Lewe menu

Filtry

Komentarze

Humor»

Ocena: 3 Ilość ocen: 1

Bal

Zocha mówi do swego męża Józka:
- Ty Józek zostaliśmy zaproszeni na bal maskowy
Józek mówi:
- Ja nie idę, nie mam się za co przebrać
Zocha odpowiada:
- Najlepiej nie pij, nikt cię nie pozna.

Bal
  • Obecnie 3 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3/5 (1)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

do RO-boty

Myślę, że na spoko,
Przemyślicie wszystko,
I zrobicie po ludzku,
Te Rybie Oczysko.
Brak dostępu serwera,
Oraz inne sprawki,
Wymuszą na redakcji,
Istotne poprawki.
Wiem, że macie problemy,
Lecz kto w życiu ich nie ma,
Więc zakasać rękawy,
Tłumaczenie to ściema.
czapek.

do RO-boty
  • Obecnie 2 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 2/5 (30)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Kompleks Członka 

Kompleks Członka

Rating: 0 
Rating count: 0 
 View count: 4594 
Comments count: 4 
ID: 13122 
Node: 9963 

Ten tekst może się wydać antywędkarski, proponuje bowiem zerwanie z mitem, z fikcją, z nieprawdą. Zerwanie natomiast niesie za sobą konsekwencje. Bywa, że biją one po kieszeni. Artykuł jest prowokacją. Ma wywołać dyskusję. Spróbujmy wspólnie poszukać odpowiedzi na kilka pytań... Czym jest nasze członkostwo w PZW, czego od naszego stowarzyszenia oczekujemy?

Podobno Polski Związek Wędkarski liczy sobie ok. 700 tysięcy członków. Zapewne na listach kół, w komputerach okręgów znaleźć można tyle właśnie nazwisk, tyle deklaracji. Jednak większość walnych zgromadzeń przekonuje, że statystyki kłamią. Osobliwie w kołach zarejestrowanych w wielkich miastach, w wielkich dzielnicach. Na papierze liczą sobie one po kilka, czasami nawet kilkanaście tysięcy członków. Na zebraniach pojawia się kilkadziesiąt osób - ułamek procenta.

Statystycznie dużo lepiej bywa w kołach liczących sobie kilkaset osób - w miejscowościach mniejszych, w kołach zakładowych, środowiskowych. Tam owe kilkadziesiąt osób przybywających na walne zgromadzenie stanowi procent znaczący. Nie zmienia to jednak faktu, że Polski Związek Wędkarski ma członków, którzy uczestniczą w życiu organizacji w sposób mniej lub bardziej czynny oraz takich, którzy w siedzibie koła pojawiają się tylko raz w roku - kiedy przychodzi opłacić składki i wykupić zezwolenia na połów ryb.

Nie są więc to członkowie rzeczywiści Polskiego Związku Wędkarskiego, lecz - nazwijmy to wreszcie po imieniu - posiadacze ulg w opłatach za prawo połowu. Do korzystania z ulg uprawniają dwie rzeczy - wypełnienie deklaracji członkowskiej oraz regularne opłacanie składek. Do PZW zapisać się może każdy. Przestał obowiązywać przepis mówiący o potrzebie rekomendacji, nie ma instytucji kandydata. Po prostu przychodzi się do siedziby związkowej agendy, wypełnia papierek, zdaje (albo i nie) symboliczny egzamin na kartę wędkarską, płaci wpisowe i otrzymuje się ulgę na licencje połowowe.

Nikt niczego - poza płaceniem - od nikogo nie wymaga. System jest jasny, prosty, przejrzysty - PZW zapewnia sobie papierowych członków w najprostszy z możliwych sposób. Opłaty dla niezrzeszonych są dużo wyższe od tych, które wnosić muszą "zapisani do Związku". Skutki "polityki ilościowej" widać nad wodą. Nagminne łamanie regulaminu przez posiadaczy legitymacji PZW, niewymiarowe ryby wędrujące do plecacków, toreb, bagażników, nieprzestrzeganie okresów ochronnych, tragiczny zanik wędkarskiej etyki.

Śmiem twierdzić, że z owych siedmiuset tysięcy niby-członków PZW kłusuje z wędką w ręku połowa, może nawet większy procent. Oczywiście, kłusownictwo to ma różny wymiar - trudno porównywać ludzi, którzy w wielkich ilościach łowią wiślane i odrzańskie certy w okresie ochronnym, do tych, którzy w wakacje zabiorą do domku kempingowego niewymiarowego szczupaka... Choć przecież i ci, i ci sprzeniewierzają się podpisanej przez siebie deklaracji.

Nasze codzienne obcowanie z wodą i wędkarzami dowodzi, że wielu "kolegów" ma za nic przepisy, które przeszkadzają tylko w pozyskiwaniu rybiego mięcha. Nie chcę tu twierdzić, że wśród tych, którzy nie udzielają się, hm, społecznie, są sami kłusownicy, jak też nie mogę przysiąc, że wśród aktywnych członków nie ma kłusoli, ale nie wydaje mi się sprawiedliwe, że "martwe dusze" płacą tyle samo, co aktywni członkowie PZW.

Zaznaczam przy tym, że sam nie działam kompletnie i teraz zupełnie mi się już nie chce, więc tekst ten piszę niejako przeciw własnej kieszeni. Chciałem napisać "przeciw sobie", ale nie byłoby to prawdą, bowiem "sprawiedliwość opłatowa", jaką postuluję, miałaby na celu zgromadzenie większej ilości pieniędzy na ochronę wód.

Demitologizacja członka
Osobiście nie mam potrzeby należenia do jakiegokolwiek koła, nie odczuwam chęci do jakiegokolwiek społecznego udzielania się. Wolno mi. Jednocześnie jeszce niedawno byłem wielkim zwolennikiem funkcjonowania w Polsce jednej, ogólnokrajowej organizacji wędkarskiej. Moim jednak zdaniem podstawowe kierunki rozwoju wędkarstwa oraz gospodarki wędkarskiej i ochrony wód powinna była wytyczać "jedna głowa", zaś przenosić je w teren winny agendy podobne do obecnych okręgów.

Dzisiaj już mi to nie w głowie. I ja miewam chwile, kiedy postulaty, żeby organizację tę rozparcelować, zlikwidować, bywają mi wielce miłe i słucham ich z przyjemnością. Jednak wciąż przychodzi mi do głowy, że "prywatyzacja" tak ogromnego majątku o charakterze publicznym może okazać się jednym wielkim szwindlem, skandalem i że w jej efekcie możemy wylądować wszyscy na lodzie. Pod rządami obecnie obowiązującej ustawy - która jest ustawą nie dla ryb, nie dla wód, nie dla wędkarzy, ale dla wąskiej grupy zawodowej, tzw. rybaków śródlądowych - podnoszone, choćby na Forum, pomysły, by jednym, śmiertelnym sztychem spowodować koniec PZW, przyniosłyby o wiele więcej złego, niż dobrego.

I w tym momencie wygłoszę być może herezję, za którą zostanę bezprzykładnie skrytykowany - dzisiaj jeszcze ja chcę należeć do PZW, choć na rzeczywiste, aktywne członkostwo nie mam czasu ani ochoty. Jestem gotów wnieść niniejszym o ustanowienie w PZW instytucji dorosłego członka-uczestnika, człowieka, który do Związku należy, lecz nie ma statutowego obowiązku uczestniczenia w organizacyjnym życiu.

Członek taki - co jest sprawiedliwe - powinien płacić wyższe składki od członków rzeczywistych, łożących na rzecz koła swą pracę, czas i emocje. Rzecz nie idzie o wielkie pieniądze - 50 do 100 zł rocznie. Sądzę, że wielu ludzi chętnie podpisałoby deklarację uczestnika, zwalniającą ich od statutowego obowiązku udzielania się i zapłaciłoby ekwiwalent częściowo pokrywający ich brak aktywności.

Marzenia ściętej głowy
Zapłaciło by chętnie, gdyby pieniądze te w całości przeznaczane były na ochronę wód. Chociażby na pensje dla etatowych strażników wędkarskich w okręgach. Brak kontroli nad polskimi rzekami, jeziorami, kanałami jest zatrważający i niczym nie usprawiedliwiony. To ten brak jest przyczyną pleniącego się kłusownictwa i zaniku etyki. To właśnie ten brak powoduje spustoszenia w populacji ryb, pozwala na niszczenie nadwodnych terenów, na zaśmiecanie brzegów, na łowienie w myśl zasady - po mnie choćby potop.

Zarówno statut związku, jak i regulamin powinny precyzyjnie wyznaczać sankcje dla tych, których straż schwyta na łamaniu przepisów. Obecne przepisy absolutnie tego nie czynią. To taki sam syf, jak ustawa o rybactwie. Bowiem otóż wywalenie z PZW powinno kojarzyć się z potężnymi dokuczliwościami ekonomicznymi - zezwolenia dla niezrzeszonych muszą być drogie, poza tym kary wymierzane za kłusownictwo rybackie i wędkarskie przez organy administracji samorządowej i rządowej oraz sądy powszechne winny być wysokie.

Do tego, aby prawo państwowe było surowe dla kłusowników, nadal potrzebny jest Polski Związek Wędkarski - jego organa powinny się zająć stworzeniem odpowiedniego lobby, naciskami na władze, polityką informacyjną z prawdziwego zdarzenia - na miarę najbardziej aktywnych organizacji ekologicznych na świecie.

Poza działaniami kierowanymi "na zewnątrz" PZW powinien zająć się w pierwszym rzędzie ochroną, jak najbardziej zawziętym pilnowaniem swojej i naszej, wędkarskiej własności. Tysiące ludzi są gotowe działać społecznie, być aktywnymi - to rzeczywiści członkowie Związku. Setki tysięcy wędkarzy na działalność społeczną nie ma ochoty. Mają za to wiele wymagań wobec PZW. Wnoszę o stosowanie zasady "coś za coś" - a więc albo wkład własny, albo forsa przeznaczona wyłącznie na ochronę wód i corocznie rozliczana co do grosza.

PS. Pewnie znowu postuluję utopię, być może wygłaszam herezje, ale moim wędkarskim marzeniem jest to, by jak najczęściej podchodził do mnie strażnik, sprawdzał moją licencję, zaglądał do torby. Trochę mi to będzie przeszkadzało w łowieniu, ale być może po pewnym czasie doczekam się sytuacji, że nie będę musiał czuć się zażenowany na łowisku, w którym roi się od łamiących regulamin kolegów należących do tego samego stowarzyszenia co ja. Doczekam się? No wiem, że się nie doczekam, ograniczając się do pisania felietonów. Ale od tego, by nie czekać z założonymi łapskami będą - być może - takie stowarzyszenia, jak Promocja Żyjących Wód...

Comments

Standard view   

...a tekst dalej aktualny. Gdyby nie data, można pomyśleć, że napisany dopiero wczoraj...

Andrzej

Początek

To bym odnalazł w archiwum ten artykuł i zamiast dyskutować bez końca cytowałbym fragmenty. Ileż zaoszczędziłbym czasu na pisaninę...
Ciekawe, czy nawołujący do działalności wreszcie pojmą tką postawę, którą prezentuje większośc "normalnych" wędkarzy. Że ktoś w reszcie zrozumie że 99% wedkarzy ma głęboko gdzieś stowarzyszanie się, chcą zapłacić i łowić. Możemy również w stowarzyszeniu zapłacić działaczom, byle to co robią było z korzyścią dla wedkarza. I niech mają 5 tys miesięcznie pensji, życzę im tego

Początek

Tak się składa ze wędkarstwo uprawiam już kilkadziesiąt lat i zawsze był problem z tak zwanym aktywnym członkiem.Większość z nas nie ma powolania do pracy społecznej.Chcemy mieć kontakt ze związkiem tylko w momencie dokonywania opłat.Jest to dla mnie w pełni zrozumiałe.Sam zachowuję się w ten sposób.Nie bardzo rozumię dlaczego miałbym być przez to karany, wnosząc zwiększoną opłatę.Problem etyki nie jest związany z tym czy ktoś jest aktywny czy nie.W PZW jest wystarczająca liczba członków, którzy mają zacięcie do pracy tzw.społecznej.Kłusownictwo było dawniej,jest rownież i dzisaj.Myślę że należy zrobić wszystko ,aby ograniczyć to zjawisko do minimum.Z upadkiem poprzedniego systemu,upadły rownież prawie wszystkie zasady moralne.Dotyczy to przede wszystkim decydentów nie tylko w naszym związku.Jest szesnaście województw, a okręgów około czterdziestu.Jak gospodarują widać gołym okiem, nigdzie nie ma ryb.W większości opłaty dla czlonkow z innych okręgów wzięta jest z sufitu.Miały być tam ryby gdzie pieniądze.Wyrywane są tylko pieniądze.Etykę ma się w sobie,albo nie.Można jej nauczyć,należy tylko często o tym mówić.Etyka nie należy do wędkarstwa.W naszych czasach być etycznym to znaczy być innym!Czy chcemy się wyróżniać?Należy zrobić wszystko ,aby zmniejszyć liczbę okręgów.Pozwoli to na kolosalne oszczędności,a co za tym idzie zwiększy się ilość pieniędzy do wykorzystania na inne cele.Poprawie musi ulec również,sytuacja materialna społeczeństwa.Ludzie muszą zrozumieć ,że wędkarz to nie tylko nieszkodliwy dziwak,ale czlowiek na ktorym można zarobić.Myślę ,że wszyscy potrzebujemy czasu,aby wypracować jakiś skuteczny model działania PZW o zasięgu ogólnokrajowym,czy tylko regionalnym.

Początek

Ryszard Siejakowski

Nie tak dawno na WCWI lub PW przeczytałem taki komentarz. "Swiat się wali. Podobno JJ przeprosił się z naczalstwem z PZW". Może niedokładnie tak ale coś w tym duchu. Chciałbym Ci przypomnieć Jacku, Twoje słowa bodajże z 1999 lub 2000 roku, rzucone na starym RO.
"Tak długo, jak nie zobaczę na szczycie PZW faceta z wykształceniem menagerskim, zarabiającego więcej niż godziwie, mającego do dyspozycji porządny samochód, porządny telefon komórkowy, tak długo PZW będzie dziadami"
Potwierdzasz to? Bo ja jestem za!!!
Pozdrawiam

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Przynęty wędkarskie

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).