrów w bok. Na ten widok zamiera serce każdego wędkarza: taniec lina się zaczyna!!!
Wstrzymałam oddech aż do bólu w płucach. I …nic. Poszedł sobie czy co? Nie, nie poszedł. Znów małe przemieszczenie spławika. Jednak jest! Czekam- choć nie powiem, że tak całkiem cierpliwie. Jest na pewno, wiem, że jest, choć spławik się nie rusza! Czuję go! Czuję jego niepewność, ostrożność i mądrość…… Jeszcze chwila….. spławik rusza nieznacznie….. O żesz ty w mordę!!!!!!!!!!!!!!! Rozpalona, stalowa igłą przebiła mi skórę! Bąbel na dłoni rósł w zawrotnym tempie. Ruch obolałej ręki daleki był od stateczności i lin musiałby być chyba na niezłym haju, żeby nie uciec. Najwidoczniej nie był. Abstynent skubaniutki…… Popatrzyłam na rosnący bąbel: jego sprawcą niewątpliwie był giez. Ślady „min przeciwpiechotnych” na łące wskazywały, że bywają tu często mlekodajki. Stąd zapewne i gzy.”- Czekaj, ja ci nie odpuszczę, ty w trąbkę szarpany kozi synu krwiopijco”- pomyślałam mściwie. Nie dość, że ręka boli, to jeszcze lin poszedł w ciortu. Pewnie łobuz-wampirza jego natura- zasmakowawszy ludzkiej krwi wróci…… Już ja go przywitam!!!!!
Wrócił mniej więcej po kwadransie. Chyba ten sam. Jeśli inny, to miał pecha a cały dalszy ciąg dowodzi niezbicie, że można umrzeć „za niewinność”. Usiadł mi na kolanie i z miejsca dostał wychowawczego klapsa. Pacnął na trawę i niemrawo dogrzebywał w powietrzu łapkami. –Mało ci, krwiopijco? Czekaj!- podniosłam gadzinę i po chwili namysłu nadziałam na haczyk. –To ci ostudzi temperament- wrzuciłam go do wody bez specjalnej nadziei, że coś na to weźmie, raczej dla złagodzenia własnego poczucia krzywdy. Ku mojemu zdumieniu spławik nawet nie zdążył się ustawić w przepisowej pozycji, gdy nastąpiło zdecydowane szarpnięcie. Odruchowo zacięłam i………. NIE!!!! Tylko nie ON! Własną krwią okupiony na haczyku kołysał się okazały… jazgarz. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
.  Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)Bardzo dobre (5)

Początek

www.przybalka.com

Bardzo dobra z humorem napisana historyjka.
Ewa, mnie w zeszlym roku kon ugryzl co mialem zrobic?
Serdecznie pozdrawiam.

Początek

Arek Bareja

Co to jest "Giez"? Czy to komar?

Początek

Ładne.

Początek

opowiadanko. A gzy, matka natura nie bez powodu stworzyła...
Jak ryby nie biorą, to jest się przynajmniej czymś zająć nad wodą...

A tak, co do linka...warto założyć ślimaczka na haczyk, jazgarek i okonek raczej nie ruszą, a tłuścioch linek oblizuje się na jego widok...

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Osuszanie budynków - osuszanie ścian łódź

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).